W niedzielę wczesnym popołudniem, kiedy mechanicy PH Sport na dobre przykryli już Citroena DS3 RRC pokrowcem i szykowali się do załadunku rajdówki do ciężarówki, Maciek Baran odpowiedział mi na kilka pytań dotyczących przedwcześnie zakończonej jazdy w Rajdzie Polski. Od uszkodzenia koła i późniejszej decyzji o zakończeniu jazdy minęło już ładnych kilkanaście godzin, pogoda bardzo się poprawiła, Kajetan Kajetanowicz i brat Maćka, Jarek Baran, wysunęli się na prowadzenie w klasyfikacji generalnej – i widać było, że Maciek znacznie lepiej by się czuł na prawym fotelu Citroena, dyktując Robertowi kolejne zakręty i koleiny w walce o zwycięstwo.

– Do tego momentu szło dobrze – wspomina Maciek końcówkę ostatniego piątkowego odcinka specjalnego. – Dzisiaj jest drugi dzień, są kolejni zwycięzcy oesów i będzie zwycięzca rajdu – mam nadzieję, że będzie to mój brat i Kajtek – a błędy każdy gdzieś popełnia. Nawet ciężko mówić tu o błędzie, bo my byliśmy cały czas na drodze. Ta droga w miarę przejazdów kolejnych samochodów się poszerza w naturalny sposób, szczególnie w takich warunkach, gdzie jest bardzo miękko i auta ciągle znajdują się na jej krawędzi. Na zapoznaniu wygląda to zupełnie inaczej niż po rajdzie. Po prostu gdzieś na krawędzi drogi był jakiś pieniek, kamień czy co to tam było. My byliśmy samochodem, który przejechał najbliżej krawędzi, może [wynikało to] z prędkości, może z toru jazdy i po prostu delikatnie ten pieniek czy kamień trafiliśmy. Nie jest możliwe, żeby przejść 25 kilometrów pobocza razy dwa, czyli 50 kilometrów, i sprawdzić, co tam jest. Po prostu jest to fizycznie niemożliwe, nikt tego nie robi i nie zakładasz, że znajdziesz się w takim miejscu. To jest rajd, tam się jedzie z prędkością 150-160 km/h i ten margines błędu jest bardzo, bardzo mały. Każdy stara się wykorzystywać szerokość drogi, bo szukasz każdej sekundy, każdej możliwości urwania czasu i zyskania jakiejś przewagi nad konkurentami.

Mimo uszkodzonego koła, które zresztą dość szybko odpadło, Robert i Maciek zdołali ukończyć odcinek, ale nie dojechali do serwisu. Jazda na trzech kołach, pomijając już ryzyko kolejnych zniszczeń w samochodzie, jest niezgodna z przepisami i pierwszy napotkany policjant miałby pełne prawo zabronić im dalszego poruszania się po otwartej dla normalnego ruchu drogowego dojazdówce.

– Uszkodziliśmy koło, w telewizji widziało to paręset tysięcy ludzi, może nawet milionów – półżartem mówił Maciek. – Myśleliśmy, że uszkodzenia nie są duże, że to po prostu jest uszkodzenie koła, że coś skrzywiliśmy. Na początku dało się w miarę normalnie jechać, ale pod koniec oesu okazało się, że jazda jest coraz trudniejsza. Oczywiście my ze środka nie widzieliśmy, że nie mamy koła. Stało się jak się stało, w samochodzie są duże zniszczenia. W przyszłym tygodniu mamy kolejny start we Francji, potem następny rajd w mistrzostwach świata, Rajd Francji w Alzacji. Zdecydowaliśmy, że rozsądniej jest nie startować dalej. Mechanicy muszą przejrzeć samochód, przejrzeć silnik, sprawdzić, czy wszystko działa, bo następne starty są dla nas bardzo ważne i to jest nasz priorytet. Niestety, musieliśmy zrezygnować z jazdy.

