Dokładnie dekadę temu, 6 sierpnia 2006 roku, na Hungaroringu, Robert Kubica po raz pierwszy stanął na polach startowych w Grand Prix Formuły 1. Półżartem mówiąc, było to spełnienie obietnicy sprzed kolejnych niemal dziesięciu lat: w sezonie 1997 mały Robert pierwszy i ostatni raz w życiu oglądał z trybun wyścig F1, także na Węgrzech. Stwierdził wówczas, że jeśli ma wrócić na tor, to tylko w roli kierowcy. Słowa dotrzymał właśnie 10 lat temu: podczas weekendu, z którego fotograficzne wspomnienia możecie obejrzeć w poniższej galerii.

Jego wspaniała kariera rozpoczęła się rzecz jasna dużo wcześniej. W marsz na wyścigowy szczyt włożył niesamowicie dużo pracy, poświęcając karierze właściwie całe życie. Pewnie dlatego niezbyt przychylnie patrzył na tych, którzy dopiero 6 sierpnia 2006 roku zorientowali się, że ktoś taki jak Robert Kubica w ogóle istnieje i dotarł na sportowy Olimp.

Postawa podczas pierwszego „prawdziwego” wyścigowego weekendu nie mogła dziwić, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze piątkowe występy czy pracę podczas testów. Na dzień dobry pokonał w kwalifikacjach zespołowego partnera, a w niedzielę mimo błędów w zmiennych warunkach dał się we znaki kilku bardziej doświadczonym kolegom z toru i finiszował w punktach – odebranych po wykluczeniu za niedowagę samochodu, spowodowaną opróżnieniem pokładowej gaśnicy w czasie jednej z przygód poza torem.

Mimo to wciąż jest dość wysoko na liście najmłodszych zdobywców punktów (uczynił to dwa wyścigi później, w GP Włoch, zdobywając jednocześnie swoje pierwsze podium) – na 21. pozycji, wypchnięty niedawno z pierwszej dwudziestki przez Pascala Wehrleina. Gdyby utrzymał siódmą miejsce z GP Węgier, byłby dwie lokaty wyżej – pomiędzy Fernando Alonso i Bruce’em McLarenem. Gdyby…

9 KOMENTARZE

  1. 76 wyścigów, jedna wygrana (Kanada 2008), jedno pole positions (Bahrajn 2008), jedno najszybsze okrążenie (Kanada 2010), 12 wizyt na podium, 74 okrążenia na prowadzeniu i zdobyte łącznie 273 punkty.

  2. To były świetne, emocjonujące chwile, podszyte szokiem, że oto Polak w F1.
    Teraz możemy podziwiać go w innej walce. Cały czas trzymamy kciuki:)
    Niech mu się poukłada jak najlepiej. Powodzenia Robert:)

  3. To już dekadę temu.. Jak to mówią Czesi – to se ne wrati ale RK dał nam Polakom coś wyjątkowego. Wszystkim tym, którzy oglądali F1 możliwość spojrzenia na rywalizacje kierowców bez kompleksów. Bez kompleksów ponieważ mogliśmy oglądać polskiego kierowce w starciu z gigantami tego sportu takimi jak Michael Schumacher lub Fernando Alonso. Dał nam powód do dumy dlatego, że bardzo często z tej rywalizacji wychodził zwycięsko. To już historia a RK niewątpliwie zapisał się w niej złotymi zgłoskami. Nigdy tego nie zapomnimy! Dlatego też jedynie co pozostało nam pasjonatom tej dyscypliny motosportu to wiara, że jeszcze wróci. Nikomu nie muszę bowiem chyba udowadniać ile straciła F1 po odejściu Roberta. Straciła wiele w oczach nie tylko Polaków ale wielu pasjonatów tego przedstawienia. Pozdrowienia Robert, czekamy na Ciebie.

  4. Rocznica jakich wiele … wszędzie pojawiają się jakieś rocznice …

    Też mam niedosyt porażek i sukcesów w F1 związany z nagle przerwaną karierą Roberta.
    Wszystkie chciałbym przeżyć zarówno „klnąc” jak i „płacząc z radości” ze względu na osiągane wyniki.

    Nieważne co w danej chwili robię… zawsze gdzieś tam, przez najciemniejsze zakamarki umysłu, przebiegają mi pytania bez odpowiedzi – > co by było, gdyby Robert nie odniósł takich obrażeń?

    Być może niewiele by zyskał.
    Ale zawsze mógłbym być świadkiem tego, że zrobił wszystko jak należy i zakończył karierę w F1 zgodnie z prośbą Matki Natury.

  5. Pamiętam, że w Playboyu z 2000 roku rozmawiała z nim Martyna Wojciechowska. W Polsce był mało komu znany, mi na pewno nie, ale już wtedy artykuł zrobił na mnie wrażenie. Pewnie dlatego, że w sercu zapłonęła nadzieja, że po latach oglądania Schumachera na RTV w końcu zobaczymy Polaka w F1.

Comments are closed.