Robert Kubica nieszczególnie chce zdradzać powody decyzji o rozstaniu z ByKolles. Po tym, co widziałem na Monzy, ja nieszczególnie żałuję zakończenia tej przygody, zanim jeszcze na dobre się rozpoczęła. Talent i poświęcenie Roberta zasługują na coś na bardziej profesjonalnym poziomie, szkoda już czasu i nerwów na szarpaninę, nie warto jeździć byle jeździć, za wszelką cenę. To i tak nie był plan A, a prace nad lepszym jutrem można prowadzić bez tracenia energii na udział w takim projekcie.

Myślałem, że długa rozmowa z Prologu WEC na Monzy trafi już tylko do szuflady, ale ostatecznie wybrałem kilka fragmentów, które jak sądzę są cały czas aktualne, mimo zdecydowanej zmiany planów na sezon 2017. Opatrywanie ich szerszym komentarzem raczej mija się z celem. Kubicosceptycy i tak wiedzą i napiszą swoje, Kubicomaniacy odpowiedzą swoimi argumentami, a Kubicorealistom do przemyśleń i analiz wystarczy sama lektura wypowiedzi Roberta. Tak czy inaczej, wszyscy muszą czekać na kolejne ruchy kierowcy i chyba nie tylko ja trzymam za niego kciuki.

W wywiadzie opublikowanym w rocznicę wypadku powiedziałeś, że teraz już nie odmówiłbyś testu w samochodzie Formuły 1. Czy po tylu latach jeszcze widzisz w ogóle siebie w kokpicie F1?
Zobaczymy. Jak na razie w paru kokpitach siedziałem, chociaż w ostatnich latach chodzi bardziej o symulatory. Robię tego o wiele więcej niż się o tym mówi i zostawmy to tak jak jest. Cieszę się, że to tak zostaje, ponieważ nie jest mi potrzebny rozgłos i niektóre programy pracy pozostają w ścianach budynku, w którym znajdują się symulatory. To jest fajne i pokazuje też, że chociaż jest mnóstwo ludzi, którzy mogliby robić i robią tę robotę, to wciąż jest jeszcze kilka osób, które dają mi taką możliwość, mimo że już swoje lata mam. Wiesz, starzeję się i realia są, jakie są.

No dobrze, ale wciąż jesteś przydatny…
Nie wiem, zobaczymy. Ja temat Formuły 1 traktuję bardzo z przymrużeniem oka.

Nigdy jednoznacznie nie powiedziałeś ani tak, ani nie odnośnie powrotu do F1.
Nigdy nie powiedziałem, że będę jeździł i nigdy nie powiedziałem, że nie będę jeździł. A co się wydarzy? Ja tego nie wiem. W pewnym okresie miałem szansę pojeżdżenia, ale było na to za wcześnie. Według mnie rany były jeszcze nie do końca zagojone i ryzyko było za duże… Określiłem to takim ryzykiem że gdybym miał nóż w ręku, to bym go wbił w siebie. Jazda byłaby fajna, ale później co? Jakbym chciał ot tak sobie przejechać się samochodem Formuły 1, to odpaliłbym swój i się przejechał!

Zaraz, ale silnika przecież nie dostałeś? [Robert dostał od zespołu samochód BMW Sauber F1.08 z sezonu 2008, bez silnika]
Silnik by się znalazł i nie byłoby problemu, mógłbym się przejechać, ale nie o to chodzi. Dlatego też podchodzę do tego bardzo spokojnie, bardzo realistycznie i tak naprawdę zdanie, które ktoś tam źle przetłumaczył, że nie myślę już o tym, to wcale nie znaczy, że to wykluczam, tylko po prostu teraz żyję bardziej z dnia na dzień i dążę do poznawania siebie, do poprawiania siebie jako osoby i jako kierowcy w nowych warunkach. Co przyniesie przyszłość i kiedy zasiądę za kierownicą, w jakiej roli i czy w ogóle to się wydarzy – nie wiem.

