Do rozmowy w padoku toru Yas Marina zasiadamy niespełna dwie godziny po zakończeniu pierwszego piątkowego treningu przed Grand Prix Abu Zabi. Robert Kubica zaliczył swój czwarty tegoroczny występ podczas oficjalnego weekendu F1 i wrażeniami z jazd zdążył się już wcześniej podzielić z niewielką grupką dziennikarzy.

O szczegóły z tej sesji oraz (wciąż niepewne) plany na przyszłość szczegółowo wypytywał go Adam Cooper z Autosport/motorsport.com, a ja na zaplanowany wcześniej kwadrans naszej rozmowy „sam na sam” przygotowałem bardziej ogólne tematy. Jak się okazało, zabrakło nam czasu na wysłuchanie wrażeń Roberta po dobiegającym końca sezonie w Formule 1 – bo dość nieoczekiwanie poruszyliśmy parę tematów z przeszłości, dotykając niesławnego sezonu z Williamsem czy testów z Renault na Hungaroringu.

Zaczynamy jednak od teraźniejszości. Kilka dni przed naszą rozmową Robert zakończył sezon Długodystansowych Mistrzostw Świata ośmiogodzinnym wyścigiem w Bahrajnie, a później oczekiwanie na ostatni tegoroczny występ za kierownicą samochodu Formuły 1 umilił sobie wyprawą na pustynię. Śmigał po wydmach lekką terenówką, pod okiem doświadczonego w tych warunkach motocyklisty Maćka Giemzy, szykującego się do kolejnego startu w Rajdzie Dakar. Wrzucone na Instagram fotki Robert opatrzył właśnie nawiązaniem do pustynnego maratonu – żartując, że to pierwszy dzień przygotowań – więc kiedy w czwartkowe popołudnie spotkaliśmy się na torze Yas Marina, zapowiedziałem z uśmiechem, że piątkowy wywiad rozpocznę od pytania o przygotowania do „Dakaru”. Zamierzam dotrzymać słowa…

Prażące słońce zaczyna znikać za otaczającymi padok budynkami. Za piętnaście minut rusza drugi piątkowy trening, Robert przed chwilą zakończył poprzednią rozmowę i zdążył jeszcze przyjąć gratulacje od jednego z weteranów biura prasowego – portugalski dziennikarz Luis Vasconcelos był pod wrażeniem jego ostatniego tegorocznego występu za kierownicą maszyny Formuły 1. Maciek Giemza cierpliwie czeka przy sąsiednim stoliku, aż Robert zakończy serię rozmów i zabierze go na jeden z zakrętów, by pokazać koledze z ORLEN Team samochody F1 w akcji.

– Jak tam przygotowania do „Dakaru”? – rzucam na dzień dobry.

– Widzę, że… Znaczy, to jest sarkastyczne pytanie? – pada błyskawiczna riposta.

Jeśli chodzi o ściganie, główny plan raczej się nie powiedzie, nie z mojej winy. Szkoda, ponieważ moim planem zawsze były starty w najwyższej kategorii w Le Mans w przyszłym roku, a najprawdopodobniej tak się nie stanie.

Tak jak się umawialiśmy… A pierwszy poważny wątek dotyczy oczywiście najbliższej przyszłości. Mamy wszak połowę listopada, a przyszłoroczna sytuacja Roberta wciąż jest niewiadomą.

– Plany są zmienne – zaczyna w swoim stylu. – Dlaczego zmienne? Ponieważ jeśli chodzi o ściganie, główny plan raczej się nie powiedzie, nie z mojej winy. Trochę szkoda, dlatego trwają prace nad zastąpieniem tego planu A. Zobaczymy, ja jestem dosyć wyluzowany, chociaż oczywiście szkoda, ponieważ moim planem zawsze były starty w najwyższej kategorii w Le Mans w przyszłym roku, a najprawdopodobniej tak się nie stanie.

