Nie dziwię się, że Sebastian Vettel dostał karę w Kanadzie. Po prostu uważam, że tę sprawę należało rozegrać inaczej i chyba jest to dobry moment, by zastanowić się nad regułami gry na torze wyścigowym. Większość wątków poruszyłem już w poniedziałkowy wieczór, w magazynie ElevenF1, ale (niestety!) pewnie nie wszyscy oglądali, inni wolą słowo pisane, więc proszę bardzo…

Dlaczego moim zdaniem werdykt sędziów z Grand Prix Kanady nie był słuszny? Zacznijmy od narzekań samych kierowców na fakt, że Formuła 1 przestaje być sportem dla twardzieli. W tym kontekście kara za relatywnie niewinny incydent, w którym kierowca dostał karę za to, że udało mu się opanować samochód i wrócić na tor z trawiastego – a to taka rzadkość obecnie! – pobocza, wydaje się niepotrzebna. Na marginesie, miał również prawo zablokować próbującego go wyprzedzić rywala. Na tym polega sztuka ścigania.

Absurdalne są zestawienia tego incydentu z wydarzeniami z Grand Prix Japonii 2018, kiedy Max Verstappen dostał identyczną karę za zajście z Kimim Räikkönenem. Zwolennicy kary dla Vettela z lubością podkreślają, jak sprawiedliwie działają sędziowie, jednakowo podchodząc do takich samych wykroczeń. Jednak nawet same orzeczenia sędziowskie pokazują, że przebieg zdarzeń był zgoła odmienny. Zresztą nic dziwnego, bo nie ma dwóch identycznych incydentów.

Zacznijmy od narzekań samych kierowców na fakt, że Formuła 1 przestaje być sportem dla twardzieli. W tym kontekście kara za relatywnie niewinny incydent, w którym kierowca dostał karę za to, że udało mu się opanować samochód i wrócić na tor z trawiastego – a to taka rzadkość obecnie! – pobocza, wydaje się niepotrzebna.

Vettel dostał karę za niebezpieczny powrót na tor i wypchnięcie samochodu #44 poza tor – a kierowca samochodu #44 musiał podjąć akcję, by uniknąć kolizji. Verstappen dostał karę za ścięcie szykany, powrót na tor na wyścigową linię jazdy i – uwaga, to ciekawe! – kolizję z samochodem #7. Räikkönen niemal zrównał się z samochodem Verstappena i nie miał czasu na reakcję, gdy ten jednym ruchem, mając pełną kontrolę nad swoim autem, zjechał do krawędzi toru. Krótko mówiąc, Max spowodował kolizję.

W odróżnieniu od innego przywoływanego incydentu – Lewis Hamilton i Daniel Ricciardo w GP Monako 2016 – Vettel nie zyskał takiej przewagi poprzez wyjazd poza tor, jak Hamilton na asfaltowym poboczu szykany za tunelem. Seb nie bronił się przed bezpośrednim atakiem. Na całej akcji stracił prawie dwie sekundy i ubrudził opony. Miał pełne ręce roboty, próbując opanować samochód – dostrzegają to też jego koledzy z toru, jak Ricciardo. Świetnie wiedzą, jak niewiele brakowało albo do piruetu na trawie, albo już na asfalcie – gdyby Vettel za wszelką cenę próbował zniknąć wszystkim z drogi i myśleć głównie o tym, jak tu bezpiecznie wrócić na tor.

Wracając jeszcze do sędziowskich sformułowań w uzasadnieniu, a konkretnie do wypchnięcia Hamiltona poza tor. Szkopuł w tym, że naturalna linia jazdy w tym zakręcie i tak wyrzuca samochód na zewnętrzną, niemal poza białe linie. Jedyne, do czego rzeczywiście można się przyczepić w przypadku Vettela, to zmuszenie rywala do podjęcia działania w celu uniknięcia kolizji. Zdaniem niektórych spoglądał w lusterko, by specjalnie zablokować rywala – ale ruch głową następuje dopiero po ostatnim ruchu kierownicą w prawo, a ponadto kto zaświadczy, że Seb nie sprawdzał w ten sposób, czy Hamilton nie jest już na wysokości jego samochodu, jak Räikkönen z Verstappenem na Suzuce?

Kary powinny być nakładane za celowe, brutalne, głupie, chamskie i/lub niepotrzebne manewry. Można przymykać oczy na graniczne sytuacje w walce o opanowanie samochodu, twarde – na granicy – pojedynki z wzajemnym szacunkiem i zaufaniem do siebie, ostrą rywalizację.

