Trwają już prezentacje samochodów na sezon 2017, szykowanych zgodnie z poważnie przemeblowanymi przepisami. Testy rozpoczynają się po weekendzie, ale zanim na dobre ruszymy z kolejną odsłoną mistrzostw świata, chciałbym jeszcze wywiązać się z pewnych drobnych zaległości – zbierając z czeluści komputera i nadając ostatni szlif materiałom, które powstawały w trakcie pozbawionej wyścigów, ale dość pracowitej zimy.

Na pierwszy ogień tradycyjne noty za styl: subiektywny ranking kierowców, którzy zrobili na mnie największe wrażenie na przestrzeni całego sezonu. Stali bywalcy strony wiedzą, że znaczenie tu mają nie punkty i zwycięstwa, lecz szereg mniej uchwytnych czynników. Im więcej pozytywnych niespodzianek i spełnionych nadziei, tym wyższa pozycja w rankingu. Niespodzianki negatywne, marnowanie potencjału własnego oraz zespołu czy zapędzenie do narożnika przez zespołowego partnera (zwłaszcza teoretycznie niżej notowanego) wykluczają delikwenta z pierwszej dziesiątki.

Oczywiście zapraszam do kulturalnej wymiany poglądów w komentarzach, może (a raczej na pewno) ktoś z Was widziałby w pierwszej dziesiątce inne nazwiska i/lub inną kolejność. Zaczynamy!

10. Romain Grosjean

Spośród kilku kandydatów do zamknięcia pierwszej dziesiątki ostatecznie skreśliłem obu kierowców Williamsa. Wiadomo, że żaden z nich głową nie przebije sufitu w postaci technicznych niedoskonałości samochodu, na wielu torach skutecznie maskowanych przez najlepszą w stawce jednostkę napędową. Mimo to trudno wskazać szczególnie efektowne występy w wykonaniu Valtteriego Bottasa i Felipe Massy, natomiast początek sezonu Romaina Grosjeana pokazał, że o dawnym rozrabiace i jeźdźcu bez głowy słuch już zaginął. Francuz wyrósł na szybkiego lidera zespołu, potrafiącego ostro pojechać w sprzyjających warunkach. Haas miał nosa, ściągając go do siebie. Wcześnie zatrzymany rozwój samochodu był oczywiście kulą u nogi, podobnie jak przeróżne problemy wieku dziecięcego w świeżym aucie, składanym z klocków Ferrari i Dallary. Co prawda końcówka sezonu upłynęła w rytm narzekań na niestabilne hamulce, ale efektowny początek (przede wszystkim Bahrajn) wystarczyły, by wejść do mojego zestawienia.

9. Sebastian Vettel

Pokonany przez swój dawny zespół, który bezpardonowo zostawił za sobą, łakomiąc się na fotel w Scuderii po Fernando Alonso, czterokrotny mistrz świata zaczyna rozumieć, dlaczego Hiszpan czmychnął do McLarena. Być może doceni te trzy wicemistrzowskie tytuły wywalczone przez swojego poprzednika w Maranello. Wyłączając duet Mercedesa, Vettel spędził na prowadzeniu najwięcej okrążeń w sezonie 2016, ale marna to dla niego pociecha. Niedostatki czerwonej maszyny przeszkadzały mu w podobny sposób jak w 2014 roku: Sebastian chce polegać na przyczepności tyłu, której w modelu SF16-H brakowało – a mocniejszy przód odpowiada z kolei jego zespołowemu partnerowi, często szybszemu od Niemca w kwalifikacjach. Nerwy zbyt często dawały znać o sobie, ale czy można dziwić się kierowcy, który z kokpitu podejmuje lepsze decyzje strategiczne niż ludzie na stanowisku dowodzenia? W zdobyciu większej liczby punktów przeszkodziły nie tylko błędy ekipy czy chcącego ugrać zbyt wiele Sebastiana, ale też niepotrzebne defekty.

