– Błędów nie popełnia tylko ten, który nic nie robi – brzmiał komentarz Maćka Szczepaniaka po przygodzie na dwunastym odcinku specjalnym. Zawieszenie Fiesty WRC nie wytrzymało kontaktu ze sporym kamieniem i spokojna, lecz szybka jazda polskiej załogi na poprzednich jedenastu odcinkach poszła na marne.

Cytat z Napoleona Bonaparte, czy – jak kto woli – Włodzimierza Iljicza Lenina – pasuje do praktycznie każdej sytuacji rajdowej. Czy mówimy o urwanym przez Kubicę kole, czy o przygodach Jari-Mattiego Latvali, który pod presją ze strony Sébastiena Ogiera stracił dziś ponad dwie minuty na piruecie, zgaszeniu silnika i wreszcie uszkodzeniu koła na ostatnim odcinku. Tyle, że czasami za stratą szans na świetny wynik stoi rzeczywiście gruby błąd, a czasami stosunkowo drobna pomyłka, jakich na odcinkach przydarza się co niemiara.

– To był krótki, szybki zakręt – relacjonował Robert. – Było wąsko, więc trzymałem się wewnętrznej. Niestety, w krzakach ukryty był duży kamień, w który uderzyliśmy, urywając koło. Szkoda, bo do tego momentu jechałem spokojnie i dobrym tempem, bez podejmowania ryzyka. Nie mieliśmy żadnych „momentów”.

– Takie rzeczy się zdarzają i trzeba pamiętać o wielu pozytywnych rzeczach z ostatnich dwóch dni – dodał. – Nasze czasy i moja jazda na niektórych odcinkach pokazują, że zmierzam we właściwym kierunku.

Bezpieczne, piąte miejsce zajmowane do feralnego osiemnastego kilometra próby Monte Olia nie było jedynie efektem problemów i błędów innych kierowców. Robert i Maciek prezentowali solidne tempo i przede wszystkim trzymali się z dala od kłopotów. To kolejne ważne lekcje – co prawda ostatecznie nie obyło się bez przygody, ale wcześniejsze kilometry napawają optymizmem przed kolejnymi startami. Jutro polska załoga wraca na trasę i po zainkasowaniu dziesięciu minut kary za dwa nieprzejechane odcinki spadła na ósme miejsce w klasyfikacji generalnej. Finisz w punktach nadal jest możliwy, ale nie to jest najważniejsze.

– Jutro jedziemy dalej – potwierdził Robert. – Ważne, żeby przejechać kilometry, a poza tym sądzę, że w takiej sytuacji najlepiej jest wsiąść z powrotem do samochodu i jechać dalej.

Przedwcześnie jazdę w sobotę zakończyli także pilotowany przez Pawła Drahana Estończyk Martin Kangur oraz startujący przednionapędową Fiestą R2 Hubert Ptaszek i Kamil Kozdroń.

W niedzielę załogi mają do pokonania cztery dość krótkie odcinki o łącznej długości niecałych 50 kilometrów. Pierwszy z nich, Cala Flumini, rusza o 7:39, a zmagania zakończy powtórny przejazd tej próby, rozgrywany jako Power Stage – start o 12:08.