Formuła 1 zamierza przetestować w sezonie 2020 nowy format weekendu Grand Prix. W sobotę, w porze obecnych kwalifikacji, miałby odbyć się wyścig kwalifikacyjny, którego wyniki decydowałyby o ustawieniu na starcie do niedzielnej Grand Prix. Szczegóły, zaprezentowane zespołom na Suzuce, prezentuje niemiecki „Auto Motor und Sport”. Sprawdzian nowego formatu miałby nastąpić podczas przyszłorocznych wyścigów we Francji, Belgii i Rosji. Wymaga to jednak jednomyślnej zgody wszystkich zespołów.

Sobotni wyścig ma być rozgrywany na dystansie 100 kilometrów plus jedno okrążenie (czyli 19 okrążeń w przypadku Paul Ricard i Soczi, 16 okrążeń na Spa-Francorchamps). Kolejność na starcie do trwającego około 45 minut wyścigu byłaby ustalana na podstawie odwróconej kolejności w klasyfikacji mistrzostw świata kierowców – z liderem na ostatnim polu. Nie przewiduje się obowiązkowego pit stopu, a zawodnicy mogliby dowolnie wybierać opony.

Wyniki wyścigu kwalifikacyjnego rozstrzygałyby z kolei o ustawieniu na starcie do niedzielnej Grand Prix. Ewentualne karne przesunięcia na polach startowych będą brane pod uwagę dopiero w niedzielę. Zniknie również przymus startu na konkretnej mieszance w przypadku pierwszej dziesiątki – dobór opon byłby również dowolny.

Cel wprowadzenia takiego rozwiązania – które ma stać się powszechne w sezonie 2021, ale nie we wszystkich wyścigach (w Monako na pewno nie…) – jest oczywisty. Chodzi o zwiększenie emocji, wprowadzenie większej nieprzewidywalności i przy okazji utrudnienie życia faworytom.

Pojawiają się oczywiście liczne wątpliwości. Bodaj najważniejsza dotyczy samego przemieszania stawki. Owszem, jeden czy dwa czołowe samochody ruszające z końca stawki zawsze gwarantują akcję na torze i festiwal wyprzedzania (czasami bardziej omijania). Jednak przy proponowanym formacie na końcu stawki znajdzie się cała grupa szybkich aut, o zbliżonych osiągach. Z symulacji wynika, że kierowcy startujący z ostatniego rzędu przebiją się w sprinterskim wyścigu najwyżej o cztery-pięć pozycji. To znacząco utrudni im zadanie w niedzielę, kiedy stawką zmagań będą punkty.

Krótki wyścig zamiast kwalifikacji oznacza także większe ryzyko uszkodzeń wskutek kolizji, co rzecz jasna nie idzie w parze z filozofią ograniczania kosztów. Trzeba będzie także przyjrzeć się żywotności jednostek napędowych. W przypadku czołówki są podkręcane na maksymalne osiągi jedynie na kilka okrążeń w kwalifikacjach, a najsłabsze ekipy z oczywistych względów oszczędzają na mniejszym przebiegu – dla nich czasówka jest krótsza niż dla środka stawki.

Z jednej strony to dobrze, że władze sportu chcą najpierw przetestować nowy format, zamiast wprowadzać go od razu. Pamiętacie farsę z systemem kwalifikacji w sezonie 2016, z którego zrezygnowano po zaledwie dwóch Grand Prix? Z drugiej strony, dlaczego akurat w trzech przyszłorocznych wyścigach format weekendu miałby znacząco różnić się od normalnego – i w jaki sposób wybrać rundy, które miałyby na stałe przyjąć taki system od sezonu 2021? Do testów wybrano przynajmniej wyścigi nie kipiące emocjami (Francja i Rosja to oczywiste kandydatury), a do tego na tyle daleko w sezonie (runda dziesiąta, czternasta i siedemnasta), by kolejność w klasyfikacji kierowców była już w miarę ustalona i zgodna z rzeczywistym układem sił.

Z drugiej strony kluczowe i tak będzie wyrażenie zgody przez wszystkie zespoły na taki eksperyment. Najsilniejsi mogą być przeciwko, co automatycznie będzie oznaczało rezygnację z testów. Wówczas ryzykujemy z kolei wprowadzenie nowego systemu na sezon 2021, bez żadnych sprawdzianów.