Przed tą przygodą Robert i Maciek toczyli pasjonujący bój z późniejszymi zwycięzcami rajdu, Kajetanem i Jarkiem. Bryan Bouffier i Xavier Panseri zdołali pierwszego dnia wypracować sobie przewagę, ale jak pokazał drugi etap w wykonaniu „Kajta” i Jarka, można było ich dopaść.

– Bryan odskoczył na pierwszym oesie – powiedział Maciek. – Bardzo dobrze pojechał ten odcinek, był najlepiej obudzony i najlepiej przygotowany na te warunki. Walka była fajna mimo tego, że wczorajsze odcinki były bardzo trudne i czasami miały mało wspólnego z rajdową jazdą, raczej z przeprawową, ale i tak myślę, że był to fajny dzień. Zdobyliśmy trochę doświadczenia i zobaczyliśmy trochę nowych rzeczy zobaczyliśmy. Myślę, że było pozytywnie. Szkoda, że dzisiaj nie możemy jechać, bo pogoda się poprawiła.

Czy „jazda przeprawowa” przynosi w ogóle jakieś korzyści pod względem doświadczenia? – Każdy start, każde kilometry zrobione przez Roberta, zwłaszcza w warunkach bojowych, dają mu kolejne doświadczenia i przyspieszają jego proces nauki. Tutaj warunki były ekstremalne, tylko raz pamiętam podobne – w Portugalii, chyba w 2001 roku. Kiedyś w Turcji na mistrzostwach świata też tak było jednego dnia. Być może kiedyś tak się zdarzy w jakimś innym rajdzie i Robert będzie wtedy wiedział, czego się spodziewać, co się zmienia na drodze, co jest ważne, jakie ustawienia samochodu wpływają na to, że może w takich warunkach się lepiej i sprawniej poruszać. To jest zawsze dobre doświadczenie.

Maciek ma już na koncie trochę startów w mistrzostwach świata. Poza tegorocznymi z Robertem, jeździł także z Michałem Sołowowem – głównie w mistrzostwach Europy, ale starty w rundach WRC też się zdarzały. Co zatem sądzi o powrocie Rajdu Polski do kalendarza WRC?

– Od trzech dni wszyscy narzekają, więc ja nie będę narzekał. Jeśli się uda i dostaniemy w przyszłym roku i na kolejne lata organizację mistrzostw świata w Polsce, to będzie to tylko z pożytkiem dla rajdów samochodowych w Polsce. Dla całego sportu samochodowego w Polsce byłaby to świetna sprawa i trzymam kciuki, żeby się udało. Faktycznie, organizator w tym roku mógł nieco lepiej wybrać trasę. Nie jest specjalnie najlepsza, to uczciwie trzeba powiedzieć. Natomiast pogoda spłatała dużego figla wszystkim i najgorsze byłoby, gdybyśmy nie uczyli się na błędach. Jeżeli się nauczymy na błędach i poprawimy na przyszły rok, to będą to fantastyczne mistrzostwa świata, można tu zrobić super zawody, jest dużo fajnych kibiców i ja bym chciał, żeby tu był rajd do mistrzostw świata.

Jak mu się jeździ z Robertem? Jak go ocenia? – On dodaje gazu, ja mówię i jedziemy! Sami wiecie, jak go ocenić. Ja nie muszę dokładać dodatkowych laurek. Ja jestem bardzo zadowolony i szczęśliwy, że mam możliwość jeżdżenia z Robertem i wspólnie dajemy z siebie wszystko, żeby jak najszybciej poprawiać swój poziom.

Oglądając – przede wszystkim słuchając – nagrania z kamery pokładowej Roberta i Maćka trudno nie nabrać przekonania, że pilot, czytając cały czas opis, praktycznie nie jest w stanie widzieć, co się dzieje na zewnątrz. Czy Maciek zerka czasem przez szybę? – Mało, mało. Przez większość czasu nie patrzę na drogę i trzeba być skoncentrowanym, bo tempo jest wysokie i bardzo łatwo o jakieś pomyłki, których nie może być…