Reakcje, refleks, przewidywanie, spryt na torze – to także są elementy wyścigowego rzemiosła. Wiele manewrów na torze zmusza rywali do reakcji, również sporo zdarzeń kończy się „przeszkadzaniem” innym zawodnikom. Idąc takim tropem, może powinno ukarać się Kevina Magnussena, bo po jego błędzie w kwalifikacjach kilku kierowców straciło szansę na awans do kolejnego segmentu?

W sytuacji z 48. okrążenia w Kanadzie lider wyścigu popełnił błąd. Rywal nie był na tyle blisko, by ten błąd bezpośrednio wykorzystać. Nie jest też stuprocentowo pewne, czy nawet mając miejsce po zewnętrznej, zdołałby wyprzedzić Vettela przed kolejnym zakrętem. A gdyby zrobił to z wykorzystaniem przestrzeni poza torem (granicą jest biała linia, tarki nie zaliczają się do toru), to jak zareagowaliby na to sędziowie?

Moim zdaniem kary powinny być nakładane za celowe, brutalne, głupie, bezdyskusyjnie groźne, chamskie i/lub niepotrzebne manewry. Można przymykać oczy na graniczne sytuacje w walce o opanowanie samochodu, twarde – na granicy – pojedynki z wzajemnym szacunkiem i zaufaniem do siebie, ostrą rywalizację. Pozwólmy im się ścigać.

Ciekawe jest to, że znakomita większość kierowców ma zdanie inne niż sędziowie. Te opinie są najważniejsze, bo wygłaszają je ludzie, którzy po pierwsze świetnie wiedzą, co i jak zrobił Vettel, a także jak w tej sytuacji poczuł się Hamilton. Sam Lewis twierdzi zresztą, że postąpiłby tak samo, jak jego rywal. A skoro już o zdaniu kierowców mowa – Robert Kubica twierdzi, że na miejscu sędziów kary by nie dał. Pewnie zdajecie sobie sprawę z tego, że taki argument jest w stanie zamknąć dyskusję z wieloma kibicami… więc idealnie mi się tu przyda.

Ciekawe jest to, że znakomita większość kierowców ma zdanie inne niż sędziowie. Te opinie są najważniejsze, bo wygłaszają je ludzie, którzy po pierwsze świetnie wiedzą, co i jak zrobił Vettel, a także jak w tej sytuacji poczuł się Hamilton.

Pomiędzy piątkowymi treningami Ferrari otrzyma szansę przedstawienia nowych faktów zespołowi sędziowskiemu z Kanady. Szczerze wątpię, czy uda im się przekonać komisarzy do zmiany decyzji. Próbować oczywiście warto, nawet w imię pewnego poluzowania reguł i dopuszczenia twardszej rywalizacji, której podobno tak bardzo wszystkim brakuje. Przy okazji może to obnażyć niedostatki przy zbyt pospiesznym ferowaniu wyroków.

P.S. Celowo nie poruszam wątków związanych z pozbawieniem nas widowiska, zaprzepaszczeniem szansy na przerwanie pasma sukcesów Mercedesa i tak dalej. Przy karaniu nie wolno brać pod uwagę takich czynników. Rozpatrzenie sytuacji po wyścigu – z wysłuchaniem obu zawodników – również nie wchodziło w grę, bo przy ewentualnej karze oficjalna klasyfikacja wyglądałaby inaczej niż podczas dekoracji na podium, a FIA chce takich sytuacji za wszelką cenę unikać.