Co będzie, to będzie? Weźmiesz to, co nadejdzie?
Nie, wszystkiego nie. Biorę, wszystko co dobre, mam nadzieję. Chociaż też wydawało mi się, że pewne decyzje były dobre, a nie były. Tak jak mówię, śpię spokojnie i zobaczymy. Mówią, że cierpliwość zostaje wynagradzana, ale realia są takie, że Formuła 1 ma swój pęd. Jest to bardzo ekstremalny sport i mając ograniczenia nie jest łatwo, a sama przejażdżka z mojego punktu widzenia nie ma za bardzo sensu. Nie wiem, czy kiedyś był w historii kierowca, który tak jakby dwa razy debiutował w Formule 1 w przeciągu powiedzmy 15 lat. Było paru, jak Schumacher, którzy zrezygnowali i później wrócili, ale dla mnie wejście w nowe, głębokie wody to byłby tak jakby drugi debiut.

Czyli byłbyś jednocześnie pierwszym i drugim Polakiem w Formule 1 😉
Mógłbym być, tak, ale chyba raczej musimy poczekać na kogoś, kto się narodzi czy też nam wyrośnie, żebyśmy zobaczyli Polaka na polach startowych.

W świecie wyścigów wciąż jesteś często i dobrze wspominany, Twoje nazwisko ma zadziwiająco silną markę biorąc pod uwagę to, jak dawno zniknąłeś ze sceny. Dziwi Cię to?
Tak. Powiem szczerze, że dziwi, ale też bardzo to doceniam. Długo nie było mnie w motorsporcie, przez dwa lata w ogóle, a potem tak naprawdę odciąłem się od świata wyścigów. Na pewno zaskakująca jest liczba kibiców z Polski i nie tylko, którzy pojawiają się czy to na rajdach, czy to na wyścigach. Zresztą nie tylko kibice: na przykład przyjechałem na Monzę dwa i pół roku temu na rajd i komisarze z toru, którzy mnie pamiętają z mojej pierwszej wizyty tutaj, w 1997 roku, przyszli przywitać się ze mną. Te drobne, ale bardzo miłe gesty pokazują, że może nie zawsze byłem taki zły, jak próbowano mnie malować – ale oczywiście o gustach się nie dyskutuje i nie każdemu moja osoba i styl pracy czy też w ogóle mój charakter muszą pasować.

Wspomniałeś o odcięciu się od świata wyścigów. To było celowe działanie, czy tak wyszło, kiedy postanowiłeś skupić się na rajdach?
Tak jak powiedziałem, sądzę, że było zbyt wcześnie na wyścigi. To nie tak, że pewnego dnia obudziłem się i powiedziałem „koniec z wyścigami, idę w rajdy”. Powrót do wyścigów po wypadku byłby dużo łatwiejszy, dużo mniej kosztowny – czy też nawet na odwrót, bo uważam, że byłbym w stanie znaleźć sobie dobrą pracę. Miałbym dużo łatwiejsze i dużo spokojniejsze życie. Teraz przyjeżdżam na Monzę i widzę moją przeszłość jako pozytywne rzeczy, nie boli mnie to. A dawniej miałem różne myśli, różnie to na mnie działało i różne miałem odczucia.
W 2013 roku przyjechałem tu na testy jednego auta. Wjeżdżając na tor już czułem się dziwnie. To jest takie specyficzne miejsce, ten park… OK, pojeździłem sobie przez cały dzień i tak naprawdę wszystko było w porządku, ale wyjeżdżając znów… Wiele razy tak się wydarzyło, niekoniecznie chciałem to przeżywać.