Czy te plany były dopięte na sto procent? Pewnie nie, skoro ostatecznie nie wypaliło…

– Nie na sto procent – potwierdza Robert i rzuca cień nadziei. – Nadal jest to możliwe, ale już nie w optymalnych warunkach. Jechanie niepełnego sezonu w najwyższej kategorii chyba raczej nie ma sensu.

Najwyraźniej chodzi o późniejsze rozpoczęcie startów – niby nic nowego i zdarza się, że zespoły rywalizujące w wyścigach długodystansowych nie są gotowe na rozpoczęcie sezonu, ale to oczywiście ogranicza skalę przygotowań do głównego wydarzenia. Przed czerwcowym wyścigiem 24h Le Mans odbywają się wszak trzy rundy WEC – Sebring (17 marca, z prologiem 11-12 marca), Portimão (16 kwietnia) i Spa-Francorchamps (29 kwietnia).

– No cóż, zobaczymy. Bardzo możliwe, że w przyszłym roku będę nadal startował w LMP2 albo zmienię kierunek i wrócę sobie do rajdów – dodaje z kamienną twarzą.

I to jest sarkastyczna wypowiedź?

– Nie, dlaczego? Cykle się zmieniają, tak że… – odpowiada wymijająco, ale to brzmi jak nawiązanie do wcześniejszego, humorystycznego wątku „Dakaru”.

Pozostając w temacie wyścigów długodystansowych – czy to Hypercar, czy LMP2 – czy jest to ścieżka, którą Robert chciałby przez kolejne lata podążać?

– No tak. Nie ukrywam, że Le Mans bardzo mnie wciągnęło i bardzo mi się podoba – podkreśla. – To jest coś wyjątkowego i nie tylko dlatego, że odbywa się raz w roku – dlatego, że jest tak wyjątkowe. A wygrać jest tak trudno, bo właśnie odbywa się raz w roku i jest to bardzo wymagający weekend – nawet nie weekend, lecz ponad dziesięć dni. Jedna rzecz to chęci, a drugą jest zebranie odpowiednich ludzi i środowiska, żeby móc to zrobić, żeby jakoś fajnie to wyglądało i żeby była z tego satysfakcja – nie tylko z samej obecności [w stawce], ale także z pracy i postępów.

Jedna rzecz to chęci, a drugą jest zebranie odpowiednich ludzi i środowiska, żeby móc to zrobić, żeby jakoś fajnie to wyglądało i żeby była z tego satysfakcja – nie tylko z samej obecności [w stawce], ale także z pracy i postępów.

To świetny punkt wyjścia do krótkiego podsumowania sezonu 2022 w Długodystansowych Mistrzostwach Świata. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wspomnianych przez Roberta aspektów zdecydowanie brakowało w ekipie Prema.

– Tak, nie ukrywam, że w tym sezonie brakowało – przyznaje. – Nie tylko wyników, na które mieliśmy zdecydowanie potencjał i możliwości. Pojechałem tylko sześć wyścigów, ale to nie był łatwy rok i krótki rok, co dało mi dużo do zrozumienia. Każdy ma swoją wizję, każdy ma swój styl pracy, dlatego jest ważne, żeby nie robić niczego na siłę – szczególnie, kiedy to robisz dla pasji. Dlatego testujemy na Dakar!

Ale zupełnie na serio, to brzmi tak, jak gdyby przy ewentualnej kontynuacji startów w LMP2 współpraca z Premą nie wchodziła już w grę.

– Nie wiem jeszcze, ale prawdopodobieństwo, że nie będzie to Prema, jest duże. Także zobaczymy – kwituje Robert.

