Kto rozdaje karty w Formule 1? Nie, nie Lewis Hamilton, Nico Rosberg też nie. Mercedes? Także pudło! Otóż, sprzęgło. Tak po prostu sprzęgło, od którego widzimisię w dużej mierze zależy to, który z kierowców ekipy mistrzów świata ma zepsuty start, a czasami i cały wyścig. Oczywiście przesadzam, ale jest faktem, że największą bolączką Srebrnych Strzał jest właśnie ten element. W efekcie zamiast pięćdziesiątki Hamiltona, kibice F1 otrzymali oczko Rosberga, który dobił do 21 zwycięstw.

W idealnym świecie Lewis Hamilton wygrałby wyścig o Grand Prix Włoch, finiszując na Monzy przed Nico Rosbergiem. Sęk w tym, że żyjemy w świecie, który jest daleki od ideału, a dzięki temu ktoś, kto – na przekór wszelkim przewidywaniom – postawił swoje pieniądze na Niemca, zgarnął pewnie niezłą sumkę, a my mieliśmy okazję przekonać się raz jeszcze, że fortuna kołem się toczy!

Po absolutnym zdominowaniu czasówki i rzuceniu Rosberga na deski wydawało się, że nikt i nic nie będzie w niedzielę w stanie pozbawić Lewisa Hamiltona jego pięćdziesiątego zwycięstwa w F1. Tymczasem z powodu kapryśnego sprzęgła szanse aktualnego mistrza świata na siódmy triumf w sezonie przepadły chwilę po tym, jak zgasły czerwone światła. Anglik mógł jedynie przyglądać się, jak przemykają obok niego kolejni rywale – Nico Rosberg, Sebastian Vettel, Kimi Räikkönen, Valtteri Bottas a w szykanie jeszcze Daniel Ricciardo.

Kapryśne sprzęgło
– Nie wiem, co wydarzyło się na starcie. Wykonałem całą procedurę tak samo jak zawsze, ale mimo tego pojawił się duży moment obrotowy i koła zaczęły się ślizgać. Podobnie jak w przypadku z Nico na Hockenheim. Problemem jest powtarzalność sprzęgła. Dawniej podawano nam jego temperaturę, więc znacznie łatwiej było się wstrzelić. Teraz nie masz pewności, czy sprzęgło zadziała – tłumaczył się Hamilton i dodał, że szybko dotarło do niego, iż pościg nie będzie łatwy. Z Ricciardo rozprawił się niemal natychmiast, ale za Bottasem utknął na bardzo długo. Zbyt długo. Szans Lewisa na skuteczną pogoń nie zwiększało także blokowanie kół przedniej osi, destrukcyjnie wpływające na opony, przede wszystkim prawą przednią, która przecież dostała w kość już podczas kwalifikacji. – Szybko zrozumiałem, że wygrana wymyka mi się z rąk – przyznał.

Jego sprzymierzeńcem była za to strategia jednego pit stopu, dzięki której nie musiał nawet wdawać się w bezpośrednią walkę z kierowcami Ferrari, żeby sięgnąć po drugą lokatę. Tylko tyle i aż tyle. Przewaga mistrza świata nad pretendentem do tronu stopniała do dwóch punktów. Będzie się działo!

Prezenty
Póki co Nico Rosberg może się upajać drugim z rzędu, a w sumie siódmym triumfem w 2016 roku. Czy to nie ironia, że po tęgim laniu w sobotę, nazajutrz to on był górą? Jak najbardziej, no ale z drugiej strony trudno mieć do niego pretensje o to, że wykorzystuje prezenty ofiarowywane przez drugą stronę garażu. W Belgii upominek był związany z perturbacjami po strategicznej wymianie podzespołów w bliźniaczej Srebrnej Strzale, natomiast we Włoszech z koszmarem startowym Lewisa.

W ten sposób Niemiec zapewnił sobie pierwszą wygraną w Parku Królewskim w zasadzie na pierwszych kilkuset metrach wyścigu. Wystarczył dobry start, a w każdym razie lepszy niż w przypadku Hamiltona. Co z resztą popołudnia? A co można robić na długich prostych toru Monza w sytuacji, gdy najgroźniejszy rywal jest daleko z tyłu? Przeliczać punkty w mistrzostwach świata, rzecz jasna. W każdą możliwą stronę. Z wyliczeń wyszły ostatecznie dwa oczka, które aktualnie dzielą obu panów w generalce. – Po wakacyjnej przerwie znacznie poprawiłem swoje starty – zdradził Nico receptę na 21. triumf w F1. No dobrze, ale teraz przez Rosbergiem schody, i to strome. W Singapurze Hamilton z pewnością ruszy do kontrataku. Warto też mieć na oku Red Bulle, które na ulicznej pętli w Mieście Lwa mogą pokazać pazury. Każdemu.

