Aby lepiej zrozumieć aktualną sytuację Roberta Kubicy, wystarczy rzucić okiem na jego słowa z połowy września. Już wtedy miał opracowany plan, który teraz realizuje. Polecam przypomnieć sobie rozmowę z Singapuru (link tutaj), w której nakreślił swój scenariusz – i popatrzeć na bieżące wydarzenia w kontekście tamtych wypowiedzi.

Zapowiadał, że nie będzie czekał do grudnia na decyzję Williamsa – a zespół może mieć inne priorytety niż on. Dodał także, że w zeszłym roku miał ofertę podobnej pracy (kierowcy rezerwowego) w innej ekipie, ale jej nie przyjął, bo był pewny startów w barwach ekipy z Grove. Nie wykluczał również podjęcia podobnej roli jak w sezonie 2018, ale w innym zespole. Pomny zeszłorocznych doświadczeń, przygotował strategię na ten sezon, a finał tych działań jest już bliski.

Wnioski z minionej zimy zostały wyciągnięte i trudno oprzeć się wrażeniu, że Robert chce przede wszystkim zabezpieczyć się przed powtórką zeszłorocznego scenariusza i dość instrumentalnym potraktowaniem przez decydentów z Williamsa. Nie można mieć pretensji do zespołu o to, że przede wszystkim chciał zadbać o zabezpieczenie przyszłości poprzez zyskanie większego wsparcia finansowego, ale chyba dałoby się to rozegrać w inny sposób.

Przed rokiem wyjeżdżał na tor Yas Marina z przekonaniem, że w marcu stanie na polach startowych w Melbourne, a testy po Grand Prix Abu Zabi służą po prostu jak najlepszemu przygotowaniu do sezonu. Jak wiemy, Williams miał inne plany. Tym razem decyzje zostaną podjęte wcześniej, a sytuacja jest o tyle lepsza dla Roberta, że właściwie to od niego zależy decyzja. Przez cały rok nie ukrywał, że celem jest powrót do ścigania i znalezienie się na polach startowych w GP Australii 2019. Czy jednak za wszelką cenę? Przed rokiem mógł być gotowy na naprawdę duże ustępstwa, by zrealizować wymarzony cel, ale dwanaście miesięcy później jest bogatszy nie tylko o doświadczenia z samego procesu decyzyjnego Williamsa, ale też o znacznie głębszą wiedzę na temat funkcjonowania zespołu i nadziei na kolejny sezon.

Otwarte wyjście awaryjne
Zacznijmy jednak od drugiego scenariusza, czyli od szeroko w ostatnich dniach komentowanej propozycji Ferrari. Posada w symulatorze, objęta w zeszłym roku przez Daniiła Kwiata, zwalnia się po powrocie Rosjanina do wyścigowego składu Toro Rosso. Antonio Giovinazzi zachowa rolę rezerwowego Scuderii, ale będzie ścigał się w Sauberze. Potrzebny jest doświadczony i inteligentny technicznie zawodnik. Co czeka w Maranello poza zakulisową, lecz odpowiedzialną pracą – którą, jeśli wierzyć przeciekom sprzed kilku lat z Mercedesa, Robert potrafi wykonywać śpiewająco?

Jeśli chodzi o ściganie, Ferrari może zaproponować starty w WEC – co prawda w kategorii GT, ale zawsze to jakieś urozmaicenie. Niekoniecznie musi to oznaczać kres drogi w Formule 1, bo współpraca ze Scuderią może automatycznie oznaczać wejście w krąg zainteresowań satelickich ekip: Haasa czy Saubera. Dodatkowe testy na torze w barwach którejś z tych ekip? Czemu nie – pamiętajmy, jak bardzo zależało Robertowi na czasie spędzanym na torze. Z Williamsem wynegocjował rewelacyjne jak na obecne czasy warunki i sporo dni za kierownicą. Jeśli Scuderii zależy na podjęciu współpracy, to przy okazji może wchodzić w grę „załatwienie” kilometrażu u któregoś z klientów.