37 KOMENTARZE

      • Ricciardo też powstrzymał Norrisa i co też bez kary „bo popełnił błąd”? Pójście w stronę kar uznaniowych „dla widowiska” to bezdenna głupota. Mikołaj Sokół pokazuje racje strony emocjonalnej, ale to nie emocje powinny dyktować jakie mają być przepisy i kary a strona pragmatyczna.
        1. Dzielne poradzenie sobie na trawie ma anulować przewinienie? Niby czemu?
        2. „kierowca dostał karę za to, że udało mu się opanować samochód” – oczywiście że nie za to, to emocjonalny trik (i nieczysty), którego nie ma co brać pod uwagę, pokazuje jedynie emocjonalne podejście do sytuacji.
        3. „Na marginesie, miał również prawo zablokować próbującego go wyprzedzić rywala. Na tym polega sztuka ścigania.”
        Otóż kierowca ma obowiązek bezpiecznie wrócić na tor, a co za tym idzie nie ma prawa nikogo blokować i jest to bezdyskusyjne.
        4. To że nie doszło do kolizji nie jest żadnym argumentem. Argumentem przy nadawaniu kar jest to że inny kierowca ponosi przez incydent stratę. Innymi słowy, gdyby tam nie było Hamiltona, to Vettel kary by nie dostał. Gdyby Hamilton był dalej tez by nie dostał. Był jednak tuż za i Sebastian o tym na 100% wiedział (bo właśnie przez to dal ciała na dohamowaniu), a potem niezgodnie z przepisami zagrodził mu drogę – czyli inny kierowca poniósł przez Vettela stratę. Strata to przecież nie tylko kolizja, a czy powodem było działanie umyślne, czy po błędzie ma znaczenie w kontekście rozmiarów kary, ale nie jej samej.
        5. „Wracając jeszcze do sędziowskich sformułowań w uzasadnieniu, a konkretnie do wypchnięcia Hamiltona poza tor. Szkopuł w tym, że naturalna linia jazdy w tym zakręcie i tak wyrzuca samochód na zewnętrzną, niemal poza białe linie.”
        Ale kierowca wracający na tor nie ma prawa na to wpływać, bo nie na tym polega powrót na tor. A to że np. go nie widział to… nic z tego bo tzn. że nie wrócił na tor poprawnie.
        6. Czy powoływanie się na osoby, które także emocjonalnie traktują to zajście ma jakikolwiek sens? Ano ma – dla Pana. Dla osób rozumiejących idee przepisów nie ma żadnego – bo jest odgórnie skazane na nieobiektywność.

        Zgodzę się częściowo tylko z jednym. Tę sprawę powinno się rozegrać inaczej. Problem w tym że nie ma takich możliwości, więc to rozważania teoretyczne. Sędziowie mają za mało wsparcia by mogli sprawnie zadecydować o konieczności oddania miejsca na korzyść poszkodowanego, pytanie czy to jest w ogóle możliwe? Wówczas mogliby się ścigać dalej.
        Panie Mikołaju, proszę nie postulować o wprowadzanie precedensów do przepisów, bo z Formuły 1 zrobi się Formuła Uznaniowa, a to nie będzie miało nic wspólnego z wyścigami.

        „Przepisy są takie same dla wszystkich”.

        • Chyba nie do końca się rozumiemy. O emocjach nie może być mowy, starałem się podkreślić to post scriptum.

          Przykład z Ricciardo i Norrisem jest o tyle odmienny, że to Ricciardo atakował i zyskał pozycję, a Norris stracił trzy. W Kanadzie nie doszło do zamiany pozycji i nie było bezpośredniego ataku.

          Warto chyba wrócić do wątku, w którym analizujemy dwie wersje wydarzeń:
          1. Vettel do samego końca nie miał kontroli nad samochodem – wówczas nie zamknął drogi celowo, a przepisy mówią o celowym przeszkadzaniu itp.
          2. Vettel odzyskał kontrolę nad samochodem po pierwszej kontrze na asfalcie – wówczas powrót na tor jest zakończony (vide casus Hamiltona w GP Monako 2016), reszta jest obroną. Twardą, ale widziałem twardsze – groźniejsze w skutkach (to a propos argumentu, że brak kolizji nie jest argumentem) i bezkarne.

          Nie wydaje mi się, aby niemal wszyscy kierowcy wyścigowi traktowali to zajście emocjonalnie. To są ludzie, którzy żyją wyścigami i świetnie orientują się, jak ta sytuacja wyglądała z perspektywy obu uczestników. Robert Smoczyński pisał, że nie chodzi o personalia zaangażowanych kierowców, ja podkreślam, że sytuacja w wyścigu czy mistrzostwach nie może mieć żadnego znaczenia przy karaniu. Sądzę, że co do tych kwestii, wszyscy się w stu procentach zgadzamy. Przepisy są takie same dla wszystkich, ale ich interpretacje bywają już różne.

          Na koniec: GPDA postuluje zmiany w przepisach dotyczących powrotu na tor i może to być brane pod uwagę przy ewentualnych zmianach przepisów na sezon 2020.

          • Pan mówi o ciągu dalszym, tymczasem Hamilton został zmuszony do reakcji uniemożliwiającej mu wyprzedzenie ZANIM Vettel opanował bolid, zanim w ogóle jest mowa czy panował nad bolidem czy nie i to jest jasne podczas oglądania powtórki.
            Druga sprawa to dynamika sytuacji. Nie można uznać, że skoro kierowca jest już znów na torze i panuje nad wszystkim, to że wszystko jest okey, jeśli występuje znaczna różnica w prędkości względem kogoś z tyłu. To przeczy logice bezpiecznemu powrotowi na tor.
            Zmiany w przepisach – myśl że potrzebne. Konieczność oddania pozycji po ścięciu zakrętu podczas walki – chyba najlepsza opcja. Bardzo na korzyść walki o pozycję na której brak cierpi F1. Wówczas i tak wygrałby Hamilton, za to w Monako musiałby oddać miejsce Ricciardo. Samo rozpatrywanie takich sytuacji także byłoby znacznie łatwiejsze.

