W sobotę Nico znów był szybszy od Lewisa, ale czy tym razem zdoła utrzymać się z przodu także w niedzielę?

Czy szykuje nam się powtórka z singapurskiej klęski Mercedesa? Raczej nie, chociaż na konferencji prasowej po kwalifikacjach Nico Rosberg był wyjątkowo ostrożny. Wspomniał o problemach z degradacją podczas piątkowych treningów, które w wyścigu mogą przysporzyć mistrzowskiej ekipie problemów. Jedyna ich nadzieja w poprawie stanu nawierzchni: bardziej nagumowany tor powinien automatycznie zadziałać na korzyść Nico i Lewisa Hamiltona.

Pierwszą przeszkodą w niedzielnych zmaganiach będzie 900-metrowy dojazd do pierwszego zakrętu. Nawet najmniejsza wpadka przy procedurze startowej natychmiast przełoży się na ogromną stratę. Kierowcy ruszający z parzystych pól będą mieli trudniejsze zadanie, bo nawierzchnia po tej stronie jest brudna i mało nagumowana. Z kolei ci ruszający z dalszych pozycji będą mogli złapać się w strugę aerodynamiczną za rywalami.

Jak zachowają się kierowcy Mercedesa w pierwszym zakręcie? Po kwalifikacjach Lewis pospieszył z gratulacjami i uścisnął dłoń Nico. Mistrz nie musi już walczyć do upadłego, a Rosberg nie musi obchodzić się z nim jak z jajkiem, bo nawet zawiniona przez niego kolizja nie zaszkodzi ani Hamiltonowi, ani Mercedesowi. Czy to recepta na awanturę na pierwszym hamowaniu?

Nico musi dołożyć starań, by przezwyciężyć niekorzystną dla siebie statystykę. W ostatnich dziesięciu startach z pole position wygrał zaledwie dwa razy (GP Brazylii 2014 i GP Hiszpanii 2015). Do tego prowadzi w klasyfikacji zdobywców pole position, którzy nigdy nie byli mistrzami świata: z 20 wygranymi czasówkami na koncie jest na 13. pozycji w klasyfikacji wszech czasów, ex aequo z Damonem Hillem. Osiemnaście pole position ma na koncie René Arnoux, a po 16 Stirling Moss i Felipe Massa. Wszystkiemu jest winny oczywiście Lewis Hamilton: Brytyjczyk w jednym z wywiadów przed GP Meksyku stwierdził, że gdyby go nie było w F1, to Nico miałby dwa mistrzowskie tytuły.

Jednak tegoroczny nie byłby wcale taki pewny, skoro Rosberg musi bić się z Sebastianem Vettelem o wicemistrzostwo. Kierowca Ferrari liczył na to, że w czasówce będzie bliżej Mercedesów, ale mimo straty niespełna 0,4 sekundy nie zamierza składać broni. Do tego tradycyjnie „trollował” kolegów na konferencji prasowej po kwalifikacjach.

Na pytanie o końcówkę sesji, kiedy nikt nie zdołał poprawić swoich czasów, Rosberg odpowiedział: – Byłem chyba o jedną dziesiątą wolniejszy niż na moim [najszybszym] okrążeniu, więc to było dobre okrążenie, ale nie tak dobre jak poprzednie.

Vettel zareagował błyskawicznie: – To brzmi jak dobra wymówka! Ja tak samo, też byłem o jedną dziesiątą wolniejszy, to było dobre okrążenie, ale nie tak dobre jak poprzednie.

Później spytano kierowców Mercedesa o to, czy odbędą się jakieś rozmowy na temat startu i walki w pierwszym zakręcie. Po wymijających odpowiedziach Nico i Lewisa, głos zabrał Seb: – Możecie się upewnić, że obaj wypadniecie z toru, żebym mógł przejechać? Tak? Nie? Cóż, próbowałem…

Jak zwykle, żarty Vettela zostały chłodno przyjęte przez duet Mercedesa, sztywno patrzący w przestrzeń w oczekiwaniu na kolejne pytania, na które mogliby błyskotliwie odpowiedzieć. Dobrze, że ktoś próbuje ożywić sztywną atmosferę podczas oficjalnych konferencji.

Jeśli zaś chodzi o pierwszy zakręt, rozmowy w Mercedesie odbyły się po wyścigu w Austin. Tam Rosberg ustąpił szarżującemu Hamiltonowi – jak zwykle, poza GP Belgii 2014, kiedy postawił się koledze i ściągnął na siebie gromy ze strony kierownictwa i większości wyścigowego świata. Od tamtej pory Lewis jest podwójnie pewny, że każdy taki atak zakończy się powodzeniem, bo Nico jeszcze bardziej niż kiedykolwiek boi się własnego cienia i zrobi wszystko, żeby nie dopuścić do kolizji. Później oczywiście będzie narzekał na gangsterską jazdę Hamiltona, ale tylko to mu pozostało – a Lewis i tak będzie robił swoje, grzeczni chłopcy nie zostają wielokrotnymi mistrzami świata.

Tak czy inaczej, Toto Wolff jasno daje do zrozumienia, o co chodzi w jego zespole: – Zasady są jasne, nie potrzebujemy kontrowersji i napięcia w zespole. Chcemy, żeby nasi kierowcy ścigali się ze sobą, a nie uzgadniali przed startem, kto pierwszy wjedzie w zakręt. Popieramy ich twardą rywalizację, ale dla zespołu jest bardzo ważne, żeby nie było kontrowersji: czyli kolizji. To są dwaj najlepsi kierowcy i na pewnym poziomie odpowiedzialność jest w ich rękach.

Czy po zgaszeniu czerwonych świateł Lewis i Nico będą o tym pamiętać? Dojazd do pierwszego zakrętu jest na tyle długi, żeby mogli spokojnie przemyśleć swoje zachowanie, a czający się za ich plecami Vettel na pewno wykorzysta każde spięcie między nimi.