Wyjście awaryjne istniało też przed rokiem, ale tym razem Robert, mając głęboko wyryte w pamięci zeszłoroczne doświadczenie, po pierwsze nie zamyka go od razu, wierząc w powodzenie podstawowego planu. Po drugie, ujawnienie tej możliwości zmienia jego pozycję negocjacyjną. W zeszłym roku nie czuł takiej potrzeby, więc taka opcja pozostała tajemnicą. Ma co robić, chce szybszej decyzji niż rok temu – słowem, nie pozwoli już grać swoją kandydaturą w negocjacjach między Williamsem i innymi kierowcami.

Plasterek na wizerunkowe rany
Teraz priorytety Roberta i zespołu. Ekipie chodzi o właściwy balans pomiędzy talentem kierowcy i wsparciem ze strony jego już obecnych bądź potencjalnych partnerów. Pomijając okoliczności i kwoty – sądzę, że nie jest to czas i miejsce na odnoszenie się do padających w przeróżnych spekulacjach wartości – Robert przygotował się także od tej strony. Warto mieć przy okazji nadzieję, że rzucony niedawno komentarz jednego z członków zarządu PKN Orlen o tym, że wsparcie nie jest aktualnie potrzebne, był obliczony jedynie na uspokojenie nieobeznanej z wyścigami szerszej grupy odbiorców. Czas goni, a właściwie już go nie ma. Propozycja musi być jasna i konkretna, ale z drugiej Williams dodatkowo wie, że jeśli z tej mąki ma być chleb, to piec jest już rozgrzany do czerwoności i dłużej nie ma co zwlekać.

To chyba oczywiste, że Robert chce wrócić nie tylko po to, żeby wrócić. Ma ambicję, żeby coś jeszcze pokazać, a do tego potrzebny jest ten przełomowy ruch.

Dla zespołu zakończenie całej sprawy przed końcem sezonu – czyli przed grudniem, jeszcze w listopadzie – również miałoby jeden wielki plus. Finał wielkiej historii (ewentualnego) powrotu do ścigania byłby pięknym akcentem wizerunkowym na zakończenie mistrzostw, które upływają pod absolutnym brakiem jakichkolwiek pozytywów odnośnie ekipy. Spadek z bezpośredniego zaplecza czołówki na ostatnie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, tempo przeważnie wystarczające do walki najwyżej o przedostatni rząd, fiasko podejścia pod hasłami „promowanie młodych talentów” i „inwestowania w wieloletnią karierę obiecującego kierowcy o wspaniałym dorobku z serii juniorskich” (kto tu w co inwestuje, można spytać…) można idealnie przykryć historią, na którą czekają – wybaczcie podniosły ton, ale to zupełnie usprawiedliwione rzeczywistością – kibice z całego świata. Taki plasterek na wizerunkowe rany.

Byłaby to piękna historia, ale po raz kolejny podkreślam: nie chodzi tu tylko o sentymenty i spięcie romantyczną klamrą kariery i wielkiej walki o powrót. Robert wciąż ma mnóstwo do zaoferowania Formule 1 oraz zespołowi, z którym miałby współpracować. Możliwość startów, niezależnie od poziomu samochodu, ostatecznie rozwiałaby ewentualne wątpliwości – a wiem, że w padoku ich niestety nie brakuje. Mógłby to być punkt wyjścia do kolejnych kroków – bo to chyba oczywiste, że Robert chce wrócić nie tylko po to, żeby wrócić. Ma ambicję, żeby coś jeszcze pokazać, a do tego potrzebny jest ten przełomowy ruch.

Czas decyzji
Z jednej strony mamy zatem osiągnięcie celu w postaci natychmiastowego powrotu do startów w Formule 1. Z drugiej współpracę z legendarnym zespołem, być może – dzięki koneksjom Ferrari – z wizją na coś więcej niż „tylko” praca w symulatorze, bez ostatecznego zamknięcia drogi do powrotu pełną gębą. Oba rozwiązania mają swoje plusy i minusy, nie do nas należy ich roztrząsanie.