Zwłaszcza tutaj, na Monzy, wspomnienia musiały szczególnie boleć?
Z każdym torem coś się wiąże. Tak samo było z DTM, gdzie testowałem w 2013 roku na ostatnim torze, po którym jeździłem samochodem Formuły 1 – w Walencji. Wiesz, to są takie rzeczy, które kiedy wszystko idzie dobrze, to tak naprawdę trudno zrozumieć. Ja wybrałem drogę, która w tamtym momencie była dla mnie najlepsza. Nie dla mnie jako kierowcy, tylko dla mnie jako człowieka.
Większość – i dobrze – widzi i poznała mnie jako kierowcę, natomiast ja każdego dnia rano budzę się jak każdy inny człowiek, idę do ubikacji tak jak każdy inny człowiek, idę umyć zęby tak jak każdy inny człowiek i funkcjonuję dokładnie tak samo. Pewne rzeczy i przemyślenia dzieją się też u mnie i nie ukrywajmy, że to, co się wydarzyło w 2011 roku, odegrało naprawdę dużą rolę w moim życiu. Nie był to łatwy okres. Na pewno po fakcie jest łatwo analizować i mówić sobie, że trzeba było zrobić tak, czy trzeba było zrobić tak, ale są różne okresy w życiu i czasami żeby być w stu procentach w sporcie, trzeba też mieć jak najbardziej stuprocentowe życie pozasportowe. A jednak w moim życiu dużo się wydarzyło i niekoniecznie były to miłe chwile, łatwe przeżycia. Dlatego odegrało to sporą rolę jeśli chodzi o moje decyzje i o to, jak to wszystko później wyglądało.
Ja też w pewnym momencie zrozumiałem, czemu popełniam błędy w rajdach. Jestem dosyć surowy dla siebie i nie mogłem zrozumieć, co tam oprócz braku doświadczenia się działo. W ostatnich latach w Formule 1 moją dużą siłą było to, że popełniałem bardzo mało błędów albo praktycznie w ogóle. Uważam, że to był jeden z moich większych atutów, szczególnie w 2010 roku, kiedy miałem rewelacyjny sezon, jeśli chodzi o jazdę.

Lepszy niż 2008?
Lepszy. Według mnie najlepszy w historii. Ale też miałem inną sytuację poza wyścigami, a do tego rok 2010 dużo mi pokazał, dużo zrozumiałem. Potwierdził też to, co myślałem parę sezonów wcześniej i dlatego zawsze próbuję dążyć do tego, żeby każda osoba dążyła do tego samego celu i dawała z siebie maksimum, bo dopiero wtedy kierowca, kiedy to czuje, jest w stanie dać z siebie sto procent.

Masz na myśli zgraną pracę zespołu w tamtym sezonie?
Tak, tego też mi brakowało w rajdach. Do tego kiedyś usiadłem i pomyślałem sobie: „Ty, brakowało mi w rajdach tego, że często jeździłem dla siebie”. Wychodziłem z ciężkiego okresu i tak naprawdę poza sezonem 2013 nie miałem realnego sportowego celu. Miałem cel, który w ogóle nie był związany z ukończeniem sezonu na którejś tam pozycji, tylko z jak najszybszą nauką i jak najszybszym znalezieniem się na poziomie czołówki. To akurat mało osób zrozumiało, ale OK, to w sumie normalne. Z drugiej strony ja zrozumiałem, że od 1998 roku, kiedy zostałem kierowcą fabrycznym w kartingu, zawsze jeździłem na jakiś cel i tak naprawdę tego mi bardzo brakowało w rajdach.
Mój cel był zbyt długoterminowy i nie mogłem tego wszystkiego poukładać. Poza tym o ostatnim roku to już w ogóle nie mówmy, ponieważ to był jakiś hardcore, czeski film. Kiedy teraz sobie pomyślę, jaka sytuacja ciągnęła się przez dłuższy czas, że w maju czy na początku czerwca nie było absolutnie niczego, a w październiku prowadziliśmy w rajdzie w mistrzostwach świata, to naprawdę wygląda to jak czeski film. Realia wyglądały zupełnie inaczej niż na zewnątrz. Ja jestem człowiekiem, który dąży do jak najwyższego poziomu jeśli chodzi o całą pracę, nie tylko o jazdę, a tu nie chodziło o najwyższy poziom, tylko o jakikolwiek. Będąc w rytmie tego nie doceniałeś, ale ostatecznie doszło do tego, że w pewnym stopniu jeździłem na rajdy, żeby odpocząć.