  1. Jeszcze słowo do porównania incydentu VET/HAM do VER/RAI z Japonii: przede wszystkim na Suzuce Verstappen będąc poza torem miał pełną kontrolę nad samochodem, jechał z mniejszą prędkością po asfalcie i mógł swobodnie wybrać gdzie i kiedy się włączy do ruchu, hamując w razie potrzeby.
    Tych możliwości brakowało Vettelowi.

  2. Nie wiem, dla mnie zasady są proste. Wracasz na tor, to masz zostawić miejsca. Sa zakrety gdzie powrót na tor jest wyznaczony specjalną strzałką, tak aby bezpiecznie ktos wrocil do rywalizacji. Czyli teraz każdy kto wypadnie niech od razu na maksa wraca na linie wyścigową, a niech martwi się kierowca będący z tyłu przed incydentem, który poprawnie jechał a nie ten co wypadł. Wszyscy mówia, że ile to trudności Seb miał z opanowaniem auta, a kto mu kazał jechać po trawie. W GP Niemiec 2018 było to samo, tylko tam naturalnie wyeliminowała go banda. Tak jak mowił Max dzis, gdzie się da, to powinna być sciana a nie pobocze i wtedy Seb skonczyłby na scianie i sprawie. Gdy jednak nie ma scian, to muszą byc przepisy, które będą regulować pewne zachowania.

  3. Problem w tym, że niektórym sporty motorowe pomyliły się z apteką. Jasne, że musimy zachować zasady, ale trzeba nimi rozsądnie zarządzać. Sęk w tym, żeby trzymając się litery prawa, nie niszczyć jego ducha.
    Zacznę od tego, że komentując tę sytuację, abstrahuję do tego, kogo dotyczy problem. W miejsce Sebastiana i Lewisa można wpisać dowolne imiona. To nie chodzi o personalia. Pomijam też okoliczności w jakich do tej sytuacji doszło.
    Kierowcy z górnej półki nie mają wątpliwości, że w tym wypadku nie powinno być kary. Ale nie trzeba wsłuchiwać się w głos autorytetów, żeby wiedzieć, że ta kara nikomu dobrze nie zrobiła. Przede wszystkim F1.
    Gdybyśmy w taki sposób podchodzili do ścigania, to dzisiaj moglibyśmy przywoływać pojedynki Villeneuve/Arnoux czy Kubica/Massa jedynie jako przykłady fatalnej jazdy. Sporty motorowe są specyficznym sportem. W ogniu walki dochodzi do różnych sytuacji, czasami bardzo ostrych, na granicy. Bywa, że niebezpiecznych. Taka jest natura tego sportu. W sumie chodzi przecież o to, aby te zdarzenia interpretować z głową. Tak, by nie wykastrować tego sportu. Zgadzam się, że piętnować trzeba głupie, brutalne czy złośliwe manewry. Z wykorzystaniem wszystkich dostępnych danych.
    Vettel niewątpliwie popełnił błąd. Na szczęście za to jeszcze nie ma kar, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. Dla mnie kluczowe jest to, że nie doszło do kolizji. Lewis wszystko widział jak na dłoni. Miał wystarczająco dużo czasu, żeby zareagować. Być może to on wybrał źle? W jakimś sensie podjął ryzyko, probując wykorzystać błąd rywala i wciskając się pod murek. To była jego decyzja. Najwyraźniej nie wziął pod uwagę, że Vettel po wycieczce w plener może nie zapanować nad maszyną. Być może znając przypadłości Sebastiana powinien był to przewidzieć?
    Krótką analizę tego, co było widać na ujęciach z obu kokpitów, zwłaszcza Vettela, wykonałem na Twitterze. Nie ma sensu tego powtarzać.
    Nie będę oryginalny. Nie wierzę, że decyzja ulegnie zmianie. Mam natomiast nadzieję, że całe zdarzenie da jakiś impuls do zmian na przyszłość. Do tego, żeby kierowcy faktycznie mogli się ścigać.
    I na koniec. W zasadzie zgadzam się z Markiem Hughesem, który napisał, że „albo wracając na tor, Sebastian nie miał kontroli, albo odzyskał ją i zablokował Lewisa, do czego miał pełne prawo”.