8. Kimi Räikkönen

Wyższa pozycja w duecie Scuderii to zasługa nie tylko dobrej formy Kimiego w kwalifikacjach, ale też typowego dla niego chłodnego opanowania. Nic dziwnego, że rzadziej od Vettela tracił nerwy, ale meksykański wybuch czterokrotnego mistrza świata albo ulubione przez realizatorów transmisji TV narzekania na opornych maruderów mimo wszystko podkopują reputację zawodnika, który powinien służyć za wzór – chociażby młodym zawodnikom. Kartingowcy nie zawsze mają czego się uczyć, czy to od Vettela, czy to od mistrza świata Nico Rosberga (pamiętne kwalifikacje na Węgrzech). Dla Räikkönena na pewno nie był to udany sezon – w punktacji przegrał ze swoim sparingpartnerem Maksem Verstappenem, który pierwsze cztery Grand Prix przejechał w Toro Rosso – ale po pierwsze nie dał się zapędzić Vettelowi w kozi róg, a po drugie udowodnił, że wiek nie przeszkadza w dość skutecznej jeździe.

7. Sergio Pérez

Nigdy nie zdołam dostrzec w Meksykaninie materiału na mistrza świata, ale z sezonu na sezon imponuje mi coraz bardziej. Po katastrofalnym epizodzie z McLarenem nie byłem osamotniony w przekonaniu, że może już wystarczy tej przygody… Na szczęście Sergio znalazł przystań w Force India, gdzie inteligentni i doświadczeni inżynierowie potrafili odpowiednio go ukierunkować: uspokoić i wykrzesać to, co w nim najlepsze. W nagrodę dostali w sezonie 2016 dwa podia, a Pérez wywalczył najlepszą w karierze pozycję w mistrzostwach i zostawił za sobą cenionego zespołowego partnera – a przecież Nico Hülkenberg, z imponującym CV w seriach juniorskich, uchodził niegdyś za jednego z najzdolniejszych kierowców młodego pokolenia. Teraz to już pokolenie średnie, a w kolejce do ewentualnych transferów z Force India w pierwszej kolejności ustawiano się właśnie po Péreza. Nico przyjął swoją działkę pecha i bywało, że tracił szansę na punkty przez błędy rywali, ale swoje miejsce w Renault zawdzięcza przede wszystkim temu, że Sergio postanowił nie zmieniać ekipy. Zobaczymy, jak Pérez spisze się w roli wyłącznego lidera ekipy, mając w drugim samochodzie niedoświadczonego, ale bardzo obiecującego Estebana Ocona.

6. Fernando Alonso

Niełatwo jest oceniać kierowców, którzy dysponują takim sprzętem, jak Fernando Alonso przez poprzednie dwa lata. Hiszpan ma w tym względzie niejakie doświadczenie, bo w swoim debiutanckim sezonie 2001 błyszczał za kierownicą słabiutkiego Minardi. O ile w 2015 roku dwaj mistrzowie świata w barwach McLarena jeździli na podobnym poziomie, o tyle teraz odchodzący ze sportu Jenson Button był przeważnie tłem dla kolegi. Tak jak w przypadku Hülkenberga, swój przydział pecha (tyle, że głównie awarie, a nie bliskie, niezawinione spotkania z rywalami) wykorzystał też i Jenson, ale niczym w sucharze o stercie podań o pracę, z pechowcami nie będziemy się zadawali. Za to dla Alonso był to kolejny sezon, w którym sprzęt nie nadążył za umiejętnościami. Okazywana od czasu do czasu frustracja była zrozumiała, ale w przeciwieństwie do zachowań Vettela, Fernando robi to jakoś tak… sympatycznie? Z większą klasą? Parę pozycji różnicy w moim rankingu to efekt nie tylko dominacji nad również posiadającym mistrzowski tytuł zespołowego partnera, ale też właśnie stylu, z jakim Alonso przełyka gorycz porażki. Może to kwestia wprawy?

5. Carlos Sainz

Najbardziej niedoceniany kierowca w stawce, kropka. W moim rankingu jest wyżej niż kiedykolwiek w wyścigu Formuły 1, ale jego postawa za kierownicą Toro Rosso naprawdę robi wrażenie. Zwłaszcza w sezonie 2016, kiedy za jego plecami pracowała stara wersja jednostki napędowej Ferrari, z końca 2015 roku. W drugiej połowie mistrzostw nikt nawet nie zakładał, że ekipa z Faenzy zdobędzie jakiekolwiek punkty, ale chyba zapomniano poinformować o tym Sainza: szóste lokaty po efektownej i skutecznej jeździe w USA i deszczowej Brazylii sprawiły, że na koniec sezonu Carlosowi zabrakło ledwie siedmiu punktów do startującego Williamsem Felipe Massy. Jasne, to Max Verstappen zwrócił na siebie uwagę agresją czy brakiem pokory, ale nie tylko moim zdaniem Sainz niekoniecznie odstaje od objawienia ostatnich dwóch sezonów. Jest w stanie jeździć szybko i skutecznie, a że bez fajerwerków – cóż, jeden agresor w rodzinie Sainzów wystarczy. Mam nadzieję, że przygoda z Formułą 1 nie zakończy się w tym przypadku na Toro Rosso, ale do tego potrzebny jest jeden z dwóch scenariuszy: rozłam między kierowcami seniorskiej ekipy Red Bulla lub wypuszczenie Sainza na rynek. Chętni na pewno się znajdą, już się zresztą znaleźli.