Chciałbym, by decyzja Roberta przyniosła mu satysfakcję z wykonywanej pracy. Na pewno nie podejmie jej z klapkami na oczach, będzie chodziło mu o plan długoterminowy – a nie o ślepe rzucenie się na najbliższy cel. Z jednej strony nie zazdroszczę mu dylematu, który musi rozwiązać w najbliższych dniach – ale z drugiej o ile lepsza jest to sytuacja, kiedy ma się swobodę decyzji i nie jest się zdanym na czyjąś łaskę i niełaskę. Robert i jego otoczenie ciężko pracowali na znalezienie się w takiej pozycji, teraz trzeba podjąć decyzję. Tylko i aż.

16 KOMENTARZE

  1. „Taką propozycję miałem już w zeszłym roku, od innego zespołu – zdradza Robert. – Nie przyjąłem jej, bo wówczas wchodziło w grę czy nawet było prawie pewne, że będę startował w Grand Prix”

    Niezwykle mnie intryguje, o jaki zespół może chodzić

  2. Sauber wydaje się być niedostępny na co najmniej 2 lata. Kimi ma dwuletni kontrakt, a w Giovinazziego Ferrari trochę zainwestowało, więc mało prawdopodobne żeby RK go wykopał. W Haasie jest Magnussen który jak się ogarnie to potrafi jeździć(pierwsza połowa sezonu), ale zdarza się że mózg mu się wyłącza. Ponoć ma dwuletni kontrakt(równie dobrze to może być opcja 1+1). Jest niestabilny Grosjean u którego przyszły sezon może być ostatnim, ale pytanie jakie plany ma Haas. Oni nie są pod wpływami Ferrari tak jak Sauber. Jeśli będą mieli jakiegoś kandydata za Romaina to go sobie wybiorą i niekoniecznie musi to być RK. Jest jeszcze szalona opcja, że po następnym sezonie Vettel by wyleciał i za jego miejsce RK, ale biorąc pod uwagę przerwę RK byłoby to science fiction. Zakładając, że w Ferrari nie ma czegoś „ekstra” w kontrakcie poza symulatorem i jakimiś seriami typu WEC to Williams wydaje się być oczywistym wyborem. Symulator w Ferrari nie ucieknie, a szansy na ponowne ściganie może już nie być.

    • Dokładnie, poza tym wątpię aby 12 MSC w wiliamsie chciał poświęcić. Raczej parafka pod bibułą wilimias i myślenie co będzie w 2020 r

    • taka sobie wizja:
      Robert wraca do Ferrari, tak WRACA i jest rezerwowym oraz rozwojowym kierowcą tego teamu. Symulator i testy, jakiś trening. Pewnego dnia, gdzieś w połowie czerwca niespodziewanie musi zastąpić Sebastiana Vetela, który dostaje nieżytu górnych dróg oddechowych. Robert siada za sterami Ferrari i w kosmicznym wyścigu o GP USA w pełnym emocji i walki koło w koło dnia 3.11. 2019 wygrywa swoje drugie GP.
      Historia zatacza koło
      Ludzkość oszalała
      Kurtyna

      • całkowicie nie realne, sci fi. Jeśli dostał ofertę to ją na pewno podpisze. Zależy jeszcze od jego formy, ile brakuje mu do topowej czyli tej z 2010 r. Jeśli jest blisko to Williams, jeśli nie spokojna praca w symulatorze. dla mnie 90% Williams 10% ferrari

  3. Przecież ostatecznie nie ma żadnego wsparcia z Orlenu, żadnej kasy. Robert został w przykry sposób wykorzystany do bieżącej walki politycznej do czego w pokrętnym tłumaczeniu po części przyznał się Adam Bielan.

  4. taka sobie wizja:
    Robert wraca do Ferrari, tak WRACA i jest rezerwowym oraz rozwojowym kierowcą tego teamu. Symulator i testy, jakiś trening. Pewnego dnia, gdzieś w połowie czerwca niespodziewanie musi zastąpić Sebastiana Vetela, który dostaje nieżytu górnych dróg oddechowych. Robert siada za sterami Ferrari i w kosmicznym wyścigu o GP USA w pełnym emocji i walki koło w koło dnia 3.11. 2019 wygrywa swoje drugie GP.
    Historia zatacza koło
    Ludzkość oszalała
    Vettel kończy karierę
    Kurtyna.

Pozostaw odpowiedź łysy Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here