Nasz człowiek w akcji - Tomek Ossowski spełnił swoje marzenie o pracy przy organizacji weekendu Formuły 1.

TEKST: TOMASZ OSSOWSKI

Mimo że pierwszy po 23 latach wyścig Formuły 1 o Grand Prix Meksyku już dawno przeszedł do historii, te kilka dni zostanie zapamiętanych jako wyjątkowe pod wieloma względami: powrotu historycznego toru, najwyższej prędkości w sezonie, kibiców i atmosfery. Dla mnie osobiście było to szczególne doświadczenie, ponieważ miałem okazję uczestniczyć w całym wydarzeniu „czynnie” – jako członek obsługi toru odpowiedzialny za pokazywanie kierowcom informacyjnych chorągiewek, czyli tzw. „flag marshall”.

Dlaczego akurat Meksyk? Wszystko zaczęło się pięć lat temu, kiedy po wyścigu na torze Monza poznałem Meksykanina, który już od pewnego czasu zajmował się sędziowaniem sportów motorowych w swoim kraju. Kiedy okazało się, że Formuła 1 zawita do Meksyku, to właśnie on zachęcił mnie do wzięcia udziału w tym wydarzeniu jako członek obsługi toru, mając na uwadze moje doświadczenie oraz dobrą znajomość tego sportu. Złożyłem więc aplikację do organizacji prowadzącej przygotowania do GP Meksyku i po pozytywnej weryfikacji zostałem przyjęty jako jeden z 7 obcokrajowców-wolontariuszy do obsługi toru jako „flagowy”.

Jeśli chodzi o entuzjazm i wzajemną sympatię wszystkich ludzi, to weekend w Meksyku można porównać chyba tylko do Monzy po zwycięstwie Ferrari.

To co najciekawsze zaczęło się w samym Mexico City, gdzie już następnego dnia po przylocie spotkałem się na torze Autodromo Hermanos Rodríguez z ludźmi, z którymi miałem później okazję współpracować. Odebrałem też akredytację członka obsługi toru oraz wyposażenie, które składało się z kombinezonu, kasku oraz plastronu identyfikacyjnego. Dostaliśmy także koszulki, czapki, filtr przeciwsłoneczny, a nawet bilety na weekend F1 dla rodziny lub znajomych. Początkowo miałem być odpowiedzialny za pokazywanie żółtej flagi, jednak ze względu na dobrą znajomość zespołów i kierowców Formuły 1 dostałem nieco trudniejsze zadanie pokazywania flagi niebieskiej. Zostałem przydzielony do zespołu na stanowisku o numerze „6A” na wyjściu z zakrętu nr 6.

Skorzystałem też z okazji by przejechać się po nitce toru. W porównaniu z ostatnim wyścigiem o GP Meksyku z 1992 roku, który pamiętam jeszcze z telewizji, najbardziej zmienił się dawny zakręt Peraltada. Została tylko połowa długiego łuku przypominającego Parabolikę z Monzy, uzupełniona serią wąskich zakrętów wewnątrz istniejącego już stadionu bejsbolowego.

Jako Blue Flag Marshall, od czwartku do niedzieli pojawiałem się na torze o 6:15 rano, aby wykonywać przydzieloną rolę podczas wszystkich serii wyścigowych, które były rozgrywane w ten weekend.

W czwartek nie było dużo pracy. Po grupowej odprawie zostaliśmy rozwiezieni na docelowe stanowiska, gdzie spotkaliśmy się już w pełnej obsadzie naszego posterunku. W jego skład, oprócz „flagowych” (yellow flag marshall i blue flag marshall), wchodzą także inne osoby z obsługi toru, takie jak: fire marshalls (odpowiedzialni za gaśnice), intervention marshalls (usuwanie niesprawnych samochodów z toru), radio marshall, czy light panel operator (obsługa wyświetlaczy flag elektronicznych). Jest też oczywiście chief post marshall, czyli szef. Po zapoznaniu się i omówieniu kwestii organizacyjnych (oprócz niebieskiej, obsługiwałem także zieloną flagę oraz tablicę samochodu bezpieczeństwa z napisem „SC”), rozpoczęliśmy oczekiwanie na dalsze wydarzenia na torze. Poza spacerami kierowców oraz przejazdem prezydenta Meksyku, jedynym ciekawszym wydarzeniem były testy samochodu bezpieczeństwa i samochodu medycznego, których kierowcy zapoznawali się z nowym, nieznanym im jeszcze torem.

