Melbourne, Robert Kubica przed paradą kierowców na inaugurację sezonu 2008: pod względem wyników najbardziej udanego w jego karierze w F1.

Po sześciu latach walki ze skutkami rajdowej kraksy z Ronde di Andora Robert Kubica ogłosił, że teraz nie odmówiłby już testu w samochodzie Formuły 1. Rzecz jasna te skutki nie ustąpiły do końca, przynajmniej te fizyczne. Jak sam podkreśla, test to jedno, a wyścigowy weekend to zupełnie inna bajka.

Dobrze jednak, że od strony psychicznej ustąpiła pewna blokada, nie opierająca się jedynie na wspominanej przez samego kierowcę pewności, że sobie poradzi. Nie mniej ważne wydaje się być samo nastawienie, a ludzie z wyścigowych zespołów nieraz dawali do zrozumienia (a i Robert chyba też kiedyś o tym wspomniał), że za unikaniem torów wyścigowych stoi… trudno to nazwać, ale może tęsknota za czymś, co prysło tamtego lutowego dnia?

Jednak w zeszłym sezonie zdarzyło mu się zajrzeć na tor w trakcie weekendu Grand Prix (po cichutku, ale jednak…), w miarę upływu czasu coraz częściej pojawiał się na wyścigowych imprezach, aż wreszcie na sezon 2017 dogadał się ze starym znajomym z padoku F1 i od pokerowego stolika, Colinem Kollesem. W szóstą rocznicę Ronde di Andora padły słowa o chęci przetestowania samochodu F1.

W ostatnich latach mawiałem, że kiedy tylko Robert wyrazi taką gotowość, to na pewno znajdzie się chętny zespół. Minęło sporo czasu i nadszedł moment, w którym możemy się przekonać… A ja nie miałbym nic przeciwko temu, by przeżyć jeszcze raz podobnie magiczny moment, jak ta wyszperana z archiwów ledwie garstka spośród wielu wspaniałych wspomnień.

Pierwszy test w F1

Rzadko się zdarza, by „rutynowa” nagroda dla młodego kierowcy w postaci możliwości przejechania kilkunastu/kilkudziesięciu okrążeń za kierownicą samochodu F1 przerodziła się w pełnoprawny test – nie mówiąc już o wywalczeniu tą drogą angażu w którymkolwiek zespole. Zwłaszcza, że mówimy o kierowcy, który nie był związany z żadnym otwierającym drzwi do F1 programem juniorskim. Za to mówimy o Robercie. Czterdzieści jeden okrążeń toru pod Barceloną za kierownicą samochodu Renault wystarczyło, by otworzyć – drzwi, a przy okazji oczy wielu osobom, które nie słyszały o nim wcześniej lub, o zgrozo, słyszały i widziały, ale nie dostrzegały…

Tak o tym teście w jego dziesiątą rocznicę opowiadał Pat Symonds, ówczesny szef inżynierii Renault

Historyczna chwila: pierwszego grudnia 2005 roku Robert po raz pierwszy testował samochód F1.

Miejsce w F1

Rzadko się zdarza, by zespół zatrudnił kierowcę bez sprawdzenia go w swoim samochodzie. Tak właśnie postąpiło BMW, walcząc w grudniu 2005 roku o ściągnięcie do siebie Roberta. Trudno o lepszy prezent gwiazdkowy (i spóźniony urodzinowy, niczym z pamiętnym pierwszym samochodzikiem w życiu Roberta): to zdjęcie z konferencji prasowej w Polsce, z 22 grudnia.

Na barki debiutanta zrzucono ciężar testowania i lwią część piątkowych przygotowań do wyścigowych weekendów. Szybko doszła rola straszaka na „etatowych” kierowców i kiedy Jacques Villeneuve dał tylko pretekst, Robert wskoczył na wyścigowy fotel. Hungaroring, gdzie nawet dyskwalifikacja i miejscami chaotyczna jazda w trudnych warunkach nie przesłoniły pokonania Nicka Heidfelda w czasówce i nie zatarły imponującego wrażenia, krótko potem Monza i kolejne otwierające oczy dokonanie…

Mamy kierowcę w Formule 1! Pierwsza konferencja prasowa w Polsce, z udziałem Roberta Kubicy w barwach BMW Sauber.