Między rajdami za dużo miałeś na głowie?
Nie, między rajdami wszystko miałem na głowie. Podchodziłem do tego jak najbardziej profesjonalnie, ale moim tlenem i moją satysfakcją były czasy na oesach, sama przyjemność z jazdy. Okazało się jednak, że tej przyjemności już nie było za dużo, a na nią nakładało się jeszcze sporo problemów z różnych źródeł i tak naprawdę jedyną osobą, która pociągała za sznurki, byłem ja. Ja szefowałem, ja to, ja tamto.
Sytuacja zrobiła się naprawdę niełatwa, ale jeśli za kilkadziesiąt lat pokażę na telefonie zdjęcie z Rajdu Hiszpanii – nie wiem, czy będę miał dzieci, czy może znajomemu pokażę – to na powiększeniu będzie widać polską tablicę rejestracyjną i nie wiem, czy ktoś kiedyś powtórzy taki wyczyn. Takie rzeczy zostają, poza samymi wynikami można też mieć taką satysfakcję. Nigdy nie byłem jakimś wielkim patriotą, często odbierano mnie jako Włocha i różne rzeczy opowiadano, bo kiedyś startowałem z licencją włoską, ale motorsport w Polsce jest niedoceniany. To ogólnie duży, chyba największy problem motorsportu w Polsce. Brakuje torów, brakuje profesjonalnych programów, brakuje wszystkiego. Nie bierze się to z niczego, tylko z tego, że przez większość motorsport nie jest w ogóle postrzegany jako sport. Może kiedyś dorośniemy do tego, żeby zrozumieć tak naprawdę, na czym ten motorsport polega, jak jest skomplikowany i techniczny. Jak się to wydarzy, to może też więcej osób doceni to, co udało mi się zrobić, chociaż tak naprawdę uważam, że zrobiłem mało w porównaniu z tym, co powinienem zrobić.

Czemu tak uważasz?
Ja jestem ambitny chłop!

To czego jeszcze nie zrobiłeś?
A, wielu rzeczy.

Nie wziąłeś się za wychowywanie kolejnych kierowców?
Wiesz, zobaczymy. Ale nie, ja za wychowywanie kierowców się nie biorę. Też za szkolenia się nie biorę, ponieważ mam swoją teorię na ten temat. Za dużo pracowałem, aby dojść do pewnych rzeczy, żeby móc je sprzedać za takie 1000 złotych za dzień. Jestem też takim człowiekiem, że jak biorę się za coś, to daję z siebie sto procent, czyli nie byłbym w stanie iść po linii najmniejszego oporu, tylko chciałbym przekazać swoją wiedzę jak najlepiej. Uważam, że tego nie jest tak mało, ponieważ miałem nie tylko przyjemność startów w Formule 1, ale też zbierałem cenne doświadczenie, stałem się dużo lepszym kierowcą i znacznie lepiej rozumiem ten świat. Czasami zdarza się, że ustawiam auta – nie tylko rajdowe – przez telefon, przez SMS-y znajomym, którzy jeżdżą w najlepszych zespołach. Jakoś dziwnym trafem się to sprawdza, w jednym czy drugim samochodzie te rzeczy działają. W mechanice, jeśli ktoś studiuje, to wie dokładnie, że pewne rzeczy muszą się sprawdzić i niezależnie od samochodu, modelu czy marki fizyka i mechanika są dokładnie takie same, to wszystko.

Czy plan startów w WEC z ekipą ByKolles był Twoim planem A na sezon 2017?
Ten plan nie był moim priorytetem. Nie ukrywam, że w zeszłym roku były okresy, w których myślałem, że w tym sezonie będzie naprawdę super. We wrześniu czy październiku spałem dość spokojnie, a okazało się, że może zbyt spokojnie i w pewnym momencie tak jakby peleton odjechał, a ja zostałem z tyłu, bo myślałem, że wszystko jest już poukładane. Nie było sekretem, że miałem nadzieję i myślałem, że w tym roku będę ścigał się w innej serii, ale tak się nie stało i nie ma gdybać, kto, gdzie, jak i dlaczego. Nie stało się i tyle, chociaż szkoda, bo pracowałem i byłem przygotowany do startów w jednej z najważniejszych serii, jeśli chodzi o poziom kierowców i jeśli chodzi o wyzwanie. Nie mówię, że to [WEC] plan rezerwowy, ale to coś nowego, też niełatwe zadanie i sam się w pewnym stopniu zdziwiłem, że spróbuję czegoś takiego. Uważam, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i powiem tak: nic jeszcze nie jest potwierdzone, ale nie sądzę, żeby to było moje jedyne zadanie w tym roku. Nie ma co narzekać, trzeba obrać nową drogę i dlatego jestem spokojny. Obym tym razem się nie mylił, ale może się okazać, że będzie to rok, który sporo wniesie jeśli chodzi o moje ściganie torowe.

