Przy asyście Kimiego Räikkönena Sebastian Vettel sięgnął po swoje drugie zwycięstwo na Węgrzech i udał się na wakacyjną przerwę z 14-punktową przewagą nad Lewisem Hamiltonem. Anglik finiszował na Hungaroringu na czwartej pozycji, zgodnie z dżentelmeńską umową oddając najniższy stopień podium Valtteriemu Bottasowi. Może i zabrakło go wczoraj na pudle, może i stracił cenne punkty, za to dotrzymując słowa wzniósł się ponad makiaweliczne dążenie do sukcesu za wszelką cenę. Jakkolwiek górnolotnie by to nie zabrzmiało, było to piękne zwycięstwo Lewisa jako człowieka.

Renesans Ferrari
Vettel przyjechał na Węgry po zwycięstwo i z żelazną konsekwencją, pomimo dosyć licznych przeciwności, sięgnął po nie w obecności Sergio Marchionnego i Piero Ferrariego, którzy zaszczycili padok swoją obecnością – Jestem wniebowzięty. Nie mogło być lepiej, aczkolwiek napięcie było olbrzymie – cieszył się Niemiec po czwartym zwycięstwie w sezonie. Pod Budapesztem włoska stajnia przeżyła renesans formy, aczkolwiek głównym czynnikiem, za sprawą którego tak się stało, nie były rewolucyjne poprawki sprzętowe, lecz specyfika pętli w Dolinie Trzech Źródeł.

Piekielne upały i kreta charakterystyka Hungaroringu premiowały zalety włoskich maszyn, choć koniec końców Ferrari musiało się naprawdę ostro napocić, żeby sięgnąć po podwójną wygraną. Takiej dyspozycji „Czerwonych” można się było spodziewać. Na torach wymagających dużego docisku, takich jak Hungaroring czy wcześniej Monako (podobnie będzie zapewne także w Singapurze) SF70H spisuje się bowiem znacznie lepiej niż W08.

Mistrzów świata skutecznie stopowały problemy z „pływającym” balansem. Główną przeszkodę stanowiła podsterowność wynikająca z wyżej zawieszonego samochodu, koniecznego ze względu na krawężniki węgierskiego toru. Kwalifikacje w pełni potwierdziły przewagę Ferrari. Vettel sięgnął po pole position (1.16,276), natomiast Räikkönen wywalczył drugą lokatę.

Ściągany w prawo
Po starcie czterokrotny mistrz świata zaczął budować przewagę, oddalając się od swojego kolegi na 3,4 sekundy, ale od czternastego okrążenia tendencja się odwróciła. Przyczyną okazały się kłopoty z układem kierowniczym. – Ściąga mnie w prawo. Mam wrażenie, że jest to coraz gorzej – meldował Niemiec przez radio.

W odpowiedzi został poinstruowany, że musi unikać krawężników, co oczywiście dodatkowo odbiło się na czasach jego okrążeń. Vettel stracił przewagę, szczęśliwie miał za sobą Räikkönena. „Iceman” mógł jechać znacznie szybciej, lecz podążał za Sebastianem, zabezpieczając jego tyły przed zakusami Hamiltona. Fińscy (i nie tylko) kibice zapewne woleliby zobaczyć inny scenariusz, tyle tylko, że decyzje strategiczne włoskiej stajni były jednoznaczne.

Można oczywiście pomstować na filozofię Ferrari, pytanie tylko po co? Chcąc zwiększyć szanse Vettela na tytuł, Włosi nie mają większego wyboru. Po pierwsze wiszą nad nimi spodziewane kary za wymianę podzespołów jednostki napędowej, które w przypadku Sebastiana i Kimiego są już na wykończeniu, co ogranicza pole manewru. Po wtóre wystarczy rzut oka na kalendarz, żeby przekonać się, że w drugiej części sezonu więcej obiektów (przynajmniej na papierze) powinno premiować zalety Srebrnych Strzał. Chyba, że Ferrari zrobi postępy na naszpikowanych szybkimi zakrętami obiektach typu Spa czy Suzuka, co nie będzie zbyt proste, gdyż konkurencja też nie zasypia gruszek w popiele, a wygląda na to, że w ostatnich miesiącach to Mercedes szybciej się rozwijał. Póki co, kolejną okazją do rzucenia rękawicy Srebrnym Strzałom wydaje się Singapur. Pożyjemy, zobaczymy. Na szczęście F1 czasami bywa wyjątkowo kapryśna i dalszy scenariusz może się potoczyć zupełnie inaczej.

Słowo się rzekło…
Hamiltonowi nie udało się wyśrubować swojej serii zwycięstw na Hungaroringu. Anglik pozbył się złudzeń już w trakcie czasówki. Skończyło się na dwóch błędach w zakręcie numer 4 i czwartej pozycji startowej. Początek wyścigu też nie poszedł po jego myśli. Anglik stracił dwie lokaty na rzecz kierowców Red Bulla, choć dzięki Maksowi Verstappenowi, który storpedował Daniela Ricciardo, zyskał jedno miejsce.

