Na podstawie zimowych testów pewniejsze są te czarne prognozy. Łatwiej przewidzieć, kogo czeka trudny sezon niż wytypować mistrzów – zwłaszcza gdy w tej pierwszej kategorii mamy tak zdecydowanego faworyta, jakim jest McLaren. Jakże zasłużona ekipa w nowych, pomarańczowo-czarnych barwach nie zdołała przejechać za jednym zamachem większego dystansu niż jedna szósta wyścigu, a w normalnych warunkach pierwsze kary za przekroczenie limitu czterech sztuk jednostek napędowych na sezon padłyby już po trzech dniach na torze. Honda naobiecywała odrabianie strat, przeprojektowała silnik zgodnie z zaczerpniętą od rywali filozofią (samo w sobie jest to wyłomem w typowo japońskim podejściu do sprawy), ale okazało się, że po zainstalowaniu całości w samochodzie i wyjechaniu na tor pojawiają się problemy, których w środowisku fabryki nie było. Niestety, mistrzostwa świata odbywają się na torach wyścigowych, a nie w sterylnych hamowniach.

W tej drugiej kategorii mamy dwa, dwa i pół zespołu. Tą połową jest Red Bull, czyli pozornie mało skomplikowany aerodynamicznie samochód z „czarnym Piotrusiem” tam gdzie McLaren, czyli pod pokrywą silnika. Nowa jednostka Renault jest obiecująca, ale na razie zbyt często się psuje. Posłuszeństwa odmawia przede wszystkim MGU-K, a o wartości awarii z początku sezonu przekonał się w zeszłym roku Lewis Hamilton. Teraz będzie o tyle trudniej, że nie można już zastosować takiego manewru jak Mercedes w Belgii i w trakcie jednego weekendu wrzucić trzy kompletnie nowe jednostki napędowe do puli, kosztem jednorazowego startu z końca stawki. Po zmianie przepisów do dalszego użytkowania zostanie dopuszczona tylko ostatnia jednostka, a ponowne zastosowanie poprzednich będzie oznaczało kolejne kary (czyli nie będzie miało sensu, bo równie dobrze będzie można wziąć kolejną nową jednostkę).

Przechodząc wreszcie do czołowej dwójki: za długo siedzę w tym sporcie, by ekscytować się świetnymi testami w wykonaniu Ferrari, ale wiele wskazuje na to, że tym razem Scuderia porządnie odrobiła lekcję. Zobaczymy, czy to wystarczy na przyczajonego Mercedesa, ale na pewno warto będzie wstać bladym świtem w ostatnią sobotę marca, by obejrzeć pierwszą prawdziwą próbę sił. W Maranello przygotowali nie tylko agresywne sekcje boczne w nowym SF70H, ale też popracowano nad silnikiem – mówi się przede wszystkim o nowej technologii wtrysku paliwa, zapewniającej lepsze wykorzystanie mieszanki paliwowo-powietrznej.

Kwestia paliwa w ogóle jest dość ciekawa i nie mam tu na myśli tylko zwiększenia przydziału na wyścig ze stu do 105 kilogramów (większy opór nowych samochodów). Od tego sezonu fantazja i możliwości inżynierów takich firm jak Shell czy Petronas zostaną poważnie ukrócone. Dość już przywożenia na każdą Grand Prix specjalnych mieszanek, dostosowanych do toru i warunków. Teraz na cały sezon można mieć maksymalnie pięć różnych formuł paliwa i nie więcej niż dwa rodzaje na jeden weekend.

Może się okazać, że w batalii pomiędzy Ferrari i Mercedesem liczył się będzie każdy szczegół – i oby tak było, bo kibice zasłużyli na porządne widowisko na początek nowej epoki technicznej. Sama szybkość samochodów i rekordowe czasy okrążeń będą robiły wrażenie, ale dla widza ważniejsza jest akcja. Powszechne są obawy, że właśnie tego zabraknie, że wyprzedzania będzie mniej – ale jeśli cztery (czy nawet sześć, jeszcze lepiej!) samochody będą prezentowały zbliżony poziom, to widowisko będzie pasjonujące. Nawet jeśli Günther Steiner się nie myli i pierwsza trójka odjedzie reszcie na półtorej sekundy – i przepaść będzie się pogłębiać, bo ze środka stawki nikt poza nękanymi problemami McLarenem i Renault nie ma budżetu ani zaplecza na agresywny rozwój w trakcie sezonu.