    • Jakże odmienne byłyby nasze komentarze i wszechobecny lament o karę dla Fetela gdyby Lułis nie odpuścił i Fetel wpadł na niego po wyjęździe na tor. Czy wtedy kwestionowalibyśmy karę Fetela? – pomijając fakt że sam by się ukarał a przy okazji i Lułisa.
      Po trupach do celu to nie jest duch sportu i rywalizacji – na tym motto toczy się wojny.

      pozdrawiam

  4. Ja dalej jestem zdania (oglądając kilkukrotnie onboard), że Vettel był w stanie zostawić miejsce Lewisowi ( przynajmniej na szerokość samochodu) i wykorzystać to, że byłby po wewnętrznej w następnym zakręcie i obroniłby pozycję z klasą 4-ro krotnego mistrza świata.

  5. Pan Mikołaj ma rację. Jak tak dalej pójdzie to zakazana zostanie walka poza strefą DRS, a na koniec wyścigu dostaniemy statystyki jak dużo manewrów wyprzedzania w nim było, a przez to odpowiedź jaki był fantastyczny. A walka typu Montoya-Raikkonen z Hockenheim (rok 200x Pan Mikołaj na pewno pamięta), po co to komu? skrajnie niebezpieczna przecież. A nawiasem mówiąc, nie uważacie że Kubica powinien dostać karę w Kanadzie 2007 za niebezpieczny powrót na tor? Przecież jego powrót w porównaniu z tym co zrobił Vettel był MEGAniebezpieczny! Co za karygodne przeoczenie ze strony sędziów!

  6. Krótka piłka, Lułis nie powinien odpuścić i wepchać się na HAM-a:-)
    Myśłę, że wtedy sytuacja z karą dla Fetela byłaby klarowna.
    pozdraiam

  7. Panie Sokół i Panie Smoczyński. Piszecie Panowie od rzeczy, komentując ten incydent.
    Jak można w ogóle wmawiać, że sytuacja pomiędzy VER i RAI z ubiegłorocznej GP Japonii, była „zgoła odmienna”. Przecież to żenujące, Panie Sokół…
    Dla mnie sprawa jest prosta.
    Jeżeli HAM nie dałby ostro po hamulcach, to obaj skończyliby wyścig w tym miejscu. Czyja była by wtedy wina…? Pewnie nikogo, wg Was, zwykły RA …?
    HAM nie miał żadnego obowiązku ostro zwolnić, bo był na linii wyścigowej.
    To VET miał obowiązek powrotu na tor z zachowaniem należytej ostrożności i nie podejmowania walki w chwili powrotu.
    Jeżeli nawet uznając, że nie miał takiej możliwości /miał ją ewidentnie – wiele materiałów filmowych w sieci z komentarzami byłego kierowcy F1 to potwierdza/, to w niczym jego to nie usprawiedliwia, bo to on popełnił wcześniej błąd, a za własne błędy nie ma prawa ponosić konsekwencji inny kierowca. Do się tyczy pana wpisu, Panie Smoczyński, w kwestii „apteki”.
    Dałbym VET karę oddania pozycji i niech walczą dalej.

    • Verstappen doprowadził do kolizji z innym samochodem. Na wyasfaltowanym poboczu, przy mniejszej prędkości, miał dużo łatwiejsze zadanie przy opanowaniu swojego samochodu podczas powrotu na tor. Wypada to dostrzec.

      Ostro po hamulcach? Ile kilogramów nacisku było?

      To może rozdzielimy całe zajście na dwa etapy, jak niektórzy robią w przypadku Hamilton/Ricciardo z GP Monako 2016? Do pierwszej kontry po powrocie na asfalt mamy powrót na tor, drugi manewr kierownicą to ruch w obronie, do czego lider ma pełne prawo (dopóki atakujący nie znajdzie się „wyraźną” częścią swojego samochodu bok w bok z atakowanym).

      Komentarze byłego kierowcy F1 ilościowo i jakościowo przegrywają z komentarzami całego tabunu innych kierowców F1 – byłych oraz aktualnych. Jedna (stronnicza) opinia to żaden argument.

      A kary oddania pozycji w takiej sytuacji regulamin nie przewiduje.

