W kolejnym świetnym wyścigu sezonu 2017 świetną jazdą popisali się obaj walczący o tegoroczny tytuł kierowcy. Oczywiście z różnym skutkiem, o czym przede wszystkim zadecydował start. Gdy nieoficjalny władca Kanady spokojnie rozpoczynał jazdę po swój szósty triumf na tym torze i czwartego wielkiego szlema w karierze (prowadzenie przez cały dystans po starcie z pole position plus najszybsze okrążenie), Sebastian Vettel w zamieszaniu w pierwszym zakręcie tracił prawą końcówkę przedniego skrzydła.

Kierowca Ferrari tłumaczył, że nie miał gdzie uciekać, bo przed sobą miał Lewisa Hamiltona, po lewej nieśmiało wciskającego się Valtteriego Bottasa, a od zewnętrznej szarżującego po doskonałym starcie Maksa Verstappena. Wiadomo, że jeśli kierowca Red Bulla dostrzeże chociażby połowę luki, to będzie w nią wjeżdżał – tak samo było i tym razem, a największą ofiarą stał się Vettel, chociaż Max miał mnóstwo szczęścia, że w starciu ze skrzydłem Ferrari nie ucierpiało jego lewe tylne koło. Niestety, radość Holendra w postaci jazdy pomiędzy kierowcami Mercedesa nie trwała długo: problemem Red Bulla są nie tylko niewystarczające osiągi, ale także awaryjność.

Tymczasem Ferrari straciło szansę na wykorzystanie neutralizacji po zdjęciu z toru Felipe Massy przez Carlosa Sainza. Przypomniała się Austria 2002 i znacznie groźniej wyglądający wypadek, kiedy Nick Heidfeld w podobny sposób staranował bezradnego Takumę Sato.

Wracając do Vettela, podczas neutralizacji nie wyczuł, że coś jest nie tak z przednim skrzydłem. Zespół też nie pomógł, a pamiętacie, jak w drodze po mistrzowski tytuł w sezonie 2012 na Interlagos ekipa Red Bulla analizowała uszkodzenia samochodu Niemca na podstawie fotografii? Jasne, teraz było znacznie mniej czasu na szybką reakcję, stanowisko serwisowe jest po lewej stronie samochodu, skalę uszkodzeń było lepiej widać, gdy od skrzydła odpadło więcej elementów, a realizator transmisji nie kwapił się z pokazywaniem powtórek startu, skupiając się na incydencie Sainz/Romain Grosjean/Massa. Tak czy inaczej, zjazd na zmianę skrzydła został wykonany już w warunkach wyścigowych i Vettel spadł na ostatnią pozycję.

Straty poniósł też Kimi Räikkönen, który prawie wpadł na ścianę i oddał pozycję Sergio Pérezowi. Nie był to weekend Fina: nie miał żadnego wpływu na problemy z hamulcami w końcówce wyścigu (typowa przypadłość dla CIrcuit Gilles Villeneuve), ale nawet przedtem jego tempo nie było porażające. Aby ułatwić mu walkę z Danielem Ricciardo i duetem Force India, Scuderia zdecydowała się na drugi pit stop w obu samochodach – zrozumiałe u Vettela, na zmęczonym po wczesnym zjeździe ogumieniu, trochę mniej u Kimiego, ale Fin potrzebował przewagi świeżych opon, by mieć nadzieję na postraszenie różowych samochodów.

