Robert Kubica w pierwszej części szczerej rozmowy opowiada mi o życiu kierowcy wyścigowego na rajdowych odcinkach, o problemach i wyzwaniach, którym musi stawiać czoła. Porusza tematy, których – jak sam przyznaje – dotąd nie poruszał… Zapraszam do lektury.

Pamiętam wywiad sprzed lat, w którym spytano Cię o to, czy jesteś bardziej Polakiem, czy bardziej Włochem. Powiedziałeś, że jesteś kierowcą wyścigowym. A teraz – jesteś kierowcą wyścigowym czy rajdowym?
Wyścigowym. Sądzę, że… a w zasadzie nie sądzę, tylko wiem, że jestem kierowcą wyścigowym – na takiego się wychowałem i na takiego wyrastałem. Nie da się zapomnieć, wyeliminować lub też kompletnie skreślić dwudziestu lat pracy nad czymś. Może tak naprawdę na początku nie było wiadomo, dokąd ta droga mnie doprowadzi, ale zawsze celem było stawanie się lepszym kierowcą wyścigowym. Uważam, że te dwie dyscypliny są tak różne, że od samego początku trzeba nabierać pewnych cech i predyspozycji za kierownicą i nie tylko, żeby być na jak najwyższym poziomie w jednej i w drugiej dyscyplinie.

Jeździsz zatem jako kierowca wyścigowy w rajdach. Czym różnią się te światy – i nie pytam tu o różnice sportowe, bo o tym wszystkim wiemy. Jaka jest atmosfera w rajdach?
Świat rajdowy jest w cudzysłowie luźniejszy niż ten wyścigowy. Sądzę, że to bierze się z formatu weekendów i zawodów, ponieważ na torze, mimo że wszystko się dzieje w padoku, to każdy zespół, sam dobrze wiesz, operuje tak jakby w swoim terytorium – czyli boks, ciężarówki i motorhome. Tak jakby poruszasz się w swojej zagrodzie i nie wychodzisz poza nią, a jak wychodzisz, to idziesz na odprawy z FIA czy z dyrektorem wyścigu, ale tam jest bardzo mało czasu. Tak naprawdę z innymi kierowcami widzisz się może w hotelu, ale tam to już chcesz odpoczywać.

W rajdach jest dużo tak jakby martwego czasu, gdzie na przykład jedziemy dojazdówką, zatrzymujemy się przed OS-em i mamy czasami 20-30 minut zapasu. Tam albo sobie siedzisz sam i patrzysz w niebo, albo ktoś się zatrzymuje i gadasz sobie z nim. Dlatego sądzę, że atmosfera jest trochę luźniejsza i jest więcej dialogu pomiędzy kierowcami.

Podoba Ci się takie podejście? Na rajdach częściej się uśmiechasz, a na torach to…
Na torze byłem w pracy, a na rajdach na razie nie jestem w pracy. To jest podstawowa różnica, którą tak naprawdę mało osób widzi i mało kto zdaje sobie sprawę, że ja rajdów na dziś nie traktuję tak, jak traktowałem starty w Formule 1. Nie jestem gotowy i nie jestem na takim poziomie, żeby je traktować tak jak traktowałem [wyścigi], co nie znaczy, że rajdy traktuję hobbistycznie i luzacko. Na pewno jest to inne podejście i sądzę, że na chwilę obecną każdy musi znać swoje miejsce w szeregu. Jak startowałem w 2007 roku, w drugim sezonie Formuły 1, miałem inne nastawienie mentalne i inne priorytety, niż jak startuję drugi sezon w Rajdowych Mistrzostwach Świata.

Można powiedzieć, że jesteś nie w pracy, tylko w szkole.
No dokładnie. A jak to z reguły w szkole bywa, to czasami… czasami jest śmiesznie, a nie powinno być śmiesznie 🙂 Nie, no żartuję, ale ogólnie jest to inne podejście, i tak naprawdę tak jak mówię, też trochę inaczej rajdy na mnie wpływają i inaczej je traktuję.

A jak wyglądał ten słynny reset po kilku tegorocznych rajdach? Jakie były zmiany?
Resetu nie było. Reset był, ponieważ media potrzebowały usłyszeć, że będzie reset. Taka jest prawda.