      • Wyasfaltowane, zażwirowane, trawiaste, nie ma żadnego znaczenia. ŻADNEGO.
        A co kierowcę poszkodowanego mają obchodzić błędy innego kierowcy – sprawcy i tego konsekwencje ?
        Nic nie może usprawiedliwić VET, żadne „niemożliwości”. Popełnił błąd, za który ma ponieść konsekwencje ON, NIKT INNY.
        Kto ma ponosić konsekwencje własnych błędów ? Poszkodowany czy sprawca ?
        HAM uratował wyścig swój i VET.
        Nawet nieumyślność nie wyklucza winy. Fundament prawa. Prawa rzymskiego.
        „Ile kilogramów nacisku było” to jest ŻADNYM argumentem. Nawet, jak przyjmując, że był pasażerem własnego samochodu, to ponosi konsekwencje WŁASNEGO BŁĘDU i wszystko inne nie ma żadnego znaczenia.
        Mógł, nie mógł. Nie ważne. Konsekwencje własnych błędów ponosi sprawca, a nie poszkodowany. To tak trudno zrozumieć Panie Sokół…? Naprawdę tak trudno pojąć elementarną logikę ?
        To, że regulamin nie przewiduje kary oddania pozycji, to tym bardziej sędziowie podjęli słuszną decyzję o najmniejszej możliwej karze za ten incydent dla VET, niemalże identyczny jak VER z RAI w GP Japonii 2018.
        Czy Panu się podoba, czy nie.

        • Oj, chyba za dużo caps locka 😉 Doskonała taktyka, podobnie jak pomijanie niewygodnych wątków.

          Nawierzchnia na poboczu ma znaczenie w kontekście zapanowania nad samochodem. Wspominali o tym ludzie, którzy świetnie wiedzą, jak się jeździ maszynami F1, jak się zachowują na trawie i jak trudno jest odzyskać przyczepność.

          Vettel popełnił błąd, stracił 1,7 sekundy. Nie był bezpośrednio atakowany.

          Poszkodowany czy sprawca – dlaczego zatem po błędzie Magnussena z Q2 ucierpieli sportowo inni kierowcy?

          Skoro ostro hamował, to pytanie o nacisk jest istotne. Jeśli to żaden argument, to proszę go nie przytaczać.

          Pięć sekund nie jest najmniejszą możliwą karą.

          • Proszę nie czepiać się caps lock, ale faktów dotyczących tamtego incydentu. Faktów.
            Co ma do tego śliska trawa ? To konsekwencja błędu VET. Mógł nie wyjeżdżać na trawę, skoro nie umie po niej jeździć i wrócić na tor, do ścigania zgodnie z przepisami. Żaden argument.
            Doprawdy VET „nie był bezpośrednio atakowany” …? Może jeszcze nie zostałby wyprzedzony przez HAM, gdyby ten nie został zmuszony hamować, zepchnięty do bandy ? Hamowanie jest argumentem, bo między zakrętami 3 i 4 jedzie się z gazem w podłodze. Gdyby tak nie było, to HAM musiałby być w większej odległości za VET, a wtedy sędziowie nie podjęliby żadnych działań.
            Jakąś wirtualną rzeczywistość Pan raczy opisywać.
            Przykład MAG jest o tyle chybiony, że akurat on skończył na bandzie, rozbijając auto, a VET nie ucierpiał po swoim błędzie. Rozumiem, że MAG winien dostać jeszcze karę za to, że się rozbił w ostatniej minucie kwalifikacji ? W qualu to raczej wszyscy walczą z czasem, a nie bezpośrednio ze sobą.
            Pańska „argumentacja” jest naciągnięta, niczym guma lotnicza.

          • Niełatwo dyskutować, gdy ktoś co post zmienia zdanie.

            Ostro hamował… To ile było kg nacisku?… To żaden argument i nie ma żadnego znaczenia… To po co się pojawia w dyskusji?…No tak, hamowanie jest argumentem… To jak ostre było?

            Z zepchnięciem do bandy to akurat bzdura – fakt jest taki, że wyścigowa linia w tym miejscu prowadzi częściowo za białą linią, blisko bariery.

            Vettel nie był bezpośrednio atakowany, dystans między nim i Hamiltonem wykluczał przeprowadzenie ataku. Proste.

            Skoro przykład z Magnussenem nie odpowiada, to może przypomnijmy sobie dowolny incydent ze spowodowaniem żółtej flagi podczas kwalifikacji, przez którą jeden lub więcej rywali traci szansę na przejście dalej. Jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, w której „autor” żółtej flagi został ukarany, mimo że sam nic nie traci (wyjąwszy Schumachera w Monako, ale to ewidentny przypadek).

            Kończąc temat: lekko licząc 90% ludzi, którzy „czują” wyścigi – aktualni i byli kierowcy, ludzie obserwujący ten sport z bliska i ze środka, a nie przez szklane okienko, mają już wyrobione zdanie na ten temat. Jest ono zdumiewająco zbliżone do przedstawionego w tekście. Sam „poszkodowany” twierdzi, że zrobiłby tak samo.

