Historyczny, pierwszy wyjazd Roberta Kubicy na tor za kierownicą samochodu Formuły 1.

Dziesięć lat temu, 1 grudnia 2005 roku, Robert Kubica po raz pierwszy zasiadł za kierownicą samochodu Formuły 1. Na torze pod Barceloną – jeszcze w starej wersji, z szybkim ostatnim zakrętem, siejącym spustoszenie w mało wytrzymałych karkach debiutantów z niższych serii – poprowadził mistrzowskie Renault R25. Była to nagroda za mistrzowski tytuł w World Series by Renault. Robert przez pół dnia przejechał 41 okrążeń i spisał się tak dobrze, że parę tygodni później inna ekipa, BMW Sauber, zatrudniła go w roli trzeciego kierowcy nawet bez testowania go w swoim samochodzie.

Menedżer Roberta, Daniele Morelli, po pamiętnym teście negocjował także z Renault, ale dyrygowana przez Flavia Briatorego ekipa mogła zaproponować co najwyżej fotel w GP2 i testy. Mario Theissen zaoferował więcej i nie był to pierwszy przypadek, gdy Flavio wypuścił Roberta z rąk. W sezonie 2002 Kubica był członkiem programu rozwoju młodych kierowców, prowadzonego przez Bruno Michela pod nadzorem Flavia.

Wyglądało na to, że szybka jazda samochodem Formuły 1 nie wymaga od niego żadnego wysiłku.

O jego rozstaniu z tym programem oraz o przełomowym teście w Formule 1 opowiedział mi podczas weekendu w Abu Zabi ówczesny szef inżynierii Renault, Pat Symonds – obecnie dyrektor techniczny Williamsa. Minęło już 10 lat, ale Pat, który był kiedyś inżynierem wyścigowym Ayrtona Senny (w debiutanckim sezonie 1984 Brazylijczyka w Tolemanie) oraz Michaela Schumachera w mistrzowskich sezonach 1994-95 z Benettonem, doskonale zapamiętał Roberta…

– Sytuacja z Robertem była dość zabawna, bo kilka lat wcześniej był częścią programu rozwoju młodych kierowców Renault – wspomina Symonds. – Zwolniono go z tego programu, co mnie bardzo zaskoczyło. Wiesz, wyglądało na to, że jego kariera dobrze się rozwijała. Ja nie miałem nic wspólnego z tym programem, ale razem z inżynierami przyglądaliśmy się młodym kierowcom i śledziliśmy ich postępy. Nie byliśmy jednak bezpośrednio zaangażowani, tym zajmowali się Flavio [Briatore] i Bruno Michel.

– Jeśli dobrze pamiętam, Robert zdobył mistrzostwo Formuły Renault 3,5 i częścią nagrody był test. Pamiętam, że przed testem pomyślałem sobie, że to dziwne: nasz dawny kierowca wraca do naszego kokpitu.

– Po teście byłem pod wielkim wrażeniem i zastanawiałem się, jak to u licha możliwe, że nie jest w naszym programie, dlaczego Renault postanowiło się go pozbyć? Powiedziano mi: wiesz, to i tamto zrobił źle. Osobiście myślę, że przyczyny były czysto polityczne. Sądzę, że gdyby Robert podpisał inny kontrakt dwa lata wcześniej, to ścigałby się naszym samochodem. Nie było wątpliwości, że był bardzo utalentowany.

W chłodne przedpołudnia na Circuit de Catalunya Robert w debiucie za kółkiem samochodu Formuły 1 był szybszy niż Franck Montagny, etatowy kierowca testowy Renault.

Pat z pewnym wahaniem uchyla rąbka tajemnicy wokół polityki uprawianej na wysokich szczeblach w Renault. Pytam, czy skoro test był nagrodą za tytuł, to czy traktowano Roberta jak losowo wybranego kierowcę, z którym trzeba po prostu odbębnić pół dnia jazd. Doskonale pamiętam słowa Christiana Silka, głównego inżyniera testowego ekipy, który potem rozpływał się na spotkaniu z dziennikarzami nad wiedzą techniczną i zdolnościami analitycznymi Roberta. Musiał być zaskoczony, podobnie jak Symonds…

– To był kierowca, o którym powiedziano nam, że nie jest zbyt dobry i dlatego pozbyto się go z naszego programu. Tak jak powiedziałem wcześniej, zwolniono go, bo nie chciał podpisać kontraktu menedżerskiego, ale my o tym wtedy nie wiedzieliśmy. Po teście zdenerwowałem nawet Renault, bo powiedziałem, że to niedorzeczne, że pozbyliśmy się tego faceta, chociaż mieliśmy z nim kontrakt i był w naszym programie. To było szaleństwo.

Co tak imponowało w Robercie? – Był bardzo szybki, ale to w sumie nie jest takie imponujące, bo po kierowcy wyścigowym należy oczekiwać szybkości. On był jednak ekstremalnie szybki, a przy tym niesamowicie spokojny w samochodzie. Ze wszystkim doskonale sobie radził. Nad wszystkim doskonale panował, miał pełną kontrolę. Wyglądało na to, że szybka jazda samochodem Formuły 1 nie wymaga od niego żadnego wysiłku.

Czy po tym teście inżynierowie Renault próbowali naciskać na zatrudnienie Roberta w Enstone? – Nie staraliśmy się, bo zespół był chyba pod zbyt dużą dyktaturą. Nie mogliśmy wpłynąć na to w żaden sposób. Ja osobiście w każdej chwili wziąłbym go z powrotem, ale to był jeden z tych przypadków… Renault to dość polityczny zespół w pewnych obszarach, zwłaszcza dotyczących kierowców. Flavio… Nie jestem całkowicie pewny, jak to dokładnie działało, ale Flavio na pewno miał kontrakty z kierowcami i oni nie mieli nic do czynienia z Renault, tylko z nim. Były momenty, kiedy naprawdę nam to przeszkadzało. Po tym teście z Robertem na pewno powinniśmy byli coś z nim zrobić. Kiedy w końcu trafił do Renault, Flavia już tam nie było. Mnie zresztą też. Nigdy nie pracowałem z Robertem jako kierowcą wyścigowym. W sezonie 2010 moi koledzy z zespołu bez przerwy mówili mi, jak bardzo im imponuje.

Co mógłby osiągnąć, gdyby nie tamten rajdowy wypadek? – Miał wystarczająco dużo talentu, żeby wygrać wiele, wiele wyścigów i wystarczająco dużo inteligencji, by zostać mistrzem świata.

Do tego trzeba jednak znaleźć się we właściwym miejscu o właściwym czasie… – Wyjąłeś mi to ust. Dokładnie tak jest. Kto wie? Prawdę mówiąc, zespół z Enstone w latach 2010-2012 nie był zły. Myślę, że wygrałby wiele wyścigów. Wtedy z pewnością ktoś stwierdziłby, że warto byłoby go mieć w czołowym zespole i wtedy mógłby zdobyć tytuł. Był wystarczająco bystry, a według mnie to jest najważniejsze.

1 KOMENTARZ

  1. Hm już w tamtych czasach było widać że liczyła się kasa. Za Robertem mało jej szło. Dziwne podejście ale jak się ma dobrego kierowcę pieniądze się zwrócą. Ale jak ktoś jest pod kreską to rozumiem.

    Dla mnie jeszcze jedna rzecz jest ważna oprósz szybkości. To aby kierowca czuł do należy poprawić.
    Chyba że do tego obecnie kierowca nie jest potrzebny i robią to komputery.

Comments are closed.