Po trzech wyścigach, w których zwycięstwami podzielili się Sebastian Vettel i Lewis Hamilton, w Rosji doczekaliśmy się alternatywnego scenariusza. Najpierw czasówka padła łupem kierowców Ferrari i gdy wydawało się, że także w wyścigu to oni wystąpią w rolach głównych, pogodził ich Valtteri Bottas, który sięgając po pierwszą wygraną w F1, zgłosił jednocześnie aspiracje do tytułu mistrza świata.

Prezydent Władimir Putin wiele nie stracił, zjawiając się na torze Soczi pod koniec wyścigu, ponieważ przez jego większą część wiało nudą. Żwawiej serca kibiców mogły zabić właściwie jedynie na starcie i na samym finiszu, kiedy Vettel próbował złapać Bottasa. Jego wysiłki okazały się jednak daremne i wygrana wpadła w ręce Fina. Dzięki niemu ekipa Mercedesa zachowała status monopolisty jeśli chodzi o triumfy w Rosji, a co ważniejsze, wróciła na prowadzenie w rankingu mistrzostw świata.

Wąskie okna
Mistrzowie świata od początku uchodzili za faworytów do sukcesu w Soczi (choć stawiano raczej na kierowcę z numerem 44). Nie licząc wygranych z ostatnich trzech lat, w gruncie rzeczy mało istotnych z punktu widzenia wprowadzonych przed tym sezonem zmian, wskazywano na inne sprzyjające im czynniki – wymagającą potężnego silnika pętlę, wyjątkowo gładki asfalt, który miał wykluczyć główna bolączkę modelu W08, czyli nadmierny apetyt na tylne opony, ale także pozytywne sygnały z testów Sakhir.

Piątkowe treningi przyniosły ekipie Mercedesa mieszany nastrój. Z jednej bowiem strony w symulacji kwalifikacji Bottas i Hamilton nie mogli wstrzelić się w okno pracy ultramiękkich mieszanek, z drugiej tempo Fina na dłuższych przejazdach wyglądało obiecująco.

– Ultramiękkie i supermiękkie opony posiadają bardzo wąski zakres temperatur pracy. Wygląda na to, że samochód Ferrari wykazuje się pod tym względem większą elastycznością niż nasze auto. Nie na znaczenia, czy mamy do czynienia z upalnym Bahrajnem, czy chłodniejszym Soczi – przyznawał Toto Wolff.

W sobotę mistrzowie świata zaczęli trafiać w okno (o czym niżej), aczkolwiek przegrali kwalifikacje z Ferrari. Valtteri otarł się o pole position, choć ostatecznie ze stratą 0,095 sekundy wylądował na trzeciej pozycji. Największym przegranym czasówki niewątpliwie okazał się Hamilton, który z tańczącym w ostatnim sektorze tyłem stracił do Vettela prawie pół sekundy, po czym przyznał z rozbrajającą szczerością: – Nie byłem wystarczająco szybki.

Sztuka balansu
Dlaczego właściwie Mercedes ma takie problemy z wstrzeleniem się w okno pracy temperatur najbardziej miękkich (przede wszystkim ultramiękkich) mieszanek? No cóż, niewątpliwie sprawę komplikuje większy o 20 centymetrów w porównaniu z Ferrari rozstaw osi modelu W08, który nie ułatwia znalezienia balansu pomiędzy optymalną pracą przedniej i tylnej osi.

W Soczi nałożyły się na to jeszcze gładka nawierzchnia, utrudniająca dogrzanie przednich opon, oraz konfiguracja pętli, zwłaszcza pełna wolnych zakrętów jej ostatnia część, niosąca za sobą ryzyko przegrzania tylnych gum. W tej sytuacji złotym środkiem było wystarczająco agresywne potraktowanie przedniego ogumienia, przy odpowiednio delikatnym podejściu do tylnego. To zaowocowało bardziej podsterowną charakterystyką, lepiej pasującą Valtteriemu aniżeli Lewisowi.

