Esteban liczy na powrót do wyścigowego kokpitu.

Przed Grand Prix Meksyku spotykamy się z Estebanem Gutiérrezem. Kierowca testowy i rezerwowy Ferrari opowiada specjalnie dla nas o podglądaniu kierowców wyścigowych Scuderii, zdradza swoją receptę na zmiany w Formule 1 i wspomina start przed własną publicznością w Meksyku, gdzie spotkał Roberta Kubicę. Po dwóch latach startów w barwach Saubera Meksykanin zasiadł na „ławce rezerwowych”, ale ostro pracuje nad powrotem do stawki.

Jesteś kierowcą wyścigowym, ale w tym roku – po raz pierwszy od sezonu 2004, kiedy w wieku 13 lat zadebiutowałeś w kartingu – nie ścigasz się, nie walczysz w wyścigach. Jak sobie radzisz w roli kierowcy testowego?
Cóż, z jednej strony to ciężkie, bo przyzwyczaiłem się do ścigania i ścigałem się w każdym sezonie od początku mojej kariery, ale jednocześnie najważniejsze jest wykorzystanie okazji do rozwoju. Jestem teraz członkiem czołowego zespołu, mogę porównywać się z dwoma wspaniałymi kierowcami, pracować z bardzo utalentowanymi ludźmi po stronie technicznej. To bardzo ważne lekcje, z punktu widzenia rozwoju to pozytywna sprawa. Kiedy masz plan i nadzieje na przyszłość, to łatwiej jest pogodzić się z taką sytuacją i wyzwaniem związanym z brakiem startów, przygotować się na przyszłość.

Zawsze śledziłem jego dokonania. Jeździł w BMW Sauber, ja byłem z Sauberem od sezonu 2009, wcześniej startowałem w Formule BMW. On był dla mnie punktem odniesienia w mojej drodze do F1. – Esteban Gutiérrez o Robercie Kubicy.

Wspomniałeś o dwóch wspaniałych kierowcach: czego możesz nauczyć się od Sebastiana Vettela i Kimiego Räikkönena? Na czym polega ich siła?
Myślę, że najbardziej chodzi o sposób pracy: o to, jak pracują. Podpatruję ich, jestem na każdym wyścigu, patrzę na dane i przekaz wideo. Mam czas na analizowanie, rozmawiam z nimi, słyszę ich komentarze. Staram się wyobrażać, jak zachowałbym się w danej sytuacji. Takie ćwiczenia mentalne poprawiają moje podejście. Moim zdaniem to bardzo ważne, bo kiedy wrócę do ścigania, to wszystko będzie o wiele łatwiejsze. Na razie wyniki moich analiz łączę z rzeczywistością tylko w wyobraźni.

Czy przy tym podpatrywaniu zdarzyło się kiedyś, że pomyślałeś sobie: „Kurczę, zrobiłbym to lepiej!”?
Myślę, że każdy kierowca ma swój własny styl. Dobrze jest mieć punkt odniesienia w symulatorze i porównując się z nimi faktycznie w paru miejscach zdarzało się, że mogłem coś zrobić lepiej. Z kolei w innych to ja mogłem nauczyć się czegoś od nich. Najważniejsze jest nie to, żeby być szybkim, ale żeby jeździć równo i spełniać oczekiwania dużego zespołu, na wysokim poziomie odpowiedzialności. Myślę, że to ważniejsze niż sama szybkość. Potrzebne jest odpowiednie przygotowanie psychiczne, trzeba zdawać sobie sprawę z wielu rzeczy.

Mówisz o oczekiwaniach dużego zespołu. Wcześniej jeździłeś w Sauberze, z zewnątrz różnice między takimi ekipami są zauważalne, a jak to wygląda od środka? Różnica jest duża?
Tak, bardzo duża. W Sauberze pracują bardzo dobrzy ludzie, dzięki nim wykonałem moje pierwsze kroki w Formule 1. Z kolei przejście z małego do dużego zespołu, jak Ferrari, ma bardzo duże znaczenie dla kierowcy. Stajesz się częścią wielkiej organizacji, częścią historii, rosną wymagania. Nie da się porównać tych zespołów. Mogę powiedzieć tyle, że nawet mimo że nie jeżdżę w wyścigach, to jest to jeden z najważniejszych sezonów w mojej karierze. Dla mnie to duży krok naprzód i przygotowanie do tego, co ma nastąpić w przyszłości.

