No i stało się! Wykorzystując kolizję faworytów, Max Verstappen zaliczył debiut marzeń w barwach Red Bulla. 18-latek pogrążył na torze pod Barceloną starych wyjadaczy i sięgnął po swoje pierwsze zwycięstwo, zostając najmłodszym triumfatorem wyścigu F1. „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem” – tak najkrócej mógłby podsumować swój piorunujący sukces młody Cezar z holendersko-belgijskimi korzeniami.

Nadciąga młodość
To był jeden z tych wyścigów, o których kibice królowej sportów motorowych będą pamiętać zawsze. Jedni z powodu kolizji aktualnego mistrza świata z pretendentem do tytułu, a inni (chyba liczniejsi) ze względu na bezprecedensowy triumf młodziutkiego asa Red Bulla. Zwyciężając w Katalonii, Max za jednym zamachem zdetronizował Sebastiana Vettela, do tej pory najmłodszego triumfatora wyścigu F1, powtórzył wyczyn Fernando Alonso, Kimiego Räikkönena i kilku innych szczęśliwców, którzy zwyciężyli w pierwszym starcie po przejściu do nowego zespołu i wreszcie dokonał czegoś, co wcześniej nie udało się żadnemu kierowcy startującemu z holenderską licencją.

Największe wrażenie robi oczywiście to pierwsze osiągnięcie. Do niedzieli rekord wynosił 21 lat i 73 dni, ale Max wyśrubował go do poziomu 18 lat i 227 dni. Czy komukolwiek uda się poprawić ten szokujący wynik? Trudno to sobie wyobrazić, ale kto wie… Jedno jest pewne – starzy (niekoniecznie wiekiem) mistrzowie powinni zacząć się martwić. Nadciąga młodość!

I pomyśleć, że Nico Rosberg i Lewis Hamilton mogli nas tego pozbawić. Na szczęście po starcie skupili się na sobie, sprawiając wszystkim rywalom wspaniały prezent. Zamiast przewidywalnego do bólu spektaklu, obejrzeliśmy cudowną improwizację z niesamowitym finałem.

Kardynalny błąd Lewisa
Zarzucając na chwilę sarkazm, co właściwie wydarzyło się na czele stawki w po starcie wyścigu? Nico wygrał z Lewisem sprint do pierwszego zakrętu. Sęk jednak w tym, że jego jednostka napędowa pracowała w niepełnym zakresie mocy. Lider wyłapał problem, lecz przestawienie trybu zabrało trochę czasu, więc na wyjściu z trzeciego zakrętu różnica prędkości pomiędzy nim a Hamiltonem wynosiła aż 17 km/h. Anglik natychmiast zaatakował, nurkując w prawo, ale Rosberg natychmiast zamknął drzwi. Tyle tylko, że mistrz świata jedną nogą był już w progu, więc musiał salwować się ucieczką na trawnik. Chwilę później był już tylko pasażerem i obracając się, storpedował Rosberga. Miny Dietera Zetsche i Thomasa Webera przyglądających się zakopanym w żwirze Srebrnym Strzałom mówiły wszystko.

Kto zawinił? Z komunikatu sędziowskiego wynika, że nikt. To oczywiście nie zamyka dyskusji. Jestem zresztą przekonany, że każdy z Was ma już własną interpretację owych czterech sekund, które mogą/mogły wpłynąć nie tylko na losy wyścigu pod Barceloną. Co do mnie, myślę że Lewis popełnił kardynalny błąd. Nie chodzi mi jednak o pomysł na atak, mrugające światełko, czytanie intencji Nico czy tego rodzaju detale. Jemu umknęło coś znacznie ważniejszego. Być może rok temu Rosberg grzecznie zostawiłby mu miejsce (choć nie zawsze tak bywało), ale w ostatnim czasie parę spraw jednak się zmieniło. Hamilton powinien był wziąć to pod uwagę, zwłaszcza że Niemiec sygnalizował, iż zrywa z wizerunkiem miłego chłopaka z sąsiedztwa.

To prawda, że położenie Anglika znacznie się skomplikowało, ale to nie koniec świata. Jest jeszcze mnóstwo czasu, żeby odwrócić losy rywalizacji o tytuł. Lewisa stać na to, aczkolwiek jest jasne, że niektóre szufladki w jego głowie muszą zostać przestawione. Bicie głową w mur też nie pomoże, trzeba zacząć działać metodycznie, nie tracąc przy każdej możliwej okazji zimnej krwi. Najlepiej już w Monako, na terenie Rosberga. Tam, gdzie Nico wychowywał się, mieszka, a co ważniejsze, wygrywa od trzech lat.

Zmiana planów
Wróćmy jednak do młodego Cezara, czyli Maksa V. Trzeba przyznać, że 18-latek piorunem dołączył do grona zwycięzców. Pewnie, że dopisało mu szczęście, ale ono w końcu sprzyja lepszym. Co złożyło się na ten niewiarygodny sukces? Pierwszy krok w stronę zwycięstwa Verstappen wykonał chwilę po starcie, objeżdżając po zewnętrznej trzeciego zakrętu Sebastiana Vettela. Wyprzedzenie czterokrotnego mistrza świata miało niebagatelne znaczenie, ponieważ pozwoliło Red Bullowi na pewną strategiczną elastyczność, zwiększoną jeszcze tym, że Vettel przegrał również z Carlosem Sainzem.