4. Max Verstappen

Mam kłopot z tym gagatkiem. Z jednej strony to niekwestionowany talent, skupiony na jeździe i odnoszeniu sukcesów kierowca z poważnymi zadatkami na wielkiego mistrza, a z drugiej te wszystkie godne uwagi i pochwał przymioty giną w cieniu chyba niepotrzebnej arogancji. Tej na torze i w uwagach kierowanych pod adresem krytyków, bo w bezpośrednich rozmowach Holender jest po prostu konkretny, rzeczowy i pewny siebie, bez dotykania cienkiej granicy tejże pewności, którą czasami przekracza za kółkiem. To oczywiste, że grzeczni chłopcy nie zostają mistrzami świata (jednorazowe przypadki należy tłumaczyć dominującym sprzętem), a każdy potencjalny wielki mistrz chce jak najszybciej oznaczyć terytorium i pokazać, że nie da sobie w kaszę dmuchać. Jednak niektóre manewry Maksa nie zakończyły się potencjalnie groźnymi kraksami tylko dzięki reakcji rywala, a sędziowie przymykali na to oczy – aż doprecyzowali zasady obrony, zmieniając literę prawa jak niegdyś po wyczynach Lewisa Hamiltona. Czy Max także pod względem sukcesów dorówna starszemu koledze? Wiele za tym przemawia, ale tym razem jeszcze do pierwszej trójki nie trafi.

3. Nico Rosberg

Emerytowany już mistrz świata zmieścił się w pierwszej trójce mojego zestawienia, ale na najniższym jego stopniu. Nie za nisko? Wszak był w stanie wygrywać z Hamiltonem i ostatecznie zapisał się w historii jako 33. mistrz świata. Cel został osiągnięty, ale malkontenci mogą kręcić nosem, że w dużej mierze dzięki okolicznościom. OK, ale w przebiegu sezonu 2016 nie było niczego niezwykłego. Może niektórzy zapomnieli, że to sport techniczny, w którym różnego rodzaju defekty są na porządku dziennym. Jasne, niezawodność została wyniesiona na niebotyczny poziom, o jakim pomarzyć mógł taki Jim Clark (zamiast dwóch, miałby z pięć tytułów na koncie, gdyby jego Lotusy były tak kuloodporne jak współczesne maszyny), Ayrton Senna czy nawet Kimi Räikkönen za czasów McLarena. Rosberg też miewał swoje problemy i defekty, a że wykorzystał tracone przez Hamiltona punkty? Cóż, na tym polega ten sport. Utrzymał też nerwy na wodzy w końcówce sezonu – przewagę miał co prawda bezpieczną, ale nie takie bywały w przeszłości trwonione (spytajcie Hamiltona…). Kamyczek w ogródku to na pewno postawa na mokrym torze: Monako, Silverstone, Interlagos… Z takim tempem w deszczu nawet miejsce w pierwszej trójce jest na wyrost…

2. Daniel Ricciardo

W zestawieniach wielu kolegów z biura prasowego to Australijczyk znalazł się na czele. Podejrzewam, że spory wpływ na taką kolejność w ścisłej czołówce rankingu ma… postrzeganie Verstappena jako bezdyskusyjnego boga kierownicy. Skoro Daniel tak dobrze spisuje się na tle nastoletniego objawienia (obnażając chociażby pewne braki w kwalifikacjach czy pokazując, ile znaczy opanowanie i unikanie barier…), to sam zasługuje na aplauz. Jednak patrząc na to od drugiej strony, jeśli Max nie jest (przynajmniej na tym etapie) ucieleśnieniem absolutnej supergwiazdy F1, to mniej więcej wyrównana forma Ricciardo na jego tle, nawet ze wskazaniem na Australijczyka, nie może zagwarantować mu pierwszej pozycji w zestawieniu. Dan zasłużył na więcej niż jedno zwycięstwo w sezonie 2016, ale słusznie określał ten rok mianem najlepszego w karierze – a pamiętajmy, co zrobił z Vettelem dwa lata wcześniej. To też świadczy o potencjale Verstappena, dostrzeżonym przez kolegę z drugiej strony garażu. Ciekaw jestem dalszej dynamiki w tym duecie, na razie moim okiem większe doświadczenie góruje nad młodzieńczym zapałem. Pomijając już ciepło bijące od Australijczyka – jego nie da się nie lubić.

