Zespół Ferrari przedłużył o kolejny rok kontrakt z Kimim Räikkönenem. Nie jest to dużą niespodzianką, bo Fin nieźle wywiązuje się z tegorocznego zadania, czyli wspiera Sebastiana Vettela w walce o tytuł. Można mieć zastrzeżenia do jego wkładu w zespołowy dorobek Scuderii, skoro w klasyfikacji indywidualnej plasuje się nie tylko za zespołowym kolegą i duetem Mercedesa, ale też za Danielem Ricciardo – aktualnie traci do niego jeden punkt – tyle, że stracił szansę na punkty w GP Hiszpanii nie ze swojej winy. Takie występy, jak Monako czy Węgry, z pewnością zagrały na jego korzyść, podobnie jak brak oczywistych następców na rynku. Wydaje się, że docelowo Scuderia chce zapolować albo na jednego z należących już do ścisłej czołówki kierowców (zawodnicy Red Bulla, w skrajnym scenariuszu Lewis Hamilton), albo wychować sobie jednego z własnych juniorów, ignorując na tym etapie kierowców średniego pokolenia, którzy jeżdżą w ekipach środka stawki.

W trzech czołowych zespołach zostaje nam zatem dwóch kierowców bez kontraktów na sezon 2018. W przypadku Valtteriego Bottasa powinna to być formalność, skoro Fin z nawiązką wypełnił postawione przed nim zadanie w postaci zdobycia 75% punktów wywalczonych do letniej przerwy przez Hamiltona. Dzięki dwóm wygranym, mimo defektu w Hiszpanii i szkolnego błędu podczas neutralizacji w Chinach, Valtteri ma prawie 90% punktów zdobytych przez wicelidera punktacji.

Sytuacja w Maranello jest nieco bardziej skomplikowana. Zespół chce oczywiście zatrzymać Sebastiana Vettela, ale Niemiec podobno chce przedłużenia wygasającej po tym sezonie trzyletniej umowy o zaledwie rok. Dawałoby mu to pełną swobodę po sezonie 2018. Stabilność i doświadczenie gwarantowane poprzez pozostawienie Räikkönena z jednej strony uspokaja Vettela, dla którego Fin jest wymarzonym zespołowym partnerem, a z drugiej stanowi zawór bezpieczeństwa dla ekipy na wypadek niespodziewanych ruchów ze strony Seba (a wiemy, że na takie go stać – nie wiemy natomiast, jak będzie spisywało się Ferrari w drugiej części sezonu).

Räikkönen jeździ w Formule 1 od sezonu 2001, z przerwą na lata 2010-2011, kiedy startował w rajdach. Poza Ferrari, reprezentował barwy Saubera, McLarena i Lotusa. W 2007 roku zdobył swój jedyny tytuł mistrza świata, ma na koncie 20 wygranych wyścigów, 17 pole position i 88 miejsc na podium. Z 262 startami w karierze jest na piątym miejscu w tabeli wszech czasów: przed nim widnieją Rubens Barrichello (322), Michael Schumacher i Jenson Button (po 306) oraz Fernando Alonso (281), a tuż za nim Felipe Massa (260).

5 KOMENTARZE

  1. To było do przewidzenia po tym jak ostatnio pokazał swą uległość wobec włodarzy dając wygrać Vettelowi w zepsutym aucie.
    Ciekawe czy jak już ma kontrakt to mu z powrotem cojones odrosną ;p

  2. Mialem nadzieje ze obaj RAI i MAS przejda na emeryture. Byloby ciekawiej gdyby Vettel mial bardziej wydajnego partnera ktory tez chce zostac mistrzem, zamiast potulnego numer 2. To nie jest ten sam Raikkonen co kiedys, wyglada na to ze siedzi w F! jedynie dla kasy.

    • Kimi jest dla F1 , ikoną która ma świecić swoją gwiazdą.Ulubieniec milionów fanów na świecie , sponsorów a także znamienitych szefów zespołów i ich właścicieli którzy bez wątpienia darzą Kimiego ogromnym szacunkiem.Człowiek którego nie można nie lubić, cały Kimi!
      Fakt , odcina powoli kupony i nie zależy mu na drugim mistrzostwie ale bardzo lubi się ścigać i powiększać swój majątek szacowany na ponad 200 mln USD.Fajny człowiek i doskonały biznesmen.
      Dla SF doskonały wybór!

Comments are closed.