Jedna z kilku imprez łączących F1 i śnieg: Nick Heidfeld w lutym 2007 roku jeździł wyścigówką BMW Sauber w Sankt Moritz.

Być może zabrzmi to niewiarygodnie, ale wyobraźcie sobie, że bywały świąteczno-noworoczne przerwy bez „Kevina samego w domu” czy piosenki „Last Christmas” zespołu Wham! Odbywały się za to wyścigi Formuły 1 i to w ramach mistrzostw świata. Dacie wiarę? A jednak! O tym, ale także o kilku innych ciekawostkach związanych z zimową przerwą, dowiecie się z tego materiału. Zapraszam do lektury.

Z punktu widzenia współczesnego kibica Formuły 1 jest raczej oczywiste, że w grudniu, styczniu i lutym w oficjalnym rozkładzie jazdy mamy przerwę. Nie oznacza to – rzecz jasna – że w świecie królowej sportów motorowych nic się nie dzieje. W zaciszu fabryk w najlepsze trwają bowiem przygotowania do kolejnego starcia, ale bywały sezony, gdy w ramach mistrzostw świata (poza nimi zresztą również, ale te dzisiaj pominiemy) kończono rywalizację po Świętach Bożego Narodzenia, albo rozpoczynano ją na przełomie starego i nowego roku. Wyścigi organizowane w tym terminie w Argentynie, Brazylii czy Republice Południowej Afryki nie były wtedy niczym niezwykłym, chodziło jednak o czasy, gdy oficjalny kalendarz nie był wypełniony po brzegi, jak to ma miejsce obecnie.

„Maestro” rządzi
W okresie triumfów wielkiego Juana Manuela Fangio naturalnym wydawała się runda w Argentynie. Pomysł doszedł do skutku, gdy „Maestro” miał już na koncie pierwszą ze swoich pięciu koron mistrza świata. 18 stycznia 1953 roku odbył się inauguracyjny wyścig o Grand Prix Argentyny. Ku rozpaczy lokalnej publiczności jadący na drugiej pozycji Fangio odpadł, gdyż w jego Maserati posłuszeństwa odmówił układ przeniesienia napędu, a zwyciężył Alberto Ascari. Na otarcie łez Argentyńczycy otrzymali trzecią lokatę Jose Froilána Gonzáleza.

W następnych czterech styczniowych wyścigach na torze w Buenos Aires wygrywał już Juan Manuel – z tym, że w 1956 roku triumf zapisano mu na spółkę z Luigim Musso (jedyne zwycięstwo Włocha w karierze), który po awarii pompy paliwa w D50 Argentyńczyka przekazał mu swoją maszynę.

Z kolei w swoim ostatnim występie na Autodromo Municipal Ciudad de Buenos Aires (1958) Fangio wywalczył pole position i do 34 okrążenia prowadził, lecz po wizycie w alei serwisowej i zmianie opon w jego Maserati 250F zaczął niedomagać silnik i idol lokalnej publiczności finiszował na czwartej pozycji.

Embed from Getty Images

Grudniowi mistrzowie
W sezonie 1959 wyścig w Argentynie wypadł z kalendarza (jednorazowo wrócił do niego w lutym 1960 roku, po czym zniknął na kilkanaście kolejnych lat). Pojawiła się za to runda w Stanach Zjednoczonych. 12 grudnia 1959 roku na zlokalizowanym na Florydzie torze Sebring rozstrzygnęły się losy tytułu mistrza świata. Pierwszym z dwóch grudniowych czempionów Formuły 1 został Jack Brabham, który przez kilkaset ostatnich metrów pchał swojego Coopera, przecinając metę na czwartej pozycji. Koniec końców nie była mu ona do niczego potrzebna, cała sytuacja dowiodła jednak niezwykłej determinacji Australijczyka.