1. Lewis Hamilton

Jedno jest pewne: porażką w walce o czwarty mistrzowski tytuł Lewis nie może obciążać wyłącznie  kapryśnej techniki. Oczywiście „gdybanie” i liczenie straconych punktów doprowadziłoby nas do wniosku, że Hamilton powinien był zdobyć tytuł w cuglach, ale trzeba też pamiętać, że proste dodawanie „należnych” zdobyczy nie jest do końca uczciwe, bo nigdy nie przekonamy się, jak inna sytuacja w mistrzostwach wpłynęłaby na taktykę czy podejście kierowców podczas kolejnych wyścigów. W faktycznej sytuacji Rosberg musiał w końcówce sezonu pilnować przewagi, a nie walczyć do upadłego o każdy punkt. Nie zmienia to faktu, że ta faza zmagań w wykonaniu Lewisa była iście mistrzowska. Nie dopisali rywale, bo kto wie, jak wyglądałby finał sezonu, gdyby np. Red Bull nie przesadził ze zmianami opon w Brazylii. Wracając do przyczyn porażki, poza defektami (Malezja i początek sezonu, z którego Lewis tanio się wykpił jednorazową karą w Belgii – ta furtka w regulaminie została już zamknięta) warto też pamiętać chociażby o wpadce z GP Europy i porażkach z Rosbergiem we Włoszech (popsuty start) i Singapurze (fantastyczny weekend w wykonaniu Nico). Jego taktyka w finałowej odsłonie pokazała, jak wiele jest w stanie zrobić, by zdobyć mistrzowski tytuł. Tym razem się nie udało, ale nawet utracone na jego życzenie punkty nie mogą zatrzeć ogólnego wrażenia: to Lewis był najszybszym kierowcą sezonu 2016.

15 KOMENTARZE

  1. Zgadzam się …. prawie całkowicie z rankingiem! Aczkolwiek zamieniłbym miejscami … Carlos pozycja 8 , a Kimi na 5 miejscu. Tyle i tylko tyle . bardzo dobry ranking!
    No cóż nowy sezon już za chwilę… Nie ma Roberta Kubicy więc kolejny raz kibicuję i trzymam kciuki za IceMan-a! Forza Kimi – )))

  2. Subiektywne oceny Mikołaja wydają się w tym roku takie obiektywne 😉 Może przesunąłbym Nico o jedno oczko niżej za Maxa, bo odstawania od Lewisa na deszczu to jedno, a od Maxa to drugie. Max nie ma tyle doświadczenia i wygranych co Brytyjczyk.

  3. Lewis nie zasłużył wg mnie na pierwsze miejsce przez to, że nie potrafił skoncentrować się i wygrywać z Nico w pierwszej połowie sezonu, tam gdzie nie miał problemów technicznych. Z kolei ze względu na deszcz powinien być przed Hamiltonem (czyli tak jak jest).

