Max Verstappen na kontroli w szpitalu, Lewis Hamilton z przechodnim złotym pucharem Automobilklubu Królewskiego (a Seb Vettel z workiem na śmieci, sprzątający trybuny po brytyjskich kibicach) – trudno o bardziej skrajne nastroje po zakończeniu Grand Prix Wielkiej Brytanii.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że sędziowie słusznie ocenili sytuację z pierwszego okrążenia. – Do tanga trzeba dwojga – mówił po wyścigu Toto Wolff i oczywiście miał rację, ale to Hamilton ponosi przeważającą winę za ten incydent. Sam twierdzi, że zakręt był już jego i Max pojechał agresywnie, nie zostawiając mu miejsca. Nieprawda: miejsce było, Lewisa wyniosło w stronę środka zakrętu. Przy ataku w tak szybkim miejscu, obierając inny tor jazdy – ciaśniej, po wewnętrznej – trzeba się z tym liczyć. Hamilton miał cały czas przestrzeń po prawej, nie dociął do wierzchołka Copse – i sędziowie zwrócili na to uwagę w swoim werdykcie. Miejsce było, można było uniknąć kolizji.

Z kolei Verstappen nie miał obowiązku, by odpuszczać czy prostować wejście w zakręt. Zostawił miejsce, a tuż przed zderzeniem – kiedy najwyraźniej zorientował się, że Hamilton wchodzi mu pod pachę – nawet minimalnie poszerzył wejście, wykonując ruch kierownicą w lewo.

– Mamy wyraźne przepisy, czarno-białe na papierze – próbował tłumaczyć Wolff, odnosząc się do diagramów wysłanych e-mailem do dyrektora wyścigu, Michaela Masiego. – jeśli przednia oś jest za środkiem samochodu po zewnętrznej, to zakręt jest twój.

OK, ale nie można ślepo patrzeć na takie regulacje. Każdą sytuację trzeba oceniać w szerszym kontekście – konkretnego zakrętu, ustawienia samochodów, linii jazdy, prędkości… Nie można zakładać – sytuacja hipotetyczna, bez odniesienia do incydentu z Silverstone! – że po ataku w stylu kamikadze i przestrzeleniu hamowania o parę metrów kierowca po wewnętrznej będzie twierdził, że przecież zakręt był jego, bo wysunął się na moment przednią osią za środek atakowanego samochodu.

Sądzę zresztą, że gdyby skutki zderzenia były odwrotne – tzn. gdyby Hamilton zakończył jazdę, a Verstappen pojechał dalej – to nawet nie byłoby dyskusji o rzekomej winie kierowcy Red Bulla. Ocena sytuacji byłaby prosta: Lewis zaryzykował i podjął próbę, nie wyszło i sam padł tego ofiarą.

Przesadą jest oczywiście także argumentacja Christiana Hornera, że w Copse nie należy wciskać się po wewnętrznej. Jeśli jest miejsce i okazja do ataku, to każdy szanujący się kierowca wyścigowy będzie próbował ją wykorzystać. Trzeba jednak liczyć się z tym, że przy innej, ciaśniejszej linii na wejściu po pierwsze trzeba odpuścić wcześniej niż rywal –składający się optymalnym, szerszym torem jazdy – a po drugie zawsze istnieje ryzyko, że może nas „wypluć” do środka zakrętu. A w tej sytuacji Hamilton nawet nie przytulił się do wewnętrznej, między nim i wierzchołkiem zakrętu było jeszcze miejsce.

Jeśli chodzi o wymiar kary, to należy pamiętać, że na wniosek szefów zespołów – w tym także Hornera – od dobrych kilku lat sędziowie nie biorą pod uwagę konsekwencji danego incydentu. Nieważne, jak zakończył się incydent – kto ile pozycji stracił, kto wypadł z toru, kto rozbił samochód. Liczy się samo przewinienie i do tego dopasowywana jest kara. Bardziej surowa, jeśli kierowcy można przypisać wyłączną winę – jak Kimiemu Räikkönenowi za wyrzucenie z toru Sebastiana Vettela na ostatnim okrążeniu Grand Prix Austrii. Finowi wymierzono karny przejazd przez aleję serwisową – będąc po zewnętrznej zawadził swoim przednim o tylne koło rywala, który zdążył go już wyprzedzić. Tutaj mieliśmy ostrą walkę, a ocena sędziów kończy się w momencie, w którym dochodzi do kontaktu i wyrzucenia rywala z toru. Późniejsze rozmiary wypadku nie mają znaczenia – jakkolwiek sprzeczne by to nie było z utartymi schematami w życiu codziennym, gdzie ocenia się nie tylko samo zajście, ale też zamiary, intencje czy skutki…

