Nie wiem, czy kiedykolwiek pogodzę się całkowicie z ideą rozgrywania wyścigu Formuły 1 w Azerbejdżanie, zwłaszcza po inauguracji pod szyldem Grand Prix Europy, ale po piątkowych treningach przyznaję, że trzeba docenić uliczny tor w Baku i wyzwanie, jakie rzuca zawodnikom oraz zespołom. Dwie czerwone flagi i aż 113 żółtych – na 180 minut obu sesji – to aż nadto jaskrawe potwierdzenie poziomu trudności na tym przedziwnym obiekcie. I bardzo dobrze, praca kierowcy F1 to nie bułka z masłem.

Szarpana charakterystyka ulicznej pętli, gładka i śliska nawierzchnia, rzecz jasna brudna i nienagumowana na początku weekendu, mocniejsze i szybsze w zakrętach samochody, konieczność ustawienia niskiego poziomu docisku, by nie wystawiać się na ataki na ponad dwóch kilometrach jazdy pełnym gazem – to wszystko składa się na nieliche wyzwanie. Z pomocą nie przyszło Pirelli, przygotowując konserwatywną (łagodnie rzecz ujmując) nominację mieszanek – mimo że jest to obiekt uliczny, asekuracyjnie postawiono na kombinację supermiękka/miękka/pośrednia (ta ostatnia wyłącznie jako artykuł kolekcjonerski i tylko z obowiązku trzeba zostawić sobie jeden zestaw na wyścig). Twardsze opony to nie tylko problemy z dogrzaniem i utrzymaniem optymalnej temperatury, z czym problemy w tym sezonie miewa Mercedes, ale też kłopoty na hamowaniach. Długie proste i krótkie zakręty sprzyjają chłodzeniu przednich opon, co też przeszkadza przy hamowaniu.

Właśnie stabilność hamowania mogła przyczynić się do błysku Red Bulla w obu piątkowych sesjach. Swoje dorzuciło też Renault, które dzięki poprawiającym elastyczność modyfikacjom mapowania i oprogramowania chwali się zyskiem rzędu 0,2 sekundy na okrążeniu. Kolejną ciekawostką jest wykorzystanie przez Red Bulla (a także Toro Rosso) możliwości zmiany przełożeń w skrzyni biegów – każdy zespół może tego dokonać raz w sezonie.

Doskonała postawa w piątek może zwiastować wielkie przebudzenie Red Bulla, ale nie zapominajmy o wspomnianej wyżej wyjątkowej charakterystyce toru w Baku. Do tego obie sesje miały chaotyczny przebieg i w takich warunkach było naprawdę trudno złożyć pełne, szybkie okrążenie. Żółte flagi przeszkadzają nie tylko w uzyskaniu czasu, zmuszają także do zwolnienia i przez to spada temperatura opon – jak można było zaobserwować, szczególnie ważna na tym torze.

Najlepszym tempem na dłuższych przejazdach popisało się z kolei Ferrari, a treningi w wykonaniu Mercedesa pokazują, że jak dotąd jest to weekend bardziej pod znakiem Rosji czy Monako, a nie Kanady. Tuż po drugiej sesji Toto Wolff nie miał tęgiej miny, powtarzając znane już z tego sezonu uwagi na temat trudności ze zmuszaniem ogumienia do pracy. Tak jak w wymienionych wyżej przypadkach, Lewis Hamilton radził sobie z wyzwaniem gorzej niż Valtteri Bottas.

Pewną jazdą w trudnych warunkach błysnął Lance Stroll i warto to odnotować, mimo że za nami dopiero piątek. Z kolei nie popisali się Jolyon Palmer i Sergio Pérez, który wieczorem podczas odprawy z Charliem Whitingiem prosił o wprowadzenie zmian w tarce, na którą najechał tuż przed uderzeniem w barierę przy Zakręcie 8. Szyny były złe i podwozie też było złe…

Doskonale za to spisała się trzecia ewolucja silnika spalinowego Hondy, z której w piątek korzystał Fernando Alonso: Japończycy byli w siódmym niebie, widząc osiągi na prostych. Animuszu dodaje też fakt, że nie wszystkie najnowsze poprawki znalazły się w tej wersji jednostki napędowej. Awaria, która przerwała jazdy Hiszpana, okazała się być usterką skrzyni biegów, a nie silnika. Mimo to na resztę weekendu Alonso dostanie starszą specyfikację, aby oszczędzić nową wersję na rundy, w których już na dzień dobry kierowca McLarena nie będzie miał kary za napoczęcie kolejnych elementów jednostki napędowej.