  4. A ja bym tą listę trochę przestawiła- w końcu to subiektywny ranking. 😉
    1. Riccardo-żywa reklama Colgate wyciskała z bolidu ile mogła, Red Bull nie był w stanie w tym sezonie pokonać Mercedesa, ale chłopaki robili świetną robotę. I może Riccardo nie należy do teamu „Szybcy i wściekli”, bo jeździ rozsądniej/ostrożniej od Maxa, ale udowodnił, że na torze nie odstaje od zespołowego kolegi.
    2. Rosberg- co by nie było, zdobył ten tytuł. I pomimo wszelkich teorii spiskowych i pecha Hamiltona, walczył o ten tytuł. Umiejętnie wykorzystał każdą możliwą sytuację na torze, analizował, uwierzył że da radę-zrobił co mógł aby wygrać i wygrał. MŚ w jeździe na deszczu nie będzie, ale narobił w innych GP.
    3.Hamilton- pomijając słynnego pecha był najszybszy i nie da się zaprzeczyć. Walczył do samego końca, ryzykował. Momentami się frustrował- zrozumiałe przy tylu defektach, ale przy mediach nerwy warto czasem przemilczeć niż się później tłumaczyć (GP Malezji).
    4. Verstappen- młodzian z krainy wiatraków pokazał, że nie boi się sięgać po zwycięstwo i ostro walczył na torze naginając granice do Maximum. GP Brazylii w wykonaniu Maxa to była uczta dla oka i pokaz umiejętności. Jednak niewyparzony język i niebezpieczne manewry zrzuciły go z mojego podium.
    Dalej-zgodnie z opinią redaktora Sokoła, ale w kolejności:
    5. Perez- Checo jeździ regularnie i nawet 2 razy zawitał na podium!
    6. Alonso- kilka razy przebił się McLarenem dość wysoko z końca stawki.
    7. Sainz- fakt, niedoceniany jest chłopak w STR. Może kiedyś trafi do Ferrari? Taka moja wizja dla niego.
    8. Raikkonen- stary, ale jary. W tym sezonie był lepszy od Vettela. Chłodny umysł Icemena i opanowanie się opłaciły, tylko brakło mocy.
    9. Vettel-Panie daj mu dobry bolid, albo cierpliwość, bo się chłop wykończy! Choć stara się robić dobrą minę do złej gry.
    10. Grosjean- początek sezonu należał do niego, później było gorzej, ale Haas pokazał potencjał. Pierwszy sezon- a nie skończył na ostatniej pozycji.
    *Wcisnęłabym jeszcze gdzieś Hulkenberga, dość regularnie Top 10, bez szału ale i bez tragedii i może trochę z osobistej sympatii. 😉

  5. „Niespodzianki negatywne, marnowanie potencjału własnego oraz zespołu czy zapędzenie do narożnika przez zespołowego partnera (zwłaszcza teoretycznie niżej notowanego) wykluczają delikwenta z pierwszej dziesiątki.”
    Szczerze powiedziawszy do tego twierdzenia idealnie pasuje nie kto inny jak Lewis Hamilton.. Oczywiście kierowca tego pokroju zasługuje na wysokie miejsce w jakimkolwiek rankingu, ale w tym kontekście pierwsze miejsce jest zupełnie nie zasłużone. Przez cały sezon był ewidentnie faworyzowany przez zespół i sędziów, w idealnych warunkach nie ma na Niego mocnych, a mimo to ograł go zwyczajnie słabszy zespołowy partner. Nawet niekorzystny bilans zdarzeń losowych moim zdaniem nie tłumaczy takiego rozwoju wydarzeń. W tego typu zestawieniu plasowałbym LH zaraz za Alonso, ale jeżeli miałbym obstawiać kto aktualnie jest najszybszym kierowcą, to chyba postawiłbym właśnie na Hiszpana, nie na Lewisa. Hamilton zwyczajnie źle rozegrał zeszłoroczne rozdanie bazujące na trzech asach. Pokonał go gracz posiadający parę waletów.

  6. Postawiłbym wyżej Nico Rosberga.
    Ten sezon pokazał jak dojżałym (kalkulującym) był kierowcą w swoim mistrzowskim sezonie. Pokonanie LH w takim samym samochodzie nie zdarza się często. Odzyskał inicjatywę po przegranej batalii środka sezonu, przejął inicjatywę i wygrał. Pod koniec sezonu unikał ryzyka i wygrał.

  7. 1. Lewis Hamilton
    Najlepszy sezon Brytyjczyka w Mercedesie. Osiągnął szczyt dojrzałości i szybkości. Niestety, świetna postawa Hamiltona została skonfrontowana z życiową dyspozycją Rosberga oraz sporą dawką pecha, zwłaszcza w początkowej fazie sezonu. Końcówka sezonu oraz determinacja jaką się wykazał, zasługiwały na owacje na stojąco. Niestety, redukując tak sporą stratę – mając za rywala partnera zespołowego, który posiada bezkonkurencyjną maszynę – trzeba liczyć na rywali z innych ekip oraz błędy lub awarie kolegi z zespołu. Lewis zrobił wszystko co mógł zrobić, a w finałowym wyścigu nawet odrobinę więcej – zostawiając przy tym miejsce na rywalizację fair i w granicach rozsądku.