Honor uratowany
Zdając sobie sprawę ze swojego miejsca w szeregu, ekipa Ferrari nie pompowała nadmiernie oczekiwań przed występem na własnym podwórku. Celem było podium i pokonanie Red Bulla, z którym Włosi od Austrii regularnie przegrywali, tracąc w efekcie drugą lokatę w generalce. Wyścig przed własną publicznością dawał im znakomitą sposobność do tego, żeby chociaż trochę poprawić nadszarpnięty ostatnimi niepowiedzeniami wizerunek. Udało się. Vettel po raz pierwszy od wyścigu w Baku wskoczył na podium, natomiast Räikkönen zajął czwartą lokatę. W sumie panowie jakoś szczególnie nie musieli się napinać, ponieważ Mercedes był dla nich zbyt mocny, z kolei Red Bull za słaby.

Co dalej? Nie ma co ukrywać, pozostała część sezonu nie będzie dla włoskiej stajni łatwa. Nie dosyć, że Ferrari ma do Czerwonych Byków 11-punktową stratę, to jeszcze tory, na których odbędą się najbliższe wyścigi – przynajmniej na papierze – bardziej odpowiadają charakterystyce RB12. Poza tym Renault planuje wprowadzić (w Singapurze lub Malezji) następne poprawki swojego silnika, co zapewne również nie pozostanie bez wpływu na osiągi Red Bulla – tymczasem Włosi zużyli już całą pulę talonów na modyfikacje. To, rzecz jasna, nie przesądza sprawy drugiej pozycji w mistrzostwach świata i na ostateczne rozstrzygnięcia przyjdzie nam jeszcze jakiś czas poczekać.

Szelmowski uśmiech Daniela
Niespodzianki nie było. Red Bull spodziewał się, że Monza, za sprawą zbyt słabego silnika, będzie stanowiła trudny temat i tak faktycznie było. Dlatego też głównym celem kierowców Christiana Hornera było ograniczenie strat. Plan został zrealizowany niemal w stu procentach. Niemal, ponieważ o ile Ricciardo wycisnął maksimum ze swojego RB12, o tyle o Maksie Verstappenie nie można tego powiedzieć. Przynajmniej było lepiej niż w Belgii, gdzie za pojedynek z Räikkönenem na Holendra spadła na fala krytyki.

We Włoszech występ Maksa był znacznie spokojniejszy, żeby nie powiedzieć, że przeszedł trochę bez echa. Czyżby trochę przystopowała go pogawędka z Charliem Whitingiem, a może to tylko cisza przed następną burzą? Zobaczymy, w każdym razie na Monzy Holender znalazł się w w cieniu australijskiego zabójcy o aparycji nastolatka zarówno w kwalifikacjach, jak i w wyścigu, w którym zajął siódmą lokatę. Na niedzielnym wyniku Verstappena w jakimś stopniu zaważył kiepski start, spowodowany uruchomieniem systemu zapobiegającego zgaszeniu silnika, co nie zmienia faktu, że w jego zasięgu był co najwyżej Bottas.

Ricciardo z pewnością nie. Australijczyk, w przeciwieństwie do swojego kolegi unikający kłopotów jak ognia, znowu zrobił swoje i sięgnął po piątą lokatę. Dan nie był co prawda w stanie utrzymać za sobą Hamiltona, za to w świetnym stylu poradził sobie z Bottasem, choć zadanie nie należało do najłatwiejszych. Pomimo otwartego DRS-u Australijczyk nie był w stanie zbliżyć się na prostej do rywala. Szansa otworzyła się przed nim dopiero w strefie hamowania. Daniel bardzo późno przypuścił atak, nurkując na wewnętrzną pierwszej szykany. Z klasą, czysto, niczym profesor. – Wyjeżdżając z ostatniego zakrętu pomyślałem: na tym okrążeniu. Byłem jednak daleko za nim. Otworzyłem DRS. Widziałem, że Valtteri dostrzegł mnie w lusterkach, więc miałem pewność, że nagle nie zamknie przede mną drzwi. Po całej akcji czułem się jak na niezłym haju – zdradził z szelmowskim uśmiechem na twarzy Daniel, z niecierpliwością czekający już na Singapur.

