Sebastian Vettel wyszedł zwycięsko z pojedynku z Maksem Verstappenem i sięgnął po swoje 50. pole position w F1. W ostatniej próbie czterokrotny mistrz świata przejechał znakomite okrążenie, ratując własny rekord – najmłodszego triumfatora czasówki. Pytanie, na jak długo?

Kwalifikacje na położonym na wysokości ponad dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza torze w Mexico City przyniosły niesamowite emocje i emocjonalną huśtawkę, po której padały słowa o „szczęściu”, „rozdrażnieniu”, „zachwycie”, „dezorientacji”, „rujnowaniu” i „rozczarowaniu”. Pierwszorzędny meksykański koktajl, póki co bez tequili!

Walkę o pole position ostatecznie wygrał Vettel (1.16,488), bijąc o 0,086 sekundy prowadzącego po pierwszym przejeździe Verstappena. Lewis Hamilton tym razem mógł się jedynie przyglądać poczynaniom swoich kolegów. – W Q2 Max był bardzo szybki. Nie wiem, jak to zrobił. Wysokość nad poziomem morza wpływa na asfalt i sprawia, że szybciej się starzeje, jest bardziej śliski. A ten wyciąga z rękawa czety dziesiąte sekundy. Pomyślałem więc, jak to zrobić? – przyznawał czterokrotny mistrz świata, który w swoim decydującym przejeździe postawił wszystko na jedną kartę i… w pewnym momencie niemal stracił panowanie nad Giną.

Bez gwarancji
– Sądziłem, że jeśli przejadę czysto pierwszy sektor, będzie dobrze. Wtedy zdarzył mi się jednak moment w szóstym zakręcie. Niemal straciłem panowanie nad samochodem. Musiałem zredukować do jedynki, ale jakoś udało mi się przejechać bez straty czasu. Potem mogłem już cisnąć do końca. Gdy usłyszałem, że zdobyłem pole position, w samochodzie nastąpiła eksplozja. Wczoraj przeżyłem jedną z gaśnicą, dzisiaj drugą – dowcipnie podsumował Vettel, którego czeka dzisiaj łatwiejsze zadanie niż Hamiltona. Niemiec nie musi już bowiem kalkulować, może po prostu pojechać po zwycięstwo i liczyć na to, że Anglikowi powinie się noga.

Sęk w tym, że nawet zwycięstwo może przynieść Sebastianowi przykry finał. Jeśli bowiem Anglik zmieści się w najlepszej piątce, będzie mógł świętować swój czwarty tytuł mistrza świata.

Poirytowany
Verstappen zaliczył w Meksyku znakomitą czasówkę i otarł się o swoje pierwsze pole position. 20-latek zasygnalizował swoje zamiary w Q2, wprawiając wszystkich w osłupienie okrążeniem w czasie 1.16,524. Wydawało się, że pole position wpadnie w jego ręce.

W pierwszej próbie w Q3 Max skopiował swój wyczyn (1.16,574), w drugim nie zdołał jednak odpowiedzieć na kółko Vettela i musiał się pogodzić z porażką. – Jestem poirytowany na maksa. W Q2 było naprawdę dobrze. W ostatniej próbie nie zdołałem zmusić opon do pracy i zgubiłem przyczepność. Jestem jednak drugi, więc nie ma dramatu – wyjaśniał Verstappen, którego po czasówce czekało jeszcze spotkanie z sędziami. Po przesłuchaniu i analizie zgromadzonych materiałów komisarze stwierdzili, że Max nie przeszkodził Valtteriemu Bottasowi w szybkim okrążeniu.

Szansa na rewanż już dzisiaj i idę o zakład, że Max zrobi wszystko, żeby sięgnąć w Meksyku po drugie zwycięstwo w sezonie. Czy mu się to uda, zobaczymy. Z dwójki Sebastian-Lewis, zdecydowanie większy opór będzie jutro stawiał ten pierwszy. Miejmy tylko nadzieję, że rywalizacja o tytuł nie skończy się przedwcześnie.

Uwypuklone niedoskonałości
Hamilton tym razem mógł się jedynie przyglądać poczynaniom swoich najgroźniejszych rywali. Specyfika meksykańskiego obiektu obnażyła oponiarskie przypadłości srebrnej diwy i Anglik musiał się zadowolić trzecią lokatą, przegrywając z Vettelem o niemal 0,5 sekundy. – To była niezwykle trudna sesja. Było bardzo ślisko, co trochę uwypukliło niedoskonałości naszego samochodu – zaznaczył główny kandydat do tegorocznej korony.