Co ciekawe, po wyścigu na Sebring nastąpiła najkrótsza przerwa pomiędzy sezonami w dziejach mistrzostw świata Formuły 1. Nowy sezon startował bowiem już 7 lutego w Buenos Aires. Jak łatwo policzyć, pomiędzy wyścigami w Stanach Zjednoczonych i Argentynie upłynęło jedynie 57 dni. Fajnie, co? I tak, i nie, bo druga w kalendarzu Grand Prix Monako miała miejsce dopiero 29 maja.

Embed from Getty Images

Z początkiem następnej dekady narodziła się nowa świecka tradycja – czyli organizowane w okolicy Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku wyścigu w Republice Południowej Afryki. Pierwszy z nich przeprowadzono 29 grudnia 1962 roku na torze w East London. Triumfatorem rozegranego w sobotę wyścigu okazał się Graham Hill, który został tym samym najpóźniej koronowanym czempionem w dziejach F1. Po prymat w klasyfikacji konstruktorów sięgnęła z kolei reprezentowana przez Anglika ekipa BRM. Był to zresztą jej jedyny mistrzowski laur w królewskiej klasie wyścigowej.

W następnym sezonie (28 grudnia, znowu sobota) aż takich emocji w RPA nie było, ponieważ tytuły mistrzów świata zostały rozdane już wcześniej. Zwycięstwo odniósł natomiast startujący rewolucyjnym Lotusem 25 (pierwszy samochód F1 z nadwoziem skorupowym) Jim Clark, który pokonał Dana Gurneya i Grahama Hilla.

Nie był to zresztą jedyny świąteczno-noworoczny triumf słynącego z wyjątkowej skromności Clarka. Na jego koncie widnieją bowiem jeszcze zwycięstwa w wyścigach rozegranych 1 stycznia (odpowiednio w 1965 roku na East London i w 1968 roku na Kyalami). Warto w tym miejscu zaznaczyć, że poniedziałkowy sukces na torze Kyalami przyniósł Szkotowi 25. zwycięstwo w karierze (wówczas rekord) i stanowił zarazem jego ostatni występ w mistrzostwach świata. Następną rundę sezonu rozgrywano dopiero 12 maja, a wtedy Clark już nie żył, ponieważ w kwietniu zginął w wyścigu F2 na torze Hockenheim.

Embed from Getty Images

Ileż to trwa!
Wiemy już, ile trwała najkrótsza pauza między sezonami. Na przeciwległym biegunie znajduje się przerwa pomiędzy pierwszym i drugiem sezonem mistrzostw świata Formuły 1. Zamykający zmagania w 1950 roku wyścig na torze Monza miał miejsce 3 września, natomiast otwierające kolejny sezon Grand Prix Szwajcarii rozegrano dopiero 27 maja 1951 roku. Pomiędzy włoskim triumfem Giuseppe Fariny w Parco di Monza, zapewniającym mu zresztą miano pierwszego mistrza świata F1, a sukcesem Juana Manuela Fangio na torze Bremgarten minęło aż 266 dni! W tym czasie co prawda ścigano się aż dziewięć razy, ale te zawody nie były zaliczane do mistrzostw świata.

Embed from Getty Images

W duecie
W latach 70., nawiązując do tradycji sprzed dwóch dekad, powrócono do inaugurowania sezonu styczniową rundą w Argentynie. Kilkakrotnie w pakiecie z rozgrywanym dwa tygodnie później wyścigiem o Grand Prix Brazylii. Po raz ostatni w takim właśnie zestawieniu mistrzostwa świata ruszyły w 1980 roku. Następnie obie rundy zmieniły termin w kalendarzu na późniejszy, po czym runda w Buenos Aires na kilkanaście lat w ogóle wyleciała z rozkładu jazdy.

Niektóre z „zimowych” wyścigów zapisały się złotymi zgłoskami w dziejach kilku ekip Formuły 1. W 1978 roku na torze Jacarepagua triumfował wprawdzie reprezentujący Ferrari Carlos Reutemann, ale drugie miejsce wywalczył zasiadający ze sterami Copersucara F5A Emerson Fittipaldi, który tym samym zapewnił stajni Fittipaldi jej jedyne podium w F1.