Williams górą
W toczącej się batalii pomiędzy Williamsem i Force India, na Monzy górą był zespół z Grove. Po obiecującej czasówce Bottas liczył nawet na podium, ale koniec końców musiał się zadowolić szóstą lokatą. Felipe Massa dorzucił od siebie dziewiątą pozycję, co łącznie pozwoliło stajni sir Franka Williamsa odzyskać czwarte miejsce w klasyfikacji konstruktorów.

Zgodnie z oczekiwaniami, ekipie Force India weekend na Monzy nie ułożył się tak, jakby sobie tego życzyła. Sergio Pérez, cztery lata temu oglądany we Włoszech na podium (drugi), tym razem przeciął metę na ósmej, natomiast Nico Hülkenberg na dziesiątej pozycji.

Kończymy kilkoma słowami o Fernando Alonso. Hiszpanowi nie udało się wprawdzie wywieźć z Włoch ani jednego punktu, ale na pocieszenie dwukrotny mistrz świata zapewnił kombinacji McLaren-Honda pierwsze od 24 lat najszybsze okrążenie wyścigu. Specjalnie po to zjechał po świeże opony dwa kółka przed końcem, podkreślając w ten sposób to, na co sam głośno od dawna narzeka: słabe wyścigowe tempo we współczesnej F1. Ostatni raz w takiej kombinacji sprzętowej najlepszy czas okrążenia wykręcił Ayrton Senna na portugalskim torze Estoril. To było dawno temu, ale może w niedalekiej przyszłości Alonso albo Stoffel Vandoorne będą dokonywali tej sztuki znacznie częściej.

12 KOMENTARZE

    • Chyba też narzekałby na to tempo, bo różnica pomiędzy czasem okrążenia z kwalifikacji a w wyścigu jest ogromna. I to nie różni się tylko tym, że startują z zapasem 100kg paliwa, bo mimo, że w końcówce paliwa było mało i zjechał dodatkowo po opony, to i tak okrążenie Fernando było o 2,1 sekundy wolniejsze niz z kwalifikacji. Oni od początku wyścigu mogliby jechać szybciej niż teraz, tylko, że jakby dostali niezniszczalne opony i cisnęli to zabrakłoby paliwa. Z drugiej strony jakby nie było limitu paliwa, to obecne opony nie wytrzymałyby zbyt długo przy jechaniu na 100% bolidu.

      • W 2007 roku na Monzy FL Fernando był o półtorej sekundy słabszy niż jego najlepszy czas w Q… (nie czas PP, bo ten był uzyskany samochodem zatankowanym na start).
        W 2009 FL ponad 1,7 s wolniejszy niż najlepszy czas Q.
        W 2010 FL ponad 2,1 s wolniejszy niż PP (bez tankowania, ale na pancernych Bridgestone).

  1. Tylko jedno pytanie: jaki jest sens umieszczania takich podsumować na TYDZIEŃ po wyścigu? Kiedy każdy kto interesuje się sportem zdążył już się o tym dowiedzieć, poczytać analizy, przemyśleć i zapomnieć.

  2. Fan, moze nie każdy czyta wszystko i wszędzie. Ja na ten przykład bardzo lubię oko i zawsze na nie czekam, gdyż lubię styl, humor i smak tych artykułów. Zupełnie nie przeszkadza mi tez to, ze czasami trzeba na nie poczekać kilka dni. Moim zdaniem warto.

  3. @Fan
    traktuję tę stronę jak blog a nie jak serwis informacyjny. Interesuje mnie subiektywne (czasem bardzo) zdanie autorów. Z niecierpliwością czekam na te podsumowania i porównuję je z moimi przemyśleniami.
    Jedyne co mi nie pasuje to czasem zbyt późne podsumowanie kwalifikacji – niejednokrotnie czytam je już po wyścigu 🙁

    • No dokładnie, pytania Patryka M i miny kierowców, którzy na nie odpowiadają, mówią wszystko 😀 Nie wiedziałem, że każda stacja z wykupioną licencją może od tak sobie jeździć i przepytywać kierowców 😛

Comments are closed.