Jak często zasiadasz w symulatorze?
Pomiędzy wyścigami jeden-dwa razy w tygodniu. Spędzam dużo czasu w Maranello z zespołem. Mam tam doskonałą bazę treningową, cały czas muszę być przygotowany na wszystko.

Są kibice, którzy uważają, że Formuła 1 w ostatnich latach robi się nudna. Zgadzasz się z tym?
Nie, bo jak prowadzisz samochód, to nigdy nie jest nudno!

Dobra, ale teraz nie ścigasz się, patrzysz na wyścigi z zewnątrz. Widzisz jakieś rzeczy, które można zmienić?
Teraz muszę oglądać i szczerze mówiąc niektóre rzeczy można zmienić, zawsze jest pole do poprawy. Trzeba tylko, żeby wszyscy wspólnie usiedli, wymienili się opiniami i zobaczyli, co da się zrobić. Jako GPDA [Stowarzyszenie Kierowców Grand Prix] przeprowadziliśmy ankietę wśród fanów. Przyniosła pozytywne wyniki, bo mogliśmy zapoznać się z opiniami kibiców: ludzi, którzy oglądają wyścigi i interesują się nimi. Mamy dzięki temu dobre wskazówki na przyszłość, co można zrobić z F1.

A ty osobiście co chciałbyś zmienić?
Dodałbym więcej przyczepności samochodom. Więcej mechanicznej przyczepności, żeby można było bardziej walczyć. Teraz jeśli ciśniesz, to przegrzewasz opony, które bardzo szybko ulegają degradacji. To ogranicza możliwość walki z kierowcami z przodu. Na pewno chciałbym to zmienić. Do tego potrzeba więcej testów, bo trzeba opracować odpowiednie ogumienie. Pirelli musi rozwijać opony, musimy też wspierać się nawzajem w dążeniu do wspólnego celu.

Oglądasz wyścig na ekranie, ale masz dostęp do wszystkich informacji ekipy Ferrari. Nie sądzisz, że kibicom przydałoby się więcej danych, więcej radiowych rozmów w czasie transmisji?
Nie przekazywałbym większej ilości informacji, bo to by skomplikowało oglądanie. Zadbałbym natomiast o to, by przekazywać właściwe informacje we właściwym czasie. Najwięcej emocji daje walka na torze, to jest źródło emocji w motorsporcie i to powinien być priorytet, a niekoniecznie ilość informacji.

Racja, ale teraz walka rozgrywa mniej na torze, a bardziej w sferze strategicznej: degradacja opon, zużycie paliwa i tak dalej. Więcej informacji mogłoby przybliżyć kibicom tę zakulisową rywalizację.
Tak, ale zajmujemy się już tym problemem. Nie są to chyba najlepsze czasy dla F1 pod względem bezpośredniej walki na torze, ale mogę ci powiedzieć, że zespoły razem z FIA i FOM pracują nad znalezieniem dobrego rozwiązania. To nie jest tak, że da się wprowadzić wielką rewolucję z dnia na dzień, ale trzeba pomyśleć nad zmianami, które będą dobre dla wszystkich.