Remedium na bolączki kierowców „Srebrnych Strzał” miało być dodatkowe kółko rozgrzewkowe, poprzedzające właściwe okrążenie kwalifikacyjne. W dwóch pierwszych sektorach plan działał bez zarzutu, w trzeciej, krętej części rosyjskiego toru wydajność ultramiękkiej mieszanki w Srebrnych Strzałach wyraźnie jednak spadła. Vettel oraz Kimi Räikkönen nie mieli takich zmartwień i zapewnili swojej ekipie pierwszą od dziewięciu lat czołową linię na starcie wyścigu. Wiele wskazywało na to, że niedziela też będzie należała do nich, ale plany te pokrzyżował ten drugi „Latający Fin”.

Cel jest jeden
Bottas potrzebował tego zwycięstwa jak powietrza. Przede wszystkim pozwoliło mu ono przewietrzyć atmosferę zatęchłą wyścigiem w Bahrajnie, gdzie dwukrotnie musiał zjechać Lewisowi z drogi, aczkolwiek możemy chyba także powiedzieć, że Fin zgłosił swój akces do rywalizacji o tytuł mistrza świata. – Taki jest mój cel – przyznawał później.

Ciekawe, jak z taką deklaracją poradzi sobie Hamilton i co na to szefowie Mercedesa, którzy przed wyścigiem przyznawali, że dla dobra ekipy są gotowi sięgnąć po polecenia zespołowe? – Wolniejszy będzie musiał ustąpić szybszemu. Bez względu na to, który będzie z przodu. To będzie działać w obie strony. Na razie szybszy jest Lewis, lecz to może się zmienić – oświadczył Niki Lauda. No cóż, pożyjemy, zobaczymy. Po czterech rundach obaj panowie mają zbliżony dorobek, choć w punktacji lepszy o 10 oczek jest Hamilton.

Za szybki
Porzućmy jednak dywagacje i wróćmy do wyścigu w Soczi. Kluczem do sukcesu Valtteriego okazał się start i znakomity pierwszy przejazd, w trakcie którego Fin wypracował kilkusekundową przewagę nad Vettelem. Niewątpliwie pomogły mu w tym wyższe niż się spodziewano temperatury panujące w niedzielę na rosyjskim torze. W przeciwieństwie do Seba czy Lewisa, Bottas cieszył się bowiem komfortem jazdy w czystym powietrzu, mogąc pozwolić sobie na nieco lepsze tempo bez ryzyka przegrzania silnika. – Pierwsza zmiana w wykonaniu Valtteriego była znakomita. Nie mogłem dotrzymać mu kroku – przyznawał na mecie Sebastian.

W drugiej części wyścigu Finowi przyszło zmierzyć się z rosnącą presją ze strony Vettela. Na 39. okrążeniu Valtteri przyblokował przednie koła przed Zakrętem 13, spłaszczając najpierw lewą, a następnie prawą oponę, po czym nadgryzł lekko pobocze. Z okrążenia na okrążenie jego przewaga nad Sebem topniała. Czterokrotny mistrz świata wskoczył w zasięg DRS-u, ale nie zdołał niczego wskórać, a jego wysiłki ostatecznie zakończyło bliskie spotkanie z Felipe Massą w trakcie ostatniego okrążenia.

Jak na Fina przystało, Bottas przyjął swoją pierwszą wygraną ze stoickim spokojem, szaleństwo za to rozpętało się w garażu Mercedesa. Na chwilę słabości pozwolił sobie dopiero na podium. – Normalnie nie reaguję zbyt emocjonalnie, ale hymn był czymś wyjątkowym – przyznał piąty fiński triumfator wyścigu F1.

Przegapili?
Ferrari tym razem musiało uznać się za pokonane. Tragedii nie ma, ponieważ Vettel i Räikkönen wywalczyli miejsca na podium, ale po czasówce apetyty były zdecydowanie większe. Plany te pokrzyżował jednak Bottas. Jeżeli Sebastian i Kimi mieli nadzieję na lepsze tempo na ultramiękkiej mieszance, Fin z Mercedesa dosyć szybko i skutecznie je rozwiał.

Pod koniec pierwszego przejazdu Vettel zbliżył się do Bottasa na 2,5 sekundy. Pytanie, czy nie należało wcześniej zjechać do alei serwisowej? Nawet jeśli nie było szans na wykonanie podcięcia, to Sebastian znalazłby się przynajmniej bliżej Fina, zyskując więcej czasu na zmuszenie go do błędu. Tak czy owak Ferrari wybrało coś innego – wydłużenie przejazdu na oponach z purpurowym paskiem i atak na finiszu.

