Carlos Sainz: rajdowa legenda opowiada o swojej karierze specjalnie dla czytelników Sokolim Okiem.

Nie kierowca Toro Rosso, a jego ojciec: dwukrotny mistrz i czterokrotny wicemistrz świata w rajdach samochodowych. Carlos Sainz czyli „El Matador”, zwany tak ze względu na widowiskowy i bezkompromisowy styl jazdy, który jednak z reguły okazywał się skuteczny. Prawdziwa rajdowa legenda.

Świetnie pamiętam emocjonujące ujęcia z kamery pokładowej i podawane z prędkością karabinu maszynowego śpiewne komendy, które z prawego fotela dyktował najpierw Luis Moya, potem Marc Martí. Wreszcie jeden z najsłynniejszych rajdowych defektów: awaria silnika Toyoty Corolli WRC w Rajdzie Wielkiej Brytanii 1998, kilkaset metrów przed metą ostatniego odcinka, kosztująca go mistrzowski tytuł. O tym pamiętnym wydarzeniu, o dawnym klimacie rajdów oraz oczywiście o karierze swojego syna w Formule 1 rajdowa legenda opowiada specjalnie dla czytelników Sokolim Okiem.

Sainz rozpoczął starty w mistrzostwach świata od Rajdu Portugalii 1987, za kierownicą Forda Sierry RS Cosworth. Grupy B już nie było, więc startował rajdówkami Grupy A, potem dwulitrowymi autami WRC, a po zakończeniu kariery brał też udział w pierwszych testach VW Polo, czyli samochodu najnowszej generacji WRC z silnikiem 1,6 litra. Czy rajdówki konstruowane według różnych filozofii, w różnych epokach technologicznych, da się w ogóle porównywać?

– Oczywiście każdy samochód trzeba umieścić w jego epoce – mówi Sainz. – Nie można porównywać VW Polo do Sierry Cosworth czy Renault 5 Maxi Turbo. Podobała mi się jazda każdym autem w jego epoce. Przeżyłem wielką ewolucję rajdówek, mogłem osobiście sprawdzać, jak na przestrzeni lat zmieniło się zawieszenie tych aut i to było bardzo interesujące doświadczenie.

Samochody, którymi startował Carlos – wspomniany Ford Sierra Cosworth, mistrzowska Toyota Celica GT-4, później Lancia Delta HF Integrale, Subaru Impreza 555 czy Ford Escort RS Cosworth – rozpalały wyobraźnię kibiców, a jeśli kogoś było stać, to kupował drogowe odpowiedniki rajdówek i były to jeżdżące potwory. Dziś fani muszą wybierać między Volkswagenem Polo czy Hyundaiem i20: mało porywająca perspektywa, podkopująca i tak kulejący wizerunek rajdów.

– Zgadza się, kiedyś kibice marzyli o jeżdżeniu takim samochodem po drogach, a teraz to są standardowe, zwykłe auta i nie są takie mocne [w drogowych wersjach] potwierdza Sainz. – Patrząc na to od tej strony, moim zdaniem marzenia o samochodach rajdowych nie są już tak mocne jak kiedyś.

Za czasów Sainza w stawce było więcej mistrzów świata niż obecnie kierowców, którzy mają na koncie co najmniej jeden wygrany rajd. – Jesteśmy w sytuacji, w której zwycięstwa odnosił najpierw tylko Sébastien Loeb, a teraz Sébastien Ogier. Myślę, że to dwaj niesamowici kierowcy, ale prawda jest taka, że brakuje rywalizacji – mówi Carlos.

Przypominam mu, że na przełomie wieków w stawce było siedem ekip fabrycznych, wiele z nich wystawiało w każdym rajdzie po trzy samochody WRC – jak Citroen, w którym u schyłku kariery Carlos jeździł z Colinem McRae i młodym Loebem. – To były najlepsze czasy dla WRC – mówi „El Matador”. – Miejmy nadzieję, że to wróci, ale moim zdaniem rajdy i tak są bardzo dobrym sportem.

