O kolejności w urozmaiconej żółtymi sesji Q3 zadecydowały pierwsze przejazdy i tak oto Valtteri Bottas po raz drugi w życiu ustawi się jutro na pierwszym polu startowym. Również po raz drugi wystartuje w Austrii z pierwszego rzędu: trzy lata temu Williams niespodziewanie wygrał podwójnie czasówkę i co prawda w wyścigu Fina oraz Felipe Massę bez problemu ograli kierowcy Mercedesa, ale za to Bottas uratował najniższy stopień podium. Tym razem powalczy o jeszcze lepszy rezultat, próbując utrzymać za sobą zawodników Ferrari.

Lewis Hamilton po doliczeniu kary za wymianę uszkodzonej w Baku skrzyni biegów (zespół zapewnił, że usterka nie miała związku z uderzeniem przez Sebastiana Vettela) spadł z trzeciego pola na ósme. Od razu pojawiły się pytania, czy zadaniem Bottasa nie będzie powstrzymywanie rywali ze Scuderii, by wicelider punktacji mógł skuteczniej odrabiać straty do czołówki. Rzecz jasna obaj zaprzeczyli, jakoby taki miał być plan – szczerze mówiąc, różnica w pozycjach jest zbyt duża, różnice w tempie czołówki zbyt małe, a przy dwóch rywalach za plecami łatwiej polec też na strategii.

Skoro już o tym mowa, to Hamilton jako jedyny z pierwszej dziesiątki wystartuje na supermiękkich oponach. On sam nie doszukuje się tu żadnej większej przewagi: to wolniejsza mieszanka, a przy zapowiadanym jednym pit stopie pomoże co najwyżej opóźnić zjazd o około sześć-siedem okrążeń. Tyle, że wtedy Mercedes będzie już wiedział, jak zachowują się opony ultramiękkie, podatne na przegrzewanie i występowanie pęcherzy. To ułatwi dobór mieszanki na drugi przejazd, bo tym razem wszystkie trzy rodzaje – także ogumienie miękkie – spisują się dobrze. Inni czołowi kierowcy będą musieli wcześniej podjąć decyzję (supermiękkie czy miękkie), mając mniej danych.

Kalkulacje w przypadku slicków i tak wezmą w łeb, jeśli sprawdzą się deszczowe prognozy: 60% na opady w okolicach startu wyścigu, nawet jeszcze więcej o późniejszej porze.

Hamilton celuje w pierwszą piątkę i powodzenie tego planu zależy od tempa Red Bulla. Obaj kierowcy gospodarza wyścigu raczej nie nastawiają się na nic więcej poza walkę między sobą. Za ich plecami dość nieoczekiwanie na liderów środka stawki wyrósł w Austrii Haas. Samochody Romaina Grosjeana i Kevina Magnussena mają dobrze dobrany balans docisk/opór, a także są w stanie odpowiednio obejść się z oponami. Nie bez znaczenia są także nowe jednostki napędowe i szkoda tylko awarii zawieszenia w samochodzie Duńczyka, bo i jego mielibyśmy w Q3. Skorzystał na tym Esteban Ocon, który awansował z Q2 na dziesiątej pozycji, a w finale dodatkowo przeskoczył Carlosa Sainza – znacznie szybszego niż narzekający na balans auta Daniił Kwiat.

W duecie McLarena nowa specyfikacja jednostki napędowej pozostała tylko w samochodzie Stoffela Vandoorne’a, który minimalnie przegrał P12 z zespołowym partnerem. Fernando Alonso uważa, że jego ekipę stać już na regularne wizyty w Q3, mimo że na Red Bull Ringu ta sztuka się nie udała. Na tle formy Haasa czy McLarena prawdziwą katastrofą jest postawa Williamsa. Zespół przywiózł do Styrii poprawki aerodynamiczne, ale zamiast bić się z Force India na torze, na którym w ostatnich latach szło im z reguły co najmniej przyzwoicie (lub rewelacyjnie: przypominam pierwszy rząd w sezonie 2014), tym razem ledwo pokonali duet Saubera.

