Patronami meksykańskiego toru są bracia Rodríguez.

Pierwszy od 23 lat wyścig Formuły 1 na Autódromo Hermanos Rodríguez wypada dokładnie w 53. rocznicę śmierci jednego z patronów toru. Ricardo Rodríguez zginął 1 listopada 1962 roku, podczas pierwszego dnia treningów przed inauguracyjną Grand Prix Meksyku na świeżo zbudowanym torze w Mexico City, noszącym jeszcze wówczas nazwę Magdalena Mixhuca – tak jak park miejski, w którym się mieści. Ten wyścig nie był zaliczany do mistrzostw świata, a Ricardo miał wystartować w barwach ekipy Roba Walkera, Lotusem 24. Prawe tylne zawieszenie samochodu pękło w niebezpiecznym zakręcie Peraltada i kierowca nie miał szans na przeżycie zderzenia z barierą.

Zginął w wieku 20 lat, mając już na koncie niebagatelne sukcesy. W wieku 18 lat i 133 dni stanął na drugim stopniu podium w 24h Le Mans, do dziś jest to rekord. Dostrzeżony przez wielkiego Enzo Ferrari, dostał szansę debiutu w mistrzostwach świata podczas GP Włoch 1961. Wywalczył drugie pole startowe i ustanowił kolejny niepobity do dziś rekord: w wieku 19 lat i 6 miesięcy został najmłodszym kierowcą, który zdobył pozycję w pierwszym rzędzie. Najmniej zabrakło Sebastianowi Vettelowi – także na Monzy, w 2008 roku, Niemiec wywalczył pole position w wieku 21 lat i dwóch miesięcy.

 

Ogółem Ricardo zdążył wystartować w pięciu Grand Prix zaliczanych do mistrzostw świata, dwa razy finiszując w punktach: na czwartym miejscu w GP Belgii 1962 i szóstym w GP Niemiec 1962. Po jego śmierci ogłoszono w Meksyku żałobę narodową, a pałeczkę przejął starszy o dwa lata brat, Pedro. Ich ojciec, Don Pedro Natalio Rodríguez, był szefem elitarnej motocyklowej jednostki policyjnej. Ze swoich wpływów i fortuny zrobił dobry użytek, inwestując w wyścigową karierę synów. Obaj zaczynali od motocykli (Pedro zdobywał mistrzostwo Meksyku w latach 1953-54), ale gdy Don Pedro zakupił Ferrari 250 Testarossę, bracia na stałe przesiedli się na cztery koła.

Pedro zadebiutował w Formule 1 rok po śmierci brata, w barwach fabrycznej ekipy Lotus. W latach 1963-66 startował w wybranych wyścigach (głównie w USA i Meksyku), poza Lotusem także w Ferrari. Pierwszy pełny sezon startów, 1967 w Cooperze, rozpoczął od wygranej w GP RPA, w swoim dziewiątym starcie. Organizatorzy na torze Kyalami nie byli przygotowani na taką ewentualność i nie mieli meksykańskiego hymnu, więc od tamtej pory Pedro zabierał ze sobą na wyścigi nagranie oraz narodową flagę.

 

Sezon 1967 zakończył na szóstej pozycji w klasyfikacji kierowców i taki sam wynik zanotował rok później, w barwach BRM. Nie wygrał ani razu, ale zgarnął trzy podia. W 1969 roku przeniósł się do ekipy Rega Parnella i jeździł prywatnym BRM, ale wytrzymał tam tylko trzy wyścigi. Po krótkim rozbracie z F1 dokończył sezon w barwach Ferrari, reprezentując Scuderię także w wyścigach aut sportowych. Na sezon 1970 wrócił do fabrycznego zespołu BRM i w GP Belgii odniósł swoje drugie zwycięstwo w mistrzostwach świata. Na pożegnanie starej pętli Spa-Francorchamps ustanowił rekord średniej prędkości w wyścigu, ale jego osiągnięcie – 241,3 km/h – przetrwało tylko do końcówki kolejnego sezonu, kiedy na Monzy Peter Gethin, także w samochodzie BRM z silnikiem V12, zwyciężył ze średnią prędkością 242,62 km/h.