Cały powyższy akapit jest oczywiście podszyty nutką ironii. Obecna pozycja McLarena i Hondy to po prostu skandal, a euforia po poprawkach umożliwiających uzyskanie czasu na początku drugiej dziesiątki tylko podkreśla kuriozalność całej sytuacji. Przed Alonso czas decyzji, a przed nami ciekawie zapowiadająca się sobota, w której pewna jest tylko obsada ostatniego rzędu na starcie.

6 KOMENTARZE

  1. Nabrałem się na tej wzmiance o Hondzie(której kibicuje;) Też nie mogę się przyzwyczaić do tego toru, te długie proste w Baku, a na końcu kwadratowe zakręty po prostu są nudne. Z długimi prostymi ten tor nie ma porównania do Monzy, a i uroku ulicznego Monako też mu brakuje.

  2. „wieczorem podczas odprawy z Charliem Whitingiem prosił o wprowadzenie zmian w tarce, na którą najechał tuż przed uderzeniem w barierę przy Zakręcie 8”

    Tarka została zmieniona 😉

  3. Pirelli zniszczyło rywalizację tymi swoimi oponami. Dlaczego nie można zrobić opon bardziej przyjaznych, aby żaden zespół nie miał z nimi problemów? Dlaczego okno pracy jest tak wąskie? To zabija widowisko. Chciałbym aby kierowa przegrywal bo jest słabszy, a nie przez opony. Dobrze jakby te ogumienie każdemu pracowało jak nalezy, wtedy byłoby więcej walki. Pamiętam jak André Lotterer po swoim starcie w Belgii mówił, że opony Michelina w innej serii są bardziej miękkie a przy tym wytrzymalsze od Pirelli. Pewnie się tak da zrobić w takim razie. To tak jak z silnikami, Mercedes ma mocniejszy a przy tym mniej niezawodny, a Honda slabszy ale też bardziej zawodny. Logika nakazywałaby myslec, że silnik z mniejszą mocą powinien się mniej psuć. Widać da się. Zmiana dostawcy może byłaby warta rozważenia po tym 2019 roku.

    • Poczekajmy z ocenami do sezonu 2018, dopiero teraz Pirelli ma jako-takie warunki do testów i przygotowania opon. Zresztą postępują zgodnie z wytycznymi stawianymi przez władze F1. Ponadto nigdy nie będziesz miał opon, z których każdy zespół będzie jednakowo zadowolony. Nawet w seriach monomarkowych występują różnice. Jedni sobie radzą, inni mniej.

    • Lotterer mówił że są bardziej miękkie czy że są bardziej przyczepne i wytrzymałe, dzięki czemu można cisnąć cały czas? Bo akurat przyczepność wzrosła, a na wytrzymałość nikt nie narzeka.
      A poza tym zapytaj dowolnego producenta jak zrobi opony bez możliwości testowania (Pirelli nie miało prawdziwych bolidów na sezon 2017). Michelin się oferował z oponami, ale takimi jakie potrafił zrobić, a nie takimi jakie F1 chciała zamówić…

      • Trudno aby przyczepność nie wzrosła skoro opona jest szersza w tym roku, wieksza powierzchnia styka się z asfaltem. A Michelin przede wszystkim chciał opon z szerszą obręczą, aby przybliżyć te opony do produktów z pojazdów drogowych. Ale ten Michelin to był przykład, nie mówie, że akurat oni mieliby wejść do F1. Coś z tym Pirelli musi być jednak nie tak skoro w większości sportowych samochód wkłada się Micheliny Pilot Sporty a nie PZER0 😉

Comments are closed.