Kwalifikacje w Melbourne pokazały, że mimo pewnych zmian krajobraz Formuły 1 nie uległ zimą szczególnej metamorfozie. Co prawda samochody są jeszcze szybsze, ale karty nadal rozdaje Mercedes, Lewis Hamilton ciągle jest w gazie, a konkurencja może jedynie – przynajmniej na razie – bezradnie przyglądać się popisom mistrzów świata, zastanawiając się „jak oni to robią?”.

Jeśli zastanawialiście się, kto i co tutaj mocniej gra, to dzisiaj dostaliśmy odpowiedź, jak wygląda to w Melbourne. Zespół Mercedesa okazał się mistrzem świata także w sztuce kamuflażu. W piątek Srebrne Strzały wysłały ostrzeżenie, natomiast w kwalifikacjach zmiotły konkurencję, wprawiając ją w konsternację i zakłopotanie – a siebie w zdumienie, że tak łatwo poszło.

Lewis i Valtteri Bottas sprawę pole position załatwili między sobą, a ostatecznie lepszy okazał się pięciokrotny mistrz świata (choć gdyby Valtteri lepiej poskładał swoje okrążenie, kolejność mogła być odwrotna), dla którego było to szóste pole position w Melbourne z rzędu i ósme w ogóle. Przed nim na jednym torze takiej sztuki dokonali jedynie Ayrton Senna (Imola) i Michael Schumacher (Suzuka).

Lewis zafundował Vettelowi i Ferrari małe déjà vu. Tak samo jak przed rokiem, Anglik wyczarował swoje okrążenie w ostatniej próbie i podobnie jak wtedy, jego przewaga nad Sebem wyniosła 0,7 sekundy. Różnica polegała na tym, że wtedy Hamilton i Mercedes uchodzili za faworytów, a tym razem nie było to takie oczywiste. Co więcej, przedsezonowe testy sugerowały, że to Ferrari może być mocniejsze. Tymczasem podczas kwalifikacji Włosi nie istnieli. Skalą dominacji był zaskoczony nawet Mercedes. – Był to dla mnie szok. Wiele rzeczy może się składać na to, co się wydarzyło, jestem jednak pewien, że Ferrari się pozbiera – podkreślił Hamilton.

Wyrównana walka?
Co się stało? Nie brnąc w szczegóły, należy podkreślić przynajmniej tyle, że w porównaniu z testami na Circuit da Barcelona-Catalunya, w Melbourne mamy do czynienia z torem o zupełnie odmiennej charakterystyce, a panujące temperatury są znacznie wyższe, co przekłada się na pracę opon. Mercedes znacznie lepiej poradził sobie z tym wyzwaniem, co nie zmienia faktu, że mistrzowie świata po prostu lepiej odrobili lekcję. Wprawdzie nie przywieźli poprawek, lecz optymalizując pakiet, wycisnęli z niego bardzo dużo. Na tym tle Ferrari znalazło się w lesie.

Jak słusznie podkreślił Toto Wolff, nie oznacza to jeszcze, że Mercedes ma wygraną w kieszeni i zdominuje kolejny sezon. Z oceną układu sił należy się zwyczajnie wstrzymać. Zobaczymy, jak sytuacja będzie wyglądać na kilku kolejnych torach – innymi słowy, kto posiada bardziej uniwersalny samochód. Wiemy już jednak, że na starcie Ferrari zostało postawione pod ścianą i jutro to mistrzowie świata wystąpią w roli faworytów. – Wolałbym, żebyśmy kontynuowali występy w takim stylu, myślę jednak, że walka będzie tak wyrównana jak w zeszłym roku – powiedział szef ekipy Mercedesa.

Doświadczenia z poprzedniego sezonu (i nie tylko) uczą, że w Melbourne niekoniecznie wygrywa zdobywca pole position. Piątkowe symulacje sugerują, że na dłuższych przejazdach (z użyciem każdej mieszanki) Mercedes jest szybszy. Tak czy siak mistrzowie świata muszą zachować czujność, bo na torze zwykle dużo się dzieje i szybka reakcja może być w cenie. Rok temu Lewis przegrał z Sebastianem właśnie dlatego, że Mercedes popełnił błąd w wyliczeniach podczas wirtualnej neutralizacji. Nie bez znaczenia może być też to, że według Pirelli strategia na dwa (miękkie-miękkie-pośrednie) i jeden pit stop (miękkie-pośrednie) są równie szybkie. To daje pewne pole do manewru, aczkolwiek posiadając dwa samochody w pierwszej linii, Mercedes znajduje się w dosyć komfortowej sytuacji.

Zagubienie
W obozie Ferrari od wczoraj można było wyczuć rosnącą niepewność. Sebastian Vettel nie krył zaniepokojenia przebiegiem piątkowych treningów. Szczególnie martwił go brak pewności siebie, wynikający z tego jak prowadziła się jego maszyna. Między wierszami można było wyczytać pewne zagubienie. Oliwy do ognia dolał jeszcze Charles Leclerc, który podczas rozmowy z Eleven Sports rzucił: – Jeśli pytasz, czy panikujemy, to nie. Jeszcze nie.