Tego chcieli jednak szefowie zespołów – kto wie, może lepiej byłoby wprowadzić zasady niczym z kodeksu Hammurabiego? Za wyrzucenie rywala z toru – czarna flaga i do widzenia. Tyle, że wówczas należałoby z jeszcze większą starannością dowodzić, iż faktycznie wina bezsprzecznie leży po jednej stronie.

Hamilton – chciałoby się napisać, że tradycyjnie – miał sporo szczęścia w nieszczęściu. Uszkodzenia w jego samochodzie były minimalne. Ot, naderwany czujnik temperatury opon (sklejony srebrną taśmą podczas przerwy w ściganiu) i uszkodzona obręcz lewego przedniego koła. Andy Shovlin twierdzi co prawda, że gdyby nie czerwona flaga, to Lewis nie ukończyłby wyścigu, ale rzecz jasna można było przecież zjechać na normalny pit stop. Straciłby czas i pozycje, ale nie odpadłby z rywalizacji. Swoją drogą Hamilton nie zjechał przecież na zmianę kół i skrzydła, gdy początkowo sędziowie ogłosili neutralizację – gdyby został ściągnięty do boksów, to restart zaczynałby z dalszej pozycji i pewnie wyścigu by nie wygrał. Znów dopisało to jego słynne wyścigowe szczęście…

Jeśli chodzi o walkę Hamiltona z Charles’em Leclerkiem, to pomijając inną dynamikę całego zajścia (lekkie samochody na finiszu), Lewis pojechał znacznie bliżej wewnętrznej. Mając po swojej lewej stronie cenne centymetry, przytulił się do wierzchołka – tylko tyle i aż tyle.

Wracając do samej kary 10 sekund, Verstappen napisał po wyścigu w mediach społecznościowych, że nie jest to żadne zadośćuczynienie za niebezpieczny atak. Dodał też, że świętowanie sukcesu, gdy on siedział w szpitalu, było przejawem braku szacunku i niesportowym zachowaniem. Mało wspólnego z duchem fair play miało także zachowanie kibiców na trybunach Silverstone – wiwatujących, gdy samochód Verstappena wbijał się w bariery. Sam Hamilton też mógł zachować się z większą godnością po wygraniu wyścigu. Aż ciekawe, jak postąpi Max i jego fani, gdy role się odwrócą – bo nie wątpię, że taka sytuacja nadejdzie.

Piękna rywalizacja w atmosferze obustronnego szacunku najwyraźniej jest już przeszłością – to znaczy rywalizacja dalej będzie, ale ta miła atmosfera gdzieś się ulotniła, w żwirze na poboczu Copse. Pewnie czeka nas jeszcze trochę słownych przepychanek – od absurdów w postaci Helmuta Marko, domagającego się zawieszenia Hamiltona na jeden wyścig, po próby uniewinniania Lewisa i interpretowania całego zajścia jak incydent wyścigowy. Nie wątpię jednak, że prędzej czy później nadejdzie moment, w którym dostaniemy jeszcze więcej paliwa do gorących dyskusji na temat win i kar.

Teraz żaden z nich już nie ustąpi – trafił swój na swego i oby kończyło się co najwyżej na pogruchotanych samochodach oraz wściekłości księgowych obu zespołów.

29 KOMENTARZE

  1. Co za bzdury, jakie wiwatowanie kibiców z UK. Jak ich kierowca wyprzedza to się cieszą a gdy Max wysiadał z auta, to klaskali, że wszystko z nim ok. Sam Max się odworcil żeby pokazać, że wszystko ok. Oddali mu Bierze się zdarzenie wygodne pod budowaną tezę w artykule. Publika też się cieszyła jak Lewis wypadał w Belgii 2019 w bariery i ciekawe czy Mikołaj wtedy komentowal, że złe zachowanie kibiców Maxa.