    2. Daniel Ricciardo
    Wydawałoby się, że po tym, jak Verstappen przeszedł do Red Bulla i zwyciężył w Grand Prix Hiszpanii, notowania Australijczyka mocno spadną. W rzeczywistości, obecność młodego Holendra w ekipie uwolniła w Ricciardo pierwiastek geniuszu, którym cieszył oczy kibiców przez cały sezon. Gdyby Kwiat wytrwał cały sezon w Red Bullu, to Daniel znalazłby się w tym rankingu kilka pozycji niżej, jednak marka – jaką niewątpliwie stał się Max – sprawiła że Daniel Ricciardo nie był już porównywany do partnera zespołowego, a do największego ewenementu Formuły 1 w XXI wieku.

    3. Max Verstappen
    No dobrze, Ricciardo zdobył więcej punktów w generalce, ale dla Maxa był to drugi pełny sezon w królowej motosportu oraz pierwszy – niepełny – dla głównej ekipy Red Bulla. Dlaczego znalazł się w zestawieniu dla Danielem? Statystycznie rzecz biorąc: zwycięstwa 1:1; podium 8:7 dla Ricciardo; pole postion 1:0 dla Ricciardo; punkty (od GP Hiszpanii) 220:191 dla Ricciardo; nie sklasyfikowano 0:3 na korzyść Ricciardo; najszybsze okrążenia 4:1 dla Ricciardo. Trzeba przyznać, że jak na juniora, który wskoczył do kokpitu Red Bulla w trakcie sezonu, liczby Maxa są imponujące, o efektownej jeździe nie wspominając. Jednakże, to co w moim przypadku mocno wpłynęło na ocenę duetu czerwonych byków, to występy na torach w Monaco, Singapurze i Kanadzie. Na obiektach ulicznych Ricciardo udowodnił swoją klasę oraz to, że Max ma jeszcze nad czym pracować. Na trzech wspomnianych obiektach, kwalifikacje padły łupem Daniela (w wewnętrznej rywalizacji), natomiast na wąskich ulicach Monte Carlo, Ricciardo był klasą samą dla siebie, podczas gdy Max rozbijał się o bandy. Nie wątpię, że nadejdzie czas, w którym Holender znajdzie się w takim zestawieniu przed Ricciardo, ale jeszcze nie w tym roku.

    4. Carlos Sainz
    Już po sezonie 2015 twierdziłem, że jest to niedoceniany kierowca, ponieważ w rywalizacji z Maxem – zwłaszcza w kwalifikacjach – wypadał bardzo poprawnie. Po odejściu z Verstappena z Toro Rosso, Carlos niewątpliwie odżył, ponieważ stał się naturalnym liderem ekipy, po tym jak u jego boku znalazł się zdegradowany, cierpiący na depresję Kwiat. Licząc od GP Hiszpanii, Carlos zmiażdżył Kwiata zdobyczami punktowymi 42:4, przy czym muszę podkreślić, iż Kwiata jako kierowcę również cenię – głównie ze sezon 2015, w którym uzbierał 95 punktów średnim Red Bullem i na koniec sezonu znalazł się o trzy oczka przed Danielem Ricciardo. Rok 2017 może być kluczowy dla jego kariery – jeśli drugi rok z rzędu tak upokorzy Kwiata, to brak promocji do silniejszej ekipy będzie pewnego rodzaju kpiną.

    5. Nico Rosberg
    Na pewno najlepszy sezon Niemca od kiedy przeszedł do Mercedesa, ale nie można napisać, że wyróżnił się czymś szczególnym. Kiedy prowadził wygrywał, a kiedy nie miał tempa to dojeżdżał za Lewisem. Tak niską pozycję w klasyfikacji zawdzięcza miernej postawie w ważnych – z mojego punktu widzenia – rundach w Monaco oraz Kanadzie. Dodatkowo, to w Niemcu widzę winowajcę kolizji z Hiszpanii oraz Austrii. Nie mam prawa napisać tego o człowieku, który pokonuje w mistrzostwach Lewisa Hamiltona, ale moim zdaniem mieliśmy do czynienia z najsłabszym mistrzem od roku 2010.