Czas popchnąć rozmowę w stronę Formuły 1. Abu Zabi to dość dziwne miejsce, jeśli chodzi o wyścigową historię Roberta. W sezonie 2010 całkowicie nieświadomie zaliczył tu ostatni start w Grand Prix przed długą i bolesną przerwą. W 2017 roku wydarzyły się dziwaczne testy z Williamsem, na które przyjeżdżał ze świadomością, że wraca do stawki, a po nich stracił niemal pewną posadę kierowcy wyścigowego. Rok później potwierdzono go w wyścigowej roli, a po kolejnym sezonie – już świadomie – zaliczał pożegnanie…

  W 2019 roku to nie było do końca takie świadome pożegnanie – prostuje Robert. – Zawsze mówiłem „nigdy nie mów nigdy” i rzeczywiście to nie był mój ostatni start w Formule 1. Oczywiście kiedy to mówiłem, bardziej planem czy też ambicjami było powrót do stawki i tak się nie stało. Wróciłem „dzięki” koronawirusowi, na dwa wyścigi w sezonie 2021.

– Miejsce jak miejsce, trochę się tu działo – kontynuuje. – Trochę przypomina Hungaroring czy Monzę, gdzie [dla mnie] to nie są tylko tory Grand Prix, ale coś tam się wydarzyło, jest jakaś otoczka, jakąś historię można opowiedzieć. Tutaj mamy ostatnie Grand Prix, przyjeżdża się już „na wykończeniu” i wszyscy odliczają godziny, minuty do zakończenia sezonu. W zeszłym roku była walka o mistrzostwo świata, teraz my walczymy o utrzymanie szóstego miejsca, ale z reguły ten wyścig jest taki ten… No, ale tak jak sam powiedziałeś, dużo rzeczy się tu działo wokół mojej osoby i zawsze to Grand Prix jakoś się wspomina.

Czy tym razem Robert wyjeżdżał na tor ze świadomością, że to może być jego ostatni raz za kierownicą samochodu Formuły 1?

– Nie, słyszałem to już pytanie i może ludzie wiedzą lepiej niż ja. Nie wyjeżdżałem [z taką świadomością], z reguły koncentruję się na teraźniejszości i na tym, co jest. A to, co będzie, w tym sporcie, szczególnie w tym padoku, nie zależy tylko ode mnie, tak że…

A czy chciałby tu zostać, jeśli będzie miał możliwość jeżdżenia?

– Szczerze? Z jednej strony dzisiaj według mnie całkiem nieźle mi szło i to jest fajne uczucie, ale z drugiej strony wiesz, że to uczucie tak czy inaczej do niczego nie prowadzi – a wręcz przeciwnie.

Z jednej strony dzisiaj według mnie całkiem nieźle mi szło i to jest fajne uczucie, ale z drugiej strony wiesz, że to uczucie tak czy inaczej do niczego nie prowadzi – a wręcz przeciwnie.

– Z jednej strony jest świadomość, że przez trzy i pół miesiąca nie siedziałem w żadnym bolidzie Formuły 1, a większość kierowców, którzy przyjeżdżają tutaj na piątki, dziesięć dni wcześniej jeździ starymi samochodami, z poprzedniego sezonu. Ja pięć dni temu siedziałem w aucie LMP2. Właśnie opowiadałem tutaj znajomemu [Luisowi Vasconcelosowi], że wyjeżdżasz na miękkich oponach, jedziesz okrążenie wyjazdowe, nie możesz nawet wyczuć przyczepności – wypowiedź Roberta nabiera tempa, niczym okrążenie pomiarowe. – Wyjeżdżasz z ostatniego zakrętu na chłodnych oponach, ponieważ tak trzeba. Auto się ślizga, dojeżdżasz do pierwszego zakrętu i nie wiesz, czego się spodziewać. Dojeżdżasz do piątego zakrętu i nie wiesz, czego się spodziewać. Tak naprawdę wiesz, że możesz zrobić to naprawdę dużo lepiej.

