Nieważne, czy niedziela na przemysłowych przedmieściach Szanghaju będzie deszczowa, czy nie. Nawet na suchym torze wyścigowy spektakl może przynieść sporo emocji, chociaż nie ukrywam, że chciałbym zobaczyć zmagania kierowców z mokrą nawierzchnią. Nie tylko po to, by przekonać się, czy nowa mieszanka w deszczówkach Pirelli spotka się z cieplejszym przyjęciem przez zawodników i nie tylko po to, by kilka ciekawych postaci z końca pól startowych dostało lepszą okazję do zaprezentowania swoich umiejętności. Wiadomo, że deszcz wnosi zupełnie nowe elementy do rywalizacji, ale chodzi też o to, jak nowe samochody będą zachowywały się w jeszcze bardziej ekstremalnych warunkach – nie mówiąc już o pierwszej okazji do sprawdzenia nowej procedury startowej, z normalnym startem „zatrzymanym” z pól po serii okrążeń za samochodem bezpieczeństwa.

Na pogodę nie mamy rzecz jasna żadnego wpływu, więc nic się też nie stanie, jeśli ciemne chmury tym razem oszczędzą ten zakątek chińskiej ziemi. Co prawda w suchych warunkach Pirelli wciąż zapowiada prostą strategię jednego pit stopu według schematu supermiękkie/miękkie, ale minimalny czas na przygotowania plus sytuacja w czołówce mogą przynieść parę niespodzianek.

Chiny są torem, który szczególnie mocno obciąża przednie opony, co w połączeniu ze zgłaszaną nieraz przez radio podsterownością nie jest korzystne dla Kimiego Räikkönena. Nie po raz pierwszy Fin ma kłopoty z szybką jazdą w Szanghaju. Lubi, kiedy przód jest przyspawany do toru i wówczas jego oszczędne ruchy kierownicą wystarczają, by pokierować samochód tak, jak sobie tego życzy: linią w kształcie litery V, skracając zakręt. Walka z opornym przodem wytrąca go z równowagi, a nie jest też typem kierowcy, którego przeróżne trudności motywują i skłaniają do wykrzesania czegoś ekstra z dość głębokich przecież pokładów talentu. Tutaj Sebastian Vettel czy Fernando Alonso mają nad nim przewagę. Kwalifikacje potwierdziły zresztą, że z karety asów to Ferrari z numerem 7 będzie miało najbardziej wyboistą drogę na ewentualne podium.

Drugie pole startowe jego zespołowego partnera pokazuje natomiast, że Ferrari odrobiło zimową lekcję. Różnica między nim i Lewisem Hamiltonem zmniejszyła się w porównaniu z Melbourne o jedną dziesiątą sekundy, z kolei zapas nad Valtterim Bottasem skurczył się z 25 do zaledwie jednej tysięcznej. To dwa skrajnie różne tory, różne też były warunki atmosferyczne i okoliczności, ale trend jest bardzo pozytywny.

Mercedes tradycyjnie „znalazł” dodatkowe ułamki sekund w ostatniej fazie kwalifikacji, kiedy rzecz jasna ma to największe znaczenie. Różnice w czołówce tak się jednak skurczyły, że nie ma już mowy o dominacji i spokojnym planowaniu całego pierwszego rzędu dla „Srebrnych Strzał”. Oczywiście niewiele zabrakło: jak informuje Mercedes, jedna tysięczna sekundy przekłada się na tym torze na 59 milimetrów.

Martwi przepaść za plecami ścisłej czołówki, ale lepiej mieć z przodu cztery samochody zamiast dwóch, a do tego walka w środku stawki jest równie zacięta. Od piątej do dziewiątej pozycji mamy samochody czterech różnych ekip (szczególne brawa dla Nico Hülkenberga), dalej bardzo dobrze spisującego się Lance’a Strolla (Kanadyjczykowi pomogło mocniejsze wspomaganie kierownicy, dwa tygodnie temu zbyt ciężko mu się kręciło na australijskich nierównościach) i otwierający drugą dziesiątkę tercet, który w Q2 zmieścił się w dwóch dziesiątych sekundy i każdemu z nich niewiele zabrakło do końcówki pierwszej dziesiątki.

Emocje niezależnie od warunków atmosferycznych będą też w ogonie: ofiary żółtych flag po kraksie Antonio Giovinazziego ostatecznie uszeregowano w nieco innej kolejności i Max Verstappen oraz Esteban Ocon zyskali po dwie pozycje, ale dla nich to dopiero początek wytężonej pracy w niedzielne popołudnie. Ostatni rząd zajmą ukarani Romain Grosjean i Jolyon Palmer. Obaj odpuścili pod żółtymi flagami (wkurzony Grosjean zamieścił nawet fragment wykresu z telemetrii), ale stosowny przepis, doprecyzowany w następstwie wydarzeń z GP Węgier 2016 i pole position Nico Rosberga, jasno mówi, że przy podwójnych żółtych flagach nie wystarczy, aby kierowca zwolnił. Przed każdym wyścigiem przypomina o tym Charlie Whiting, a stosowny zapis widnieje zawsze w dokumencie, według którego odbywa się czwartkowa odprawa z menedżerami zespołów. Wśród omawianych na niej kwestii porządkowych i dotyczących bezpieczeństwa widnieje punkt 10.1, przypominający o zachowaniu przy podwójnej żółtej fladze:

10.1 Podwójna żółta flaga: Każdy kierowca przejeżdżający przez sektor sędziowski, w którym obowiązuje podwójna żółta flaga, musi wyraźnie zmniejszyć prędkość i być przygotowanym do zmiany kierunku jazdy lub do zatrzymania. Aby sędziowie nie mieli wątpliwości, że każdy taki kierowca wypełnił te wymagania, musi być jasne, że nie próbował on uzyskać mającego znaczenie czasu okrążenia. Ze względów praktycznych oznacza to, że kierowca powinien zrezygnować z okrążenia (niekoniecznie oznacza to zjechanie do alei serwisowej, bo na kolejnym okrążeniu tor może być już czysty).

