W Ferrari czekano na taką sobotę od prawie dziewięciu lat: w Grand Prix Francji 2008 czasówkę podwójnie wygrali kierowcy Scuderii, Kimi Räikkönen i Felipe Massa, a powtórka tego wyniku zdarzyła się dopiero w ten weekend. Trochę się zmieniło od tamtej pory… Przed zawodami na Magny-Cours liderem mistrzostw świata był Robert Kubica, w stawce były fabryczne zespoły Toyoty i Hondy, w ogonie stawki plątali się tacy kierowcy jak Sébastien Bourdais, Adrian Sutil czy Kazuki Nakajima, a Max Verstappen miał jedenaście lat.

Już w czwartej rundzie sezonu 2017 Mercedes wyrobił swoją normę z hybrydowej ery, czyli zaliczył jedną przegraną czasówkę. Tak jak pisałem przed kwalifikacjami, nie sądzę jednak, by miało się na tym skończyć. Ferrari naprawdę porządnie przepracowało zimę i jedyna rysa widoczna w tej chwili na ich pancerzu to niezawodność. Zapas turbosprężarek na sezon został już poważnie naruszony, a w obliczu tak zaciętej walki ewentualne kary mogą przechylić szalę na korzyść rywali.

Mimo teoretycznie prostej strategii na wyścig w Soczi, czyli jednego pit stopu według schematu ultramiękkie/supermiękkie, zmagania o Grand Prix Rosji zapowiadają się emocjonująco. O tym, co może stać się na długim dojeździe do pierwszego hamowania, czyli do Zakrętu 2, dobrze wie chociażby Sebastian Vettel – na jego szczęście „rosyjska torpeda” startuje dziś z 12. pola, a za plecami lider mistrzostw ma ochroniarza w postaci zespołowego partnera. Tak czy inaczej, na 1029 metrach od linii startu do wierzchołka Zakrętu 2 naprawdę wiele może się zdarzyć.

Jeśli Scuderia utrzyma się obydwoma samochodami z przodu, to przegranie wyścigu będzie nie lada wyczynem. Z kolei przedzielenie czerwonych samochodów przez przynajmniej jednego kierowcę Mercedesa może oznaczać ciekawą taktyczną batalię, w której główną rolę odegra stan tylnych opon. Nie jest to dobra wiadomość dla Valtteriego Bottasa i Lewisa Hamiltona, ale na pewno nie mogą się poddawać bez walki, nawet duża degradacja na poziomie tej z Melbourne (też mieszanka ultramiękka, do tego w Soczi powinno być cieplej) nie sprawi, że złożą broń i pożegnają się z marzeniami o lokacie lepszej niż trzecia.

Hamilton nie do końca potrafił wytłumaczyć pokaźną stratę z trzeciego sektora, ale wystarczy zestawić to ze słowami Bottasa o jego ostatniej próbie w Q3 (poprawił dwa pierwsze sektory, ale w trzecim zabrakło już przyczepności w zmęczonym ogumieniu). Na niekorzyść Mercedesa działa fakt, że sektor wymagający najlepszej trakcji jest właśnie w końcówce okrążenia, kiedy opony przestają już trzymać. Nawet bez tego długa, leniwie skręcająca „Srebrna Strzała” ma kłopoty w sekcjach o takiej charakterystyce, a tutaj dochodzi jeszcze obciążenie ogumienia z dwóch pierwszych sektorów.

W środku stawki minimalne różnice w kwalifikacjach również zwiastują zaciętą batalię z udziałem Red Bulla, Williamsa, Force India i Nico Hülkenberga, który w tym gronie ma bodaj najsłabsze tempo wyścigowe. Toro Rosso i Haas tym razem nieco odstają od rywali, ale w całej stawce czeka nas interesująca walka, mimo sporych różnic między poszczególnymi grupkami.

Ustawienie na starcie: 1. Vettel; 2. Räikkönen; 3. Bottas; 4. Hamilton; 5. Ricciardo; 6. Massa; 7. Verstappen; 8. Hülkenberg; 9. Pérez; 10. Ocon; 11. Stroll; 12. Kwiat; 13. Magnussen; 14. Sainz (+3); 15. Alonso; 16. Palmer; 17. Wehrlein; 18. Ericsson; 19. Grosjean; 20. Vandoorne (+15).

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSauber z Hondą
Następny artykułOdrobina klasyki

4 KOMENTARZE

  1. Panie Mikołaju, na razie nie sprawdzają się pańskie przypuszczenia co do tego, że Mercedes jest tutaj zdecydowanym faworytem 😉 I bardzo dobrze, jak na razie ten sezon jest bardzo pasjonujący

  2. Opony nie wytrzymują ostatniego sektora gdy się przyciśnie na początku okrążenia, a miałby umożliwiać naciskanie w tym roku 😛 To jedno okrązenie w kwali lekkim boildem, co z wyścigiem. Procesja 😛 bo każdy na 1 pit pojedzie.

Comments are closed.