Druga część rozmowy z Robertem Kubicą poświęcona jest przede wszystkim rajdom. Robert opowiada o jeździe po szutrze i przyznaje, że jest rozczarowany współpracą z ekipą M-Sport. W trzeciej, ostatniej części rozmowy poruszymy więcej wątków związanych z aktualną sytuacją w Formule 1.

Jak bardzo nie możesz doczekać się startów na asfaltach?
Powiem tak: z miłą chęcią zamieniłbym proporcje rajdów w mistrzostwach świata na dziesięć asfaltowych i cztery albo trzy szutrowe. Realia są jednak inne i może dlatego też wyzwanie związane ze startami w mistrzostwach świata jest aż tak duże poprzez nawierzchnię i trudności z adaptacją czy też z przyzwyczajeniem się. Nie chodzi tylko o nawierzchnię, ale też o to, jak auto się zachowuje [na szutrze], ile czasu potrzebuje na reakcję. To jest całkiem inna jazda niż na asfalcie.

W ubiegłym roku na testach przed Rajdem Niemiec wsiadłem do samochodu i po dwóch skrętach na rozgrzanie opon powiedziałem Maćkowi Baranowi: „To jest to, co misie lubią najbardziej, to jest jazda!”. Auto reagowało dużo szybciej i dużo bliżej tego, do czego byłem przyzwyczajony. Im auto miększe, im bardziej gibkie, tym wolniejsze w reakcjach i tak naprawdę wszystko trzeba wykonać wcześniej i potrzeba na to dużo więcej czasu.

W Formule 1 – nawet nie tylko w Formule 1, ale ogólnie w single-seaterach – z reguły było tak, że wystarczyło spojrzeć na kierownicę, nawet nie skręcać, żeby auto już skręciło. W rajdówce w specyfikacji szutrowej operuje się też zupełnie innym kątem skrętu. Przez 20 lat mówiono mi, że jeśli zakręt jest w prawo, to kierownica też ma skręcać w prawo, a nie w lewo. Tu jest tak naprawdę odwrotnie, bardzo dużo jeździ się nadsterownym autem. Tak nawet trzeba, żeby to auto zaczęło pracować. Potrzebna jest dość agresywna jazda, żeby amortyzatory pracowały, żeby opony dawały odpowiednią przyczepność – szczególnie na oponach z mistrzostw świata, które znacznie się różnią od tych z narodowych mistrzostw czy mistrzostw Europy.

Przed tym sezonem zmieniłeś w swoim rajdowym świecie dwa ważne elementy: pilota oraz samochód i zespół. Jak oceniasz sytuację na półmetku sezonu, czy to były trafne decyzje?
Jeśli chodzi o zmianę na prawym fotelu, to była to sytuacja wymuszona. Bardzo długo mi zeszło, zanim podjąłem decyzję – tak naprawdę nie co do tego, kto będzie jechał na prawym fotelu, tylko czy ja będę nadal jeździł w rajdach. Rola pilota jest bardzo ważna, szczególnie dla kogoś takiego jak ja, z małym doświadczeniem. Dlatego po decyzji Maćka Barana była niepewność co do startów w WRC z nowym pilotem, którego nie znam. To nie jest tak, że ja się wywodzę ze światka rajdowego i znam dokładnie wszystkich – każdego pilota i wiem, czego się spodziewać po każdej osobie. Muszę polegać na zebranych informacjach i też na przeczuciu.

Nie zawiodło Cię?
Nie, ponieważ w Polsce jest bardzo mało pilotów z doświadczeniem, które pozwalałoby na walkę w czołówce mistrzostw świata. To nie jest tak, że nie mamy uzdolnionych pilotów, ponieważ na pewno tacy są, ale jest tylko kilku, którzy kiedyś startowali w mistrzostwach świata. To pomaga, chociaż na pewno też zależy jak od tego, jak traktowałeś te starty, czy będąc na tych rajdach byłeś w stanie wchłonąć wszystkie informacje, żeby je wykorzystać w przyszłości.

To jest też bardzo ważne, ponieważ rajdów jest sporo i cały czas czegoś się uczymy. Żeby to wszystko zostało w pamięci, trzeba przede wszystkim chcieć i sobie to zapisać. Może mi się wydawać, że będę pamiętał – na przykład teraz pamiętam większość specyficznych momentów z Rajdu Sardynii – ale jeśli pojadę następne sześć rajdów i przyjadę na Sardynię za następne 12 miesięcy, to już się to wszystko przemieli. Nawet jeśli mi się wydaje, że dokładnie znam jeden oes na pamięć.

A jak oceniasz wybór samochodu i zespołu?
Uważam że Fiesta jest przyjemnym autem, szczególnie na szutrze. Na tej nawierzchni jest to auto, które daje dosyć dużo pewności kierowcy. Może też na początku sezonu to mnie zgubiło.