Nieważne, o ile zwolnili Grosjean i Palmer. Nieważne, co wyszło na telemetrii. Obaj uzyskali swoje najlepsze czasy okrążeń – a że poprzednie były znacznie gorsze? Cóż, pech. Taka interpretacja przepisów zapewni, że nikt już nie powtórzy wyczynu Rosberga z Hungaroringu i nie zdobędzie pole position okrążeniem z podwójnymi żółtymi flagami. Poza cofnięciem o 5 pozycji, kierowcy Haasa i Renault dostali po 3 punkty karne. Romain miał do tej pory czyste konto, ale Jolyon zgromadził już siedem. Daniił Kwiat ma osiem, ale jemu trzy znikają pierwszego maja, a Palmerowi dopiero drugiego lipca, i to dwa. Siergiej Sirotkin zapewne liczy na to, by do tego momentu Anglik dobił do magicznej bariery 12 punktów karnych…

Wracając do czołówki, Hamilton wykonał kolejny krok w stronę dorównania Ayrtonowi Sennie i Michaelowi Schumacherowi: ma już na koncie 63 pole position, czyli teoretycznie w Rosji może dorównać Brazylijczykowi, w Kanadzie Niemcowi, a od Azerbejdżanu zostać samodzielnym liderem klasyfikacji wszech czasów. Tyle, że Vettel też będzie chciał poprawić swój bilans – 46 wygranych czasówek daje mu czwartą lokatę, ale jak widzimy dystans do pierwszej trójki jest spory.

Do tego licznik Hamiltona wskazuje aktualnie sześć pole position z rzędu, a w historii F1 dłuższe serie zanotowali Senna (osiem na przełomie sezonów 1988 i 1989 oraz siedem na przełomie 1990 i 1991), Schumacher (siedem na przełomie 2000 i 2001), Alain Prost (siedem w 1993), a także sam Hamilton (siedem w 2015). Pod względem liczby wygranych czasówek w tej samej Grand Prix bilans Lewisa to także 6, a więcej mają oczywiście Schumacher (po 7 w GP Hiszpanii i Węgier oraz 8 w GP Japonii) oraz Senna (8 w GP San Marino).

A jutro zajrzymy w statystyki dotyczące zwycięstw. Niki Lauda przegrał 10 euro w zakładzie z Toto Wolffem, bo obstawiał Vettela na pole position. Ciekawe, czy założyli się też przed wyścigiem?

Ustawienie na starcie: 1. Hamilton; 2. Vettel; 3. Bottas; 4. Räikkönen; 5. Ricciardo; 6. Massa; 7. Hülkenberg; 8. Pérez; 9. Kwiat; 10. Stroll; 11. Sainz; 12. Magnussen; 13. Alonso; 14. Ericsson; 15. Giovinazzi; 16. Vandoorne; 17. Verstappen; 18. Ocon; 19. Grosjean (+5); 20. Palmer (+5).

13 KOMENTARZE

  1. Bardzo dobre kwalifikacje i jeszcze lepszy wyścig, wszystko bardzo fajnie wyważone, na taką F1 czekaliśmy. Dodam jeszcze, że powinien Pan na stałe komentować wraz z Panem Michałem, duet idealny.

  2. Przewidział Pan los Raikkonena. Jego piętą achillesową okazały się opony. Zabrakło mu 13-tu okrążeń do mety, by dojechać na trzecim miejscu. Zabrakło mu strategii zmiany opon w odpowiednim momencie. Zabrakło mu umiejętności. To nieważne. Lubię gościa, bo to prawdziwy facet nie beksa, jak wielu innych kierowców.

  3. Brawo dla Alfonsa, jechał naprawdę dobry wyścig, silnik Hondy miał być taki słaby, a ukręca półosie w Mclarenie:)

  4. Dlaczego tym razem weekend f1 był na Eleven? w programie widzę, że za tydzień już normalnie na Eleven sports.

  5. Panie Mikołaju, mam pytanie, kto jest aktualnie liderem?
    kto byłby MŚ, w sytuacji identycznej liczby pkt. i miejsc w poszczególnych wyścigach,
    poróżniłem się z kolegą dyskutując na ten temat, ja uważam (pomijając sympatie i antypatie) że aktualnym liderem jest Hamilton, ponieważ jako pierwszy osiągnął aktualną ilość puntów(mijając linię mety), a Seb wyrównał ten wynik… co w takiej sytuacji?

      • Żadne widzimisię. Jest wyraźnie napisane, że prowadzi lepszy i tak też wygląda obecna klasyfikacja.
        Żeby takie podstawowe rzeczy trzeba było ludziom tłumaczyć, to się w głowie nie mieści.

        • Gdyby wygrywał najlepszy, to w tym roku na gali FIA w listopadzie na pudle staliby:

          1. Lewis
          2. Max
          3. Dan

Comments are closed.