Próbował wszystkiego
Vettel ruszył na polowanie, zwierzyna w pewnej chwili nawet się potknęła, lecz ostatecznie – z drobną pomocą Massy – czmychnęła przed myśliwym. Czy gdyby nie Brazylijczyk, Sebastian mógłby pokusić się o zwycięstwo? Trudno powiedzieć. Opony Bottasa były w coraz gorszym stanie, ale wyprzedzanie w Soczi stanowi nie lada problem, więc atak wiązałby się z dużym ryzykiem. Co prawda czterokrotny mistrz świata ostatnio błyszczy w starciach jeden na jeden, nie wiem jednak, czy w sytuacji, gdy jego najgroźniejszy (przynajmniej na razie) rywal w walce o tytuł jechał za nim, manewr w stylu kamikadze byłby sensownym rozwiązaniem.

– Próbowałem wszystkiego, żeby złapać Valtteriego. Liczyłem jeszcze na prostą przed trzynastką, ale nie byłem pewien, co robi Felipe i straciłem okazję – relacjonował po wszystkim Sebastian. – Gratuluję Valtteriemu, to był jego dzień – dodał na koniec.

Stary człowiek i może
Räikkönen w końcu wywalczył miejsce na podium, zamykając – przynajmniej na jakiś czas – usta krytykom. W sobotę otarł się o pole position (tłumaczył później, że ze względu na tłok na okrążeniu rozgrzewkowym nie zdołał optymalnie dogrzać opon, poza tym popełnił błąd w ostatnim zakręcie), natomiast w niedzielę przekroczył linię mety na trzeciej pozycji, po raz pierwszy od ubiegłorocznego wyścigu w Austrii wskakując na podium. Pomimo tego nie był zachwycony, podkreślając, że „aby wygrać, trzeba zgrać wszystkie detale”. Trudno się z nim nie zgodzić. Kolejny słaby start (i tak cud, że zatrzymał Lewisa) i brak regularności z pewnością nie pomogły w walce o coś więcej niż trzeci stopień podium.

Na 33. okrążeniu Kimi uraczył nas za to błyskotliwą wymianą zdań ze swoim inżynierem. – Jak to możliwe, że wylądowałem za Bottasem? – zdziwił się. – Kimi, on jest liderem od początku wyścigu – padło w odpowiedzi. Oj gapciu! Nie robiłbym z tego sensacji, siła przyzwyczajeń. Poza tym najszybszym okrążeniem Räikkönen pokazał, że star(sz)y człowiek i (ciągle) może.

Coś się skończyło
Co z Hamiltonem? Dobre pytanie. Anglikowi kompletnie nie wyszedł weekend w Rosji i po raz pierwszy w trakcie wspólnych startów z Bottasem to jemu przypadło w udziale odegranie roli kierowcy numer dwa. Tak naprawdę trzykrotnemu mistrzowi świata nie szło mu od samego początku, a jego losy przesądziły kłopoty ze znalezieniem balansu.

Walkę o pole position Lewis zakończył z półsekundowym deficytem do Sebastiana, Kimiego i Valtteriego. Przed wyścigiem Anglik nie liczył na cud, zdając sobie sprawę ze swojego położenia. Przegrzewający się silnik sprawiał, że tempo byłego mistrza świata było mocno poszarpane. 36-sekundowa strata do Bottasa i czwarta lokata mówią wszystko o weekendzie Lewisa, najgorszym od ubiegłorocznej rundy w Baku (Malezji z oczywistych powodów nie liczymy). – Gratulacje dla Valtteriego, był najszybszy. W trakcie wyścigu zrozumiałem, w czym tkwił problem, więc postaram się go rozwiązać – zaznaczył Hamilton.

Coś mi mówi, że pewne rzeczy właśnie dobiegły końca i relacje pomiędzy kierowcami Mercedesa weszły w całkiem nowy etap. O protekcjonalnym poklepywaniu po ramieniu nie ma już mowy. Myślę, że Valtteri właśnie znalazł się na celowniku Anglika i jego podrażnionej ambicji.