Ale coś zmieniłeś?
Zmieniłem dwie rzeczy w notatkach i tyle. Ogólnie wiadomo, że po ciężkim okresie nie jest łatwo, ale to nie jest tak, że… Ja startując w rajdach mam swój plan i staram się obierać drogę, która według mnie doprowadzi mnie do założonego przeze mnie celu. I dlatego też czasami ta droga może być wyboista i kręta, może być bolesna, ale uważam, że jest to dla mnie najlepsza droga. Moim celem nie jest jeżdżenie na rajdy tylko po to, żeby się wieźć i dojeżdżać do mety, żeby punktować na tym szóstym, siódmym czy piątym miejscu. Mam inny cel, a żeby go osiągnąć, potrzebne jest tak jakby inne podchodzenie do rajdów. Żeby być gotowym za parę lat, to czasami trzeba obrać inną drogę i ja uważam, że na dzień dzisiejszy ta droga jest bardziej kręta i wyboista, ale będzie lepszą drogą. Czas pokaże, czy miałem rację.

Wspomniałeś teraz o celu. Wiadomo, że przed rokiem 2011 miałeś inny cel.
Miałem.

Wierzysz jeszcze, że będzie można o niego powalczyć?
Bardziej chodzi o to, czy będzie na to czas i jest to też ryzyko. Na dzień dzisiejszy mam ograniczenia, które nie pozwalają mi swobodne prowadzenie bolidu na wszystkich torach Formuły 1. To nie znaczy, że nie dałbym rady – sądzę, że na większości torów mógłbym spokojnie jeździć, ale po raz kolejny pojawia się kwestia, jaki sobie cel stawiamy, tej jazdy. Jeśli sobie stawiamy za cel to, żeby pojeździć, no to może i bym dał radę. Jeśli sobie stawiamy cel, żeby jeździć przynajmniej na poziomie, na którym się ścigałem, to na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie tego zrobić. Nie wiem czy byłbym w stanie to zrobić. Z ostatnich trzech sezonów, w których startowałem w Formule 1, dwa były… no, prawie wyśmienite.

2008 i 2010?
2008 i 2010 to takie sezony, w których wspinasz się na wyżyny swoich umiejętności i nie tylko. Wchodzisz w tak jakby trans, w którym wszystko ci wychodzi. A nawet jak ci nie wychodzi, to i tak jesteś tak tego wszystkiego pewny, że po prostu na to nie zwracasz uwagi, bo wiesz, że dzień później wszystko będzie znowu działało. I to jest bardzo potrzebne, ponieważ żeby ścigać się na najwyższym poziomie, to pewność siebie i pozytywne myślenie pozwalają wejść na wyżyny swoich umiejętności i wszystko działa.

Oczywiście to jest też złudne, ponieważ sporty samochodowe nie są tylko sportami indywidualnymi. Jest maszyna, są zespoły, duży sztab ludzi i pracy, dużo technologii, a im więcej ludzi, im więcej technologii, tym ma się mniejszy wpływ. Trochę tak jakby bolid też to czuł. Oczywiście nie może czuć, ale sytuacja Vettela jest dobrym przykładem. Przez 4 lata wszystko mu się układało, jeśli nawet został uderzany w bolid to nic mu się nie działo, a teraz jednej Grand Prix nie może przejechać bez większych problemów. Także sytuacja może się zmieniać i dlatego uważam, że te dwa sezony – 2008 i 2010 – były naprawdę bardzo dobrymi sezonami.

Nie powiedziałeś jeszcze ostatecznie, że nie wrócisz. Widzisz jakąś poprawę, idzie to w dobrą stronę?
Ciężko określić, czy się poprawia. Oczywiście są pewne poprawy, ale tak naprawdę startuję w rajdach na pełny etat. Tydzień ma siedem dni, doba ma 24 godziny – dla mnie też. Także albo się koncentruję na jednej rzeczy, albo nie. Startuję w bardzo trudnych mistrzostwach i potrzebne jest maksymalne poświęcenie. Dla partnerów i sponsorów nie byłoby fair, gdybym podchodził do tego jak do mojego sposobu na zabijanie czasu i na oczekiwanie. To nie jest tak, bo jestem ambitnym człowiekiem, przynajmniej się za takiego uważam, i wymagam dużo od siebie. Jeśli się podjąłem startów w rajdach na bardziej pełnym etacie niż to było w ubiegłym roku, to i moje podejście musi być inne.

