W niedoświadczonej ekipie każda para rąk do pracy jest przydatna (oczywiście taka para, która jest uprawniona do udzielania pomocy i nie naraża załogi na wykluczenie z rajdu…)

Imponujące cztery oesowe zwycięstwa, ale wyniku w Monte Carlo nie było. Z różnych przyczyn, głównie technicznych. Szklanka do połowy pusta, czy do połowy pełna? Robert Kubica nie patrzy na to w ten sposób. Skupia się na pracy, której ogrom przeraziłby niejednego rywala.

Cztery tygodnie temu nic jeszcze nie było dopięte, dwanaście dni przed rajdem Ford Fiesta WRC był tylko pustą, rozebraną „do gołego” skorupą. Przygotowali go i obsługiwali ludzie, których doświadczenie w rajdach na poziomie mistrzostw świata jest jeszcze mniejsze niż w przypadku Roberta. Zamiast pisać, co dla mnie znaczą oesowe zwycięstwa z Sébastienem Loebem czy Sébastienem Ogierem, poświęcę trochę miejsca na wypowiedzi samego kierowcy. Kierowcy, szefa zespołu, głównego inżyniera, mechanika i pomocnika mechanika w jednym.

– Zbudowaliśmy wszystko w cztery tygodnie – mówi Robert. – Do tego po drodze były jeszcze święta i większość ludzi nie pracowała. Sam fakt, że tu jesteśmy, jest wielkim osiągnięciem, bo dziesięć dni temu ten samochód nie istniał. Włożyliśmy dużo wysiłku i pieniędzy, żeby tu się zjawić.

Ilu ludzi pracuje przy jego samochodzie? – Za mało! – odpowiada ze śmiechem kierowca. – W tej chwili zespół tworzą ludzie z A-Style, są też ludzie, których znałem i ściągnąłem ze sobą. Korzystamy teraz z warsztatu A-Style, ale za jakieś dwa miesiące będziemy mieli swoją bazę, w ich pobliżu we Włoszech.

– Wszystko zaczęło się dość późno. OK, miałem taki pomysł od dawna, ale bez partnerów, pieniędzy i odpowiednich ludzi trudno było to osiągnąć. Szczerze mówiąc ostatnie cztery tygodnie nie były łatwe, także od strony przygotowań. Jest jeszcze sporo pracy. Trzeba robić swoje, spokojnie i cierpliwie. Sądzę, że z większym doświadczeniem i z większą organizacją jeśli chodzi o cały ten projekt będzie spokojniej, łatwiej i będzie mniej wpadek. Z czasem sądzę, że będzie coraz lepiej.

Podczas Rajdu Monte Carlo były problemy nie tylko z samochodem (alternator w czwartek, groźne w skutkach kłopoty z hamulcami w niedzielę). Po przygodzie poza drogą na ostatnim piątkowym odcinku Fiesta miała uszkodzony lewy przód, ale mimo kilkuminutowej straty na OS8 dotarła do serwisu o własnych siłach i bez spóźnienia. Błędy proceduralne ze strony zespołu sprawiły jednak, że trzeba było przyjąć drugi raz z rzędu karę Rally2.

Okazuje się, że prywatne auto w dobrych rękach może zagrozić potężnym fabrykom. Na razie na pojedynczych odcinkach, ale takie jaskółki zdecydowanie zwiastują wiosnę.
Okazuje się, że prywatne auto w dobrych rękach może zagrozić potężnym fabrykom. Na razie na pojedynczych odcinkach, ale takie jaskółki zdecydowanie zwiastują wiosnę.

Na koniec dnia odbywa się tzw. flexi serwis: zespoły mają 45 minut na pracę nad samochodem i nie muszą jej rozpoczynać od razu po wjeździe do serwisu (stąd określenie „flexi”). Jednak podczas Rajdu Monte Carlo regulamin uzupełniający dopuszczał taką możliwość tylko w przypadku zespołów producenckich (M), zespołów WRC (T), samochodów WRC-2 i WRC-3 zgłoszonych przez tego samego zgłaszającego. Inne załogi musiały rozpocząć serwis od razu po przejechaniu przez Punkt Kontroli Czasu 8B przy wjeździe do serwisu. Podczas wjazdu koordynator ekipy Daniele Pelliccioni rozmawiał z zastępcą dyrektora rajdu o procedurach, jakie zespół musiałby wykonać, gdyby trzeba było po raz drugi skorzystać z Rally2 (tzn. gdyby się okazało, że czas naprawy samochodu przekroczyłby dozwolony czas na serwis plus dopuszczalny limit spóźnień).

Jednocześnie mechanicy nie rozpoczęli pracy nad samochodem – działając w przekonaniu, że obowiązują ich przepisy flexi serwis. Prywatne ekipy musiały jednak serwisować samochody w normalnym trybie, zatem biegł już czas (z limitu 45 minut), a Fiesta z numerem 16 nadal spokojnie czekała na naprawę.

Gdy zespół zdał sobie sprawę, że postanowienia Regulaminu Uzupełniającego zostały złamane, nie było już wyjścia i trzeba było skorzystać z Rally2. Samochód naprawiono już „na spokojnie”, mieszcząc się w regulaminowych dla Rally2 trzech godzinach, ale czas uzyskany na OS8, ostatnim odcinku dnia, został skreślony i załoga otrzymała karę 7 minut.