Jeśli chodzi o widowiskowość samej jazdy, sytuacja także jest inna niż za czasów świetności Sainza. Jazda bokami odeszła już do lamusa, nawet na luźnych nawierzchniach współczesne rajdówki wymuszają pilnowanie właściwego toru i staranne ograniczenie szerokich uślizgów. – Tak, samochody nie jeżdżą już takimi bokami, ale kiedy patrzysz dzisiaj na samochód jadący po szutrze, to zdajesz sobie sprawę, że oni jeżdżą bardzo szybko – mówi Carlos, ale dodaje, że liczy na wprowadzane w sezonie 2017 nowe przepisy. – W dalszym ciągu to bardzo widowiskowy sport i sądzę, że nowe przepisy, z mocniejszymi i lżejszymi samochodami, sprawią, że auta będą jeszcze bardziej spektakularne. Myślę, że to będzie podobało mi się bardziej.

Jeden z kultowych samochodów w karierze Carlosa: Ford Escort WRC, którym Hiszpan wygrał Rajd Akropolu 1997.

Zbliżony styl jazdy na każdej nawierzchni oznacza także, że czołowym kierowcom łatwiej jest odnosić sukcesy w dowolnych warunkach, a dawniej zawodnicy byli bardziej wyspecjalizowani. Finowie tradycyjnie dominowali na szutrach – Juha Kankkunen, czterokrotny mistrz świata i triumfator 23 rund mistrzostw świata, ani razu nie wygrał na asfalcie. Z kolei na twardej nawierzchni zwyciężali kierowcy, którzy na szutrach nie mieli czego szukać i często nawet nie startowali w rundach na luźnej nawierzchni (Gilles Panizzi czy Philippe Bugalski). Loeb zaczynał wielką karierę właśnie jako spec od asfaltów, a tymczasem Sainz doskonale radził sobie w każdych warunkach. Swoje 26 zwycięstw odniósł w trzynastu różnych rajdach: co prawda cztery razy wygrał Rajd Nowej Zelandii, a po trzy Akropol, Monte Carlo i Argentynę, ale do tego dorzucił też asfalty na Korsyce i Katalonii (dwukrotnie), dwa zwycięstwa w brytyjskim Rajdzie RAC, pustynny maraton w postaci kenijskiego Rajdu Safari czy wreszcie triumf w fińskim Rajdzie 1000 Jezior (obecnie Rajd Finlandii) – jako pierwszy kierowca spoza krajów nordyckich.

– Wiesz, kiedy zaczynałem starty w mistrzostwach świata, to rzeczywiście było więcej specjalistów od nawierzchni – wspomina, gdy poruszam temat jego wszechstronności. – Teraz jeśli chcesz być mistrzem świata, to musisz być szybki wszędzie. Ja starałem się być dobry na każdej nawierzchni. Myślę, że to mi się udało, bo wygrywałem prawie w każdej imprezie. Rajd 1000 Jezior to naprawdę było bardzo miłe zwycięstwo. Dla Hiszpana szybka jazda w Finlandii to coś bardzo specjalnego. Zwycięstwo w Rajdzie RAC też było wyjątkowe i myślę, że to były bardzo ważne momenty w mojej karierze.

W 1998 roku ten właśnie rajd, kończąca zmagania brytyjska runda mistrzostw świata, przyniósł Sainzowi ogromne rozczarowanie. W walce o tytuł tracił dwa punkty do Tommiego Mäkinena, który już pierwszego dnia zmagań urwał koło w swoim Mitsubishi Lancerze, a z dojazdówki zdjęła go bezlitosna policja – za jazdę na trzech kołach. Wtedy stawka w rajdach była na tyle liczna, a emocje na tyle duże, że nikt nie myślał jeszcze o idei Rally2. Sainzowi do szczęścia i trzeciego w karierze tytułu wystarczała zatem czwarta pozycja, którą zresztą zajmował jeszcze po przedostatnim z 28 odcinków specjalnych. Niestety, kilkaset metrów przed metą próby Magram Park w jego Toyocie Corolli WRC zastrajkował silnik. Wkurzony pilot Luis Moya po kilku próbach odpalenia auta rozbił swoim kaskiem tylną szybę auta, a Mäkinen mógł cieszyć się z trzeciego tytułu (rok później dorzucił jeszcze czwarty).

