Ta pora roku zawsze jest wyjątkowa. Dopiero za cztery tygodnie odbędzie się pierwsza prawdziwa batalia na torze, ale karty do pierwszego rozdania leżą już na stole. W trakcie zaledwie ośmiu dni testowych zespoły muszą doszlifować i przygotować pierwsze wcielenia tegorocznych, poważnie zmienionych maszyn. Nie bez powodu ekipy od razu wykorzystują dni filmowe: dwa razy w roku mają możliwość przejechania 100 kilometrów na specjalnie przygotowanych oponach i chociaż w założeniu celem takich jazd jest przygotowanie promocyjnych materiałów filmowych i zdjęciowych, to wszyscy traktują to jako okazję do pierwszego sprawdzenia samochodu. Ewentualna usterka – choćby nawet banalna, ale oznaczająca koniec jazdy i kilkugodzinne prace nad jej usunięciem – ma takiego dnia o wiele mniejsze reperkusje niż utrata całego dnia „prawdziwych” testów. Przekonała się o tym chociażby ekipa Toro Rosso, której dzień filmowy na torze Misano przedwcześnie przerwały problemy z systemem odzyskiwania energii w jednostce napędowej Renault. Zespół z Faenzy jako jedyny zmienił dostawcę silnika, a przesiadka ze starej specyfikacji Ferrari na tegoroczną wersję Renault na pewno przyniesie korzyści, gdy tylko uda się wyeliminować usterki.

Pierwszy sezon regulaminowej rewolucji będzie stał pod znakiem szybkiego rozwoju tych, których na to stać. Zespoły dopiero odnajdują się w nowej rzeczywistości, mogąc po raz pierwszy skonfrontować własne pomysły z tym, co zaproponowała konkurencja. Wszyscy wpadli na koncepcję uspokojenia i ukierunkowania strugi powietrza na niżej umieszczone tylne skrzydło przy pomocy szkaradnej płetwy, ale dodatkowe skrzydełko przed tylnym spoilerem widzieliśmy na razie tylko w Mercedesie i Ferrari. Z kolei pokazany w niedzielę Red Bull wyróżnia się otworem w nosie, który z zewnątrz wygląda na zbyt duży, by spełnić regulaminowy wymóg takowego rozwiązania, którego podstawowym celem ma być chłodzenie kierowcy (co oczywiście nie wyklucza prawdziwego celu, jakim może być np. chłodzenie elementów układu hybrydowego poprzez sprytnie poprowadzone kanały). Ze szczegółowymi analizami poszczególnych rozwiązań warto wstrzymać się do testów prawdziwych samochodów, chociaż i tak wiadomo, że nawet już w Australii niektórzy będą mieli zupełnie nowe części.

Tej zimy podoba mi się to, że nie musimy ekscytować się innym skrzydełkiem zespołu A, nowym odcieniem samochodu B i świeżo pozyskanym sponsorem ekipy C. Obserwujemy dużą rewolucję (wiem, mogła być większa…), starcie różnych koncepcji, bardzo różnorodne podejście do wielu szczegółów konstrukcyjnych, nie wspominając już o nowych barwach kilku aut. A gdyby wszystkie pomalować na jeden kolor, to nareszcie można byłoby odróżnić konstrukcje poszczególnych zespołów – dzięki większym niż dotychczas różnicom w mniejszych lub większych obszarach samochodów.

Nie jest tak, że wszyscy zaczynają od czystej kartki i nagle cały układ sił zostanie wywrócony do góry nogami, ale chyba każdy się zgodzi, że nie jest to taka sobie zwykła zima i takie sobie zwykłe testy. Do tego jeszcze w tym momencie każdy może sobie snuć wielkie plany podboju świata – już niedługo, bo pierwsza weryfikacja właśnie się rozpoczyna…

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNoty za styl: sezon 2016
Następny artykułJest moc

3 KOMENTARZE

  1. Mikołaj możesz podpowiedzieć, czy w tym sezonie jest inauguracja silników 4cylindrowych? Czy zostało po staremu, bo się pogubiłem.

  2. Szkaradna płetwa? Szkaradne to jest skrzydełko, płetwa spoko. Zmiany mogłyby być większe? Hmm… Jak dla mnie są w sam raz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here