Początkowo Max asystował prowadzącemu Danielowi Ricciardo. Sytuację zmieniło jednak zagrożenie ze strony Ferrari. Obawiając się podcięcia przez Sebastiana Vettela i nie mając jasności, która strategia jest szybsza, Red Bull zdecydował, że Verstappen będzie realizował pierwotny plan, natomiast Ricciardo zatrzyma się w alei serwisowej jeden raz więcej. Ostatecznie lepszym rozwiązaniem okazało się to pierwsze i Daniel nie tylko stracił okazję na zwycięstwo, ale spadł nawet z podium. Czy w decyzji Czerwonego Byka należy się doszukiwać teorii spiskowych? Nie sądzę.

Strategiczny dylemat
Ze strategicznym dylematem musiało się zmierzyć również Ferrari. Szczególnie, jeśli chodzi o Vettela, który pierwszy pit stop zaliczył kilka okrążeń po swoich rywalach. Był trzeci, ale zaczął zbliżać się do Red Bulli. Po 28 okrążeniach Czerwone Byki ściągnęły do alei serwisowej lidera (zakładając miękkie opony), wymuszając reakcję ze strony Ferrari. Obawiając się, że Seb utknie za Maksem, zapewniając przewagę Danielowi, na kolejnym okrążeniu Vettel skopiował strategię Ricciardo (też miękkie). To był punkt zwrotny wyścigu.

Verstappen i Kimi Räikkönen wytrzymali po sześć okrążeń więcej niż ich koledzy. Następnie zjechali po kolejny komplet świeżych pośrednich opon, zdradzając zamiar dotarcia na nich do mety. Daniel i Sebastian znaleźli się na czele, ale czekał ich jeszcze jeden pit stop. W przypadku Niemca nastąpił on zresztą po zaledwie ośmiu okrążeniach. Na finałowy przejazd czterokrotny mistrza świata również założył mieszankę z białym paskiem, wypadając z pierwszej trójki.

Zimna krew
Ricciardo nadal prowadził, lecz jego szanse na zwycięstwo malały z każdym kółkiem, ponieważ Verstappen powoli zaczął redukować jego przewagę. Po 43 rundach Australijczyk w końcu zawitał w alei serwisowej po pośrednie opony. Teraz to on był czwarty, natomiast na czele znalazł się ścigany przez „Icemana” Max.

Wyprzedzi? Nie wyprzedzi? Räikkönen zbliżył się na odległość DRS, ale to i tak było za mało. Zwłaszcza, że Verstappen jechał perfekcyjnie, ani na chwilę nie tracąc głowy. Holender znakomicie zarządzał oponami, pilnując ostatniego zakrętu, więc pomimo przewagi na prostej Kimi nie miał szans na skuteczny atak. Nie od dziś wiadomo, że wyprzedzanie na torze w Montmelo wymaga odrobiny dobrej woli ze strony ewentualnej ofiary, a Max nie miał ochoty na współpracę i bezceremonialnie sięgnął po historyczny triumf. – Pierwsze zwycięstwo to niesamowite uczucie – pokreślił Verstappen, zbierając zasłużone gratulacje z każdej strony.

Podłamany Dan
Jak na ironię, najmocniej rozdarty sukcesem Maksa był jego australijski kolega, który po raz czwarty w tym sezonie finiszował na czwartej pozycji. Ale czy można się temu dziwić? Przed Ricciardo otworzyła się niesamowita okazja do zwycięstwa. Prowadził, wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, tymczasem wygraną sprzątnął mu sprzed nosa po raz pierwszy ścigający się dobrze znanym mu samochodem 18-latek. W życiu!

– Jestem podłamany. Z jednej strony cieszę się, że zespół wygrał, z drugiej trudno mi świętować – przyznawał Dan, któremu w końcówce wyścigu nie zabrakło przygód. Najpierw za sprawą kilku nieudanych prób połknięcia Vettela, a na deser rozerwanej lewej tylnej opony. Szczęśliwie, jego przewaga nad piątym Valtterim Bottasem była tak duża, że Ricciardo nie stracił swojej lokaty.

Stracona okazja
Na podium Max Verstappen pojawił się w towarzystwie kierowców Scuderii Ferrari, którzy – co tu dużo kryć – nie tak wyobrażali sobie finał wyścigu, z którym na pierwszej rundzie żegnają się Lewis i Nico. Wyobraźcie to sobie. Srebrne Strzały lądują w żwirze, na czele znajdują się co prawda trzej zawodnicy Czerwonego Byka (tym trzecim jest Sainz), ale przed Vettelem i Räikkönenem pojawia się niesamowita okazja. Na coś podobnego czekali od miesięcy, a jednak się nie udało.

