Wydarzeniem dnia była konferencja prasowa z udziałem Fernando Alonso, w czasie której Hiszpan otrzymał 18 pytań, a pozostali kierowcy średnio po dwa.

Tego odczucia nie sposób pomylić z niczym innym: wyjście z klimatyzowanego budynku portu lotniczego w Kuala Lumpur nie pozostawia złudzeń co do miejsca, w którym przyszło nam się znaleźć. Uderzenie dusznego, gęstego powietrza to jedynie przedsmak nadchodzących przeżyć i weekendu pod znakiem poszukiwania schronienia w schłodzonych pomieszczeniach.

Spacer z parkingu do biura prasowego trwa parę minut, ale tuż po wyjściu z chłodnego auta (w cudzie malezyjskiej motoryzacji marki Proton nie działa wiele rzeczy i wyposażenie jest raczej siermiężne, ale klimatyzacja na szczęścia działa bez zarzutu) połączenie upału i wilgotności daje solidnie w kość. Niektórym kierowcom przeszkadza to na tyle, że nie chcą zatrzymać się nawet na sekundę przy trzech wytrwałych łowcach autografów, którzy przez cały czwartek czatowali na swoich idoli pod palmą przed wejściem do padoku. Kimi Räikkönen przynajmniej złożył trzy podpisy, ale już Lewis Hamilton nie zaszczycił nikogo autografem mistrza.

Od piątku czekają ich jeszcze większe wyzwania. W przeciwieństwie do Singapuru, gdzie większość czasu za kierownicą spędza się po zmroku (co wcale nie przynosi wielkiej ulgi, ale zawsze coś…), w Malezji trzeba „pracować” za dnia. Poza kokpitem samochodu Formuły 1 odczuwalna temperatura przekraczała w czwartek 40 stopni Celsjusza, ale zawodnicy zakładają na siebie warstwę niepalnej bielizny z długimi rękawami i nogawkami, na to niepalny kombinezon, i zasiadają w kokpicie, otoczeni rozgrzanymi częściami samochodu. Nawet napój w specjalnym pojemniku nie pomaga, bo szybko osiąga temperaturę wrzącej herbaty.

Wiadomo jednak, że nikt i nic nie odciągnie kierowcy Formuły 1 od jazdy. Fernando Alonso i Valtteri Bottas, którzy nie mieli okazji do walki na torze przed dwoma tygodniami, aż palą się do nadrobienia strat. W przypadku Hiszpana będzie ciężko o nawiązanie walki z kimkolwiek poza zespołowym partnerem (chociaż Manor w czwartek odpalił silnik, więc może tym razem Will Stevens i Roberto Merhi wyjadą na tor), ale Bottas będzie walczył o podium.

Fin i jego zespołowy partner Felipe Massa są świadomi, że jedyne zagrożenie w walce o miano najlepszej ekipy poza Mercedesem pochodzi z Maranello. – Ferrari znacznie poprawiło silnik, nie mamy już przewagi na prostych – mówił w czwartek Massa. Brazylijczyk przyznał też, że tegoroczna specyfikacja jednostki napędowej pozbawiła Williamsa przewagi w postaci najmniejszego w stawce zużycia paliwa. Ekipa pracuje jednak nad poprawą spalania.

Na dobry początek zapraszamy do obejrzenia galerii z środy i czwartku na torze Sepang.