– Oczywiście to był bardzo frustrujący moment, bo przez dwa dni mieliśmy mistrzowski tytuł w garści i czekaliśmy tylko na metę, a tuż przed nią samochód się popsuł – mówi Carlos. – Na szczęście miałem już na koncie dwa tytuły i tak jak zawsze powtarzam, rajdy dały mi o wiele więcej niż tylko tytuły i zwycięstwa. Były moim życiem i pasją, nawet po tej sytuacji cały czas bardzo mnie cieszyły i wciąż jestem bardzo im wdzięczny za to, co mi dały.

Robert Kubica mawia z kolei, że rajdy potrafią być bardzo niewdzięczne. Jak dwukrotny mistrz świata ocenia starty Polaka w rajdach? – Miał ogromnego pecha ze swoim wypadkiem – mówi Sainz. – Robert jest fantastycznym kierowcą, niezależnie od tego, czym jeździ. Teraz, z ograniczeniami z jego ręką, niewiarygodnie sobie radzi w WRC. Zdecydowanie jest najlepszym kierowcą z Formuły 1, który jeździ w rajdach. Mam nadzieję, że będzie dalej startował i zasługuje na to, żeby robić to, co chce robić. Myślę, że jest jednym z najbardziej utalentowanych ludzi, jakich widziałem.

Nie brakuje głosów, że współcześni kierowcy WRC są lepsi, bardziej kompletni niż ich koledzy po fachu sprzed lat. Jak to ocenia stary mistrz? – Myślę, że dobry kierowca zawsze będzie dobrym kierowcą, niezależnie od epoki – uważa Sainz. – Nie da się porównywać kierowców z różnych czasów, ale na pewno zawodnik pokroju Ogiera, umieszczony w dowolnej epoce, byłby w czołówce i walczyłby o mistrzowski tytuł.

A ty? – Ja już dwa razy byłem mistrzem świata! A gdybym miał teraz 25-27 lat i wsadziłbyś mnie do rajdówki, to na pewno bym z nim walczył!

Sainz zakończył starty w rajdowych mistrzostwach świata ponad dziesięć lat temu, przyczyniając się do zdobycia przez Citroena trzech tytułów wśród producentów z rzędu. Zaliczył pełne sezony 2003 i 2004, a w 2005 roku zaliczył swoje dwa ostatnie rajdy i w zastępstwie za spisującego się poniżej oczekiwań François Duvala zajął czwarte miejsce w Rajdzie Turcji i trzecie w Rajdzie Akropolu.

– Podobała mi się praca z Citroenem, z Colinem [McRae] i Sébastienem [Loebem], mam dobre wspomnienia z tego okresu – opowiada Carlos o zmierzchu kariery w WRC. – Widać było, że Seb był naprawdę dobrym kierowcą. Był bardzo mądry, pracował bardzo ciężko i mocno cisnął. Ja [w sezonie 2003] walczyłem o mistrzostwo, zdobyliśmy wspólnie tytuł dla Citroena. Na kolejny sezon zespół postanowił zostawić mnie, a nie Colina. W ostatnim pełnym sezonie w WRC wygrałem w Argentynie, jeździłem chyba na dobrym poziomie i znowu zdobyliśmy mistrzostwo producentów. Postanowiłem jednak zakończyć karierę, bo moim zdaniem to był dobry moment. Byłem już trochę zmęczony i podjąłem decyzję o przenosinach do rajdów terenowych, żeby spróbować wygrać Dakar jako pierwszy Hiszpan w samochodzie. Powiodło mi się, bardzo się z tego cieszę.

Teraz Sainz regularnie startuje w Rajdzie Dakar, w 2010 roku odniósł zwycięstwo w barwach VW. W tym roku drugi raz z rzędu pojedzie w ekipie Peugeot, w jednym zespole ze starym znajomym, Loebem. Zeszłoroczny powrót francuskiego producenta na trasę pustynnego maratonu stał pod znakiem problemów i awarii, ale teraz Carlos liczy na lepszy wynik.

