Dla Lewisa Hamiltona weekend przed własnymi kibicami zawsze stanowi wyjątkowe przeżycie. Już dzisiaj startujący z pole position Anglik stanie przed wspaniałą okazją na wyrównanie rekordu Jima Clarka i Alaina Prosta, którzy odnieśli po pięć zwycięstw w wyścigach o Grand Prix Wielkiej Brytanii.

Dotychczasowe starty na Silverstone przyniosły Hamiltonowi cztery triumfy. Pierwszy z nich miał miejsce w pamiętnym deszczowym wyścigu w 2008 roku, w którym Anglik znokautował swoich rywali (choć po drodze też zaliczył przygodę), finiszując z ponad minutową przewagą nad drugim na mecie Nickiem Heidfeldem. Był to sukces odniesiony jeszcze w czasach jego startów w McLarenie (co za czasy dla stajni z Woking!).

Kolejne trzy zostały odniesione już z Mercedesem. Lewis niepodzielnie rządzi na Silverstone od trzech lat i myślę, że w niedzielę niezwykle trudno będzie go pozbawić piątej wygranej przed własną publicznością. O ile – rzecz jasna – nie wystąpią jakieś ekstraordynaryjne okoliczności. Determinacja Hamilton będzie tym większa, że ostatnie dwa wyścigi sezonu kompletnie nie ułożyły się po jego myśli. Nadszedł czas na rewanż!

Szkoci górą!
Mekka brytyjskich sportów motorowych gościła pierwszy wyścig w dziejach wyścigowych mistrzostw świata, rozgrywany zresztą zarówno pod szyldem Grand Prix Wielkiej Brytanii, jak i Europy. Zwycięzcą rozegranego 13 maja 1950 roku w obecności króla Jerzego VI i królowej Elżbiety wyścig wygrał przyszły mistrz świata Giuseppe Farina. Kierowcy Alfy Romeo okupowali zresztą całe podium, kolejne dwie lokaty zajęli bowiem Luigi Fagioli i Reg Parnell.

W latach 60. wyścigi o Grand Prix Wielkiej Brytanii zdominował Jim Clark, który w sumie wywalczył aż pięć zwycięstw. Interesujące, że niezapomniany Szkot wygrywał zarówno na Aintree, Brands Hatch, jak i Silverstone.

W 1969 roku faworytem wyścigu na Silverstone był kolejny Szkot. Jackie Stewart, bo o nim mowa, przyjechał na tor na byłym lotnisku RAF opromieniony wygraniem czterech z pięciu wcześniej rozegranych wyścigów sezonu. Jak się jednak okazało, znalazł na swoim terenie godnego rywala. Jochen Rindt zdobył pole position i prowadził przez większość dystansu. Jego szanse na triumf przekreśliły kłopoty z tylnym skrzydłem Lotusa 49B. W związku z tym Stewart bez trudu sięgnął po zwycięstwo.

Karambole i blokady
Cztery lat później Jody Scheckter spowodował na brytyjskim torze zbiorową kraksę. Na wyjściu z Woodcote kierowca McLarena stracił kontrolę nad swoim samochodem, uderzył w murek przy alei serwisowej. Odbił się od niego, po czym wrócił na środek jezdni, po której pędzili kolejni kierowcy. W sumie w karambolu wzięło udział dziewięć aut. Na szczęście jakimś cudem nikomu nie stało się nic poważnego. Ucierpiał jedynie Andrea de Adamich, który doznał urazu kostki. Na marginesie, zwycięzcą tego wyścigu ostatecznie został inny kierowca McLarena – Peter Revson, dla którego był to pierwszy triumf w F1.

Interesujący incydent na Brands Hatch miał miejsce w 1974 roku. Z powodu kapcia Niki Lauda pod koniec wyścigu został ściągnięty do alei serwisowej. Sęk w tym, że samochód sędziowski blokował wyjazd na tor. Ostatecznie Austriak został sklasyfikowany na piątej pozycji.

Seria karamboli charakteryzowała również wyścig na Silverstone w 1975 roku. Deszcz przekształcił nawierzchnię angielskiego toru w ślizgawkę, której ofiarą padło kilkunastu kierowców. Wyścig przerwano po tym, jak na 56. okrążeniu w zakręcie Club wypadli Tony Brise, Carlos Pace, Jody Scheckter, James Hunt, Brian Henton, John Nicholson, David Morgan i Wilson Fittipaldi, natomiast w Stowe Patrick Depailler, Mark Donohue oraz John Watson. Zwycięzcą ogłoszono Emersona Fittipaldiego z McLarena. Warto zaznaczyć, że było to ostatnie zwycięstwo Brazylijczyka w Formule 1. Ponieważ uwzględniono wyniki po 55. rundach, na drugiej pozycji został sklasyfikowany Pace, na trzeciej Scheckter, na czwartej Hunt, a na piątej Donohue.