Trochę frajdy
Nieporównywalnie większe katusze są udziałem Red Bulla, który ostrzył sobie zęby na batalię o zwycięstwa, a tymczasem musi się zadowolić walką o miano trzeciej siły w stawce. Frustrację ekipy Christiana Hornera potęguje zapewne świadomość posiadania dwóch nadzwyczaj utalentowanych kierowców, których stać właściwie na wszystko. Pozostaje mieć nadzieję, że szykowane na Barcelonę modyfikacje nie okażą się zestawem pobożnych życzeń, lecz faktycznie poprawią osiągi RB13 przynajmniej o tyle, żeby Daniel Ricciardo i Max Verstappen mieli choć trochę frajdy z tego co robią. Na razie nie jest z tym bowiem najlepiej.

Australijczyk nie zdążył się nawet rozkręcić, gdy w jego RB13 zastrajkowały hamulce. – Widzę ogień w prawym tylnym kole – zameldował kamiennym głosem Dan, po czym zaparkował na poboczu. Więcej szczęścia miał Verstappen, który ze świetnych startów zdołał uczynić już swoją wizytówkę. Przed pierwszym zakrętem (faktycznie drugim) jak zawsze znalazł trochę przestrzeni i zyskał dwa miejsca – tym razem kosztem Massy i przyblokowanego przez Lewisa Ricciardo. Przez resztę wyścigu wynudził się jak mops, zajmując piąte miejsce. – Jak dla mnie, wiało nudą – podsumował.

Jak w zegarku
„Różowe Pantery” nie przestają zadziwiać swoją regularnością. Sergio Pérez i Esteban Ocon są jedynymi kierowcami obok asów z Ferrari i Mercedesa, którzy punktowali w każdym z czterech dotychczasowych wyścigów. W Rosji osiągnęli zresztą swój najlepszy tegoroczny rezultat.

Pérez zajął szóstą lokatę, sięgając po punkty po raz czternasty z rzędu. Z kolei Ocon, po trzech dziesiątych pozycjach, przeskoczył o trzy miejsca wyżej, co stanowi najlepszy wynik w jego krótkiej karierze. W sumie różowi powiększyli zatem swoje konto do 31 oczek i zajmują czwartą lokatę w generalce.

Zazdrość Claire
Myślę, że Claire Williams z zazdrością patrzy w stronę kierowców Force India, jej ekipa ciągle bowiem sprawia wrażenie, jakby startowała jednym samochodem. W Rosji Massa zdobył dwa oczka, aczkolwiek gdyby nie kapeć w drugiej części wyścigu, Brazylijczyk cieszyłby się z szóstej pozycji. Lance Stroll znowu popisał się przygodą na pierwszym okrążeniu. Tym razem przynajmniej obyło się bez ofiar. Do mety Kanadyjczyk przebił się na 11. pozycję, co nie zmienia faktu, że za jego sprawą stajni z Grove wyciekły kolejne punkty, których w ostatecznym rozrachunku może zwyczajnie zabraknąć.

Poza Strollem zagadkową zdolność do przyciągania problemów posiada również Jolyon Palmer, którego występ zakończyła kolizja z Romainem Grosjeanem. Muszę przyznać, że szefowie Renault imponują mi swoją cierpliwością, gdyż Palmer co rusz dostarcza im argumentów do swojego zwolnienia. Na szczęście dla francuskiej stajni w jej szeregach znajduje się jeszcze Nico Hülkenberg, który w Soczi wywalczył 4 punkty.

Ciszej nad tą trumną
Punktowaną dziesiątkę zamknął Carlos Sainz. Biorąc pod uwagę osiągi Toro Rosso w Soczi oraz karę za kolizję ze Strollem w Bahrajnie, więcej zrobić się nie dało. Daniił Kwiat i tak miał wystarczające powody do zazdrości.