Sezon 2008

Rzadko się zdarza, by zespół F1 świadomie wypuszczał z rąk wielką szansę. Zamiast próbować wykorzystać sytuację, gdzie dwóch się bije (McLaren z Ferrari), postawiono na realizację precyzyjnie opracowanego planu podboju świata. Co z tego wyszło, wszyscy wiemy, ale nikt nie odbierze tych wspomnień: zwycięstwo w Kanadzie, pole position w Bahrajnie, podia, oszałamiający występ w Monako… I kopciuszek, walczący z wielkimi. Pewnie ktoś zapomniał mu powiedzieć, że to niemożliwe – nie pierwszy, nie ostatni raz.

Przed sezonem 2008, w Melbourne: Robert i prawa ręka Berniego Ecclestone’a, Pasquale Lattuneddu, oraz menedżer Daniele Morelli.

Trofeo Lorenzo Bandini

Rzadko się zdarza, by polski sportowiec wyrobił sobie taką pozycję i szacunek w słynnym na cały świat sporcie. Jednym z dowodów uznania talentu, ale i osobowości Roberta, było przyznanie mu Trofeum Lorenzo Bandiniego. W majowy, słoneczny dzień brukowane uliczki XIII-wiecznej Brisighelli, rodzinnego miasteczka kierowcy Ferrari, który zmarł po tragicznym wypadku podczas GP Monako 1967, rozbrzmiały rykiem silnika samochodu F1 i wrzawą na cześć bohatera kierownicy.

Przed i po Robercie na listę laureatów tej nagrody trafili m.in. Jacques Villeneuve, Jenson Button, Michael Schumacher, Kimi Räikkönen, Fernando Alonso, Sebastian Vettel, Lewis Hamilton, Nico Rosberg – a ostatnio Daniel Ricciardo i Max Verstappen. W sumie 20 tytułów mistrza świata i na tym nie koniec. Jednak tamtego dnia nad zebranym na rynku tłumem, pilnowanym przez średniowiecznych rycerzy, powiewały przede wszystkim biało-czerwone flagi. Tak jak przez pięć lat na torach F1, później na odcinkach specjalnych i wszędzie tam, gdzie los i kariera rzuciły i rzucą Roberta.

Wyjątkowa atmosfera podczas uroczystego wręczenia Trofeo Lorenzo Bandini w 2008 roku.

Ostatni test w F1

Rzadko się zdarza, by tak obiecujący początek zimowych testów nie przyniósł absolutnie żadnych owoców. Ale i okoliczności były nietypowe, bo tuż po prezentacji zespołu i pierwszej sesji przed sezonem 2011 Robert wystartował w Ronde di Andora. Wcześniej, trzeciego lutego, zaliczył swój 135. dzień testowy i uzyskał najlepszy czas czterodniowej sesji na Circuit Ricardo Tormo pod Walencją. Wiadomo, że lutowe przygotowania miewają niewiele wspólnego z późniejszą rzeczywistością, ale tak samo, jak w 2009 roku Robert wiedział, że sezon trzeba będzie spisać na straty, tak dwa lata później miał podstawy do optymizmu. A u niego nawet umiarkowany optymizm automatycznie powoduje, że pojawia się nadzieja na coś naprawdę wielkiego. Niestety, nie przekonaliśmy się, co by było, gdyby…

Gdy F1 wróciła na kolejną sesję testową, 10 lutego do Jerez de la Frontera, koledzy z biura prasowego i zespołów wypytywali, dodawali otuchy, przekazywali miłe słowa. Na wszystkich samochodach pojawiły się wspierając Roberta napisy – tak samo na biało-czerwonych flagach wokół toru. Widać je tu i ówdzie do dziś.

Alan Permane i Simon Rennie w towarzystwie Roberta podczas pierwszej zimowej sesji testowej przed sezonem 2011, po lewej ówczesny szef zespołu Eric Boullier.

Rzadko się zdarza, by kibice i świat F1 tak ciepło i wytrwale pamiętali o kierowcy, który przecież „tylko” wygrał jeden wyścig, nie był mistrzem świata i z całym szacunkiem dla BMW, Saubera i Renault nie jeździł w żadnej legendarnej ekipie. Rzadko też się zdarza, by na wyścigowej scenie pojawił się tak utalentowany, a jednocześnie twardo stąpający po ziemi i skoncentrowany na sukcesie sportowiec. Może ta historia nie jest jeszcze nieodwracalnie zakończona. Nawet, gdyby miał to być jedynie test… Nie tylko ja nie miałbym nic przeciwko.