– Zresztą moja jazda na twardszej mieszance była według mnie bardzo dobra. Mieliśmy zupełnie inne programy z Valtterim, ale jeśli chodzi o tempo, to nie odstawałem. Jak widzisz na wykresach, że po trzech i pół miesiąca oprócz dwóch zakrętów, gdzie wiesz, że nie było rewelacyjnie, resztę zakrętów jedziesz tak samo lub nawet szybciej, to z jednej strony jest to coś pozytywnego, a z drugiej wiesz, że tak naprawdę to pozostaje tylko dla ciebie. Ale tak jak mówię, w tym padoku trzyma mnie możliwość jazdy, ponieważ lubię jeździć.

Wiem już, jak zatytułuję ten tekst, a Robert z werwą ciągnie swoją analizę, wracając także do swoich wcześniejszych występów.

Mieliśmy zupełnie inne programy z Valtterim, ale jeśli chodzi o tempo, to nie odstawałem. Jak widzisz na wykresach, że po trzech i pół miesiąca oprócz dwóch zakrętów, gdzie wiesz, że nie było rewelacyjnie, resztę zakrętów jedziesz tak samo lub nawet szybciej, to z jednej strony jest to coś pozytywnego, a z drugiej wiesz, że tak naprawdę to pozostaje tylko dla ciebie.

– Formuła 1 jest najlepszą kategorią na świecie i mimo że jeżdżę od czasu do czasu, wsiadam jakby z łapanki, to myślę, że [wiele mówi] sam fakt, że mam szansę wsiadania. Oczywiście większość ludzi łączy moją rolę z Orlenem i jest w tym sporo prawdy, ale przez te trzy lata ani razu nie uszkodziłem żadnej części. Na Węgrzech miałem nową podłogę, jedyną sztukę, zamontowaną w ostatniej chwili. Tam wystarczy krzywo wjechać na parę tarek, a jest ich przecież sporo, i już można to uszkodzić. Trzymałem większy margines.

– Tutaj [w Abu Zabi] jeździłem starszą specyfikacją, ponieważ Valtteri przygotowywał wyścig, ja pracowałem nad czymś innym. Myślę, że posadzenie kogoś w aucie po trzech i pół miesiąca przerwy wymaga zbudowanego zaufania. A przez te trzy lata tylko raz mechanicy musieli wytrzepać parę kamieni po tym, jak zblokowałem tylne koła do dziesiątki na treningu [przed Grand Prix Hiszpanii]. Poza tym nigdzie nie wyjechałem nawet połową auta poza tor. To jest ważne, bo na przykład dzisiaj mieliśmy tak naprawdę pięć okrążeń, żeby wyczuć samochód. Musisz wsiąść, jechać dosyć szybko, ale też nie przesadzać. Myślę, że wykonuję to dosyć dobrze. Oczywiście gdybym był młodszy, byłbym bardziej „sfokusowany” i na pewno starałbym się bardziej wyciągnąć albo ryzykować więcej, ale ryzyko zawsze wiąże się z potknięciem – a ode mnie oczekuje się czegoś innego.

Robert sam poruszył temat Orlenu, ale wcześniej, podsumowując swój udział w treningu, w odpowiedzi na jedno z pytań zadanych przez Adama Coopera użył określenia „free agent” – wolny strzelec – jeśli chodzi o dalszą pracę w F1.

– To jest dokładnie trochę pół żartem, pół serio. Ale na dzisiaj tak to jest – ja na przyszły rok jestem wolnym strzelcem – mówi Robert.

Dzień wcześniej Fernando Alonso powiedział, że czasami nawet jeden rok to za mało, żeby w stu procentach nabrać tempa i rozjeździć się po przerwie w startach. On odpoczywał znacznie krócej, w zupełnie innych okolicznościach niż Robert. Czy tamten sezon 2019 nie był dla Kubicy niewystarczającą szansą, czy nie dostrzeżono, że wciąż mógł rywalizować na wysokim poziomie?