W sezonie 1971 Pedro wywalczył drugie miejsce w deszczowej GP Holandii, potwierdzając opinię jednego z najlepszych kierowców na mokrej nawierzchni. W ramach bogatego programu startów jeździł także w zawodach samochodów sportowych – na swoją zgubę. Na ulicznym torze Norisring, w wyścigu Interserie, tuż po zdublowaniu rywala stracił panowanie nad samochodem (prawdopodobnie w wyniku awarii zawieszenia) i jego Ferrari 512M po uderzeniu w barierę stanęło w płomieniach. Kierowca nie miał szans.

Starszy z braci Rodríguez przeszedł do historii jako jeden z nieustraszonych i bardzo wszechstronnych kierowców. W 1968 roku w parze z Lucienem Bianchim – bratem dziadka Jules’a – wygrał 24h Le Mans, cztery razy zwyciężał w wyścigach długodystansowych na Daytonie, w 1970 i 1971 roku przyczynił się do zdobycia przez Porsche tytułu w mistrzostwach świata samochodów sportowych. Startował także w NASCAR, Can-Am, rajdach i wyścigach na lodzie, zdobywając w tej ostatniej dyscyplinie mistrzostwo Ameryki Północnej (sezon 1970). W Formule 1 wystartował 54 razy, wygrał dwa wyścigi i wywalczył pięć innych podiów, zdobywając w sumie 71 punktów.

 

Jak dotąd Pedro jest jedynym Meksykaninem, który stawał na najwyższym stopniu podium w Formule 1. Poza braćmi Rodríguez i świetnie Wam znanymi Sergio Pérezem i Estebanem Gutiérrezem, barwy tego kraju reprezentowali w wyścigach Grand Prix jeszcze tylko Moisés Solana i Héctor Rebaque.

Solana w latach 1963-68 wystartował w ośmiu Grand Prix, tylko w rodzinnym Meksyku oraz USA. Fundusze na starty częściowo zarabiał na boisku do jai-alai – sportu przypominającego squasha, w którym Solana był uznanym mistrzem. Do historii wyścigów przeszedł nie za sprawą wyników (najlepsze osiągnięcie to 10. lokata za kierownicą Lotusa 33 Climax w GP Meksyku 1964), ale dzięki numerowi startowemu, który wybrał sobie na debiut w GP Meksyku 1963. Na BRM P57 nakleił starannie omijany przez przesądną wyścigową brać #13. Pechowa trzynastka od tamtej pory pojawiła się na samochodach F1 tylko w dwóch przypadkach: Divina Galica bezskutecznie próbowała zakwalifikować się do GP Wielkiej Brytanii 1976 za kierownicą Surteesa TS16 Cosworth, a w zeszłym roku Pastor Maldonado wybrał sobie właśnie taki stały numer startowy.

Szóstkę meksykańskich kierowców F1 kompletuje Rebaque, który z kolei wsławił się założeniem własnego zespołu i skonstruowaniem swojego samochodu. Model HR100, zaprojektowany przez Geoffa Ferrisa i Johna Barnarda, został zbudowany przez Penske Racing w oparciu o Lotusa 79, ale jego kariera była wyjątkowo krótka. Na trzy próby w końcówce sezonu 1979, Meksykanin tylko raz zakwalifikował się do wyścigu (GP Kanady), którego zresztą nie ukończył.

Wcześniej Rebaque zadebiutował w F1 z ekipą Hesketh (sezon 1977), a przez kolejne dwa lata jeździł w barwach własnej ekipy, korzystającej najpierw z prywatnych Lotusów 78 i 79. Po fiasku projektu HR100 Meksykanin odpoczywał przez pierwszą połowę sezonu 1980, po czym zastąpił w ekipie Brabham Argentyńczyka Ricardo Zunino. Przez półtora roku partnerował Nelsonowi Piquetowi, ale podczas gdy Brazylijczyk zdobył w sezonie 1981 mistrzostwo świata, Rebaque zamknął pierwszą dziesiątkę z jedenastoma punktami na koncie – za trzy czwarte i jedną piątą lokatę. Karierę w F1 zakończył z 13 punktami, bo wcześniej był szósty w GP Kanady 1980 i GP Niemiec 1978 – jeszcze w prywatnym Lotusie 78.

Pérez i Gutiérrez muszą zatem wzorować się na patronach toru w Mexico City, bo niewiele trzeba, by poprawić osiągnięcia Solany i Rebaque. Jednak jeśli sukcesy miałyby zależeć bezpośrednio od dopingu meksykańskich kibiców na Autódromo Hermanos Rodríguez, to Sergio i Esteban mogą już czuć się mistrzami świata.