32 KOMENTARZE

  1. az sie lezka kreci w oku. To bylaby WIELKA sprawa!!!
    Garry Anderson napisal takze o Robercie w autosporcie
    pozdrawiam

  2. Test Roberta w F1, a później może weekend w razie wypadku etatowego kierwocy. Robert wskakuje do bolidu i dojeżdża na podium…spełnienie snów.

  3. Byłby to najpiekniejszy dzień od lat- w Historii F1 ! Wystarczy tylko że się pojawi na jednym teście i śmignie bolidem …….. Pomarzyć ludzka rzecz (;

  4. Nawet jeśli to miałby być tylko jeden test, to myślę że wielu kibicom i dawnym kolegom z toru sprawiłoby to wielką radość (Rosberg już czeka na taką okazję). I nawet jeśli wszyscy wiemy, że powrót Roberta do F1 jest raczej niemożliwy, to takie testy byłyby polskim świętem w F1. Wiele osób chciałoby znów zobaczyć Kubicę za sterami bolidu F1 i myślę, że to jest całkiem realne. Trzymam kciuki! 🙂

  5. Ech przez ostatnie lata pogodziłem się już z faktem, że Kubicy w bolidzie F1 nie zobaczę… A teraz wszystko wróciło na nowo, wciąż mam nadzieję jak małe dziecko. Życzę tego sobie i Wam, bo dla wielu byłby to jeden z piękniejszych dni.

  6. Podzielę się z Wami moimi przemyśleniami. Robert dobrze wie co robi i, że dając zielone światło naraża się na „niebezpieczeństwo” testów. Zrobił to w momencie spokoju o swoją przyszłość torowo – zawodową.Mikołaj też ma okazję napisać parę słów więcej o Robercie. Takie teksty chce się czytać, dzięki 🙂 Być może ciepłe słowa Nico też nie są przypadkiem, ale to nie najważniejsze. Uważam, że moment zawirowań w świecie F1 związanych z zmianą władz i konstrukcji na sezon 2017 również ma znaczenie dla ew.roboty dla tak doświadczonego profesjonalisty racera. I jeszcze jeden aspekt: może to jest jedyny moment odkąd Kraj z którego pochodzi Bob mógłby go w jakiś sposób wesprzeć, choć na to akurat bym nie postawił. Zaskakują mnie też bardzo pozytywne zagraniczne komentarze, to nie tylko nam się śni Robert w monokoku.

  7. Ja też niby straciłem nadzieję, ale… no właśnie ale!!! gdzieś z tyłu głowy czekałem na taki moment i może się to spełni!!! Ale by było :)))))))))))))))))))))))))))

  8. Z tym unikaniem torów wyścigowych to rzeczywiście Robert chyba miał już coś od dziecka. Pamiętam, jak w jednym z filmów dokumentalnych o Nim mówiono, że kiedy zobaczył na żywo jako dziecko Grand Prix na Hungaroringu, postanowił, że powróci na ten tor (czy ogólnie na wyścigi F1???) jedynie jako kierowca F1…i słowa dotrzymał.

  9. Moja naklejka na tylnej klapie samochodu (F1 Kubica fan) już nie świeci takim blaskiem jak w 2008 roku. Auto właśnie ma iść w odstawkę a tutaj jeszcze tli się nadzieja, że trzeba będzie zrobić polerkę. Rzeczywiście same informacje, że Robert jest gotowy na testy czy w ogóle jazdę bolidem f1 to świetne wieści. W dodatku Mikołaj jak zwykle zaraża swoją olbrzymią sympatią do naszego idola, dlatego nawet w środku nocy człowiekowi serce się raduje!

  10. jeszcze niedawno mówił, ze jest w stanie jeździć na 60% torów. Teraz 80%. Skąd ta zmiana? Rehabilitacja czy jakiś zabieg? Te zle tory to pewnie Monte Carlo, Węgry i Shanghai

  11. Pod postem o udziale Roberta w WEC chcialem spytac Mikoloja jak ocenia szanse na to, ze Robert przetestuje samochod F1 a tymczasem Mikolaj ubiegl moje pytanie 🙂 Czekam na test ! 😀

  12. Witam, najlepsze wiesci od lat aby jakies zespol wykorzystal taka szanse bo Robert napewno da mnostwa wskazowek jak poprawic bolidu zeby mozna wycisnac jak najwiecej z jego doswiadcieniem i umietnosci.

