Jenson Button dołącza w ten weekend do elitarnego „Klubu 300”: kierowców, którzy mają na koncie co najmniej trzy setki startów w Grand Prix. Grono jest bardzo wąskie, bo poza mistrzem świata z sezonu 2009 są w nim jedynie Rubens Barrichello (322 starty) i Michael Schumacher (306 startów).

Z tej okazji McLaren zamienił wnętrze swoich pomieszczeń gościnnych w angielski pub z typowymi rozrywkami: rzutki, domino, warcaby, piłkarzyki… Przygotowano okolicznościowe ciasteczka, specjalne etykietki na butelki ze złocistym napojem, podkładki barowe czy wreszcie efektowny tort.

Dopisali kierowcy z toru: tuż po obowiązkowej piątkowej odprawie razem z Jensonem do pomieszczeń gościnnych McLarena udali się Daniel Ricciardo, Daniił Kwiat, Carlos Sainz, Sergio Pérez i Marcus Ericsson. Oczywiście nie mogło zabraknąć zespołowych kolegów, Fernando Alonso i Stoffela Vandoorne’a. W drugiej turze dołączył Lewis Hamilton, a niedługo po nim Felipe Massa. Gdy zjawił się Nico Rosberg, to co prawda wylewnie przywitał się nie tylko z Buttonem, ale też z Hamiltonem – ale ten natychmiast opuścił spotkanie. Wpadł też Christian Horner, a kiedy trzeba było już pożegnać gościnne progi McLarena i wrócić do pracy, w przeciwną stronę zmierzał Valtteri Bottas.

Tego typu imprezy pokazują, że nawet w pełnym zajęć padoku kierowcy znajdują chwilę czasu, by spotkać się w szerszym gronie. Pewnie na tym nie koniec w tym sezonie, bo Grand Prix Abu Zabi będzie pożegnaniem nie tylko Buttona, ale też Massy – i obaj umawiali się już z Rosbergiem, że niezależnie od ostatecznych wyników sezonu będą musieli godnie uczcić zakończenie mistrzostw. Jednak pewnie nie będą robić tego w padoku…