Podczas weekendu w Singapurze wszystkie samochody F1 po raz pierwszy w historii muszą być wyposażone w tegoroczną nowość, czyli system chłodzący kierowcę. Co ciekawe, korzystanie z niego nie jest jednak obowiązkowe i zależy od samego zawodnika – ale cały układ zapewniający chłodzenie jest podczas tego weekendu obowiązkowy.
Przepisy są jasne. Jeśli według oficjalnej prognozy pogody (zapewnianej przez Meteo France) podczas sprintu lub wyścigu wskaźnik ciepła może przekroczyć 31 stopni Celsjusza, to wszystkie samochody muszą zostać wyposażone w dodatkowy system chłodzący. Tenże wskaźnik ciepła łączy temperaturę powietrza oraz wilgotność względną, w celu określenia tak zwanej temperatury odczuwalnej.
Oczywiście wilgotność w Singapurze zawsze jest na ekstremalnym poziomie, więc nie ma tu znaczenia fakt, że wyścig odbędzie się po zmierzchu. Decyzję o obowiązku zastosowania systemów chłodzących może podjąć także sam dyrektor wyścigu, niezależnie od prognoz pogody. Tym razem oparto się jednak na przewidywaniach Meteo France – a raz ogłoszonej decyzji nie można już podczas tego samego weekendu wycofać.
Zatem od początku weekendu wszystkie samochody muszą być wyposażone w elementy systemu chłodzącego. Początkowo nie trzeba wypełniać systemu czynnikiem chłodzącym, a kierowca nie musi zakładać specjalnej wersji bielizny. System musi być w pełni funkcjonalny dopiero na start sprintu i/lub wyścigu – czyli wtedy musi być już napełniony czynnikiem chłodzącym. Co ciekawe, zawodnik wciąż nie ma obowiązku zakładania bielizny z rurkami chłodzącymi – ale wówczas trzeba zastosować dodatkowy balast w kokpicie, o masie 0,5 kilograma.
A skoro o masie mowa – podczas „gorącego” weekendu masa minimalna samochodu wzrasta, by uwzględnić system chłodzący oraz jego napełnienie. Podczas treningów i kwalifikacji różnica wynosi 2 kilogramy, natomiast na sprint i wyścig jest to 5 kilogramów ponad zwyczajowe 800 kilogramów.
W uproszczeniu, system składa się z klimatyzatora i specjalnej wersji golfa, który kierowca zakłada pod kombinezon. Zaszyte w nim rurki o łącznej długości prawie 50 metrów rozprowadzają chłodziwo wokół ciała zawodnika. Problem w tym, że stosowane obecnie pierwsze wersje tego systemu nie są szczegółowo dopasowane do potrzeb poszczególnych kierowców. Niektórzy testowali te rozwiązania na początku sezonu i wskazywali na niedostateczny komfort po założeniu bielizny z rurkami. – To właściwie produkt sklepowy i jest przestrzeń do poprawy komfortu – komentował George Russell, który korzystał z układu chłodzącego w GP Bahrajnu – na zdjęciu widać golf z rurkami pod kombinezonem. – Opracowujemy własną wersję, która będzie gotowa za kilka tygodni.
Z kolei Esteban Ocon nie mógł w ogóle korzystać z pierwszej wersji systemu. – Niestety, musielibyśmy kompletnie przeprojektować nasz fotel i nawet wtedy nie jestem przekonany, czy w zakrętach byłoby dobrze – mówił kierowca Haasa, wskazując na większe rozmiary bielizny z rurkami.
Po kilku miesiącach wszyscy powinni być już przygotowani – chociaż, jak już wiemy, korzystanie z systemu jest w tym sezonie dobrowolne. W sezonie 2026 takie systemy mają być już integralną częścią samochodów i we wspomnianych na wstępie warunkach korzystanie z nich będzie obowiązkowe.
Na koniec warto jeszcze przypomnieć, że to rozwiązanie jest pokłosiem wyścigu o Grand Prix Kataru 2023 – tak, tego pamiętnego, z narzuconą maksymalną liczbą okrążeń na jednym komplecie opon. Sprinterskie tempo i trudne warunki siały wówczas spustoszenie w organizmach zawodników (Logan Sargeant wycofał się z wyścigu z powodu przegrzania organizmu, Lance Stroll po wyścigu stracił na chwilę przytomność, a Ocon wymiotował w trakcie jazdy). – To jest Formuła 1. Jesteśmy sowicie opłacanymi sportowcami i wyciskamy z siebie siódme poty podczas treningu [fizycznego], żeby wytrzymywać takie warunki – komentował z kolei Lewis Hamilton…






