Próby wyprzedzenia Verstappena spełzły jednak na niczym. Hamilton odpuścił, kwitując, że „chłopak jest niebezpieczny”. Sytuację dodatkowo komplikowały kłopoty z radiem, w związku z którymi trzykrotny mistrz świata został ściągnięty do alei serwisowej tuż po Bottasie, choć jego tylne opony były w znacznie lepszym stanie, co mogło zaowocować większą elastycznością strategiczną. Pozostawienie Anglika na torze mogło skomplikować plany ekipy Ferrari, pilnującej prowadzenia Vettela. Tak się jednak nie stało i Włosi mogli odetchnąć z ulgą.

Na miękkich oponach Hamilton radził sobie świetnie. Czując, że jest w stanie rzucić rękawicę spowalnianej przez Sebastiana dwójce Ferrari, poprosił o „szansę”, obiecując „oddać Bottasowi pozycję, jeśli niczego nie wskóra”. Valtteri otworzył drzwi. Lewis przyspieszył i zaczął naciskać, lecz kręty układ pętli nie ułatwiał mu zadania. Każde skrócenie dystansu do Räikkönena fatalnie wpływało na jego opony. Tak naprawdę szanse na wyprzedzenie „Icemana” były żadne. Pozostało dotrzymać słowa. Strata Bottasa wynosiła już siedem sekund, co więcej istniało ryzyko, że Anglikowi zagrozi Verstappen, ale mimo tego Hamilton wypełnił dżentelmeńską umowę. – To była trudna decyzja z uwagi na mistrzostwa, ale ja dotrzymuję słowa. Mam nadzieję, że z powodu tych trzech punktów nie przegram walki o tytuł – stwierdził po wszystkim trzykrotny mistrz świata.

Kolejny poziom
Kilka słów o „geście” Lewisa i „duchu” Mercedesa. Przyznaję, że byłem zaskoczony tym, co zrobił Anglik. Nie dlatego, że mógłbym o nim mieć złe zdanie. Broń Boże. W dzisiejszej F1 taki gest – i to w gorączce rywalizacji – jest bowiem zadziwiający, ale i wspaniały jednocześnie. Myślę, że nie ma przesady w tym, że Lewis stanął przed szansą do wskoczenia na kolejny poziom i skorzystał z niej.

Być może w innych okolicznościach postąpiłby zupełnie inaczej. Co więcej, niewykluczone, że pożałuje swojego gestu, bo z jego powodu tytuł może wymknąć mu się z rąk. Ale wiecie co – jeśli tak się stanie, to czy Lewis faktycznie przegra? Czy tak fantastyczny kierowca musi jeszcze komukolwiek, cokolwiek udowadniać? Moim zdaniem nie. Poza tym, czy droga do wielkości musi prowadzić wyłącznie przez kolejne zwycięstwa, pierwsze pozycje startowe i tytuły? Historia dowodzi, że niekoniecznie. Kto wie, być może to jest właśnie najlepszy Hamilton, jakiego mieliśmy okazję oglądać w F1. W końcu nie jest to pierwszy moment w tym sezonie, który stawia Anglika w innym, bardziej stonowanym, dojrzalszym świetle.

Lewis lubi powoływać się na swojego wielkiego idola, więc zapewne pamięta o tym, co kiedyś powiedział Ayrton Senna: „co roku ktoś zdobywa tytuł, ale nie zawsze jest to prawdziwy mistrz”. Gwoli ścisłości, nie jest to przytyk w stronę Vettela, raczej bardziej uniwersalna myśl.

Amator
Kibice Red Bulla nie powinni zaprzątać sobie głowy rozważaniami na temat tego, co Ricciardo i Verstappen mogliby na Węgrzech zwojować, gdyby nie „amatorski” wyczyn młodszego z panów w drugim zakręcie. No dobrze, to mógł być dla ekipy Christiana Hornera bardzo dobry wyścig. Biorąc pod uwagę kłopoty Vettela być może nawet znakomity (choć wiadomo, że zachowanie Ferrari było determinowane rozwojem sytuacji i gdyby Ricciardo pozostał w grze, decyzje mogłoby być zupełnie inne).

Po zawinionym przez Verstappena incydencie Ricciardo nie krył swojej wściekłości. – Max zachował się jak amator. Wiem, że nie lubi, gdy jestem przed nim, ale to było słabe. Valtteri znajdował się z przodu, ja po zewnętrznej. Tam nie było miejsca do wyprzedzania – recenzował na gorąco Dan. A podobno to Australijczyk miał mieć po wyścigu mniej przyjaciół…

Verstappen nie szukał wyjaśnień, biorąc pełną odpowiedzialność za zrujnowanie koledze wyścigu. – Przestrzeliłem hamowanie, zablokowałem koło i od tamtej chwili byłem już tylko pasażerem. Starałem się uniknąć kontaktu z Danielem, ale nie udało się – przyznał Max, przepraszając za swój wyczyn zarówno Ricciardo, jak i ekipę. – Pogadam z Danielem i załatwię to.