  2. Co za bzdury, jakie wiwatowanie kibiców z UK. Jak ich kierowca wyprzedza to się cieszą a gdy Max wysiadał z auta, to klaskali, że wszystko z nim ok. Sam Max się odworcil żeby pokazać, że wszystko ok. Oddali mu szacunek kiedy okazało się, że to nie było zwykle wypadnięcie a potężne uderzenie. Bierze się zdarzenie wygodne pod budowaną tezę w artykule. Publika też się cieszyła jak Lewis wypadał w Belgii 2019 w bariery i ciekawe czy Mikołaj wtedy komentowal, że złe zachowanie kibiców Maxa.

    Kara fia nie mówi wprost o całkowitej winie Lewisa tylko o tym, że mógł zrobić więcej by uniknąć a nie konkretne złamanie zasad ścigania. Tuż przed skręcaniem kierownicy aby złamać się w zakret, Lewis był niemal bok w bok z Maxem i nie wiem od kiedy kierowca jadący po wewnętrznej ma obowiązek odpuszczac. Od tego momentu tuż przed łamaniem się w zakręt do wypadku minęła sekunda, to faktycznie mial czas się drugi raz zastanowić. I gdzie słynna reguła FIA że akcje z pierwszego zakrętu są przychylniej badane, tak jak wtedy gdy kar za eliminowanie rywali nie dostawał Leclerc w styrii 2021 (Gasly out) lub w Rosji 2020 (Stroll out) . Zwykly incydent wyścigowy i tyle. Twarda, nieustępliwa walka Maxa w końcu się zemściła. Miał ogromną przewagę pkt i nie musi każdy wyścig wygrywac zwłaszcza że ma lepszy samochód i sobie odbije w kolejnych rundach ewentualną porażkę jaką byłaby druga pozycja na mecie…

    P. S sorry za podwójny komentarz ale nacisnęło mi się dodaj w trakcie pisania tego wyżej

    • Wszyscy wiedza. ze jestes fanboyem Hamiltona, nie musisz tego tak mocno udowadniać tekze tym razem, nawet nie mając pojęcia, który zakret na Silverstone jest pierwszy…

      • Chodziło mi o pierwsze okrążenie że akcje z pierwszego okrążenia są łagodniej traktowane przez fia od dawna. Tak nie wiem który jest 1 zakręt na Silverstone. Od 18 lat oglądam F1, od 15 lat gram w symulatory na pc i byłem raz na Silverstone na żywo nie na formule 1 akurat i nie wiem, który to 1 zakręt

        • Albo oglądałem inny wyścig, albo rzeczona akcja rozegrała się w pierwszym zakręcie drugiego okrążenia. Reguła FIA o której wspominasz tyczy się raczej pierwszego zakrętu po starcie.

      • Jak dla mnie bliżej incydentu niż winy Hamiltona z technicznego punktu widzenia. Przypuszczam, że więcej winy po jego stronie jest w tym, że tym razem postanowił nie odpuszczać Maxowi i według mnie to tylko dobrze dla dalszej rywalizacji. Nie jestem przeciwko Verstapenowi ale wyrobił sobie markę „postrachu” dla innych, i to inni od dłuższego czasu mu odpuszczali.

    • Jeśli Hamilton nie ponosi całkowitej winy, za tą kolizję to może nas oświecisz i powiesz co Max powinien zrobić inaczej w tym zakręcie? Dać po hantlach i puścić Wielkiego Nawiedzonego Proroka? Bo to przecież On jedzie i to jeszcze u siebie.

    • Sam usuń swój wpis. Leclerc też mówi że to incydent wyścigowy i że Max był za agresywny. To powiedział leclerc na konferencji po wyścigu

  3. Hamilton po wyścigu zachował się bardzo słabo, biorąc pod uwagę skalę przewinienia oraz to, że bez pomocy zespołowego kolegi chyba by nie dopadł Leclerc’a. Próba wybielania jego złej decyzji wyścigowej przez brytyjskie media to już zupełnie osobny temat.

    • W czasie szmapna nie wiedział że Max trafił do szpitala. Poza tym to nie była sytuacja jak Eriksena na meczu euro 2020 gdzie ktoś walczył o życie. Max wyszedł o własnych siłach i nie walczył o życie jak piłkarz z Danii. Kwestia potwierdzenia w szpitalu że jest ok. No i się okazało że jest wszystko OK. Jest info już. A jak Greosejan leżał w szpitalu poparzony w Bahrajnie to co kierowcy mieli zrobić z podium?

