Wczoraj deszcz, dzisiaj słońce – pozostaje tylko pytanie dla kogo zaświeci ono najjaśniej w Parco di Monza?

Po wczorajszych, mokrych kwalifikacjach głównym faworytem do zwycięstwa jest Lewis Hamilton, który znokautował swoich rywali. Nic dziwnego, że Anglik jest naładowany pozytywną energią i zaznacza, że przyjechał na Monzę po swoje czwarte zwycięstwo. – Zamierzam popsuć im święto – zadeklarował trzykrotny mistrz świata. Wczoraj wykonał pierwszy krok w stronę realizacji swoich zapowiedzi, dzisiaj stoi przed wielką szansą na to, żeby postawić kropkę nad i wyjechać z jaskini lwa w roli samodzielnego lidera mistrzostw świata, co w tym sezonie jeszcze mu się nie zdarzyło.

Być może pomoże mu w tym odrobinę Valtteri Bottas, który ustawi swoją Srebrną Strzałę na czwartej pozycji, przed kierowcami Ferrari. Podczas kwalifikacji Fin spisał się kiepsko, bo tak należy określić dwie sekundy straty do Hamiltona. Dobrym występem w wyścigu może się jednak w jakimś stopniu zrehabilitować. Warunkiem jest jednak to, żeby nie wdać się w przepychanki na starcie, co w jego przypadku może nie być takie łatwe – przed sobą ma bowiem nieopierzonego Lance’a Strolla i głodnego sukcesu Estebana Ocona, a za sobą żądnych krwi kierowców Ferrari.

Gra o honor
Jest w tym sporo ironii losu, że tak znakomicie spisująca się od początku sezonu ekipa Ferrari swoją najgorszą czasówkę zaliczyła właśnie w swojej świątyni. Deszczowa, typowa raczej dla Anglii pogoda kompletnie pomieszała jednak jej szyki, wprowadzając w szeregi tifosi szok i dezorientację. Zaskoczenia nie krył również Sebastian Vettel, który zjawił się na Monzy w roli lidera mistrzostw świata, co w przypadku kierowcy Ferrari zdarzyło się ostatnio pięć lat temu, gdy w barwach włoskiej stajni ścigał się Fernando Alonso.

– Nie wiem, co się stało. Jestem zaskoczony tym, jak szybcy byli inni. Myślę, że musimy przyjrzeć się kilku rzeczom, żeby zrozumieć, co się wydarzyło. Coś nie zadziałało – wyjaśniał Niemiec, dementując sugestie, jakoby Ferrari poświęciło mokrą czasówkę na rzecz suchego wyścigu. – Dzisiaj nie ma czegoś takiego jak typowo mokre ustawienia Nasze pozycje nie były z tym związane – zarzekał się Vettel. Kimi Räikkönen był jeszcze mniej skory do rozmowy i szybko oddalił się do innych obowiązków.

Dzięki karom dla kierowców Red Bulla Räikkönen i Vettel wystartują dzisiaj z trzeciej linii, licząc na walkę o podium. O której jego stopień? Trudno powiedzieć, wiele będzie zależeć od tego, jak ułoży się start wyścigu i pierwszy zakręt. Presja wyniku jest olbrzymia, wydaje się jednak, że są duże szanse na to, żeby powalczyć o coś dużego. W takim miejscu gra idzie o honor.

Esteban chce podium
Największą sensację wzbudził wczoraj Stroll, sięgając po czwarty wynik kwalifikacji. Za sprawą kar dla kierowców Red Bulla Kanadyjczyka przesunięto na drugą lokatę, dzięki czemu został on najmłodszym zawodnikiem w dziejach F1, który znalazł się w pierwszej linii startowej. Stroll przebił o 23 dni rekord Maksa Verstappena z ubiegłorocznego wyścigu w Belgii, ponieważ jednak stało się tak za sprawą kary, nie umniejszając niczego Lance’owi, mam z tym osiągnięciem pewien kłopot.

Nie opuszcza mnie wrażenie, graniczące z pewnością, że na suchym torze tak dobrze jak na mokrym nie będzie. Jestem bardzo ciekaw, jak Stroll poradzi sobie na starcie. Dla niego będzie to bowiem całkiem nowe doświadczenie, ponieważ jeszcze nigdy nie znajdował się tak wysoko w stawce. Mam tylko nadzieję, że nie puszczą mu nerwy.

Z wielkimi nadziejami na start wyścigu czeka Ocon. Po najlepszej czasówce w karierze Francuz mówi wprost, że jego celem jest walka o jedno z trzech czołowych miejsc. – Chcę mojego podium – oświadczył wczoraj dziennikarzom. Esteban najwyraźniej nie ma zamiaru kroczyć ścieżką wytyczną przez niektórych kolegów z padoku, przykładowo Nico Hülkenberga, który czeka na „pudło” już całe wieki. Bywa i tak, na Monzy też nie zanosi się na to, żeby cokolwiek miało się tu zmienić.

Singapur w tle
Obsypani karami, jak świeżo poślubieni małżonkowie confetti, kierowcy Red Bulla będą dzisiaj starali się zminimalizować obrażenia. W trochę lepszej sytuacji znajduje się Verstappen, który ostatecznie wystartuje z 14. pozycji, mając przed sobą kilku wolniejszych kolegów. Punkty są zdecydowanie w jego zasięgu, pytanie tylko, co na to jego samochód?

Z podobnym dylematem przystąpi do walki Daniel Ricciardo, startujący trzy lokaty niżej. Australijczyk, czwarty w generalce, zapewne również postara się o jakieś punkty, choć myślę, że obaj panowie nie będą się przesadnie wysilać, mając z tyłu głowy Singapur.

3 KOMENTARZE

Comments are closed.