O McLarenie sza… Sauberowi gratuluję odwagi w sprawie wyboru partnera silnikowego, chociaż może być jeszcze gorzej? Trudno mi to sobie wyobrazić, ale kto wie. Japończycy są podobno zdolni do wszystkiego.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułO Ayrtonie
Następny artykułWyścig zbrojeń

16 KOMENTARZE

  1. Jak zwykle dobry tekst 🙂

    Sauber widać ze liczy na razie tylko cyferki budżetowe i robią wszystko żeby tylko przetrwać. Sprawiają wrazenie jak by wyniki na torze były dla nich kompletnie nieistotne. Ciężko się na to patrzy ale ja ich rozumiem. Jak się ustabilizują, to pewnie i o wynikach zaczną myśleć.

    McLaren to jest dla mnie dramat w dwóch aktach 🙂 Typowy przykład na to jak można zrobić kiepską sztukę dysponująć najlepszym aktorem. Honda w moich oczach straciła chyba wszystko. Ludzie którzy tą firmą zarządzają kompletnie chyba nie rozumieją rozmiarów szkody jaką wyrządzili swojej marce przez swoje poczynania w F1. Najpierw kluczowa decyzja o wycofaniu się z mistrzostw (z bolidem, który je wygral) a teraz ta mega porażka silnikowa. Ja rozumiem, że zjawiska zachodzące w silniku są złożone, ale do groma ciężkiego – oni mają wszelkie środki do tego żeby je opanować. Nawej jak ciężko im cos obliczyć to mogą zrobić miliony testów (bo ich na to stać) i empirycznie rozwijać silnik podglądając konkurencję. Kompletnie nie wiem jaką filozofią i jaką strategią kieruje się dział silnikowy Hondy. Ja oprócz chaosu i braku wyciągania wniosków z doświadczeń jakie zbierają nie widzę tam kompletnie nic.

  2. Tak bardzo dobry opis, dużo ciekawszy od samego wyścigu. Chce dodac jedno od siebie. F1 jest znów nieprzewidywalna. Kto stawiał na Valtteri Bottasa? Ja nie 😉 Te auta zmieniają wiele, ważna jest kondycja i predyspozycja kierowcy, takie wyścigi są bardzo potrzebne. Są różne tory i różne warunki a wygra ten, kto najlepiej się przystosuje. Znam jednego zawodnika który testował ostatnio Formułę E, jest w tym najlepszy.

  3. Bardzo lubię te podsumowania. Czuć lekkie pióro, nie brakuje ironii. Od razu człowiekowi poprawia się humor.
    Wyścig był nudny. Cieszę się ze zwycięstwa Bottasa. Trochę utarł nosa Hamiltonowi i bardzo dobrze. Raikkonen jest mistrzem 😉 Żal mi Ricciardo i Verstappena. Mam nadzieję, ze w Hiszpanii Red Bull zacznie się odradzać.

  4. Takie to artykuły, jak Kimi pojedzie bardzo dobrze raz na 10 wyścigów, to juz zamknął usta krytykom, jaki to on świetny. Lewis pojedzie 10 wyścigow dobrze, jeden zawali jak w Baku 2016 i teraz w Rosji 2017 i już, co się z nim dzieje, już komentarze, że jeszcze „walczy o tytuł”. 16 wyścigów do końca, a już się mówi kto walczy o tytuł. Seria jednej, dwóch awarii i przy odpowiednim rozwoju Red Bulla może się okazać, że na półmetku i kierowcy tego zespołu włączą się do walki. A Bottas zrobił to co należało, tak jak powinien się prezentować cały czas. Zdecydowanie występ Maxa w GP Hiszpanii 2016 bardziej wartościowy jeśli chodzi o pierwsze wygrane. Mniejsze doświadczenie, pierwszy wyścig w innym środowisku, a teraz musiał do konca wytrzymać naciski rywala. Oczywiście tam odpadły Mercedesy i dlatego wygrał, ale wtedy ten zespół był w innej lidze i tamtejsza walka Ferrari i Red Bulla to jak tegoroczna Mercedesa i Ferrari. Tak należy to porównywać.

    • Ekwador 15 , ty masz chłopie kompleksy…. KIMI FOR PRESIDENT!!! – polecam GP Węgier będę, hasło z kibicami fińskimi także i w tym roku się pojawi!