41 KOMENTARZE

  1. „Czasami zdarza się, że ustawiam auta – nie tylko rajdowe – przez telefon, przez SMS-y znajomym, którzy jeżdżą w najlepszych zespołach. Jakoś dziwnym trafem się to sprawdza, w jednym czy drugim samochodzie te rzeczy działają.” – no to jest jakaś masakra… Wierzyć się nie chce! Wow!!! Ciekawe komu? Ktoś coś czytał? Słyszał? Panie Mikołaju?

  2. Ten człowiek nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Niesamowity gość. Mam nadzieję, że jest świadom tego, że są tysiące osób, dla których jest w jakimś stopniu inspiracją i autorytetem, wzorem do naśladowania. Jeśli nie, przy następnej okazji proszę go uświadomić, panie Mikołaju 😉 Mam nadzieję, że jeszcze go życie wynagrodzi za całą tytaniczną pracę i niesamowitego pecha. Forza Kubica!

    • Tak. O tym samym pomyślałem. Chciałbym kiedyś Go spotkać i powiedzieć „kurcze… miałem tyle miłych dni dzięki Tobie. Nic od Ciebie nie chcę. Tylko pozdrowić”. Wszystko co ma zawdzięcza tylko sobie.

      • Bardzo dużo Robert zawdzięcza swojemu ojcu. I nie tylko ojcu.
        Żeby taki dzieciak miał odpowiednie warunki i mógł się rozwijać potrzeba dużo zaangażowania i również gotówki. Nie ma żadnej gwarancji, że ten wkład cokolwiek przyniesie w przyszłości. Tylko wiara i nadzieja. Im się udało i tylko możemy się z tego cieszyć 🙂

  3. I to jest wywiad, na który wszyscy czekaliśmy (parafrazuję Mikołaja sprzed lat).
    Robert, rób co chcesz, ale przy okazji zmajstruj kilku synów, jak najszybciej.

    • Że można się zastanawiać, jaka to jeszcze oprócz WEC (i domyślnie F1) jest seria z czołowymi kierowcami tego świata. Indy? Coś na Antypodach? No chyba, że chodziło o WEC, ale w prawdziwym LMP1.

      A za puszczenie wywiadu należą się podziękowania. I faktycznie, ciężko będzie z polskimi talentami, bo te, z którymi (wg tego co dałem radę obejrzeć albo przeczytać) można było wiązać jakieś nadzieje, to właśnie się rozmywają w jakichś pucharach lambo (Basz), albo innych dachowcach (Waliłko). W Polsce ludzie bardzo ciągną do sportów motorowych. Właściwie od zawsze (proponuję obejrzeć w wiki choćby wpis o wyścigowych mistrzostwach Polski i od kiedy one trwają), ale każdy przy korycie ma to gdzieś, a potencjalnym sponsorom „się nie opłaca”. Jedyna opcja to poczekać aż się pojawi jakiś rodzimy Lord March.

      • Przede wszystkim kariera w Polsce za długo trwa, a żeby być konkurencyjnym na świecie to w wieku 13-14 trzeba już jeździć w narodowych (zagranicznych) albo eurpejskiej serii kartingowej. Jak ktoś w Polsce próbuje swoich sił w puszkach to już jest dla niego za późno na poważne serie bolidów, tym bardziej na F1. Jakiś czas temu poczytałem o karierze Mikołaja Marczyka, który w halowym kartingu międzynarodowym radził sobie świetnie. Ale co z tego, skoro za późno się za to zabrał i z różnych powodów jego kariera nie poszła w kierunku kartingu torowego, a w rajdy. Bartłomiej Mirecki to kolejny temat.
        A odnośnie wyścigów torowych w Polsce to popularność wśród kierowców czy kibiców jest marginalna. Zapraszam na Tor Poznań na WSMP żeby zobaczyć na własne oczy jak to wygląda. Pasjonaci w Fiatach 126p, BMW E36, klasy gdzie o tytuł mistrza Polski gdzie rywalizuje po 5 aut, pucharowe Porsche 911 dla bawiących się wyścigami bogaczy i jedyna na tą chwilę seria z sensowną rywalizacją czyli puchar Kia Picanto (wcześniej był jeszcze VW). A gdzieś w tym wszystkim kilka talentów które zwyczajnie się marnują i nawet nie mają szansy wybić się gdzieś wyżej. Gdzie dzisiaj jest Mateusz Lisowski, Janek Kisiel, i inni?

