Siedemnaście lat to kawał czasu. Wystarczający na przykład, by wrzeszczący bobas stał się (mniej lub bardziej) poważnym młodzieńcem u progu dorosłości. W świecie sportu to parę pokoleń zawodników – chociaż Kimi Räikkönen czy Noriaki Kasai mają na ten temat swoje zdanie – a w Formule 1 przez taki okres mija kilka epok technologicznych.

W marcu 2004 roku kilku asów współczesnej stawki biegało jeszcze do przedszkola. Michael Schumacher szykował się do kolejnej obrony mistrzowskiego tytułu, a podgryzać mieli go Fernando Alonso w Renault i Räikkönen w McLarenie napędzanym Mercedesem – ale najbliższym rywalem „Schumiego” spoza obozu Scuderii okazał się Jenson Button w BAR z silnikiem Honda . W stawce było także dziesięć zespołów – od Ferrari po Minardi – ale już dostawców silników mieliśmy aż siedmiu. Samochody na rowkowanych oponach dostarczanych przez Bridgestone i Michelin napędzały trzylitrowe jednostki V10. Dopiero co zakazano paru elektronicznych pomocy – jak całkowicie automatyczna skrzynia biegów czy kontrola startu. Nowością było także pierwsze w historii ograniczenie silników na sezon – każdy kierowca miał do dyspozycji, uwaga, jedną sztukę na… jeden wyścigowy weekend.

Ledwo rok wcześniej zmieniono system punktacji, rozszerzając premiowane pozycje z sześciu do ośmiu. Nowinką był obecny dziś na niemal każdym szczeblu profesjonalnego motorsportu system HANS – wprowadzony w 2003 roku, przy sprzeciwie niektórych kierowców. Nowinkami w kalendarzu były pierwsze w historii wyścigi w Bahrajnie i Chinach, pożegnaliśmy się za to – na dekadę – z wyścigiem w Austrii.

O ustawieniu na starcie decydowało pojedyncze okrążenie, przejeżdżane z zapasem paliwa na start wyścigu – do pierwszego zaplanowanego tankowania. W piątkowych treningach zespoły spoza pierwszej czwórki klasyfikacji konstruktorów poprzedniego sezonu mogły wystawiać trzeci samochód z kierowcą, który nie miał na koncie więcej niż sześciu startów w Formule 1. W taki oto sposób w oficjalnych weekendach Grand Prix brali tacy kierowcy, jak Ryan Briscoe, Björn Wirdheim czy Bas Leinders. Dwa lata później z takiego przepisu skorzystał Robert Kubica, debiutując w barwach BMW Sauber najpierw właśnie podczas piątkowych treningów.

W 2004 roku przyszły pierwszy – i jedyny – polski kierowca F1 startował w F3 Euro Series, zaliczając bodaj najtrudniejszy swój sezon w seriach juniorskich. Gościł także na łamach „F1 Racing”, przybliżając co miesiąc wyścigowe kulisy. Bo właśnie w 2004 roku dzięki Grzegorzowi Możdżyńskiemu narodziła się trwająca do dziś historia polskiej edycji największego i najbardziej znanego miesięcznika poświęconego Formule 1.

Był to okres, w którym fani wyścigów Grand Prix w naszym kraju byli coraz bardziej rozpieszczani. Niemal równolegle z debiutem naszej wersji „F1 Racing” transmisje trafiły do TV4 – a następnie, po debiucie Kubicy, od sezonu 2007 przeniesiono je do Polsatu. Można było zatem czytać o F1 i oglądać zmagania w ojczystym języku.

Od tamtej pory świat Grand Prix przeszedł niewyobrażalne wówczas zmiany. Zniknęła część motoryzacyjnych koncernów (BMW, Toyota czy Ford, a Honda odeszła, wróciła i znów odchodzi), wszyscy sponsorzy tytoniowi i Bernie Ecclestone. Wyścigi trafiły do takich miejsc, jak Rosja, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Singapur. Lewis Hamilton, wówczas bijący się w F3 Euro Series z Kubicą, przeważnie o miejsca poza podium, pobił już niemal wszystkie rekordy Schumachera. A właśnie sezon 2004 był ostatnim, w którym „Czerwony Baron” zdominował stawkę. Wtedy Ferrari wygrało piętnaście z osiemnastu wyścigów, a Rubens Barrichello doszedł do głosu i wygrał ledwie dwa razy, gdy Michael miał już swój siódmy tytuł w kieszeni. Przypieczętował go już w Belgii, gdzie jak na złość akurat triumfował Räikkönen. Wcześniej nie wygrał także na ulicach Monako, gdzie do dziś rekord zwycięstw dzierży niezapomniany Ayrton Senna – tam jedyny raz w karierze na najwyższym stopniu podium stanął Jarno Trulli w Renault, a „Schumi” odpadł z wyścigu po kuriozalnej kolizji z Juanem Pablo Montoyą, do której doszło podczas neutralizacji. To właśnie Kolumbijczyk wygrał dla Williamsa BMW ostatnią rundę zmagań, w Brazylii – był to zresztą przedostatni triumf ekipy z Grove, bo później ta sztuka udała się tylko, zresztą dość niespodziewanie, Pastorowi Maldonado w GP Hiszpanii 2012.

Przez siedemnaście sezonów na łamach „F1 Racing” – od roku już pod szyldem „GP Racing” – czytaliście o bohaterach, intrygach, emocjach i kulisach wyjątkowego widowiska, jakim są wyścigi Grand Prix. Staraliśmy się też dodawać szczyptę rodzimego kolorytu – regularnie informujemy o ważnych wydarzeniach z rodzimego motorsportu, pisaliśmy o naszych zespołach w Formule Student i przybliżaliśmy sylwetki polskich kierowców, którzy próbowali swoich sił w zagranicznych wyścigach. Mam nadzieję, że wspólnie dobijemy do kolejnych okrągłych jubileuszy – bezustannie ekscytując się pasjonującym światem Formuły 1.

Artykuł ukazał się w polskiej edycji miesięcznika „GP Racing”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here