Piątkowe wątpliwości w sobotę przerodziły się w pewność. Podczas kwalifikacji Ferrari kompletnie zabrakło argumentów i Sebastian z Charles’em mogli tylko bezradnie przyglądać się dominacji Lewisa i Valtteriego. Vettel przegrał z Hamiltonem o 0,7 sekundy i musiał się pocieszyć trzecią lokatą. Jego zszokowana mina mówiła sama za siebie, ale gdyby ktoś chciał jeszcze poznać diagnozę problemów, to składają się na nią słowa „kiepski balans, zwłaszcza w wolnych zakrętach” i „brak pewności siebie”. Powtórzył też słowa z piątku. – Jestem zaskoczony. Myślę, że oni [Mercedes] również – podkreślił.

Leclerc zapewniał, że mógł być szybszy od swojego doświadczonego kolegi, nie ustrzegł się jednak błędów i wylądował na piątej pozycji, przegrywając także z Maksem Verstappenem. – Nie jestem z siebie zadowolony. Popełniłem błąd w pierwszym zakręcie, potem jeszcze doszły jakieś drobiazgi tu i tam, no i cóż. Trzecie miejsce było w zasięgu, dwie czołowe zdecydowanie nie – stwierdził, bijąc się w piersi.

Zaspali
Pierwsze kwalifikacje Red Bulla, Hondy i Maksa Verstappena okazały się całkiem udane. 21-latek wywalczył czwartą lokatę, powtarzając tym samym rezultat z poprzedniego sezonu. – Wycisnąłem z samochodu maksimum – stwierdził Verstappen, nadmieniając iż czasówka przebiegła dla niego niemal perfekcyjnie. Przy okazji zaznaczył jednak, że dopracowania wymagają kwalifikacyjne ustawienia jednostki napędowej.

Zmiana partnera silnikowego najwyraźniej Red Bullowi nie zaszkodziła. Wygląda jednak na to, że na razie – podobnie jak w ostatnich latach – zespół Christiana Hornera znajduje się na ziemi niczyjej. Walka o coś więcej będzie wymagała czasu, aczkolwiek myślę, że na kilku torach Red Bull może być znacznie groźniejszy.

Debiut w seniorskiej stajni nie poszedł po myśli Pierre’a Gasly’ego. W tym wypadku sprawę pokpił jednak zespół, który zbagatelizował poprawiające się z każdym okrążeniem warunki i zatrzymał Francuza w garażu. Jutro Gasly’ego czeka pościg z siedemnastej pozycji z nadziejami na jakieś punkty.

Zawód
W środku stawki na razie najlepiej radzi sobie Haas, który po zeszłorocznej wpadce ma w Australii coś do udowodnienia. Szóste miejsce Romaina Grosjeana i siódme Kevina Magnussena stanowią obietnicę niezłych punktów. Nikt w amerykańskiej ekipie nie dopuszcza nawet myśli, że znowu mogłoby pójść coś nie tak. Nie zmienia to jednak faktu, że wizytom obu panów w alei serwisowej może towarzyszyć przyspieszone tętno kibiców Haasa.

Australijscy fani z pewnością mocno liczyli na Daniela Ricciardo. 29-latek nie krył rozczarowania wynikami czasówki i faktem, że nie udało mu się przejść do Q3. Co więcej, Dan przegrał pierwsze starcie z Nico Hülkenbergiem, kończąc sobotę zdobyciem dwunastej pozycji. Nadzieje na punkty pokłada w lepszym wyścigowym tempie Renault.

Kosmiczny Lando
Z czterech debiutantów (uwzględniam też Antonio Giovinazziego, który zaliczył do tej pory jedynie dwa starty) najlepiej spisał się Lando Norris, sprawiając olbrzymią sensację. Młodziutki as McLarena nie mógł chyba lepiej rozpocząć swojej kariery w F1. 19-latek okazał się największą rewelacją kwalifikacji w Parku Alberta, przekraczając nie tylko własne oczekiwania, ale i kibiców stajni z Woking z rozrzewnieniem wspominających Fernando Alonso.

– Celem było Q2, więc jestem zachwycony tym, że udało mi się wjechać do trzeciej części czasówki i wywalczyć P8 – cieszył się Norris, który za kilkanaście godzin stanie przed szansą na swoje pierwsze zdobycze punktowe. Lepsza forma McLarena niewątpliwie cieszy (Carlos Sainz utknął w Q1 za sprawą Roberta Kubicy), choć o punkty nie będzie tak łatwo, ponieważ liczba kandydatów jest dłuższa niż możliwości wynikające z klucza punktowego, a za Norrisem ruszają znacznie bardziej zaprawieni w bojach kierowcy.