W środku stawki najlepsze wrażenie po testach robi Williams, nawet jeśli czasy Felipe Massy były kręcone na oparach. Cichym bohaterem drugiej sesji testowej został Lance Stroll, który po mocno nieudanym (taki eufemizm) początku swojej oficjalnej przygody z Formułą 1 wykonał solidną pracę za drugim podejściem, na razie puszczając w niepamięć przydomek „Pastroll”.

Nieźle prezentuje się Haas, mimo że problemy z hamulcami wciąż się za nimi ciągną. Toro Rosso zwraca uwagę nie tylko nowymi barwami, ale też sprytnymi rozwiązaniami (przednie górne wahacze jak w Mercedesie, a były planowane już na zeszły sezon) – szkoda, że kulą u nogi jest na razie jednostka Renault, do której ekipa z Faenzy wróciła po przerwie na kolejną przygodę z Ferrari. Force India na razie poniżej oczekiwań, Renault nieco powyżej, a Sauber dokładnie tam, gdzie miał być – niestety na końcu (plus/minus McLaren), ale na nic więcej nie można liczyć ze starymi jednostkami Ferrari. W zeszłym roku Toro Rosso ugrało co prawda niezłą pulę, ale przypominam, że w tym sezonie nie mamy już głupiego systemu talonów i jednostki znacznie poszły do przodu – w imię równania osiągów.

Więcej o przygotowaniach do sezonu usłyszycie w najbliższy wtorek, w programie #ElevenF1 na antenie Eleven Sports, start o 21:00. Poza podsumowaniem testów zobaczycie m.in. rozmowę z niedoszłym emerytem Felipe Massą i drugą część pogawędki z Toto Wolffem, w której szef Mercedesa komentuje deklarację gotowości do testu w F1 ze strony pewnego polskiego kierowcy…

15 KOMENTARZE

  1. Nadzieja umiera ostatnia… zgadzam się to tylko testy ale czuję w powietrzu że SF nie będzie chłopcem do bicia.Będzie lepiej niż na przełomie ostatnich trzech-pięciu lat.Uważam że Mercedes będzie nr 1 , drugą siłę widzę jednak w SF, aczkolwiek RBR będzie blisko bardzo blisko…Zostały niecałe dwa tygodnie do pierwszego i drugiego treningu.Koniecznie zarwać noc i zacierać ręce..
    Ps.Kimi – szacun wczoraj najlepszy czas , jest w „gazie”.

  2. Ciekawe ile zajmuje przetransportowanie silnika do Japonii w porównaniu do transportu do Viry, Brixworth czy Maranello. Już tu się robi problem. Ostatnio mówili o tym, że pojechał do Japonii. Dlaczego nie do Milton Keynes, gdzie też tam mają jakaś bazę?

      • ale w Milton Kneyes też mają dział silnikowy, bo McLaren zespół ma w Woking 😉 Też dlatego wymieniłem Brixworth zamiast Brackley w przypadku Mercedesa 😛

  3. W najbliższy wtorek, #ElevenF1, start o 21:00 – pozycja obowiązkowa. Co powie Toto 🙂 a no to, że pewnie pojedziemy z tym koksem. Czekam..

  4. Bardzo lubię Felipe, to chyba najbardziej niedoceniony kierowca w F1 (oczywiście przez niektórych). Miał prawie tytuł w kieszeni, w prezencie od niejakiego RK ;).

  5. Jestem załamany. Konkurencja także pisze że Honda wytrzymuje 11 okrążeń, 4 silniki na 8 dni, 30 km/h straty na każdej prostej (podczas testów!). Zapowiada się kolejny zmarnowany sezon dla McLarena…

Comments are closed.