    • Nieee, bez sensu, sorry.
      Ew. konsekwencje dla kierowcy winny dotyczyć GP Kanady i nie rzutować na kolejną GP.
      To HAM uratował wyścig sobie i Sebastianowi. Ten drugi nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, ale zapewne udaje.
      Jeżeli HAM byłby w większej odległości za VET i nie musiałby hamować, to sędziowie nie podjęliby żadnej interwencji. Zwyczajny błąd bez konsekwencji. Tak jednak nie było, bo obaj byli blisko siebie.
      VET wracając na tor ostro dał w prawo, aby jak najszybciej wrócić, za wszelką cenę na linię wyścigową, bo inaczej oddałby pozycję, a tego nie chciał świadomie, nawet w takich okolicznościach. Okoliczności go nie interesują. To jego cecha. Ze*rać się, a nie dać się za wszelką cenę.
      To pokazują ze szczegółami i komentarzem byłego kierowcy F1, materiały filmowe w sieci.

  8. To wasze profesorskie podejscie jest zbyteczne, to przez takich madrali jak wy w F1 mamy to co mamy, Profesor na Sorbone a Adwokat do sadu.
    Sport powinien byc czytelny dla kibicow, zwyklych ludzi.
    Powiem krotko: gdyby to lewis byl na prowadzeniu i zrobil to co Sebastian, a Sebastian byl na miejscu Hamiltona sedziowie znalezliby dwa lub trzy wytlumaczenia aby nie ukarac HAM.

  9. Kara była słuszna i nie ma o czym rozmawiać ham musiał stanąć w miejscu a vet celowo go zamknął bo taki ma styl jazdy w innym wypadku byłaby kraksa z udziałem 2 aut i wtedy też byłby to incydent wyścigowy ???

  10. Dla mnie VET jeździ jak panienka, popełnia błędy ale gdy go karają to ma pretensje. Wystarczy posłuchać tego co mówi przez radio, ciągle mu ktoś w czymś przeszkadza, powtarzam jak panienka. Gdyby się nie zesrał, że go HAM dogania to by nie popełnił błędu, ale on już tak ma sraczka gdy tylko ktoś chce się z nim ścigać…

  11. VET jeździ jak panienka, gdy go się przydusi to popełnia błędy, wiec niech ponosi ich konsekwencje. Gdyby nie sraczka, której dostaje za każdym razem, gdy ktoś się chce z nim ścigać nie byłoby problemu. Wystarczy posłuchać co mówi przez radio, ciągle mu ktoś przeszkadza, nawet wczoraj na treningu „bogu ducha winny Kubica”

  12. Cyt.:
    Niełatwo dyskutować, gdy ktoś co post zmienia zdanie.

    Ostro hamował… To ile było kg nacisku?… To żaden argument i nie ma żadnego znaczenia… To po co się pojawia w dyskusji?…No tak, hamowanie jest argumentem… To jak ostre było?

    Z zepchnięciem do bandy to akurat bzdura – fakt jest taki, że wyścigowa linia w tym miejscu prowadzi częściowo za białą linią, blisko bariery.

    Vettel nie był bezpośrednio atakowany, dystans między nim i Hamiltonem wykluczał przeprowadzenie ataku. Proste.

    Skoro przykład z Magnussenem nie odpowiada, to może przypomnijmy sobie dowolny incydent ze spowodowaniem żółtej flagi podczas kwalifikacji, przez którą jeden lub więcej rywali traci szansę na przejście dalej. Jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, w której „autor” żółtej flagi został ukarany, mimo że sam nic nie traci (wyjąwszy Schumachera w Monako, ale to ewidentny przypadek).