Przylatując do Meksyku Hamilton podkreślał, że zamierza zdobyć tytuł w możliwe najlepszym stylu, czyli sięgając po zwycięstwo. Jednak w kwalifikacjach konkurencja zbyt wysoko zawiesiła poprzeczkę. Dzisiaj słabości Srebrnej Strzały powinny być mniej widoczne, choć z drugiej strony myślę, że Lewis nie będzie stawiać wszystkiego na jednej szali. – Na dłuższych przejazdach nasze tempo wygląda lepiej, więc nie mam obaw co do wyścigu. Wiele zależy jednak od tego, jak sprawy ułożą się w pierwszym zakręcie – dodał znacząco.

Najlepszy samochód
Można zachwycać się występem Vettela czy Verstappena, ale to, co wykonał w kwalifikacjach Fernando Alonso, przekroczyło najśmielsze oczekiwania fanów i ekspertów F1. Dwukrotny mistrz świata popisał się bowiem w Q1 niesamowitym czasem 1.17,710 (taki rezultat w decydującej części dałby mu P9). Szkoda, że ze względu na oczekującą go karę (wiadomo za co) Hiszpan odpuścił drugi segment czasówki, bo mogło być naprawdę ciekawie.

Tak czy siak Alonso, szybszy od Stoffela Vandoorne’a o 0,8 sekundy, w końcu miał powody do zadowolenia. – Moim zdaniem mieliśmy dziś najlepsze auto – ekscytował się Fernando. – Samochód prowadził się niewiarygodnie. W zakrętach miał znakomitą przyczepność, pozwalając na instynktowną jazdę. Nie pamiętam, kiedy poprzednio pojechałem fioletowy sektor – zastanawiał się Hiszpan, podkreślając jednocześnie, że jego wyniki nie są efektem poprawek silnika Hondy, lecz postępów McLarena w kwestii aerodynamiki i zawieszenia.

W związku z niedostateczną mocą japońskich jednostek napędowych, Fernando nie liczy zresztą w wyścigu na zbyt wiele. – Trudno będzie nam jutro wyprzedzać, ale jeśli pojawi się jakaś szansa, to z pewnością z niej skorzystamy – zaznaczył.

Zdezorientowany, bezradny
W fińskim pojedynku górą był Bottas (1.16,958), lepszy od Kimiego Räikkönena o 0,280 sekundy. Mało tego, tym razem Fin z Mercedesa było tylko o włos (0,024 s.) wolniejszy od Hamiltona, co ostatnio jest dosyć wyjątkowe. Tym razem jego największym problemem okazał się Verstappen, którego Valtteri spotkał pod koniec swojej pierwszej szybkiej rundy w Q3. Obecność Holendra w ciasnej sekcji stadionowej wybiła go z rytmu i zdekoncentrowała, bo Fin przestrzelił hamowanie do kolejnego zakrętu.

– Max zrujnował moje okrążenie – narzekał Bottas. Sprawą zajęli się sędziowie, ale nie podzielili jego opinii, narażając się na krytykę ze strony Toto Wolffa. – To nie był najwspanialszy tydzień, jeśli chodzi o podejmowane przez sędziów decyzje – skwitował szef ekipy Mercedesa. Panowie, nie ma się co łamać. Wystarczy dzisiaj pokazać Maksowi miejsce w szeregu, nieprawdaż? Do dzieła.

Zdezorientowany
Najbardziej rozczarowanym kierowcą po kwalifikacjach na Autódromo Hermanos Rodríguez był Daniel Ricciardo. Australijczykowi kompletnie brakowało szybkości, a o skali jego kłopotów najlepiej świadczy aż 0,9 sekundy straty do Verstappena i dopiero siódma lokata startowa, za Estebanem Oconem.