– Lubię rywalizować w Rajdzie Dakar. Teraz mam nowe wyzwanie z Peugeotem, bardzo mi się to podoba. W tym roku mamy nowy samochód i jestem pewny, że pójdzie nam lepiej – mówi „El Matador” o ruszających 2 stycznia zmaganiach w Ameryce Południowej.

Wreszcie czas na temat Formuły 1, w której od sezonu 2015 startuje syn Carlosa, także Carlos – już nie Carlos Sainz Junior, bo 21-letni kierowca Toro Rosso doszedł do wniosku, że w F1 nigdy żaden Sainz nie startował, więc można zrezygnować z przydomka „Junior”.

„El Matador” służy radami i wsparciem synowi, ale nie ma problemów z trzymaniem się na drugim planie.

– Zawsze oglądałem Formułę 1, ale kiedyś znacznie mniej niż teraz – mówi „El Matador”, gdy namawiam go do skomentowania krytycznych głosów pod adresem współczesnego kształtu tego sportu. – Formuła 1 to zawsze Formuła 1. Myślę, że przepisy na sezon 2017 muszą być ostrożne, nie za bardzo ekstremalne, ale wygląda na to, że będzie bardzo emocjonująco.

Czy za dwa lata jego syn będzie nadal częścią tego widowiska? – Mam nadzieję! Szybko się uczy i oczywiście może popełniać drobne błędy, ale jeśli nie ciśniesz, to znaczy, że się nie starasz. Myślę, że teraz, bez testów, młodzi kierowcy mają ciężkie zadanie. Biorąc pod uwagę, że to jego pierwszy sezon, Carlos robi naprawdę dobrą robotę. Jestem bardzo zadowolony z jego postawy.

Jak bardzo utytułowany, doświadczony w motorsporcie ojciec był w stanie pomóc synowi w jego karierze? „El Matador” próbował co prawda kiedyś swoich sił w Formule Ford, ale jednak całe zawodowe życie związał z rajdami. – Jeszcze kilka lat temu, kiedy jeździł w kartingu i potem także w samochodowych seriach juniorskich, starałem się go uczyć – może nie tego, jak jeździć samochodem, ale bardziej pracy i właściwego podejścia, odpowiedniego opanowania. Próbowałem mu pomóc w tym zakresie.

Pamiętam, jak podczas pierwszych zimowych testów w Jerez de la Frontera młody Carlos był oblegany w pomieszczeniach gościnnych Toro Rosso przez kilkudziesięciu hiszpańskich dziennikarzy. Obok cicho stał ojciec, dwukrotny mistrz świata i wielka legenda rajdów. Nikt nie zwracał na niego uwagi. – Tak, to jego życie i jego historia w motorsporcie. Buduje swoją karierę, ja już nie muszę w tym uczestniczyć. Wystarczy, że się przyglądam – podsumowuje „El Matador”.


Carlos Sainz (53 lata) jest dwukrotnym mistrzem świata w rajdach: tytuły zdobywał w 1990 i 1992 roku w barwach Toyoty. Na najwyższym rajdowym poziomie startował w latach 1987-2005 i do dziś ma na koncie najwięcej startów (196). Kiedy kończył karierę, miał też na koncie najwięcej zwycięstw w mistrzostwach: z 26 triumfami na koncie wyprzedzał takie sławy, jak Colina McRae (25), Tommiego Mäkinena (24) czy Juhę Kankkunena (23). Teraz spadł na czwarte miejsce, za Sébastienów Loeba i Ogiera (odpowiednio 78 i 32) oraz Marcusa Grönholma (30). Pod względem rajdowych podiów jest na drugiej pozycji, z 97 finiszami w pierwszej trójce. Loeb ma 116, a Ogier z 45 podiami jest dopiero dziesiąty. Sainz wygrał w karierze 757 odcinków specjalnych, przed nim są tylko Loeb (905) i Markku Alén (821), a Ogier nie mieści się nawet w pierwszej dziesiątce – jeśli wygra jeszcze 70 oesów, to zrówna się z dziesiątym w tym zestawieniu Colinem McRae.