Fundamentalny problem
Nadziei na jakiekolwiek zdobycze nie mają kierowcy Williamsa. Gdyby było w tym cokolwiek zabawnego, napisałbym, że mamy powtórkę z rozrywki. Sęk jednak w tym, że jest to raczej dramat. Robert Kubica i George Russell już wiedzą, że mają do czynienia z „fundamentalnym problemem”. Podobno dotyczy on samochodu, ale coś mi mówi, że tak naprawdę leży on gdzie indziej.

12 KOMENTARZE

  1. (choć gdyby Valtteri lepiej poskładał swoje okrążenie, kolejność mogła być odwrotna) – gdyby gdyby, gdyby poskładał wszystko to może bylby mistrzem w 2018 roku…. trzeba podkreślić, że to nie Lewis pojechał tak dobrze, tylko Bottas tak źle bo inaczej przez klawiaturę nie przejdzie przyznanie potęgi Lewisa 😛

      • Proszę na przyszłość dodać, że Lewis osiągnął to autem o 0,5s wolniejszym niż Ferrari. Trzeba konsekwentnie budować ten nimb niesamowitości, tak jak Ayrtona, bo inaczej znowu przyjdzie jakiś Niemiec, zdobędzie więcej tytułów i ludzie nie będą wiedzieć co to za dwu największych kierowców w historii F1.
        P.s.
        Votum separatum odnośnie porównania Max – Antonii wskazuje, że jest jeszcze dla Pana nadzieja.

  2. Zabawne a zarazem interesujące, ze jeden tekst dwie osoby rozumieją zupełnie inaczej. Jeden stęka, ze za malo zajeb…… LH, drugi ze za dużo.
    Przytyku o 0.5 s szkoda komentować.

    • ekwador15 nie stęka, ale oczekuje odpowiedniego szacunku dla 5-ciokrotnego MŚ. A ja się z nim zgadzam, pomijając kwestię, że on uważa iż za 4 tytuły szacunek się nie należy. To się nazywa „pjór spid” czy jakoś tak, bo po tym można odróżnić prawdziwego mistrza od do-wolnego Niemca.

  3. Już jesteśmy po wyścigu i wiadomo ,że Bottas pokazał pazur i wygrał. Pytanie czy mu go wystarczy na cały sezon i czy mu pozwolą. Ocenianie kierowców przez pryzmat ich narodowości czy koloru skóry jest małostkowe, żeby nie powiedzieć żenujące. No, cóż takim narodem jesteśmy. Pierwszy wyścig w sezonie, Kubica przyjeżdża ostatni i już fala hejtu się wylewa na rodaka. Pomijam wysyp ruskich trolli. Mam nadzieję ,że tutaj nie pozwolicie na bicie piany przez frustratów .

  4. Laik przyszlo ci do glowy ze moze nie taka gwiazda jest Lewis jak Mercedes. Pokazali juz ze kazdy kierowca w ich bolidzie w erze hybrydowej moze zostac mistrzem. Nie zdziwie sie jak w tym roku wygra Valteri.
    Wtedy pokaza calemu swiatu ze to Mercedes jest zasluga i obnarza wszystkich kierowcow tam jezdzacych.
    Wiec powstrzymaj sie jeszcze chwile z beatyfikacja Lewisa.

    • Zgadzam się w 100%. Conajmniej 7-8 obecnie jeżdżących kierowców nie miałoby problemu ze zdobyciem mistrzostwa w mercedesie. Zakładając takie faworyzowanie jednego kierowcy przez zespół i taką pomoc ze strony drugiego. Reasumując żaden to wyczyn Lewisa.

      • Aż tak bym się nie zapędzał. Trudno Lewisowi odmówić talentu, choć jest prawdą, że kilku kolegom po fachu też niczego nie brakuje. Proporcje są niestety zachwiane. Szala mocno wychyliła się na stronę techniki, czynnik kierowcy odgrywa zbyt małą rolę. Nie jest to zresztą szczególną nowością.
        Sęk w tym, że w F1 istnieje zbyt duży rozziew jeśli chodzi o interesy. Może widmo podzielenia losu dinozaurów coś zmieni? Nie, nie sądzę…
        Pozdrawiam

  5. Po 1-szym wyścigu najgorsze jest to, że czub składa się znowu tylko z 6 samochodów. Chyba ,że Ferrari wzmocni satelickie teamy ( i Haas nauczy się przykręcać koła) z nadzieją odbioru konkurencji paru punktów choć to samo może zrobić Red Bull … Mimo to super , że się zaczęło AD 2019.
    Wrażenia z Austaralii (o RK napisano i powiedziano wszystko) : Kimi jak whisky im starszy tym lepszy , Mesio – rezerwa po naciśnięciu guziczka z gumijagodami i wykręcenie najszybszego okrążenia przez V.B. na nieświeżych gumach – powalająca – H. Marko + Pupilowi chyba – podobnie jak mnie wypchnęło oczy.
    Zagadką w takcie sezonu będzie niezawodność – cofki mogą na koniec w grudniu dużo kosztować.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here