Ale ten rezultat to jeszcze nic, prawdziwym problemem jest to, że Dan nie miał pojęcia, skąd wzięły się jego kłopoty. – Wczoraj w drugim treningu wykręciłem najlepszy czas. Dzisiaj mieliśmy te same ustawienia i też było nieźle – przyznawał. – Nie dotykaliśmy samochodu, a tymczasem od początku czasówki byliśmy nigdzie. Zupełnie nie miałem przyczepności. Czasami zdarza się, że jeden komplet opon nie działa jak należy, ale tutaj za każdym razem było tak samo. Jestem zdezorientowany, zmartwiony, bezradny. To wygląda na jakiś fundamentalny problem, ale nie mamy pojęcia o co chodzi. Było cieplej, a zupełnie nie mogłem wygenerować przyczepności. To dziwne – skwitował zaskakującą niedyspozycję swojej „trzynastki”.

W jego samochodzie wykonano taktyczną wymianę jednostki napędowej, ponieważ aktualna jest już mocno zmęczona, a nie pomaga jej także położenie meksykańskiego toru. – Jeśli pomyślę o Brazylii, to chyba lepiej, żebyśmy dostali karę tutaj – stwierdził Dan, zajmujący czwartą pozycję w generalce. Na wyścig dostał nowy silnik spalinowy, turbosprężarkę oraz MGU-H. Taki sam komplet otrzymał Brendon Hartley, a ruszający z ostatniego pola Pierre Gasly dostał nową turbosprężarkę.

Błąd Ocona, atak Péreza
Ciekawie zapowiadają się dwa pojedynki zespołowe. Pierwszemu z nich szczególnie uważnie będą się przyglądać meksykańscy kibice. W sobotę Pérez przegrał walkę z Estebanem Oconem, który od Malezji nie wypada z najlepszej szóstki czasówki. – Na najlepszym okrążeniu popełniłem drobny błąd, więc być może mogłem być nawet przed Räikkönenem – przyznał Francuz. Pérezowi nie udało się wstrzelić w optymalne okno pracy opon, ale w wyścigu zapowiada atak, żeby zrewanżować się swoim fanom za wsparcie.

W drugim zmierzą się kierowcy Renault. W kwalifikacjach lepszy o 0,3 sekundy okazał się Nico Hülkenberg, który wystartuje z P8, ale Carlos Sainz nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. – Czasówka była trudna, jednak czuję się za kierownicą coraz pewniej i liczę na dobry wyścig – stwierdził Hiszpan. Jutro każdy punkt będzie miał znaczenie, ponieważ stajnia z Enstone traci do zajmującej szóstą lokatę w generalce Scuderii Toro Rosso zaledwie pięć oczek. Przy sprzyjającym dla Renault rozwoju sytuacji zamiana miejsc obu ekip jest jak najbardziej możliwa.

Ustawienie na starcie: 1. Vettel; 2. Verstappen; 3. Hamilton; 4. Bottas; 5. Räikkönen; 6. Ocon; 7. Hülkenberg; 8. Sainz; 9. Pérez; 10. Massa; 11. Stroll; 12. Ericsson; 13. Wehrlein; 14. Magnussen; 15. Grosjean; 16. Ricciardo (+20); 17. Hartley (+20); 18. Alonso (+20); 19. Vandoorne (+35); 20. Gasly (nie wziął udziału w czasówce).

3 KOMENTARZE

  1. Ustawienie na mecie: 1.Hamilton, 2.Verstappen, 3.Vettel. Albo odwrotnie. W każdym razie, będzie się działo. Już zacieram ręce. Najgorzej ogląda się to wszystko Ecclestonowi. Liberty Media robi dobrą robotę. W końcu wyścigi, od pięciu lat bez Kubicy ogląda się z przyjemnością.

    • Tegoroczne bolidy to nie pomysł Liberty Media. A walka wewnątrz Mercedesa w ostatnich latach też byla dobra do oglądania, bo tam różnice często były minimalne i jedna rzecz mogła decydować kto wygra wyścig. Teraz tak samo dwóch zawodników walczy o tytuł, tyle ze z innych zespołów.

      • Co innego walka pomiędzy kierowcami jednego zespołu, a co innego jak o mistrzostwo walczy dwóch kierowców z różnych zespołów. Do tego pod koniec sezonu Red Bull dołączył do walki. Ze wszystkich sezonów hybryd ten jest najlepszy, a kolejny zapowiada się jeszcze lepiej. McLaren z silnikami Renault który powinien być mocny, Reanult które też się wzmacnia kadrowo no i jak dobrze pójdzie to Williams z Robertem.

Comments are closed.