Osobiście ten pomysł nie podoba mi się jako próba sztucznego załatania rzeczywistych problemów Formuły 1 (nierówne szanse w stawce, utrudniona walka na torze – mówiąc w skrócie), jako rozwiązanie karzące najlepszych, jako robienie na siłę widowiska ze sportu, który zamiast takich udziwnień potrzebuje głębokich zmian – takich, które w naturalny sposób zwiększą atrakcyjność widowiska i wyrównają szanse.

Oczywiście tak jest łatwiej, bo wspomniane dogłębne zmiany byłyby znacznie trudniejsze do wprowadzenia. Rzecz jasna wkurzyłyby najpotężniejsze ekipy w jeszcze większym stopniu niż majstrowanie przy kwalifikacjach. Decydujący głos i tak powinni mieć kibice. Ciekaw jestem Waszych opinii.

10 KOMENTARZE

  1. Masakra jakaś. Takie kolorowe jarmarki to tylko made by america. Wyścigi kwalifikacyjne jeszcze jako tako by się przezylo, ale odwrocone pozycje startowe to jakis bezsens totalny. Niech o polach startowych w sobote decyduje trening piątkowy. Akcja by była przez cały weekend.

    Piatek
    1 trening
    2 trening kwalifikacyjny

    Sobota
    3 trening
    wyscig kwalifikacyjny

    niedziela
    grand prix

  2. Pomijając kwestie wizerunkowe i sponsorskie…zespoły odstający od reszty stawki (jeden na pewno by się znalazł) mogłyby po jednym okrążeniu od razu zjechać do boksów, skoro potencjalnie i tak będą startować z końca stawki. Przynajmniej zaoszczędzą części. Lepiej przerzucić kartkę dalej, jak w przypadku wspomnianego sezonu ’16 czy łączonych wyników czasówki z sezonu 2005.

  3. W swoich opiniach zakłada Pan że auta zostaną takie jak są. A w tym pomyśle kluczowe jest to że to ma zmusić zespoły do konstruowania aut lepszych do wyprzedzania. Teraz dużo ważniejszy jest czas w czystym powietrzu.

  4. Ja sie ciesze ze kombinuja… zgoda ze glownymi problemami F1 jest aero, silnik, podzial zyskow, itp. Ale to nie sa problemy ktore latwo rozwiazac, skoro nie sa jeszcze rozwiazane. Przynajmniej cel jest dobry – zacisnac stawke.

  5. Witam,

    uważam, ze F1 to zbyt duży biznes, aby robić takie rzeczy. Dlaczego karać dodatkowym ryzykiem lepsze zespoły, które więcej inwestują i stad odnoszą większe sukcesy? Jaki będzie miało sens inwestowanie w rozwój bolidu, gdy statystycznie ryzyko wypadku i kolizji będzie na tyle duże, ze nie będzie miało to przełożenia na kwalifikacje? Dodatkowo powstaje problem dostawcy silników i bratnich ekip. Czy na miejscu Mercedesa nie zastrzegłbym sobie wtedy prawa do przepuszczania rodzimej ekipy np. przez Williamsa podczas kwalifikacji? No może to zły przykład, bo wiadomo ze Williams przepuszcza wszystkich jadąc nawet na 100 % :).

    Pozdro!

  6. No dobra, ustawiamy do wyścigu kwalifikacyjnego najlepszych na końcu. Start. Jadą i jadą, przebijają się wyżej wyprzedzając wolniejszych, ale nie są w stanie wyprzedzić wystarczającej ilości wolniejszych bolidów, bo przecież wolniejsi też walczą o swoje. I taki HAM/BOT/LEC/VET/VER dojeżdżają w wyścigu kwalifikacyjnym nie na miejscach 1-5, a na powiedzmy 5-9, w dość przypadkowej względem siebie kolejności, bo są w miarę równi względem siebie. Czyli już tu mamy loterię, bo w zwykłych kwalifikacjach najszybszy kierowca w czasówce byłby 1 a nie np. 3, co daje bardzo dużo na starcie wyścigu i często prowadzi do zwycięstwa. W tej ‚niesprawiedliwej’ kolejności startują do niedzielnego GP, a to rzutuje na wynik ‚głównego’ wyścigu w niedzielę, szczególnie na torach trudnych do wyprzedzania. Czyli najszybsi dostają po tyłkach za to, że są najwyżej w tabeli. Karanie za sukcesy jak dla mnie to chory pomysł. Dowalamy najlepszym, żeby byli ‚mniej najlepsi’ i wspomagamy tych gorszych/wolniejszych. Zaraz zaraz.. A w regulaminach technicznych karają za niedozwoloną pomoc kierowcom… czegoś nie kumam.

Pozostaw odpowiedź Darek Szymczak Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here