W związku z 10-sekundową karą Verstappen musiał liczyć się z tym, że straci czwartą lokatę na rzecz Hamiltona. Kłopoty Vettela sprawiły jednak, że stawka jechała znacznie wolniej niż sądzono, w związku z czym Max finiszował jedynie 13 sekund za zwycięzcą – na piątej pozycji. Christian Horner i Daniel Ricciardo zapewne trochę inaczej widzieli kolejność na mecie tego wyścigu, ale cóż…

Urodzinowe szaleństwa
Urodzinowa impreza, najlepszy wynik w sezonie i najszybsze okrążenie wyścigu – dla Fernando Alonso był to weekend pełen szaleństw. Jakby nie było nieoczekiwanych, może z wyjątkiem tego pierwszego… Opłaciła się karna wymiana podzespołów jednostki napędowej Hondy w Wielkiej Brytanii.

Węgierski tor, na którym 14 lat temu Hiszpan odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w Formule 1, przyniósł dwukrotnemu mistrzowi świata szczęście. Zważywszy na jego aktualny sprzęt nie wiem, czy nie bardziej spektakularny. W trakcie wyścigu Alonso ścigał się z Carlosem Sainzem. Po wizycie w alei serwisowej przystąpił do ataku, który zakończył się sukcesem i Fernando sięgnął po szóstą lokatę, na przedostatniej rundzie wyścigu ustanawiając jeszcze najszybsze okrążenie. – Szóste miejsce stanowiło maksimum. Wiedziałem, że mam dwa okrążenia, żeby cisnąć na nowych oponach, więc wykonałem atak w stylu kamikadze. Zadziałało – cieszył się dwukrotny mistrz świata.

W McLarenie pełnia szczęścia, ponieważ punktował również Stoffel Vandoorne. Belg zajął dziesiąte miejsce, zdobywając swoje drugie „oczko” w tym sezonie. Worek się rozwiązał, chciałoby się rzec! Oby, oby…

Klejnoty
Tuż po wyścigu mówiło się przede wszystkim o rozczarowaniu Kimiego, sportowym zachowaniu Lewisa, kosztownym błędzie Verstappena i najszybszym okrążeniu Alonso. Szybko się jednak okazało, że show skradł wszystkim Kevin Magnussen, który na ironiczny komentarz ze strony Nico Hülkenberga odparł prośbą, aby Niemiec „zaopiekował się jego rodowymi klejnotami”. Poszło!

7 KOMENTARZE

  1. Troche nie rozumiem zachwytem na zachowaniem Lewisa. Owszem gest bardzo ok, ale on tylko wywiązał się z umowy. Został przepuszczony żeby wyprzedzić Kimiego ale nie dał rady więc wrócił do szeregu. Jeśli manewr na Finie by się udał nie byłoby żadnej zamiany.
    Tak to ładnie to PR-owo wyszło, szczególnie w sytuacji kiedy Ferrari nakazało ochranianie tyłu Sebastiana. Merc wykorzystał ich problem marketingowo, a wszyscy pieją z zachwytu nad „niesamowitym” gestem Brytyjczyka, który po prostu wywiązał się z umowy.
    No tak w dzisiejszych zepsutych czasach dotrzymanie umowy, dla niektórych to niesamowita sprawa.

    • No wiesz, Rubensowi kiedyś ostro grozili, gdy nie chciał puścić Schumiego w Austrii mimo, że zasłużenie jechał z przodu. Jeśli szukać gdzieś zachowań fair play, to bardziej w Mercedesie, Red Bullu, na pewno nie w Ferrari, Toro Rosso czy Force India 🙂

    • ..no cóż miszcza z ferrari nie byłoby stać na taki gest i tu rozumiem, że ferrarimaniakom „gól chodzi” bo wszyscy pamiętamy zachowanie wyżej wymienionego w stosunku do marka łebera
      pozdrawiam

  2. Tez bylem zaskoczony zmianą kolejności Mercedesow przed metą. Hamilton pokazał ludzką twarz 😉 Pewnie i tak zdobędzie tytuł, więc niczego nie stracił.
    Alonso pokazał klasę. Ciekawe jakie były przeliczniki u bukmacherów, ze pojedzie fastest lap?

  3. [..] „konkurencja też nie zasypia gruszek w popiele”
    Ja zasypuję, ty zasypujesz, on/ona zasypia? 😀
    Przepraszam, że czepiam się językowo, ale zasypiać można na nudnym widowisku, a nie gruszki, nawet w popiele 😉

    • Widzisz, czepiasz się, a nie masz zielonego pojęcia. Od wieki wieków wiadomo, że poprawna jest jedynie wersja ze słowem „zasypiać”.
      Wynika to z cyt. „Dawniej w gorącym popiele, który został po upieczeniu chleba, suszono gruszki. Jeśli ktoś nieuważnie ich pilnował, by się nie spaliły (np. zasnął przy piecu), mówiono, że „zasypia gruszki w popiele””

Comments are closed.