    • Ty jak znasze niezadowolony 😉 wszystko się zgadza, Raikkonen pojechał niezle i zamknął usta krytykom. Lewis pojechał koszmarnie, choć Robert go trochę usprawiedliwia. Przypomnę tylko ze Hamilton i Raikkonen są na innym etapie swoich karier i oceny są w związku z tym względne. Proste jak drut. Widzę, ze jesteś w szoku jak Hamilton. Nie przejmuj się.
      Chętnie tez się dowiem gdzie jest ten komentarz, ze Lewis jeszcze walczy o tytuł, bo jakoś go nie widzę.
      Mowisz, ze sukces Maxa był większy? Nie kwestionuję jego klasy, bo faktycznie zrobił wtedy fururę. przypomnę jednak, ze poza zderzeniem Mercedesow wygrana załatwił Verstappenowi zespół robiąc idiotę z Ricciardo. Krótka i wybiórcza pamięć.

      • O właśnie! Wygrana Verstappena była niesmaczna i niezasłużona. Dostał prezent od zespołu. Ale prawda jest taka, że (w tym sporcie wybitnie) pamiętamy zwycięzców, a nie ich drogę do zwycięstwa.

  5. Dobra, Kimi najlepszy w całej stawce F1, niech wam będzie. Lewis czy Fernando mogą się schować. Kimi wygrywałby pewnie nawet w obecnym duecie McLaren-Honda 🙂

    • Nikt tu nie twierdzi, ze Kimi jest najlepszy. Reagujemy tylko na Twoje mądrości.

    • Kimi jest tylko jeden ! Nikt nie oczekuje od niego aby ponownie został mistrzem…. on sam nie jest zainteresowany…on kocha się ścigać jego to wręcz bawi. jest postacią kultową w F1 – najpopularniejszy w całej stawce, jest wartością marketingową także dla F1 jak i samej SF. Tyle i tylko tyle….
      A ty chłopie męczysz … wyliczasz mówiąc krótko te same „pierdoły ” co zawsze …

  6. Abstrakcyjnie rzecz ujmując gdyby Kimmi się tak nie „postarał” w Q i przegrałby z Bottasem – czyli de fakto startowałby z 3 miejsca a Bottas z 2 , to zapewne do 2 zakrętu obydwa czerwone bolidy które startowałyby z czystej strony dojechałyby do jako pierwsze 😉 Więc tym razem dobry występ fina w Q odegrał negatywną ostatecznie role w wyścigu . Pozdrawiam

  7. Zastanawiam się czy to GP nie będzie prorocze co do tytułu Mistrza Świata. 2014 i 2015 wygrana Lewisa i Mistrzostwo, 2016 wygrana Nico i Mistrzostwo, teraz wygrał Valtteri i …

    • hyyyy
      bardzo dalece posunięta konkluzja ale kto wie, kto wie?
      Bottas zaczyna się czuć coraz lepiej w tym samochodzie i zdaje sobie sprawę z tego, że to nie łiliams i można trochę mocniej przycisnąć
      …a co do chłopaków co krytykują Ekwador15 to polecam więcej dystansu do tego co pisze kolega bo chyba nie za często tu zaglądają i nie znają „stylu” ekwador15, a co trzeba koledze uczciwie przyznać, że jego wpisy są z regóły kontrowersyjne i można się z nimi nie zgadzać ale przeważnie w jego odrobinie „szaleństwa” jest ziarnko prawdy.
      pozdrawiam

  8. Fakt faktem że to, co (jak sądzę) miał na myśli ekwador15 to jednak trochę prawda. Każdy słabszy występ #44 (a powiedzmy sobie szczerze: nie zdarzają się one zbyt często) jest natychmiast traktowany przez jego krytyków jako paliwo do uwalniania lawiny komentarzy, jaki to on beznadziejny. O powodach takiego postępowania nie będę się wypowiadać.
    Prawdą jest też, że był to dopiero pierwszy w miarę solidny występ Kimiego, którego tak samo jak reszta tutejszej „stawki” bardzo lubię i szanuję. Niemniej jednak jeśli znów zaliczy kolejnych kilka słabszych występów, to Pan W Sweterku może stracić cierpliwość jeszcze przed końcem sezonu a Antonio & Co. tylko na to czeka (to Włosi, oni mają talent do robienia takich wolt).
    Gratulacje dla Bottasa, ja zawsze w niego wierzyłem, oby tak dalej.

Comments are closed.