  4. Super wywiad, RK to niesamowity gość szacunek dla Niego za to jak podchodzi do całej sytuacji jak i jego kariery w motorsporcie, takich ludzi brakuje jak On.Niestety ma racje z tym, że w Polsce motorsport nie jest doceniany, szkoda.

  5. W końcu zobaczyłem Kubicę-człowieka. Jakby podświadomie czekałem tyle lat na taki wywiad, kiedy powie otwarcie co czuje. Zawsze Robert był profesjonalistą do bólu, taki trochę Spock – bez emocji, nastawiony na konkretny cel. A w środku siedziało, kotłowały się wszystkie przeżycia. Ten wypadek to było coś strasznego, a mimo tego jak nikt pozbierał się i działał, chociaż w środku siedziały te same emocje.

    No i sprawdziło się to co mówił Mikołaj czy Cezary Gutowski – Kubica powinien mieć w głowie tylko jazdę, a nie zarządzanie całym zespołem. Gdyby jakiś zespół go przygarnął, miałby mistrza.

  6. RK ma pasje ma swoje życie które napędza motosport cieszy mnie fakt że jest silniejszy po Andorii…..dojrzał emocjonalnie….fizycznie także nastąpiła poprawa. Czekam na jego kolejny start w światowej królowej motosportu i trzymam kciuki za urzeczywistnienie sesji poza elektronicznym testem bolidu mercedesa a na asfalcie w bolidzie ferrari, na Monzy……szacun za wytrwałość i siłę…..RK jest inspiracją dla przyszłych pokoleń a obecna grupa kibiców wspiera go w pełnej krasie. Forza Roberto

  7. Znow pompowanie tego szpenia od rozwalania cudzych samochodow? Kiedy bedzie koniec? Pojechał 3x w F1, rpzpierdolił drogie fury no i dziekuje, wracaj do bolszy smigac foncwagenem a nie pchasz ryja tam gdzie juz sie obesrałeś

  8. Tak. To co człowiek posiada najcenniejszego to wolna, nieugięta wola. A błądzić ludzka rzecz. Nie wszyscy mają odwagę i siłę żyć na własnych zasadach. Życzę powodzenia we wszystkich podjętych przedsięwzięciach.

  9. Najważniejsze aby sam Robert wiedział gdzie mu będzie dobrze i szacunek za to że nie jest tzw. „męską dz…”, trzeba się cenić i mieć godność. Sądzę że powrót do F1 nastąpi, czy jako kierowca ? może inna funkcja ?. Życzę wszystkiego dobrego.

  10. Robert, widziałem to oczyma wiary już parę lat temu, i nadal tak mocno to widzę, iż niemal to wiem – wrócisz do F1, zdobędziesz tytuł mistrzowski, a potem go obronisz. I wiem, że przed tym musi wydarzyć się cud, ale… miej wiarę i do zobaczenia w bolidzie na torze!

  11. Super wywiad Dziekuje panie Mikolaju Zycze Robertowi zdrowia i sily szkoda ze nie byl w Silverstone bo bylem ale mam zdjecia imie i nazwisko Roberta nad pitem oraz samochod ByKolles nadal mam nadzieje ze uda Robertowi wejsc do F1.

  12. Pan Robert jest zajebisty 🙂 Dla mnie niekoronowany mistrz F1 …. Mam nadzieję, że to się z czasem zmieni, a ja jestem cierpliwy, bardzo cierpliwy …. ArcyNadCierpliwy …. Wiec czekam spokojnie.

  13. Kubica jakby nie było f1 powinien odpuścić jako zawodnik ale wec, lm, dtm czy inne serie to jeszcze chciałbym go oglądać. Tam często nie patrzą w metrykę i jeżdżą dziadkowie-f1. Robert czekamy !

  14. Panie Robercie, panie Mikołaju! Dziękuję, na taki wywiad czekałem.
    Mam nadzieję, że pan Robert znajdzie swoje wymarzone miejsce w motorsporcie lub poza nim.