Jeśli chodzi o pracę z zespołem, to powiem szczerze, że dawniej lepiej mi się pracowało z zespołami angielskimi. Przed sezonem byłem bardzo podbudowany – może nie podniecony, bo to złe słowo – ale nie mogłem doczekać się ponownej pracy z zespołem z angielską mentalnością. Jednak może ta angielska mentalność w rajdach jest trochę inna niż w wyścigach i niestety szybko zostało to zweryfikowane. Trochę szkoda, że ten zapał został tak szybko przydławiony. Nadal uważam, że z angielskimi zespołami najlepiej się współpracuje, ale nie mogę ukrywać, że w pewnych kwestiach w ubiegłym roku było dużo lepiej, jeśli chodzi o zespół.

Zdradzisz, jakie to są kwestie?
Ogólnie jest to parę rzeczy, ale zostawiłbym to dla siebie.

Czy ta sytuacja ma wpływ na Twoje długofalowe plany?
Na pewno ma, ponieważ uważam, że jeżdżenie w mistrzostwach świata tylko po to, żeby jeździć, akurat nie jest moim szczytem marzeń. Jeżdżę w mistrzostwach świata i cieszę się, że dzięki partnerom i sponsorom mam taką możliwość, ale mam jasny cel. Chciałbym być w stanie przynajmniej zbliżyć się do tego celu. Żeby tak się stało, trzeba mieć do tego możliwości.

Oczywiście ja w tym momencie muszę zbierać dużo doświadczenia i tak naprawdę jestem żółtodziobem w porównaniu do czołówki i kierowców, z którymi się ścigam. Okej, Evans jest najbliżej mnie jeśli chodzi o doświadczenie, ale on pochodzi z rodziny rajdowej i tak naprawdę wychował się na rajdowca. Nadal ma więcej doświadczenia, mimo że nie ściga się aż tak długo w mistrzostwach świata. Reszta to są bardzo doświadczeni kierowcy, którzy potrzebowali też czasu, żeby dojść do obecnego poziomu. Uważam, że w rajdach podstawa to cierpliwość, wytrzymałość i czas. Oczywiście tym lepiej, im mniej czasu zejdzie na zbieranie doświadczenia czy dojście do wysokiego poziomu, ale każdy potrzebował czasu.

Czasu i błędów…
Na Sardynii zdarzyła mi się rzecz, która nigdy przedtem mi się nie zdarzyła – czyli urwanie koła w aucie rajdowym. Parę razy dachowałem, parę razy znalazłem się gdzieś poza drogą, ale nigdy nie urwałem koła. Na Rajdzie Polski w ubiegłym roku koła nie urwałem, tak jak wielu ludzi myśli, tylko na jednym z korzeni urwało się mocowanie amortyzatora. Na początku koło było, ale automatycznie amortyzator wyszedł i wszystko się wysunęło.

Tutaj po raz pierwszy urwałem koło i teraz jest taka kwestia: ja startuję w mistrzostwach świata z piętnastką teoretycznie najlepszych kierowców i nie sądzę, żeby był tam jeden, który nigdy nie urwał koła. Jest to po prostu niemożliwe, na jakimś etapie swojej kariery czy przygody z rajdami każdemu to mu się zdarzyło. Mi zdarzyło się to po raz pierwszy na Sardynii i tak naprawdę dopiero wtedy sobie o tym pomyślałem, bo jest z reguły, że dopiero jak się coś wydarzy to o tym myślisz. Na pewno jest jeszcze wiele rzeczy, o których nie wiem i o których jeszcze nie pomyślałem, a które mogą się wydarzyć i będzie to dla mnie pierwszy raz.

Z reguły jest tak, że człowiek uczy się na błędach, ale dopóki nie popełni tego błędu, to się nie nauczy. Sądzę, że akurat na Sardynii z tym urwaniem koła było trochę pechowo, ale był to też mój błąd, który 95 razy na 100 pozostaje niezauważalny. Nawet siedem-osiem kilometrów przed tym zdarzeniem na środku drogi leżał ogromny kamień – chyba na nim Mikkelsen uszkodził amortyzator. Ja zdołałem go ominąć, ale w taki sposób, że uderzyłem lewym tylnym kołem o coś, chyba o skarpę. Jest wiele rzeczy, które bardzo trudno jest przewidzieć i na które nie mamy wpływu. Trzeba pamiętać, że aby wygrywać czy nawet po prostu jechać dalej, trzeba też mieć dużo szczęścia. Przed Monte Carlo rozmawiałem z Thierrym Neuville’em i pytałem się go, ile razy już tu jechał. Mówi, że trzy. Ja na to, że w takim razie ma tu już doświadczenie. A on mówi: „Tak, ani razu nie skończyłem pierwszego dnia”. No i wystartował czwarty raz i po sześciu kilometrach też zakończył jazdę. Ogier, który wygrał w zeszłym roku Wielką Brytanię, był tam po raz szósty, a po raz pierwszy dojechał do mety [bez przygód i w pierwszej dziesiątce].

Wkrótce trzecia część rozmowy z Robertem.
__________
Spodziewam się, że niektóre wypowiedzi Roberta zainteresują szersze grono odbiorców, więc przy ich ewentualnym wykorzystaniu proszę pamiętać o właściwym podaniu źródła całości materiału. Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie tego materiału w zakresie przekraczającym prawo cytatu, a w szczególności na kopiowanie go w znacznych fragmentach bądź w całości.