W tym sezonie kara za każdy nieprzejechany OS wynosi 7 minut, ale w przypadku odpadnięcia na ostatnim odcinku dnia albo niedojechania do serwisu (jak Robert dzień wcześniej, w czwartek), kara jest zwiększana do 10 minut – jednak przyznaje się ją tylko jeden raz w rajdzie, a w kolejnym przypadku dolicza się już „tylko” siedem minut.

– OK, muszę przyznać, że nie działa to perfekcyjnie, trochę tak jak ten rajd dla mnie – półżartem komentował Robert. – Ludzie włożyli dużo wysiłku, mocno pracowali przez ostatnie trzy tygodnie, ale dla większości Fiesta to nowy samochód. Dobrze, że bardzo mocno pracują. Oczywiście brakuje im doświadczenia, bo nikt z nich nie pracował w WRC – OK, może zaliczyli parę rajdów WRC w przeszłości. Trzeba się wiele nauczyć: ja muszę się uczyć, także oni. Mam nadzieję, że w ciągu kilku miesięcy wszystko będzie działało perfekcyjnie i będę mógł skupić tylko na jeżdżeniu, bo teraz przez ostatni miesiąc, od potwierdzenia budżetu, spędziłem trzy dni w Polsce podczas świąt, a resztę na pracy nad tym projektem.

Czy oprócz Fiesty WRC Robert brał pod uwagę starty innym samochodem? – Miałem parę koncepcji, ale szczerze mówiąc Fiesta jest najlepszą opcją dla prywatnego zespołu, bo koniec końców M-Sport jest bardziej otwarty na klientów niż pozostali. Inni pracują na siebie, mają budżet od producenta i prowadzą zespół, więc to normalne, że nie są zainteresowani samochodami dla klientów. Sądzę, że Fiesta jest najlepszą opcją dla klienta. Dużym plusem jest to, że prawdopodobnie po Argentynie będzie nowy samochód, więc mam nadzieję, że w Portugalii będziemy mogli mieć auto w specyfikacji 2015.

– Aktualny samochód jest wynajęty, ale nie z M-Sportu. To samochód A-Style, prywatna własność kierowcy-dżentelmena. Nadwozie jest chyba z 2012 roku, ale to nic nie znaczy. Wydaliśmy dużo pieniędzy na budowę i myślę, że praktycznie to jest taki sam samochód, jakim jeździłem w zeszłym roku.

RK WRT nie został zgłoszony do mistrzostw świata jako zespół WRC, co poza mniejszymi kosztami wpisowego oznacza także zupełną dowolność w kwestii testów. Robert potwierdza i zapowiada, że być może wzbogaci program startów w sezonie 2015 o rajdy mniejszej rangi: – Najważniejsze jest to, że zespoły WRC mają ograniczenia w testach. Jeśli będzie czas, to może będę startował też w innych, krajowych rajdach i jeśli chciałbym testować przed takim rajdem, to dla FIA liczyłoby się to jako testy do WRC. Praktycznie każdy dzień spędzony w samochodzie WRC liczyłby się do limitu, a tak mogę testować dla Pirelli, mogę testować kiedy mamy czas, chęci, coś do sprawdzenia i pieniądze.

– Muszę znaleźć najlepszą drogę do nauki. Testy są ważne, ale rajdy jeszcze ważniejsze. OK jest ciasno bo każdy rajd jest wyczerpujący, zwłaszcza z nowym zespołem kosztuje to więcej energii niż z doświadczoną ekipą. Wszyscy musimy się uczyć i jestem pewny, że prędzej czy później będziemy sobie radzić.

Zorganizowanie zespołu na odpowiednim poziomie wymaga nie tylko pieniędzy, poświęcenia i ambicji, ale też czasu. Przed Monte Carlo go zabrakło i tym większego wymiaru nabiera tempo prezentowane przez Roberta i Maćka Szczepaniaka na tle zespołów, które mają za sobą potężne wsparcie i gigantyczne budżety.

– Wygrane odcinki na pewno cieszą – skromnie zauważa kierowca i od razu podkreśla, co było dla niego ważniejsze. – Bardziej cieszy to, że potwierdziły się moje analizy jeśli chodzi o ustawienia na ten rajd. Pod tym względem to bardzo trudny rajd, bo jeździ się i po śniegu, i po lodzie, i po suchym i po przyczepnym i śliskim asfalcie, dlatego też trzeba mieć auto, które będzie się sprawowało może nie perfekcyjnie w jednych warunkach, ale optymalnie w większości.

Jak po pierwszym starcie Robert ocenia opony Pirelli? – Tak jak przed! Jeśli się tak stało, że ich używam, to znaczy, że jakiś powód jest i nie jest to powód powiedzmy ekonomiczny, chociaż Pirelli oprócz stałych partnerów Grupy Lotos i Grupy Azoty też się dokłada do tego. Był to wybór bardziej też po to, żeby mieć jakąś inną kartę do grania przeciwko dużo mocniejszym zespołom i bardziej doświadczonym kierowcom. Pamiętajmy, że nie jesteśmy zespołem fabrycznym i trzeba było wybrać coś, co może być asem w rękawie.