  4. Hihihi. Ładnie, Mikołaj, ładnie 🙂
    Tyle że gdzieś się zgubił kluczowy element opisu wypadku: Car 33 turned into Car 44.
    Tak, oczywiście, on teoretycznie skręcał „w zakręt”, ale – jak zauważył Alonso – samochód po wewnętrznej nie znika. On tam jest, i we wcześniejszych wersjach przepisów (zostały ogólnie odchudzone w zakresie zasad ścigania) było wyraźnie, że jeżeli drugi samochód ma przednie skrzydło na wysokości tylnego koła pierwszego to jest obok, „alongside”.
    Skoro Verstappen był na tyle ogarnięty żeby wykonać ruch kierownicą w lewo, to po co poprawił w prawo, zamiast utrzymać zewnętrzną kiedy wiedział, że wewnętrzna jest zajęta? Bo „Verstappen nie odpuszcza”? Fajnie, ale takiej reguły nadal nie ma w żadnych przepisach. A co by się stało gdyby utrzymał zewnętrzną? Może przejechaliby Copse obok siebie i byłaby historia do opowiadania przez dekadę „widziałem jak przejechali Copse obok siebie na pełnej”, wtedy byłby i tak na lepszej linii do Maggotts. Może wyleciałby na pobocze jak Leclerc i mielibyśmy wściekły jazgot „he pushed me off the track/he pushed him off the track”, wtedy sędziowie mogliby wnikać czy w wierzchołku Hamilton nie pojechał za szeroko (miał jeszcze chwilę, ale Verstappen nie dał mu szansy docięcia). Verstappen nie miał problemu z jazdą po zewnętrznej w równie szybkich lub jeszcze szybszych zakrętach jak Blanchimont czy 130R… ale wtedy atakował, a nie bronił się próbując zamknąć wewnętrzną.
    Nie wjeżdża się w rywala w szybkim zakręcie. Hamilton nie wjechał w rywala w szybkim zakręcie.

    • Hamilton wjechał w rywala. Takie są fakty, a Twoje pobożne życzenia nic nie zmienią. Gdyby było na odwrót to nie dostałby kary od sędziów, prawda?

    • Oczywiście że tak. To samo pisałem na Twitterze. Max chwalony jest przez te eleven że ostro, twardo się sciga i nie odpuszcza. Oni go za to chwala. I dzięki Lewisowi już kilka razy nie skończyło się to wypadkami jak np imola czy sprint sobotni. W końcu Lewis nie odpuscil i dobrze, bo kierowca po wewnętrznej nie ma obowiązku odpuszczac. Ten po zewnetrznej bierze na sobie ryzyko. Desperacka obrona Maxa i w końcu ktos się mu postawił. Wszyscy teraz obroncy Maxa, kiedy się rozbijał w Toro Rosso lub na początku kariery w red Bullu i miał awantury z dan ric to wszyscy go hejtowali i stawali za Ricciardo. Teraz z nienawiści do Lewisa każdego pokochają byle brytyjczyk nie wygrał

  5. A ja jestem przekonana, że to zagranie Hamiltona było jego Planem A, w odpowiednim miejscu bezpiecznie wypchnąć Max-a na bok, żeby być przed nim, zrobił to delikatnie, tak by nie ucierpieć, uwzględniając ewentualną małą karę. Przecież koniecznie chciał tam wygrać. To taki nowy cichy sposób na wygrywanie. Od samego startu było widać że cos się wydarzy.

  6. Hamilton nie wygrał od 5 wyścigów, nie chciał ponieść kolejnej z rzędu porażki w dodatku przed swoimi kibolami, bo jak nazwać ich kibicami, którzy wiwatowali, gdy Max przy 300km/h uderzył w bandę… Kara mało dotkliwa, każdy wie jak wygląda dominacja Merdecesa, oni są w stanie takie kary odrobić niemal w każdym wyścigu. FIA takim zachowaniem dała przyzwolenie na eliminowanie rywala w walce o mistrzostwo.

    Btw, w sumie tyle samo sekund kary otrzymał Tsundoda za dwukrotne przekroczenie linii wyznaczającej zjazd do alei serwisowej w GP Austrii, to daje dużo do myślenia na temat uregulowania kwestii kar. Aktualnie niepowodujące zagrożenia przekroczenie linii zjazdu jest tak samo karane jak wypchnięcie kogoś w żwir i zrujnowanie wyścigu innemu zawodnikowi. Absurd!