– Nie, w 2019 roku mieliśmy większe problemy niż rozjeżdżenie się, wręcz przeciwnie…

Są rzeczy, których mi nikt nie powie. Nigdy się nie dowiemy, jak to wszystko wyglądało w 2019 roku, ale było naprawdę wiele Grand Prix, gdzie po zakrętach jeździłem szybciej niż ten człowiek [George Russell], który wygrał wyścig w ubiegłym tygodniu.

Nawet nie chodzi o samo rozjeżdżenie się, tylko o więcej czasu na pokazanie, że jest w stanie jeździć – o lepsze warunki, okoliczności…

– Warunki na pewno – przyznaje Robert. – Wystarczyłyby warunki z bolidem, do którego wsiadłem w 2020 roku – pierwszy dzień testów w Barcelonie – żeby niektórym osobom otworzyć oczy. Nikt się nie spodziewał, że w Alfie będę jechał tak samo szybko czy nawet szybciej niż kierowcy wyścigowi, którzy byli w tym zespole, znali zespół i zakładali dużo więcej kompletów opon niż ja. I tak naprawdę to była moja największa odpowiedź.

Na pewno łatwiej jest spojrzeć na cyferki i oceniać. Czasami myślę, że nawet byli kierowcy, którzy mogliby opowiedzieć i wyczuć pewne sytuacje, po prostu mówią rzeczy, które zrobią więcej lajków i będą miały więcej wyświetleń na Instagramie, zamiast spróbować przekazać, jak to naprawdę jest, jak to w rzeczywistości może wyglądać od wewnątrz. Wiadomo, że ktoś, kto nigdy nie siedział w bolidzie, nie jest w stanie się w to wczuć. Ktoś, kto siedział, mógłby się wczuć, ale nie musi, dlatego tak to wszystko wygląda.

– Są rzeczy, których mi nikt nie powie – ciągnie temat Robert, nie trzeba tutaj drążyć kolejnymi pytaniami. – Nigdy się nie dowiemy, jak to wszystko wyglądało w 2019 roku, ale było naprawdę wiele Grand Prix, gdzie w zakrętach jeździłem szybciej niż ten człowiek, który wygrał wyścig w ubiegłym tygodniu [George Russell, Grand Prix São Paulo 2022].

– Jedyną rzeczą, której według mnie ludzie nie zrozumieli, był 2017 rok [i testy] na Węgrzech, gdzie wsiadłem po sześciu latach do auta, które było zupełnie inne niż te, do których byłem przyzwyczajony. Na chyba najtrudniejszym torze pojechałem w upalnych warunkach 150 okrążeń i założę się z każdym, kto przez sześć lat nie jeździł bolidem Formuły 1, żeby przejechał 150 okrążeń na Węgrzech, szczególnie przy moich ograniczeniach. Na koniec dnia założono mi miększą mieszankę i brakowało trochę prędkości, ale nie za dużo. Zresztą pamiętam, jak kiedyś pokazał to Fernando [Alonso] – wszyscy chodzili po padoku i mówili, że to nie jest ten sam Fernando, a po prostu była jedna zmiana techniczna w bolidzie i coś mu nie pasowało. Z wyścigu na wyścig odzyskał wyczucie, odzyskał pewność siebie i zaczął jeździć jak dawniej – a już były głosy, że za stary i tak dalej. Taki jest ten świat, ten sport jest naprawdę dużo bardziej skomplikowany i techniczny, niż ludziom się wydaje.

– Na pewno łatwiej jest spojrzeć na cyferki i oceniać. Czasami myślę, że nawet byli kierowcy, którzy mogliby opowiedzieć i wyczuć pewne sytuacje, po prostu mówią rzeczy, które zrobią więcej „lajków” i będą miały więcej wyświetleń na Instagramie, zamiast spróbować przekazać, jak to naprawdę jest, jak to w rzeczywistości może wyglądać od wewnątrz. Wiadomo, że ktoś, kto nigdy nie siedział w bolidzie, nie jest w stanie się w to wczuć. Ktoś, kto siedział, mógłby się wczuć, ale nie musi – dlatego tak to wszystko wygląda.