W piątek zaczęło się już pierwsze ściganie. Odbyły się trzy z czterech zaplanowanych sesji treningowych – dwie Formuły 1 i jedna z serii Masters Historic Racing. Trening Formuły 4 został przerwany z powodu padającego deszczu. Szczególnie ta druga seria wyścigowa była ciekawa, gdyż brały w niej udział stare samochody F1 z lat 70. i 80., takie jak Lotus, Williams, Arrows, Shadow, Hesketh, Ensign, czy Tyrrell Jackiego Stewarta. Aż trudno uwierzyć, ale były to najgłośniejsze samochody na torze.

W trakcie wszystkich sesji miałem już sporo pracy. Podczas treningów trzeba było samemu oceniać szybkość kierowców znajdujących się blisko siebie i w razie potrzeby pokazywać niebieską flagę. Miłą atrakcją był specjalny pit walk dla obsługi toru, który miał miejsce po zakończeniu wszystkich sesji na torze. Przy dużo mniejszej liczbie ludzi niż ma to miejsce normalnie (dla posiadaczy biletów weekendowych na trybuny), można było odbyć spacer wzdłuż garaży zespołów F1.

Sobota była najbardziej pracowitym dniem spośród wszystkich, w których uczestniczyłem. Było aż sześć sesji: dwa treningi (F1 i przeniesiony z piątku trening Formuły 4), trzy sesje kwalifikacyjne (Masters Historic Racing, F1 i F4) oraz pierwszy wyścig serii samochodów historycznych Masters. Oprócz obsługi niebieskiej i przez większość czasu także zielonej flagi (przy otwarciu poszczególnych sesji), do moich zadań należało trzymanie tablicy „SC” podczas wyścigu starych samochodów F1. Uczestniczyłem także w innych zadaniach na torze: np. zamiatanie pozostałości gumy z poprzedniego dnia 😉 czy w inspekcji toru przed trzecim treningiem F1.

Prawdziwe ściganie miało jednak miejsce dopiero w niedzielę. Rozpoczęło się od wyścigu samochodów Formuły 4, po którym odbył się drugi wyścig samochodów historycznych Masters. W czasie wyścigów niebieską flagę pokazuje się tylko wtedy, kiedy dublowany kierowca jest blisko kierowcy dublującego. Ponieważ obydwa wyścigi były dość krótkie i nie było praktycznie dublowania, a kierowcy jeździli w miarę bezpiecznie, nikt z nas nie miał wiele pracy. Interesujące było to, że na czas wyścigu F4 w ramach naszego zespołu pozamienialiśmy się rolami i np. ja pełniłem funkcję obsługi interwencyjnej.

Podczas głównego wydarzenia, czyli wyścigu Formuły 1, w naszym sektorze było spokojnie. Miałem okazję pomachać zieloną flagą po kolizji Räikkönena z Bottasem i zatrzymaniu jego Ferrari na zakręcie nr 6, a także kilka razy pokazać niebieską flagę.

W Formule 1 informacje o możliwości pokazania na danym stanowisku niebieskiej flagi dla dublowanego zawodnika otrzymuje się drogą radiową z wieży kontroli wyścigu. Wtedy, jeśli widać że zawodnicy faktycznie są blisko siebie, taką flagę się pokazuje. Poszczególni kierowcy identyfikowani są kolorem kamery na samochodzie, więc komunikaty o możliwości pokazania flagi przekazywane mi przez osobę utrzymującą kontakt radiowy (radio marshall) brzmiały przykładowo: black Marussia, alert lub jeszcze krócej – yellow Sauber!

Oprócz obsługi wspomnianych flag, w czasie wyścigu trzymałem jeszcze tablicę „SC” podczas przejazdu samochodu bezpieczeństwa. A na zakończenie każdych zawodów w trzy osoby machaliśmy flagami w kolorach flagi narodowej Meksyku, czyli zieloną, białą i czerwoną.

I to niestety koniec weekendu wyścigowego w stolicy Meksyku. Tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie, była przede wszystkim wspaniała atmosfera i to zarówno wśród kibiców na trybunach, jak i wśród osób z obsługi toru. Wszyscy razem dobrze się bawiliśmy. A fiesta podczas parady kierowców w wykonaniu naszego zespołu, przebranego w maski meksykańskich zapaśników, była czymś niesamowitym. Ekipa z naszego stanowiska była po prostu fantastyczna i to zarówno w pracy na torze, jak i w relacjach poza nim. Wszyscy czuliśmy się jak w jednej wielkiej rodzinie. Cóż, jeśli chodzi o entuzjazm i wzajemną sympatię wszystkich ludzi, to weekend w Meksyku można porównać chyba tylko do Monzy po zwycięstwie Ferrari. A może nawet było to coś więcej 🙂

TOMASZ OSSOWSKI

1 KOMENTARZ

Comments are closed.