    A zachowanie samego mistrza #44 po wyścigu… hipokryta i ignorant, do tej pory nie poczuwa się do winy i nie rozumie dlaczego otrzymał karę. 14 lat doświadczenia w F1 a rozum nadal debiutanta.

    • Też się z tym zgadzam że to nie jest żadna kara za eliminacje swojego głównego rywala mając najszybsze auto w stawce

  7. Dla mnie jest proste:
    – jeśli winny, to kara adekwatna do skutków winy. Może niekoniecznie kara prowadząca do usunięcia z wyścigu ale minimum 10sec stop&go.
    – jeśli incydent wyścigowy to bez kary

    Nie mi oceniać winę, bo od tego są sędziowie. Ale wqurza mnie fakt, ze jeden „winny” jedzie, a drugi „poszkodowany” out, a konsekwencje żadne… biorąc pod uwagę przewagę Merca i umiejętności LH.

    To już kolejny raz, gdy sprawca mimo winy ma zdecydowaną korzyść… i to jest bez sensu.
    Bo jak dla mnie to jest droga do tego by „trącać” za każdym razem tylne koło rywala z przodu… tak by nie wrócił do rywalizacji…
    W efekcie Mazepin będzie wygrywał każdy wyścig (musi tylko być czujny przy dublowaniu) :)))

    • 1. A gdyby dostał S&G i odbył ją podczas jakiejś neutralizacji lub w jakiś inny podobny sposób to nadal by wszyscy płakali. Prawda jest taka że ten incydent mógł zostać rozpatrzony jako incydent wyścigowy i bez kary ale wtedy byłby taki lament, że sędziowie by się bali pokazać publicznie.
      2. Tak było, jest i będzie. Kary nigdy nie będą w 100% sprawiedliwe.
      3. Niech ten Mazepin próbuje. Równie dobrze to Max wczoraj mógł pojechać dalej a LH mógł zatrzymać się za zakrętem z połamanym zawieszeniem.

  8. Nie powiem może nic odkrywczego, ale jak to w starym porzekadle: „Nosił wilk razy kilka…” 😉
    Uważam, że (abstrahując od tego, kto winny czy niewinny, to naprawdę nie ma już teraz znaczenia, obydwaj święci nie są) dobrze się stało, że Maksiowi ktoś w końcu utarł nosa i pokazał czym się może skończyć jego słynna agresywna (wielokrotnie zbyt agresywna) jazda.
    Zajeżdżanie rywalom drogi w ostatniej chwili, wpychanie się na chama, wywożenie w zakręcie bez najmniejszego pardonu prosto w żwir czy słynny slalom na prostej w Baku który pamiętamy czym się skończył.
    Maksiu ma wiele za uszami, wiele razy mu się upiekło, wielokrotnie rywale mu ustępowali i zawsze był pod parasolem ochronnym Helmuta i Christiana.
    No cóż, to się musiało kiedyś tak skończyć i mam nadzieję, że poza obudzeniem w nim sportowej złości w dłuższej perspektywie jednak go czegoś nauczy.

  9. Uważam za skrajnie głupie wydawanie opinii, że winowajcą tej kolizji był Max. Wina ewidentnie leżała po stronie Lewisa, który swojej linii jazdy nie utrzymał, a Max zostawił mu wystarczająco dużo miejsca, nawet przy założeniu, że po odbiciu w lewo lekko ten zakręt zacieśniał. Lewis został wprawdzie ukarany, ale nawet abstrahując od mocy wypadku Maxa i rozbicia jego samochodu (czyli de facto wyeliminowania go z rywalizacji), bulwersuje mnie to, że bez czerwonej flagi Lewis zwyczajnie poniósłby też naturalne konsekwencje swojego czynu, czyli wymuszony zjazd do boksów. Jak już Mikołaj podkreślił, kolejny raz sprzyjało Brytyjczykowi ogromne wyścigowe szczęście – oby ostatni raz w tym sezonie, bo póki co swoją postawą nie zasługuje moim zdaniem na obronę tytułu. Mam też nadzieję, że w przyszłym roku George Russell da mu popalić jako mniej uległy partner z zespołu 😏

  10. Lewis za wszelką cene chciał wygrać na swoim torze…nic innego się dla niego nie liczyło….w głowie miał tylko aby jak najszybciej wyjść na prowadzenie…

  11. Hamilton wie jak wjechac w rywala zeby go wyrzucic z toru nie ponoszac w tym samym czasie wielu uszkodzen. Potrenowal wczesniej na Massie i Albonie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here