Towarzysząca nam przez cały czas rzeczniczka prasowa Alfy Romeo zaczyna się nerwowo kręcić na krześle. Kwadrans już minął, z niedalekich garaży zaczyna docierać ryk odpalanych silników przed drugą sesją treningową, więc uspokajająco daję znać, że powoli dobiegamy do końca rozmowy. Czyli ten przejazd na miękkich oponach podczas testów na Hungaroringu oraz podejście zespołu Williams w sezonie 2019 położyły karierę?

Nie mogę powiedzieć, że czułem się gorzej traktowany, ponieważ nie było żadnego traktowania przez niektóre osoby. Ja nadal mam bardzo dobry kontakt z niektórymi ludźmi i uważam, że w Williamsie jest i było mnóstwo super osób, jeśli chodzi o współpracę oraz sprawy techniczne, ale umówmy się, że były sytuacje, które dawały wiele do zrozumienia i pokazały, jak to wszystko było kierowane. I to nie raz.

– Szczerze, mogę odpowiedzieć – jaką karierę? – droczy się Robert. – Dla mnie ściganie było zawsze pasją i ja tak to odbierałem. Moje największe zwycięstwo jest takie, że przez dwa lata ludzie skupiali się na moich ograniczeniach, a dziś nikt o tym nie mówi. Były osoby, które mówiły, że w Monako nie będę w stanie jeździć, w deszczu nie będę w stanie jeździć, podobno na pierwszych okrążeniach moje ograniczenia nie pozwalałyby mi podejmować jakichś tam manewrów – a były to aspekty, w których chyba najlepiej mi to wszystko wychodziło.

– A z Williamsem to wyglądało tak, że był jeden kierowca, który w 2019 roku z Williamsem zapunktował – w szczęśliwych warunkach – i myślę, że gdyby to był ten inny kierowca, to ten punkt byłby świętowany przez trzy miesiące. Ale zdobyłem go ja i tak naprawdę niedługo po tym nikt już o tym nie mówił w Williamsie i nawet się nie chwalili, że zdobyli ten punkt.

W tym momencie wypada spytać, czy czuł się tam…

– Nie, byłem na to przygotowany.

Czy czuł się gorzej traktowany?

– Nie gorzej, ja robiłem swoje. Nie mogę powiedzieć, że czułem się gorzej traktowany, ponieważ nie było żadnego traktowania przez niektóre osoby. Ja nadal mam bardzo dobry kontakt z niektórymi ludźmi i uważam, że w Williamsie jest i było mnóstwo super osób, jeśli chodzi o współpracę oraz sprawy techniczne, ale umówmy się, że były sytuacje, które dawały wiele do zrozumienia i pokazały, jak to wszystko było kierowane. I to nie raz. Ale to nie rozmowa na dziś.

Na tym kończymy, zwłaszcza że drugi trening już się rozpoczął, Robert chciałby pokazać Maćkowi samochody w akcji, a rzeczniczka prasowa Alfy Romeo też wolałaby pooglądać akcję na torze, zamiast nagrywać „na wszelki wypadek” naszą rozmowę. Miałem popytać jeszcze o wrażenia Roberta po sezonie 2022 w Formule 1, ale to może poczekać na kolejny raz… Podobnie jak różne tematy z przeszłości i oczywiście te wciąż nieznane plany na najbliższą przyszłość.

6 KOMENTARZE

  1. Świetny wywiad, Robert zaczyna mówić coraz więcej. Z jednej strony fajnie jest się dowiedzieć nowych faktów z pierwszej ręki, z drugiej strony obawiam się, że to oznacza ostateczne 0 szans na powrót do królowej motorsportu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here