Sezon 1979 rozpoczął się szokiem, jaki zafundowali faworytom Jacques Laffite i zespół Ligier. Piękny, lecz przede wszystkim bardzo skuteczny jeśli chodzi o efekt przypowierzchniowy model JS11 okazał się sensacją początku mistrzostw świata. Laffite wygrał zarówno w Argentynie, jak i w Brazylii. 18-punktowa zaliczka sprawiała, że Francuz nieoczekiwanie wyrósł na jednego z kandydatów do tytułu. Szybko i skutecznie został jednak sprowadzony na ziemię. W pozostałych trzynastu rundach uzbierał tyle samo oczek co w dwóch otwierających zmagania i ostatecznie wylądował na czwartej pozycji w generalce (do mistrzostw świata zaliczano po cztery najlepsze wyniki z dwóch części sezonu).

Embed from Getty Images

Nie do pomyślenia
Po raz ostatni sezon Formuły 1 rozpoczynał się w styczniu 35 lat temu. W 1982 roku (dokładnie 23 stycznia) na torze Kyalami odbył się wyścig, którego triumfatorem został Alain Prost, dosiadający Renault RE30B napędzanego 1,5-litrowym turbodoładowanym silnikiem V6. Od tamtej pory kierowcy Formuły 1 już nigdy więcej nie ścigali się w wyścigu zaliczanym do mistrzostw świata przed marcem. Szkoda? No cóż, przy obecnym, bardzo długim i nadzwyczaj wyczerpującym kalendarzu, podobne eksperymenty trudno nawet sobie wyobrazić. Niewątpliwie jednak takie rundy dodawały zmaganiom najlepszych kierowców świata interesującego kolorytu.

Embed from Getty Images

7 KOMENTARZE

  1. Abstrachując od artykułu w Wiliamsie problem obecnie jest taki iż Kubica na krótko był by idealny aczkolwiek tyle że team ma kompleks i wie ze nie są obecnie w stanie konkurować z mercem ferrari redbulem i pewnie mclarenem wiec wygra opcja rosjanina bo niestety kierownictwo teamu negocjuje dlugoterminowy kontrakt ktory da stabilnosc finansowa do rozwoju firmy, Robert ma techniczny geniusz i i tak bedzie mu sie wiodlo ale narazie chce jezdzic a nie być technikiem co moim zdaniem stawialo by go z adrianem tyle ze w całkiem nowej kategoriiw F1 w jednej inii a nawet wyżej tak ze samo to ze geniusz przeżył wtedy i jest dawkujac nam to tak bardzo madrze i skrupulatnie cieszy niezmiernie Forza Mistrzu Kubica bo Ty już dla mnie nim jesteś w kategorii „Gwiazd ” ludzkości 😉

    • Mówiąc o rosjanach i jednocześnie o DŁUGOTERMINOWYM STABILNYM dopływie PIENIĘDZY to oksymoron , chyba raczysz żartować 🙂 i nie wiesz jak się rzeczy mają . gdyby tak bylo jak myslisz poidjeliby ta decyzje z Sir/Kvy juz w listopadzie/grudniu … zastanów się …

  2. Robert, ciekawy artykuł. Kawałek dobrej historii której ja osbiscie nie znalem. Ciekawi mnie bardzo skad czerpiecie wiedze dotyczaca takich szczegółów jak wyścigi z lat 50-60.

  3. Jej F1 na śniegu ! Koś mi podpowie jak rozwiązane jest ogrzewanie 🙂 ? Ja jadąc na rowerze przy 0C już mi od waitru w rękawiczkach marzną palce. Co dopiero przy większych prędkościach. kombinezony ogrzewane czy co ?

  4. Czasem to tak warto sobie usiąść przed telewizorem lub komputerem i obejrzeć nawet jakieś wyścigi F1 z dawnych lat. Wtedy to były emocje, teraz to wyścig technologii bardziej.

Comments are closed.