  15. Czytając ten artykuł sam zadałem sobie pytanie do której kategorii należę. Czy jestem Kubicomaniakiem czy Kubicorealistom? Bardziej skłaniam się do tego pierwszego. Wyróżniłbym jednak jeszcze jedną kategorie – Kubicowierzących. Dlaczego? Ano dlatego, że wierzę, wierzę, że to nie koniec tej pięknej i tragicznej historii. I don’t care ile razy będzie debiutował RK? Oby jak najczęściej 😉

  16. Robert wiem, że czasem tu zaglądasz dlatego przyłączę się do życzeń kolegów. Obyś miał jak najwięcej potomstwa i spełnił swoje marzenia. Co będzie to będzie, ja nigdy nie zapomnę Kanady, Singapuru i Moza. Dałeś mi tak wiele radości, że byłoby grzechem prosić o więcej. Wiedz, że jesteś inspiracją dla mnie i wielu, wielu ludzi, jesteś im potrzebny bo po prostu ro……..sz ten gó…..ny system. Życzę szczęścia i spełnienia z całego serca! Zapomnij jednak o latach bo to bzdury, mówiąc bez ogródek paskudna manipulacja. Kto wie tak naprawdę lub może kim tak naprawdę, jest czas? Tak, czas jest demonem, bo wcześniej czy później zniszczy wszystko na tym świecie. Dlatego najgorszą rzeczą jaką może zrobić człowiek, to mu się poddać..

  17. Panie Mikołaju, trochę nie chcę mi się wierzyć, że Robert poważnie mówi o swojej pozycji w świecie sportów motorowych. Przecież dobrze wszyscy wiemy jakiego „kalibru” kierowcy ocierają się o F1 i nie ważne jakie pozostawią po sobie wrażenie to łatka kierowcy co jeździł w F1 pozostaje chyba do końca kariery!!
    Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że Robert nie jest tuzinkowym kierowcą.
    Jak On w ogóle może się dziwić, że ma taką pozycję w tym światku i że tylu kibiców za nim podąża???
    Gdyby chodziło o mojego kolegę to bym mu powiedział – chłopie trochę więcej wiary w to kim jesteś i gdzie jesteś, ale oczywiście Robertowi rad nie będę udzielał bo takich doradców jak ja to pewnie znajdzie się parę ładnych milionów na całym świecie.
    …a WRC??? Z tego co Robert mówi to ta seria nie dojrzała jeszcze do takiego poziomu profesjonalizmu jaki jest w F1 i mam nadzieję, że za 10 lat ktoś tam obejrzy się wstecz i powie ” o kurcze, już kiedyś to przerabialiśmy, pamiętam był taki kierowca, to chyba Robert zmieniał sposób opisu trasy, zapoznania na trasie, testowania auta, ustawień czy organizacji rajdu” i dopiero wtedy docenią to co stracili 2 lata temu.
    …a i jak będzie następna okazja to proszę przekazać Robertowi, że są miliony kibiców którzy go wspierają bo może nie zdaje sobie z tego sprawy 🙂
    Świetny wywiad!!
    Pozdrawiam

  18. Nic nikomu narzucić nie można, jednak szkoda że Robert nie chce pomóc jakiemuś młodemu zawodnikowi jednocześnie trafiając w samo sedno jeśli chodzi o pozycję motorsportu w Polsce.
    Bez takiego wsparcia wielu kierowców skończy swoją przygodę z tym sportem na poziomie kartingu.
    Nie mówię tu o jakimś szkoleniu za „1000 zł za dzień”. Czasem wsparcie w postaci zdjęcia i dobrej wypowiedzi na temat zawodnika wystarczy aby w Polsce pozyskać sponsora. Wynika to z dużego zainteresowania Robertem i jego poczynaniami, które pewno nie będzie trwało wiecznie….

    • Wystarczyłoby, gdyby się pojawił np na kartingowych mistrzostwach Polski i wcześniej o tym poinformował. Zainteresowanie zawodami wrasta stukrotnie. 🙂 Jego wartość marketingowa jest gigantyczna, ale nikt nie próbuje Reberta nakłonić żeby przekuć to na zainteresowanie motorsportem w Polsce.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here