Samotna walka Bottasa z duetem Ferrari, szarża Hamiltona, modły w Red Bullu o ukończenie wyścigu z obydwoma samochodami, zwyżka formy Haasa i stabilna, choć pozytywnie zaskakująca po słabszych treningach postawa Force India – to będą bohaterowie niedzielnej walki o punkty w ósmej rundzie tegorocznych zmagań.

9 KOMENTARZE

  1. No i wygrał. I bardzo dobrze, bo ciekaw jestem strasznie, co będzie jeśli wyprzedzi Hamiltona w punktacji…
    Czy Mercedes postawi na niego…?

  2. Piszę to już po zakonczonym wyścigu.
    Bardzo ciekawie się robi. Lewis musi nie tylko atakować ale też zacząć się bronić. O ile, co zakłada moja teza, w Mercedesie nadal panuje rozsądna atmosfera. Rozsądna na tyle na ile była w zeszłym sezonie, pozwalając Niko sięgnąć po tytuł. Domyślam się że jeszcze przed podpisaniem kontraktu, Valteriemu zostały przedstawione pewne ustępstwa względem Hamiltona, które musiał przełknąć, ale musiał też dostać marchewkę. Czymś trzeba człowieka zmotywować. Na razie broni się swoją postawą, więc kto wie? Może ten drugi fin w stawce wie jak w takich okolicznościach sięgnąć po tytuł? Jakkolwiem, robi się ciekawie.

  3. Był falstart ale go nie było… uwielbiam takie werdykty sędziów i to jeszcze wydane po czasie, jako zaprzeczenie wcześniejszej ich decyzji… Kwiatuszek miał 100% racji mówiąc o nich ostatnio to co powiedział…

  4. Bottas wystartował „na pamięć”, w myśl zasady „albo światła zdążą zgasnąć albo jestem w d…”.
    Kryteria oceny domniemanego falstartu są niezmienne od 20 lat. Dla mnie sprawa jest prosta: w tej sytuacj falstartu nie było.

    • Zdaje się, że falstart jest mierzony elektronicznie – przekroczysz czarodziejską linię przed zmianą świateł i cześć. Natomiast gdyby tolerancja tego pomiaru była taka jak w dragsterach (czyli praktycznie zerowa), to na pewno na choince zaświeciłby się falstart. Dlaczego? Z powtórek widać, że nos samochodu Bottasa podniósł się w chwili, kiedy czerwone światła jeszcze były zapalone. W dragsterach to zostałoby już wyłapane, a w F1 czujniki zadziałały nieco później.

      • Wg mnie falstart był, czyli wystartował przed zgaszeniem się czerwonych świateł, lecz jeżeli mówią że taką tolerancję uznają od zawsze to ok(o ile to prawda, a nie potrzeba chwili, by „nie mieszać w mistrzostwach”, tudzież żeby różnice w czołówce były jak najmniejsze). W motogp raczej dostałby drivethru i nieważne czy ktoś zyskał czy stracił na falstarcie (czasem lekko ruszy motor i potem zatrzyma, ale już jest za późno). Co mnie jedynie wkurza to jeżeli mówią że czas reakcji Botasa był 0,201 co jest nierealne bo jeżeli ruszył przed zgaszeniem świateł (jest sporo video i gifów to pokazujących) to nie mógł na nie zareagować bo jeszcze się świeciły, więc jego czas reakcji był przykładowo -0,006. Czas 0,201 to mógł być ewentualnie czas „zaskoczenia” transpondera, który działa ze zwłoką(tą nikomu nie znaną i od zawsze uznawaną tolerancją). Generalnie ta tolerancja kłóci się z jednym z przepisów, które mówią, że koła nie mogą się ruszyć przed zgaszeniem czerwonego światła, a o niej nie ma wzmianki w innych paragrafach.

        • Jeśli telemetria na starcie charakteryzuje się aż taką dużą precyzją, to co dopiero można powiedzieć gdy auto jest w ruchu i zwalnia jak w Baku, ale przecież sędziowie mówili że nie zwalniało i nie było falstartu. No ale co tam liczby, liczy się walka o 4 tytuł.

Comments are closed.