Pozbawiony zwycięstwa
W następnym sezonie Grand Prix Wielkiej Brytanii rozgrywano na Brands Hatch. Wyścig w hrabstwie Kent przyniósł jeden z najbardziej kontrowersyjnych werdyktów w dziejach Formuły 1. Po starcie doszło do drobnej kolizji pomiędzy Nikim Laudą i Clayem Regazzonim, w którą został zamieszany również James Hunt. Zawody przerwano. Zawieszenie w McLarenie Anglika nie nadawało się do jazdy, lecz ze względu na presję ze strony miejscowych kibiców Huntowi zezwolono na start w zapasowym samochodzie. James wykorzystał okazję i sięgnął po zwycięstwo, tyle tylko, że po wyścigu Ferrari złożyło apelację i dwa miesiące później Hunt stracił zwycięstwo na rzecz Laudy.

Najszybsze okrążenie
W 1985 roku Keke Rosberg, uszczęśliwiony przyjściem na świat Nico, przejechał podczas kwalifikacji na torze Silverstone okrążenie ze średnią prędkością, sięgającą 258,983 km/h – mimo schodzącego powietrza z jednej z opon w końcówce kółka. Jego wyczyn pozostawał najszybszym kółkiem kwalifikacyjnym Formuły 1 przez 17 lat. Poprawił go dopiero Juan Pablo Montoya, któremu w 2002 roku na Monzy zmierzono średnią na poziomie 259,827 km/h.

Wracając do Rosberga i 1985 roku, Fin nie wygrał tego wyścigu – po triumf sięgnął Alain Prost, dla którego było to drugie zwycięstwo w Grand Prix Wielkiej Brytanii (pierwszy odniósł dwa sezony wcześniej). W następnych latach Francuz jeszcze trzykrotnie wygrywał na torze Silverstone – w 1989 roku z McLarenem, sezon później z Ferrari, natomiast w 1993 roku z Williamsem. Co ciekawe, to ostatnie zwycięstwo stanowiło pięćdziesiątą wygraną zmierzającego po swój czwarty tytuł mistrza świata Prosta.

Popisy Nigela
Żywą legendą wyścigów na Wyspach Brytyjskich jest Nigel Mansell. Urodzony w Upton-on-Severn kierowca posada w swojej kolekcji aż pięć zwycięstw na własnym podwórku – tyle tylko, że pierwsze z nich zostało odniesione w wyścigu rozgrywanym pod szyldem Grand Prix Europy (Brands Hatch, 1985). W kolejnym sezonie Brytyjczyk powtórzył sukces w hrabstwie Kent, a tym razem była to Grand Prix Wielkiej Brytanii. Prawdziwe szaleństwo swoich rodaków Nige rozpętał w 1987 roku, triumfując na Silverstone. W połowie wyścigu – ze względu na wibracje – musiał zjechać po opony, po czym rzucił się do odrabiania 29-sekundowej straty dzielącej go od prowadzącego Nelsona Piqueta. Cztery rundy przed metą dopadł Brazylijczyka i odebrał mu zwycięstwo manewrem po wewnętrznej zakrętu Stowe. Brytyjscy kibice oszaleli ze szczęścia!

Trzeci triumf Nigel dorzucił w 1991 roku, podrzucając na okrążeniu zjazdowym do alei serwisowej Ayrtona Sennę. W 1992 roku brytyjscy fani obejrzeli prawdziwy spektakl „wielkiej czerwonej piątki”. Zasiadający w przygotowanym przez spółkę Patrick Head, Adrian Newey, Paddy Lowe Williamsie FW14B, stanowiącym arcydzieło wyścigowej inżynierii, Mansell całkowicie zdominował weekend na starym wojskowym lotnisku. Podczas kwalifikacji pokonał drugiego w wynikach Riccardo Patrese aż o 1,9 sekundy! W wyścigu kontynuował swój niesamowity popis, po dziesięciu rundach legitymując się 20-sekundową przewagą. Później jednak zwolnił i na mecie zameldował się 39 sekund przed Patrese.

Meta w alei serwisowej
Ekipa Sir Franka Williamsa kontynuowała sukcesy na torze leżącym na pograniczu hrabstw Northamptonshire i Buckinghamshire z Alainem Prostem (1993), Damonem Hillem (1994) oraz Jacques’em Villeneuve’em (1996, 1997). Później przez pewien czas na Silverstone rządziły na zmianę zespoły Ferrari i McLarena.