  13. mialem sen…FIA zmienia przepisy od 2018 punkty zdobywa tez samochod a nie tylko kierowca tzn. do kazdego bolidu jest przypisany kierowca nr1 ktory dostaje punkty za zajete miejsce w tradycyjny sposob. Dopuszczona jest mozliwosc zamiany kierowcow np na 4 weekendy w sezonie. W takim przypadku kierowca „zmiennik” zdobywa polowe punktow za zajete miejsce ktore „przekazuje” kierowcy nr1.
    Same zalety tego pomyslu, mlodzi kierowcy maja szanse zdobyc doswiadczenie i no najwazniejsze Robert wraca na dobre do F1 !!!
    ps.
    niech ktos pogada z wlodarzami F1

    • W sensie jest obowiązek oddania auta na 4 weekendy czy możliwość?
      Jeśli możliwość, to nie wiem, po co ktoś miałby się zamieniać 🙂 ?

    • I wtedy co – jest osobna klasyfikacja kierowców, osobna zespołów i osobna bolidów? Bez sensu moim zdaniem.
      Natomiast przemknęła mi przez głowę (jakiś czas temu, nie teraz) wizja w której w sezonie są np. 24 wyścigi, ale kierowca może startować/punktować tylko w określonej ich liczbie, np. 16. Wtedy jest i dużo wyścigów, i dużo możliwości dopuszczenia takich kierowców, którzy nie mają szans na pełny cykl (oczywiście trzeba byłoby podwyższyć limit liczby kierowców na zespół, obecnie to 4).

  14. Powiem Wam szczerze, że to są bardzo przyjemne wiadomości nt Roberta…
    Mam nadzieję, że Robert wytrzyma presję z WEC… (wszyscy będą wymagać od niego super wyników)…
    …pompujemy balonik… oczywiście wyniki w LMP1 dodadzą oliwy do ognia (oby pozytywne).
    Robert sam pewnie wie na ile go stać.
    Pozytyw jest taki, że Robert nie należy do gadatliwych… a daje w eter jak pokerzysta: SPRAWDZAM!!!
    I wish You Robert : DO THIS!!!!

  15. Fajnie by było zobaczyć Roberta , Kimiego , Fernando , Lewisa, Seba w jednym wyścigu!Do tego szalejący Max!
    I mamy emocje na stojąco!

  16. Pamiętam to jak dziś. Siedziało się dzień i noc podczas transmisji niedzielnych w telewizji i wyścigach Roberta. Mistrz. Jak już pisali przedmówcy wcześniej, aż łezka w oku się kręci, że te czasu minęły. Musimy czekać na nowego zawodnika, który będzie nas godnie reprezentować. Trzymam kciuki!

  17. O tym co by mogło być, gdyby nie ten pechowy wypadek… można choć trochę poparzeć na sytuację innego, nie mniej ambitbego, polskiego sportowca, też Roberta…

  18. „Jednak w zeszłym sezonie zdarzyło mu się zajrzeć na tor w trakcie weekendu Grand Prix (po cichutku, ale jednak…)” – które GP ma Pan na myśli? Czy to możliwe, aby w dobie dzisiejszej technologii, nikt go nie uchwycił? Przecież podczas Euro 2016 któryś kibic wypatrzył RK w chwilowym (!!) ujęciu na trybuny (2-3 sekundowe ujęcie) podczas meczu Polska – Portugalia.

  19. To miód na moje serce. Bo to rzadko zdarza się, w przypadku Roberta zmienia się w zdarza się i to często.. To chyba przesłanie tego artykułu. Za to lubię Mikołaja, zawsze inteligentne, wyważone, poparte ogromną wiedzą artykuły, poza oczywistą treścią zawierają też wiadomości dla tych, którzy umieją czytać między wierszami i wyciągać wnioski. Kto nie wierzył w powrót RK do F1 niech teraz patrzy, bo będzie się działo 😉 Robert nie odpuści, tego jednego możemy być pewni. Resztę pokaże nam już czas. Proszę wszystkich kolegów, fanów i kibiców, RK potrzebuje dużo, bardzo dużo pozytywnej energii. Koncentrujcie się na pozytywnym myśleniu, to działa. Pozdrawiam 🙂

  20. Co byłoby gdyby, zmienia się teraz w to co będzie a to co będzie, jest na prawdę ekscytujące.

  21. Panie mikołaju, czemu tak Pan nagle zamilkł w temacie „robert Kubica”… dwa wydarzenia (rezygnacja z ByKolles i test bolidu F3) a Pan nic…

Comments are closed.