    Kończąc temat: lekko licząc 90% ludzi, którzy „czują” wyścigi – aktualni i byli kierowcy, ludzie obserwujący ten sport z bliska i ze środka, a nie przez szklane okienko, mają już wyrobione zdanie na ten temat. Jest ono zdumiewająco zbliżone do przedstawionego w tekście. Sam „poszkodowany” twierdzi, że zrobiłby tak samo.”
    Koniec cytatu.
    Nawet Pan nie umożliwił na odpowiedź pod swoim wpisem. Nooo brawooo, Panie Sokół.
    To jest Pański sposób na kończenie tematu…? Niewygodnego dla Pana, gdy ktoś nie podziela Pańskiego punktu widzenia ? Uniemożliwił Pan pod swoim wpisem na odpowiedź i zrobił Pan to celowo, z premedytacją.
    Wielu celebrytów, mieniących się „autorytetami”, wszechwiedzących, a przede wszystkim o jedynie słusznych poglądach, na rożnych forach tematycznych postępuje w ten sam sposób jak Pan. Wyklucza tych, którzy mają odmienne zdanie i poglądy.
    Można i tak, ale knebel nie zagłuszy wolności wypowiedzi, którą Pan próbuje właśnie uskutecznić. Niech Pan nawet nie próbuje się z tego tłumaczyć, bo się jedynie może dalej pogrążać.
    Ile kG siła /KN/ nacisku było podczas hamowania HAM, to niech się Pan zapyta sędziów wyścigowych, dysponujących pełną telemetrią, nie mnie. Jest Pan dziennikarzem ? Nie dysponuje Pan taką wiedzą, jak telemetria ? Pan nie dysponuje ? To jakim sposobem feruje Pan wyroki ? Nie dociera Pan do źródeł wiedzy dziennikarskiej i faktów?
    Czemu Pan próbuje wmawiać coś za pewnik, nie dysponując jakimikolwiek dowodami/faktami ?
    Te, cyt.: „90 % ludzi czujących wyścigi”, zapewne takich jak Pan, to jak Pan to obliczył ? Badania jakieś Pan przeprowadzał, oparte na rzetelnych, statystycznych i matematycznych założeniach ? No nie sądzę…
    Typowy, fałszywy „argument” dla „łatwowiernych” i nie myślących.
    Nawet Pan nie jest w jakiejkolwiek większości, a te Pańskie 90%, to taka sama wstawka, jak za czasów PRL. Niech Pan sobie głęboko to schowa i się do tego nie przyznaje, bo to wstawka/ustawka dla łatwowiernych i nie kumatych. Prawdziwe niedźwiadki nie nabiorą się na taki podrabiany, sztuczny miodzik.

    • Odnośnie odpowiedzi pod wpisem: takie są ograniczenia WordPressa – widać wyraźnie, że nie da się odpowiedzieć pod wpisem użytkownika „wer” z 22 czerwca, godz. 7:11. Dlatego odpowiada się na poprzedni komentarz i dyskusja ładnie się układa w jeden wątek.

      Nie dziwię się zatem brakom odpowiedzi na fakty i argumenty, skoro użytkownik nie jest w stanie zorientować się, że drzewko komentarzy ma skończone możliwości rozbudowy o kolejne odpowiedzi. Jasne, zamiast zgłębić temat, lepiej rzucać wydumane oskarżenia na oślep i odwracać kota ogonem.

      Nie ja rozpocząłem wątek ostrego hamowania, więc skoro używa się konkretnego argumentu, to spodziewam się konkretnego uzasadnienia. Jak widać, na próżno.

      A 90% ludzi „czujących” wyścigi to po prostu znakomita większość ludzi, z którymi mam przyjemność i zaszczyt na co dzień dzielić zainteresowania, pasję oraz sposób na życie.

      Przebieg rozmowy utwierdza mnie natomiast w przekonaniu, że próby dyskusji z mojej strony nie mają najmniejszego sensu. Brak rzetelnych argumentów i umiejętności odniesienia się do faktów wygodnie jest przykryć niedźwiadkami i PRL – wolę poświęcać czas prawdziwym fanom wyścigów, zdolnym do merytorycznej dyskusji.

  13. Ciekawe czy taki Senna odnalazłby się w dzisiejszych czasach? Albo James Hunt? Czy ktoś jeszcze pamięta jak kiedyś wyścigi wyglądały? Vettel byłby idiotą gdyby zostawił Hamiltonowi miejsce w Kanadzie. Tak samo rozumiem i podobało mi się gdy strzelił kołem w Lewisa w trakcie neutralizacji w Baku. Albo gdy wściekły Verstappen przyszedł do Ocona wyjaśnić sytuację po GP Brazylii. Mają być emocje, ma być twarda walka facetów z jajami, a nie jakieś wydmuszki.

  14. ponieważ nie widzę oceny GP Austrii wpisuję tu:
    Jeśli nie ma kary dla Verstapena , to należy oddać punkty Vettelowi w Kanadzie , albo ok. jest nowe /stare podejście : niech się ścigają – wtedy niech kółka lecą w górę i nie zdziwię się jak Leclerc lub ktokolwiek inny np. Perez , Hamillton , Raikonen, Magnusen itp. wywiezie w żwir lub co gorzej w bariery lub w publiczność gościa z Niderlandów – oby wtedy małolat VER nie płakał-albo standardy są jednakowe -albo jest gówno.
    Jeszcze jedno-te małolaty powinni brać jedno pod uwagę : F1 ma bogatą listę ofiar śmiertelnych-to nie jest gra komputerowa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here