W 1998 roku ekipa Ferrari popisała się wyjątkowo sprytną zagrywką strategiczną, dzięki której Michael Schumacher pokonał Mikę Häkkinena. Wyścig rozpoczynał się na wilgotnej nawierzchni, lecz później nad torem przeszła ulewa, zmieniając tor w ślizgawkę. Prowadzący Häkkinen po piruecie w zakręcie Bridge uszkodził przednie skrzydło. Nadal miał 40 sekund przewagi, ale do akcji wysłano samochód bezpieczeństwa i po restarcie na pierwsze miejsce wskoczył Schumacher. Za wyprzedzenie Alexandra Wurza przy żółtej fladze Niemiec otrzymał jednak 10-sekundową karę przejazdu przez aleję serwisową. Sztab Ferrari na czele z Rossem Brawnem zachował jednak zimną krew i ściągnął Michaela do alei serwisowej na ostatnim kółku. W ten sposób Niemiec przeciął metę w boksach, zanim zatrzymał się na swoim stanowisku, i sięgnął po zwycięstwo. To był prawdziwy majstersztyk w wykonaniu włoskiej stajni, a rywale musieli przełknąć gorzką pigułkę, zdradzając na twarzy zaskoczenie, szok i niedowierzanie.

Ewangelizacja
Pięć lat później na Silverstone emocje zapewniali kibicom nie tylko kierowcy. Wszystko za sprawą Corneliusa „Neila” Horana, który w pewnym momencie pojawił się na prostej Hangar Straight i biegnąc naprzeciw pędzących 300 km/h aut ewangelizował F1 przy pomocy haseł „czytajcie Biblię” czy „Biblia ma zawsze rację”.

Po przechwyceniu niesfornego intruza na torze rządził Rubens Barrichello, który odniósł jedno ze swoich najwspanialszych zwycięstw w karierze. Na szczególną uwagę zasłużył pojedynek Brazylijczyka z Kimim Räikkönenem. Panowie przejechali bowiem obok siebie cztery zakręty, wzbudzając ogólny entuzjazm.

Zdmuchnął Red Bulla
Dwa triumfy na Silverstone odniósł Fernando Alonso. Drugie z nich zostało wywalczone w 2011 roku, w dość ciekawych okolicznościach. Chodziło o wprowadzone w ekspresowym tempie zmiany w zakresie nadmuchu dyfuzora spalinami. Wcześniej nie podlegał on żadnych ograniczeniom i spaliny „dmuchały” tył podłogi nawet wtedy, gdy kierowca nie wciskał pedału gazu, przez cały czas poprawiając docisk tylnej osi.

W Wielkiej Brytanii otwarcie przepustnicy ograniczono do 10% przy 12000 obr/min i 20% przy 18000 obr/min. Nowy przepis zadziałał na korzyść stajni Ferrari, która wyraźnie odstawała od Red Bulla i McLarena w technologii nadmuchu spalinami dyfuzora.

Alonso nie przepuścił takiej okazji i sięgnął po fantastyczne zwycięstwo, pokonując Sebastiana Vettela i Marka Webbera. Co ciekawe, w wyścigu tym swój chrzest bojowy zaliczył Daniel Ricciardo. Australijczyk reprezentował wówczas zespół HRT, więc trudno było oczekiwać, że jego debiut rzuci kogoś na kolana.

Srebrna dominacja
Od 2013 roku na torze Silverstone niepodzielnie rządzi ekipa Mercedesa. Autorem pierwszego triumfu Srebrnych Strzał okazał się Nico Rosberg, ale za kolejne trzy odpowiada już zupełnie niesamowity na własnym podwórku Hamilton.

– Kibice zawsze dają mi tutaj coś ekstra. To niesamowite – wyjaśnia Anglik, pytany o receptę na sukces na Silverstone. Czy dzisiaj dopisze do swojej brytyjskiej kolekcji piąty triumf? Nie przesądzając sprawy, trudno nie zauważyć, że Lewis ma jednak w ręku wszystkie atuty, by to zrobić.

2 KOMENTARZE

  1. Wspomniana zagrywka Ferrari z kara Schumachera. Pamietam to i do dzis dziwi mnie, że nikt nie raczył zauważyć, że Schumi powinien dostać DQ. Przeciął linię mety przed odbyciem kary, czyli zakończył wyścig nie odbywając kary w trakcie trwania wyścigu dla niego. To była gorzka pigułka spowodowana faworyzowaniem Ferrari w tamtym okresie a nie zagrywką strategiczną…

  2. Mylisz się i to po zasadniczo.
    Kierowca ma 3 okrążenia czasu, od chwili ogłoszenia kary, na zjazd i jej egzekucję.
    WSZYSTKO odbyło się zgodnie z przepisami, a że boks Ferrari znajdował się za linią mety, MSC zjeżdżając regulaminowo na odbycie kary, na ostatnim okrążeniu wyścigu, ukończył go jako pierwszy.
    To był majstersztyk duetu Brawn/Todt.
    Regulacje nie były w stanie przewidzieć takiej sytuacji.
    Wszystko odbyło się bez naruszenia przepisów.
    Można bić brawo, albo brać na ból tyłka. Co kto woli.

Comments are closed.