    6. Sergio Perez
    Kierowca, który w kwalifikacjach nie zachwyca, natomiast jest to człowiek, który w trakcie wyścigu wykazuje się magiczną umiejętnością: niepostrzegany, konsekwentnie przesuwa się w górę stawki, aby na koniec utrzeć nosa Hulkenbergowi, który – moim zdaniem – obok Kwiata jest największym przegranym sezonu 2016. Perez – od GP Niemiec zaczynając – zaliczył niesamowitą serię dziesięciu wyścigów z rzędu, zakończonych w punktach. To właśnie jego regularność tak umacnia pozycję Meksykanina w Formule 1. W moich oczach – choć i pewnie również szefów ekip – Sergio jest idealnym zawodnikiem do walki o tytuł mistrza świata wśród konstruktorów. Taki Webber lub Barrichello drugiego dziesięciolecia. Pozornie jest to porównanie niskich lotów, jak na kogoś, kto wylądował na szóstej lokacie w zestawieniu. Nie zapominajmy jednak, że Sergio wchodził do F1 jako człowiek przynoszący pieniądze, a nie jako talent, w którym każdy widział potencjalnego mistrza świata.

    7. Fernando Alonso
    Bez wątpienia, Hiszpan równie dobrze mógł się znaleźć w pierwszej trójce tego zestawienia, ale z przyczyn oczywistych nie było to możliwe. Przez dwa lata współpracy z Buttonem, sprawił, że tytuł Brytyjczyka zdobyty w 2009 roku stracił mocno na wartości. Jednakże, w tym roku można było odnieść wrażenie, że Fernando nie zawsze się chce. Nie ma się co dziwić, kiedy ma się do dyspozycji maszynę na miarę talentu kierowcy ze środka stawki, ale taki wirtuoz kierownicy powinien zawsze zachowywać stuprocentową koncentrację. Pomimo kilku wątpliwości, Alonso w wielu wyścigach dokonywał niemożliwego. Największym osiągnięciem Alonso jest wysłanie Jensona na roczne wakacje, które – jak sądzę – mają sprawić, iż ludzie zapomną o laniu, jakie dostał Hiszpana.

    8. Romain Grosjean
    W rewelacyjny sposób odnalazł się w debiutanckiej ekipie Haasa i przez dłuższy czas terroryzował swojego zespołowego partnera. Szybkość Grosjeana nie powinna nikogo dziwić, ponieważ udowadniał ją już w Lotusie kiedy skutecznie rywalizował z Kimim. Tutaj jednak musiał odnaleźć się w nowej roli, roli lidera ekipy, która chce podgryzać środek stawki, a nie walczyć o zachowanie twarzy, jak to miało miejsce w końcowej fazie mariażu z ekipą Lotusa. Nota dla Francuza byłaby wyższa, gdyby nie fakt, iż w końcowej fazie sezonu zaczął psuć kwalifikacje i przegrywać je z Gutierrezem. Tak czy inaczej, miejsce w tym zestawieniu należy się przynajmniej za to, iż Esteban – miejmy nadzieję – na dobre pożegnał się z F1.

    9. Kimi Raikkonen
    W zestawieniu nie mogło zabraknąć kierowcy ekipy, która na koniec sezonu uzbierała 398 punktów. Kimi przez cały rok był po prostu solidny i robił to, co do niego należało – w przeciwieństwie do Sebastiana, któremu sezon upłynął pod znakiem niebieskiej flagi. Jak na swój wiek i aktualną wartość rynkową w stosunku do Niemca, Fin pojechał kapitalny sezon, tym samym obniżając notowania Vettela. Niska pozycja Raikkonena oraz brak Vettela w mojej subiektywnej „dyszce” to głównie zasługa ekipy, ale i lider zespołu nie stanął na wysokości zadania. Zamiast podtrzymywać na duchu i nawoływać do walki, szukał dziury w całym.

    10. Jolyon Palmer
    Sam nie spodziewałem się, iż umieszczę tutaj Palmera. Moim zdaniem, na obecność w dziesiątce nie zasłużył żaden z kierowców Williamsa, ponieważ w ich wykonaniu widzieliśmy to, co w 2014 oraz 2015 roku, z tym, że w nieco uboższej formie. Umieszczenie Palmera na 10 miejscu jest wynikiem solidnej drugiej połowy sezonu. Gdy wszyscy zrobili sobie z niego kozła ofiarnego i odliczali dni do opuszczenia kokpitu Renault, Jolyon zdawał sobie nic nie robić z uwag całego światka Formuły 1 i podniósł się z kolan. W końcowej fazie sezonu (tj. od GP Japonii) imponował – moim zdaniem – postawą w kwalifikacjach, pokonując w nich Magnussena, a więc kierowcę, którego nazwisko posiada wartość.

