Przebudzenie McLarena: szkoda, że tak późno.

Niestety, najważniejsze rozstrzygnięcia w tegorocznych mistrzostwach Formuły 1 już dawno zapadły. Emocje wokół tego, kto zostanie mistrzem świata, skończyły się późną wiosną. Rozdane są już tytuły wśród konstruktorów i pasjonować się możemy jedynie walką o wicemistrzostwo świata kierowców oraz zmaganiami ekip środka stawki o ostateczną kolejność na miejscach od piątego do ósmego. Na szczęście kwalifikacje na Yas Marina – choć zakończyły się tak jak większość sesji w tym roku – wniosły nieco ożywienia dla tych, którzy tęsknią za ciekawą rywalizacją w czubie stawki.

Nie po raz pierwszy okazuje się, że w umysłach pracowników McLarena nie funkcjonuje takie pojęcie jak „poddać się”. Zespół z Woking pokazał choćby w sezonie 2009, że potrafi w trakcie sezonu wykonywać największe postępy jeśli chodzi o szybkość samochodu i w tym roku jest podobnie. Oczywiście Red Bull już od dłuższego czasu nie musi się sprężać – jakoś nie przekonują mnie zapewnienia, że starają się ze wszystkich sił pomóc Markowi Webberowi w wywalczeniu wicemistrzostwa świata – ale zredukowanie pokaźnych strat z początku sezonu i nawiązanie walki z austriacką ekipą są w przypadku McLarena warte pochwały.

Efekty widzieliśmy w sobotni wieczór na Yas Marina. Gdyby „wyciszony” Lewis Hamilton przejechał w Q3 tak samo szybkie okrążenie jak w Q2, to startowałby po raz drugi w tym roku z pole position. Mistrz świata z 2008 roku prowadził zresztą po pierwszej serii okrążeń w finale, ale ostatecznie uległ tegorocznemu specjaliście od czasówek o zaledwie 0,141 sekundy. Warto podkreślić, że podczas konferencji prasowej komplementował Sebastiana Vettela i podkreślił nie tylko fantastyczne okrążenie w wykonaniu rywala, ale także jego ogólną bardzo dobrą szybkość.

Za Hamiltonem było jeszcze ciaśniej: Jenson Button przez krótką chwilę cieszył się najlepszym rezultatem w Q3, ale kilka sekund później linię pomiaru czasu przeciął jego zespołowy kolega i na ekranach wyskoczyła różnica 9 tysięcznych sekundy. Wicelider punktacji znów narzekał na balans samochodu – tym razem problemy z podsterownością – ale trzeci czas ze stratą 0,150 sekundy do pole position potwierdza, że McLaren zalicza udaną końcówkę sezonu. Lepiej późno niż wcale, ale nie można było tak od razu?

Za plecami czołowej trójki obyło się bez większych sensacji. Mark Webber tradycyjnie zaliczył wyraźną porażkę z zespołowym kolegą, a stali bywalcy trzeciej linii startowej ukończyli sesję w kolejności swoich numerów startowych. Na uwagę zasługuje różnica 0,7 sekundy między Fernando Alonso i Felipe Massą. Podkreślić też trzeba wyjątkową jak na ten sezon frekwencję w Q3: na tor wyjechała cała dziesiątka i tylko Paul di Resta nie uzyskał czasu okrążenia. Ironią losu jest, że zespół Franka Williamsa, który ponad 30 lat temu wprowadził do Formuły 1 sponsorów z krajów arabskich, zawody w Zjednoczonych Emiratach Arabskich rozpocznie z dwóch ostatnich pól startowych. Rubens Barrichello w prawdopodobnie przedostatnim starcie w Formule 1 nie uzyskał czasu okrążenia w wyniku problemów z silnikiem Cosworth, a siedemnasty w kwalifikacjach Pastor Maldonado ma karę przesunięcia o 10 pozycji wstecz za skorzystanie z dziewiątej jednostki napędowej w sezonie. Sędziowie nie opublikowali jeszcze oficjalnego ustawienia na starcie, ale ponieważ Rubens w ogóle nie pojawił się na torze, to prawdopodobnie on wystartuje z ostatniego pola.

Kierowcy nie są zgodni co do tego, czy dwie strefy DRS okażą się skuteczne i poprawią widowisko na znanym z braku możliwości wyprzedzania torze. Zdaniem Buttona wcale nie będzie lepiej i Anglik powinien się z tego cieszyć: łatwiej będzie mu utrzymać za sobą Webbera i Alonso, a finisz w pierwszej trójce znacznie przybliży go do tytułu wicemistrza świata. Mistrz świata z 2009 roku znany jest z taktycznego podejścia do rywalizacji i na pewno nie będzie próbował niczego głupiego – pozycja Vettela jest dla niego bez znaczenia, a nad Hamiltonem ma aż 38 punktów przewagi przy 50 do zdobycia. Stan nawierzchni na prostej startowej w żaden sposób go nie premiuje – przyczepność po obu stronach jest mniej więcej jednakowa, a w dodatku kierowcy na wysokości pól startowych przejeżdżają z lewej strony na prawą, wychodząc z prawego zakrętu na prostą i przygotowując się do wejścia w pierwszy, lewy zakręt – „Zakręt Mistrzów”.

Analiza piątkowych jazd pokazuje, że mimo narzekania na balans samochodu Button notuje najbardziej wyrównane czasy okrążeń w trybie wyścigowym, przy dużym obciążeniu paliwem. Różnica w czasach pomiędzy początkiem i końcem stintu jest u niego największa (na korzyść lżejszego samochodu, na bardziej zużytym ogumieniu) i to potwierdza, że Anglik bardzo łagodnie obchodzi się z oponami. Niespodziewanie problemy miało Ferrari – Massa był pod koniec stintu wolniejszy niż na początku, ale być może włoski zespół zdołał po piątkowych treningach poprawić sytuację. Brakuje oczywiście danych w przypadku Vettela – przygoda w drugim treningu zachwiała harmonogramem przygotowań, ale nie jest to taka pierwsza sytuacja w tym sezonie i mistrz świata zawsze wychodził z opresji obronną ręką.

Biorąc pod uwagę zachowanie ogumienia, fajerwerków strategicznych nie należy się spodziewać. Rutynowe dwa postoje i jazda dwa razy na miękkiej mieszance i raz na pośredniej powinna być powszechnie stosowaną taktyką. Niezwykła pora rozgrywania wyścigu nie powinna mieć większego wpływu na zachowanie samochodów i opon – półtorej godziny po zakończeniu kwalifikacji (czyli 30 minut po upływie maksymalnego okresu dwóch godzin w przypadku niedzielnego wyścigu) temperatura nawierzchni wciąż wynosiła 28 stopni Celsjusza i w ciągu minionych trzech godzin obniżyła się o jeden-dwa stopnie.

Jednym słowem, czyżby znów czekały nas nudne zawody na Yas Marina? Oby nie, bo walka w kwalifikacjach była naprawdę ekscytująca i mam nadzieję, że podobnie będzie w niedzielnym wyścigu. Pamiętajcie jeszcze o ostatnich zawodach Porsche Supercup – co prawda dziś Kuba Giermaziak był dopiero dziesiąty, ale wciąż utrzymuje się w pierwszej trójce klasyfikacji sezonu i jutro powalczy o to, aby z niej nie wypaść. Wyścig z jego udziałem rusza o 11:45 czasu polskiego, w sam raz na rozgrzewkę przed daniem głównym: trzecim w historii wyścigiem o Grand Prix Abu Zabi.