W sezonach 2008 i 2010, o których wspomniałeś, byłeś niemalże panem sytuacji. Przed wypadkiem robiłeś to, co kochałeś. Teraz ograniczają Cię okoliczności, problem z ręką. Jak ciężko się z tym pogodzić?
Powiedzmy, że rajdy bardzo mi pomagają, bo są bardzo czasochłonne i pracochłonne. Uważam, że nie ma nic gorszego niż siedzenie w domu i rozmyślanie, a rajdy dają mi na to bardzo mało czasu. Umówmy się, że tęsknię za wyścigami, za Formułą 1. Nie mogę tego ukrywać i tak naprawdę wszystko bym oddał, żeby móc nadal startować tam, gdzie startowałem, ale realia są trochę inne i trzeba iść do przodu.

Możesz coś jeszcze zrobić, żeby poprawić swoją sytuację, podnieść szansę na powrót?
No mogę, tylko tak jak mówię, nie ma gwarancji. Są rzeczy, które są poza moim zasięgiem, moją kontrolą. Ciężko oczekiwać czegoś, nad czym ma się zerową kontrolę czy zerowy wpływ. Dlatego na dzień dzisiejszy zdecydowałem, że pójdę inną drogą i zobaczymy, jakie wyniki ta droga przyniesie.

Pojawiają się opinie, że różne incydenty i przygody na rajdowych trasach mogą być po części spowodowane ograniczeniami, jeśli chodzi o stan Twojej ręki…
Na pewno. Zgadzam się, w wielu momentach brakuje mi tak zwanej ręki. Oczywiście nie chodzi o rękę w sensie dosłownym, tylko o uchwyt czy też o to, żeby się ratować. Szczególnie na szutrze – nie tylko w podbramkowych sytuacjach, ale też na przykład w koleinach, kiedy auto nagle z nich wyskakuje i trudno przewidzieć, co będzie się działo. Powiedzmy, że promień operacyjny skrętu jest duży w porównaniu do asfaltu czy do jazdy po torze.

Na torze jest mi dużo łatwiej, ponieważ wszystko jest dużo bardziej przewidywalne, kierownicą skręca się dużo łagodniej, dużo mniej i promień skrętu jest też mniejszy. Na szutrze jest to spotęgowane razy dziesięć i jest dużo bardziej nieprzewidywalne. Jeśli chodzi o niektóre sytuacje podbramkowe w tym roku, to sądzę, że gdybym nie miał ograniczeń, to mógłbym spokojnie z tego wybrnąć, a nie stanąć. Niestety, pewnych rzeczy nie jestem w stanie przeskoczyć. Mogę jedynie wziąć poprawkę na to, ale biorąc poprawkę też wiem, że będzie mi dużo ciężej osiągnąć cel, który chciałbym osiągnąć.

Jest to temat delikatny, którego nigdy tak naprawdę nie poruszałem i na który nie chcę zwalać winy, ale na pewno nie jest mi łatwiej, wręcz przeciwnie. Ale już tak jest i tak naprawdę tylko ja wiem, jak mi się jedzie na szutrze i jak jest trudno – nie tylko przez umiejętności czy doświadczenie, ale też przez te ograniczenia.

Ci, którzy wyśmiewają kolejne dzwony Kubicy w internecie, chyba nie zdają sobie z tego sprawy.
Wystarczy tego nie czytać, to bardzo proste lekarstwo na takie rzeczy. Z reguły jest tak, że człowiek uczy się na błędach, ale dopóki nie popełni tego błędu, to się nie nauczy. Uważam, że pecha w sporcie w ogóle nie ma, ale są momenty, gdzie możesz mieć więcej lub mniej szczęścia. Rajdy mogą dawać bardzo dużą satysfakcję, ale też nie wybaczają – mogą dawać wszystko albo nic, być niewdzięczne. To jest charakterystyka tego sportu i być może dlatego jest on tak bardzo lubiany, ale ciężko jest zrozumieć te rzeczy, jeśli jest się kibicem i nigdy się nie startowało.

Wkrótce kolejna część rozmowy z Robertem.
__________
Spodziewam się, że niektóre wypowiedzi Roberta zainteresują szersze grono odbiorców, więc przy ich ewentualnym wykorzystaniu proszę pamiętać o właściwym podaniu źródła całości materiału. Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie tego materiału w zakresie przekraczającym prawo cytatu, a w szczególności na kopiowanie go w znacznych fragmentach bądź w całości.