  8. Moje dwa grosze:

    Hamilton – 4
    Verstappen – 6
    Alonso – 1

    Hamilton – podzielilbym sezon na dwa etapy: do GP Japonii wlacznie i 4 ostatnie wyscigi. Po GP Japonii statystyki Hamiltona i Rosberga wygladaly tak: Pole positions 8:8, najszybsze okrazenie 6:3 dla Rosberga, zwyciestwa 9:6 dla Rosberga. Hamilton mial problem techniczne, ale tez popelnil bardzo duzo bledow (przy startach wrecz nagminnie). W tej ‚czesci’ sezonu Rosberg byl dla mnie po prostu lepszy. Jak w 2014 i 2015 Hamilton zdeprymowal i wyprowadzil Rosberga z rownowagi, tak w 2016 bylo odwrotnie.

    Wielu ludzi zachwyca sie ostatnimi czterema wyscigami w wykonaniu Hamiltona. Przeciez on w tych czterech wyscigal oddal tytul! Praktycznie bez walki! Latwo jest dominowac majac najszybszy bolid, bedac naturalnie szybkim i scigajac sie z rywalem, ktory za wszelka cene chce unikac ryzyka. Przeciez taka jazda Hamiltona byla wymarzona dla Rosberga! Hamilton wybijal do przodu, wylaczal sie z walki, a Rosberg spokojnie, bez presji dowozil potrzebne punkty. Nie chce spekulowac na jakie tempo stac by bylo Rosberga gdyby musial z Hamiltonem bezposrednio walczyc, ale nawet zakladajac ze bylby duzo wolniejszy, to w F1 chodzi o zwyciestwo w klasyfikacji generalnej, nie o bycie najszybszym dla bycia najszybszym. Czy Alonso, albo z przeszlosci Schumi, Senna, Prost, Mansell przyjeliby taka taktyke jak Hamilton? Jestem przekonany ze nie! Ze wiedzac ze rywalowi, w bolidzie lepszym o kilka klas od reszty stawki wystarczaja drugie miejsca, rzuciliby mu sie od razu do gardla by sprowokowac jakies ‚przygody’.

    Verstappen – wykorzystal swoja szanse i zobaczymy co bedzie dalej. Postawie jednak dwie tezy: 1) miejsce w RB zwolnilo sie przez jego super jazde, ale przez to ze Vettel uprosil u doktora Helmuta degradacjie Kwiatuszka; 2) o tym, ktory z kierowcow TR poszedl w gore w duzej mierze zadecydowalo nazwisko.

    Alonso – tylko tyle, ze gdyby tak jezdzil ktos w pierwszym / drugim sezonie w F1 to o Verstappenie mowiloby sie wylacznie z perspektywy jego niebezpiecznej jazdy.

  9. Fajny ranking. Ja bym jednak zdecydowanie wyżej umiejscowił Grosjeana. Początek sezony, Haas był autem ze środka stawki. Końcówka, samochód prowadził się jak padlina, a jednak jak tylko hamulce się nie blokowały, albo coś się nie psuło, Roman wykonywał piękne manewry. Przestał być dzwonnikiem i jak by chodziło o mój ranking, zrównałbym go z Carlosem. Równocześnie bym dopisał, że na równi z Carlosem, to dwaj najbardziej niedocenieni kierowcy w F1.

    Na miejsce za Romka przesunął bym Kimiego, który dla mnie niczym nie błyszczy a od lat jedzie na opinii. Że taki Iceman z niego, że taki bez emocji – ja tych emocji nie widzę też na torze i dlatego łapie się na 10, ale na ostatniej pozycji.

  10. Z tym Ricciardo to dość GRUBA przesada, a Alonso to chyba z powodu jakiejś ukrytej miłości sprzed lat wdrapał się na 6 miejsce? Dobry jest, a nawet bardzo, wyciskał co się dało z autka, ale żeby od razu na 6?

    Takie zestawienia to typowa zabawa, każdy może zmontować swoje podpierając się wybranymi (nierzadko wyrwanymi z kontekstu) argumentami. Najczęściej na wysokość zajmowanych miejsc wpływa sympatia / antypatia do danego kierowcy i tyle. Oczywiście nie sposób samą sympatią wcisnąć tutaj choćby Gutierreza czy Magnussena, ale ma ona decydujący wpływ na kolejność.

Comments are closed.