Kajetan Kajetanowicz i Jarek Baran rozpoczęli obronę tytułu rajdowych mistrzów Europy od drugiej lokaty w Rajdzie Wysp Kanaryjskich. Po odwołaniu zimowego Rajdu Lipawy (brak śniegu na Łotwie) to właśnie kręte asfalty na Gran Canarii były areną pierwszej odsłony zmagań. Imprezę uświetnili swoim startem aktualni wiceliderzy WRC, Mads Ostberg i Ola Floene. Norweska załoga Fiesty R5 objęła co prawda prowadzenie po pierwszym odcinku, ale na kolejnych czterech próbach Kajto i Jarek nie mieli sobie równych, zostawiając za sobą nie tylko dobrze znanych rywali z mistrzostw Europy, ale także znakomitych gości. Fantastyczna walka z przybyszami z WRC zakończyła się na ostatnim piątkowym odcinku: po problemach z hamulcami Ostberg uderzył w skałę i tak uszkodził samochód, że nawet powrót nazajutrz w systemie Rally2 okazał się niemożliwy.

W batalii o zwycięstwo poza Polakami liczyli się już tylko Aleksiej Łukjaniuk i Aleksiej Arnautow. Przewaga obrońców tytułu nad duetem w kolejnej Fieście R5 sięgała już 30 sekund, ale na pierwszej sobotniej pętli błąd przy doborze ciśnień w oponach przyniósł minutę straty.

– Tutaj jest bardzo szorstki, przyczepny asfalt i mimo że są to bardzo dobre opony, to szybko się zużyły – mówił Kajto. – Wyszło płótno, potem druty i niełatwo było utrzymać się na drodze. Trudno było się skoncentrować w tej nowej dla mnie sytuacji i po prostu jechać do mety w miarę szybkim tempem. Teraz łatwiej się o tym mówi, ale tam na górze, na odcinku, kiedy zaczynają się duże trudności i masz świadomość, że tracisz wywalczone sekundy, musisz się mocno skoncentrować, wziąć w garść i po prostu jechać.

Strat do rywali, którzy w zeszłym sezonie wywalczyli trzecie miejsce w klasyfikacji mistrzostw Europy, nie udało się już odrobić. Druga lokata w rajdzie, wygrany pierwszy etap i aż sześć oesowych zwycięstw – w tym aż cztery, gdy na trasie był jeszcze Ostberg – to niezły bilans, choć oczywiście niedosyt pozostaje. Pod względem samego tempa na nowych, wymagających trasach Kajto i Jarek górowali nad konkurencją i na ostatecznym wyniku zaważył błąd z doborem ciśnień.

Więcej powodów do radości miały inne polskie załogi, które zdominowały rywalizację w niższych kategoriach. Zdecydowane zwycięstwo w ERC-2 odnieśli Wojtek Chuchała i Daniel Dymurski (piąte miejsce w generalce). W ERC-3 najszybsi byli Łukasz Habaj i Piotr Woś (15. w generalce), a Tomasz Gryc i Michał Kuśnierz stanęli na najniższym stopniu podium. W pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej uplasowały się jeszcze dwa polskie duety: Jarosław Kołtun i Ireneusz Pleskot na szóstej pozycji oraz Tomasz Kasperczyk i Damian Syty na dziesiątej.

Kolejna runda mistrzostw Europy, asfaltowy rajd Circuit of Ireland, odbędzie się w dniach 7-9 kwietnia.