Zbliża się pierwsza od 23 lat Grand Prix Meksyku. Ty miałeś już okazję ścigać się przed własną publicznością, w światowym finale Formuły BMW w 2008 roku. Zdobyłeś pole position, w wyścigu zająłeś trzecie miejsce za Alexandrem Rossim i Michaelem Christensenem…
To było niesamowite przeżycie. Wstęp do tego, czym w przyszłości może być Grand Prix Meksyku,  chociaż oczywiście na dużo mniejszą skalę. Pamiętam, że to była wielka sprawa dla fanów. To był tylko wyścig Formuły BMW, a na torze było jakieś 35 000 kibiców. Byłem kierowcą Formuły BMW, to był pierwszy etap w mojej karierze. Zdobyłem mistrzostwo Europejskiej Formuły BMW i  pojawiło się ogromne zainteresowanie fanów. Tamto doświadczenie było bardzo ważne, bo poczułem wsparcie wielu ludzi i przekonałem się, jak to jest znaleźć się w centrum zainteresowania. Nigdy nie zapomnę tego przeżycia i muszę powiedzieć, że jestem bardzo wdzięczny Mario Theissenowi, bo to on zadecydował, by rozegrać światowy finał u mnie w ojczyźnie.

Spotkałeś też wtedy Roberta Kubicę, który był gościem światowych finałów…
Tak, nawet przeprowadzano z nami wspólny wywiad. Zawsze podziwiałem jego jazdę, jego osobowość. Wydawał się spokojny i jednocześnie agresywny. Nigdy nie zapomnę jego okrążenia w Monako w 2010 roku, w Renault. To było coś wielkiego. Zawsze śledziłem jego dokonania. Jeździł w BMW Sauber, ja byłem z Sauberem od sezonu 2009, wcześniej startowałem w Formule BMW. On był dla mnie punktem odniesienia w mojej drodze do F1.

Robert był gościem zawodów w Meksyku. Jeździł po torze imienia braci Pedro i Ricardo Rodríguezów samochodem Formuły 1 oraz (w ramach urodzinowego prezentu) BMW V12 LMR. Ten model triumfował w 24h Le Mans w 1999 roku.

Pierwszy raz testowałeś samochód F1 w grudniu 2009 roku, jako nagrodę za tytuł w Formule BMW. Byłeś wtedy gotowy do jazdy taką maszyną? Pytam, bo teraz mamy 18-latka w stawce…
Ja miałem wtedy 17 lat. Gdybym tylko miał szansę na starty, to na pewno bym ją wykorzystał!

Jest szansa, że w kolejnej Grand Prix Meksyku, w 2016 roku, zobaczymy cię z powrotem za kierownicą?
Oczywiście! To nie tajemnica, że chcę wrócić do ścigania. Gdybym nie myślał, że mam szansę, to nie byłoby mnie już tutaj. Ciężko nad tym pracujemy, ale potrzebna jest cierpliwość.

Nie chciałeś połączyć roli kierowcy testowego i rezerwowego ze startami w innej serii?
Szczerze mówiąc, nie byłem zainteresowany innymi seriami. Skupiam się tylko na Formule 1, to zawsze był mój cel. Tak jak mówię, Formuła 1 to dla mnie wszystko albo nic. Nie byłbym tu tylko po to, żeby stać z boku czy kręcić się w miejscu.

W seriach juniorskich rywalizowałeś z Jules’em Bianchim, byłeś także jego zespołowym partnerem w sezonie 2009 w Formule 3 Euro i w sezonie 2011 w GP2. Jak przeżyłeś jego tragiczny w skutkach wypadek?
Byłem w szoku po tym wypadku. Rozmawiałem z nim tuż przed wyścigiem. To był dziwny weekend. Pamiętam, że był tajfun i start został przełożony. Coś wisiało w powietrzu. Czuło się, że coś jest nie tak. Po wyścigu usłyszałem o wypadku i zobaczyłem Adriana [Sutila]. Na jego twarzy widać było, że stało się coś strasznego: odzwierciedlenie tego, co widział tam na miejscu. Było bardzo ciężko, ale nie możemy nic na to poradzić. Zdarzyło się to, co się zdarzyło i trzeba się z tym pogodzić. Musimy doceniać to, co mamy teraz w życiu, bo nie wiadomo, co może się przydarzyć każdemu z nas – nie tylko nam, kierowcom wyścigowym, ale nam, ludziom. Mam nadzieję, że odpoczywa w pokoju i jest w lepszym miejscu, zawsze będziemy o nim pamiętać.

2 KOMENTARZE

Comments are closed.