Niezrażony Vettel odrabiał straty i za czwartą lokatę może podziękować dwóm kierowcom: Ricciardo za to, że jego tempo na miękkiej mieszance umożliwiło dopadnięcie duetu Force India, oraz Perezowi za betonowy opór na przekazywane przez radio instrukcje – później określone przez Roberta Fernleya mianem informacji. Esteban Ocon przez cały weekend imponował szybkością i miał realne szanse na powalczenie z Ricciardo, gdyby tylko umożliwił mu to zespołowy partner. Ten jednak nie miał najmniejszej ochoty na pomoc młodszemu koledze, co chyba świadczy o tym, że czuje się już (słusznie!) zagrożony. Nie wiadomo, czy Ocon dałby radę skutecznie powalczyć z Ricciardo i czy uszedłby pogoni Vettela, ale przynajmniej miałby szansę na jedno i na drugie. Nie pochwalam zachowania Pereza, wbrew temu co sam twierdził, był bezradny w próbach zagrożenia Ricciardo.

Tak czy inaczej, Vettelowi do podium zabrakło jednej pozycji i po raz pierwszy w tym sezonie aktualny lider mistrzostw finiszował niżej niż na drugiej pozycji. Dan po raz trzeci z rzędu pryskał szampanem na podium i tym razem wrócił do zeszłorocznej tradycji wznoszenia toastu z buta. Przed nim finiszował tylko Mercedes: to ich pierwszy dublet w tym sezonie, owoc dziesięciodniowej harówki w fabryce i symulatorze. Na okrągło analizowano przyczyny porażki w Monako i teraz przyniosło to efekty, chociaż nie wiadomo, jak potoczyłby się wyścig gdyby nie to, że Ferrari wypadło z gry. Bottas wyraźnie uległ zespołowemu partnerowi i był z tego powodu rozczarowany, ale po pierwsze na początku stracił czas za Verstappenem, a po drugie po pit stopie nie mógł poradzić sobie z Oconem. Dostał miękkie opony być może po to, by sprawdzić sens takiego rozwiązania w przypadku zjeżdżającego później Hamiltona – ale ostatecznie nie miało to najmniejszego znaczenia, bo w niedzielne popołudnie w Kanadzie nikt nie był w stanie zagrozić wiceliderowi klasyfikacji. Nie będziemy gdybać, co by się działo, gdyby nie połamane skrzydło u Vettela – później jego tempo było fantastyczne, ale najlepszy czas okrążenia wykręcił nie naciskany przez nikogo Hamilton (chociaż to Seb miał na finiszu najszybsze, ultramiękkie opony)

Warto podkreślić pierwsze punkty w karierze Lance’a Strolla, który ostro walczył w środku stawki. Nie brakowało akcji z udziałem jego czy kierowców Haasa, szkoda tylko, że Fernando Alonso zakończył swój występ na trybunie, miłym gestem wobec kibiców. McLaren wciąż pozostaje bez punktów, mimo że Hiszpan przed późnym pit stopem jechał nawet na czwartej pozycji, a w końcówce zamykał pierwszą dziesiątkę. Nic nowego, chciałoby się rzec.

W klasyfikacji mistrzostw świata Hamilton o połowę zmniejszył swoje straty do Vettela, a wśród konstruktorów na czoło wrócił Mercedes. Świetnie się ogląda taką walkę, tego właśnie potrzebowaliśmy.

8 KOMENTARZE

  1. Seb coś tam jeszcze z podłogą miał, tak Scuderia informowała na TT, mimo wszystko GP Kanady jak zawsze na propsie 😉 , podkreślę jeszcze systematyczność Hulka, kolejny raz w punktach. sTROLL – jestem pełen podziwu, nieźle się go oglądało podczas tego wyścigu, gdyby jednak nie dojechał w punktach, to inny „Maldonado” by się na nie załapał 😉

  2. Zaraz po incydencie Massy i Sainza napisałem na tweeterze o wypadku Sato i Heidfelda, miałem też ten incydent w pamięci. Bardzo podobna sytuacja.

  3. Nasuwa mi się jedno pytanie czy zespoły nie moga sobie zorganizować nagrywarki albo chociaż time shift ??? tylko czekają na powtórkę z TV

  4. Mam wrażenie, jakby Fernando miał coś wspólnego z tym niedojeżdżaniem do końca wyścigu, gdy są szanse na małe punkty.

Comments are closed.