Owszem, ich samochody były w niedzielę szybsze od Red Bulli, ale nie na tyle, żeby rozstrzygnąć sprawę w bezpośrednim starciu. Prawdą jest, że Seb i Kimi trochę za długo bawili się z Sainzem w kotka i myszkę, trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że włoskiej ekipie zabrakło dobrego pomysłu na ten wyścig. Niby coś tam próbowali, ale bardziej przypominało to strzelanie na oślep, aniżeli jakąś głębszą myśl. Nie pierwszy zresztą raz w tym sezonie.

Ostatecznie Vettelowi udało się Australijczyka taktycznie ograć, a potem utrzymać za plecami do mety, choć po jednym z ataków Daniela czterokrotnemu mistrzowi świata puściły nerwy. Kimi nie był w stanie poradzić sobie z Maksem. Niektóre ekipy wzięłyby drugą i trzecią lokatę w ciemno, mówimy jednak o Ferrari, które takie rezultaty traktuje jak porażkę. Tym bardziej bolesną, że widział ją coraz mocniej zniecierpliwiony Sergio Marchionne.

Z mocą i bez
Na słowa uznania za swój występ pod Barceloną z pewnością zasłużył Sainz. Uwolniony od presji ze strony Verstappena, Hiszpan rozwinął przed własną publicznością skrzydła i nie dość, że zajął szóste miejsce, to jeszcze dorzucił cegiełkę do sukcesu Red Bulla, zatrzymując na pewien czas Vettela i Räikkönena. Musiał co prawda uznać także wyższość Bottasa, ale i tak spisał się znakomicie, osiągając najlepszy wynik w swojej karierze.

Wyścigu nie ukończył niestety drugi z Hiszpanów. Po najlepszej czasówce w sezonie, Fernando Alonso podróżował na dziewiątej pozycji, za swoim kolegą z McLarena. Jego MP4-31 zaczął jednak słabnąć i na 46 okrążeniu dwukrotny mistrz świata zatrzymał się na poboczu, meldując przez radio, że „nie mam mocy”. Na otarcie łez o dwa punkty kolekcję stajni z Woking wzbogacił Jenson Button. Niby niewiele, ale może w Monako będzie lepiej? Ostatecznie dziedzictwo zobowiązuje, a McLaren wygrywał na ulicach księstwa hazardu zdecydowanie częściej niż jakikolwiek inny zespół F1. Tym razem taki wynik raczej nie wchodzi w grę, ale może przynajmniej uda się zdobyć solidne punkty.

28 KOMENTARZE

  1. Hamilton w zeszłym roku zniszczył Rosberga w Monako, a wyniki były inne wiadomo dlaczego.

    • To obejrzyj sobie inne wyścigi z Monaco , żeby daleko nei sięgać – 2013, Q – wygrał Ros , start – wygrał Ros , cały wyścig mimo red-flag, restartów – zimna krew ROS , a Ham spadł z 2 na 4 …

      Myśl co chcesz ale mnie denerwuje już gloryfikowanie Ham , niech sobie radzi na torze sam a nie kibice i wszystkie moce mają mu pomagać?

  2. @f1fan
    pssssss, uwazaj bo zaraz na Ciebie naskocza i powiedza ze uprawiasz czary i wierzysz w zabobony z takimi pogladami 😉
    ..a swojá droga to niko wyrasta na takie fetela w mercedesie – ”wiecej szczescia niz rozumu”

    pozdro

  3. Przecież f1fan ma rację. Mercedes zepsuł Lewisowi miażdżące zwycięstwo. Brytyjczyk jechał 17 sek przed drugim Nico no i przyszła neutralizacja w wyniku wypadku Maxa. Ile to wtedy na Holendra spadło nieuzasadnionej krytyki, a teraz wszyscy go chwalą. Ale wracając do wyścigu i bolidu #44, został ściągnięty do pitu zupełnie niepotrzebnie. Zaraz ktoś powie, że sam kierowca nalegał, ale to dlatego, że obawiał się, że zespół ściągnie bolid #6 i wtedy będzie miał przewagę opon. Tylko, że to zespół wie, czy będzie ściągał drugi bolid na pit czy nie, więc mogli powiedzieć Lewisowi, nie zjeżdżaj bo Nico też nie zjeżdża. Jeszcze gdyby pit był udany, to może by to się udało, bo tam zabrakło chyba z 1 sek krótszego postoju co z około 5 sekund na pewno dało się urwać 🙂

  4. Popsuli Lewisowi ten wyscig. Wiadomo. Z tego co pamiętam tlumaczyli to bledami w wyliczeniach wynikającymi z tego ze zabudowa miast zaklocala gps. Moze tak może nie. Nie dowiemy sie prawdy. Co do artykulu tytul jak zwykle swietny a trafia w sedno! Piękne ☺

  5. Hamilton sam sobie popsuł Monako 2015, tak samo jak sam sobie popsuł Barcelonę. Szkoda, że niektórych pamięć już zawodzi, a miejsce faktów wypierają spiskowe teoryjki…

  6. No pewnie takie konkrety, że Lewis prowadził długą dyskusję przez radio ze swoimi inżynierem na temat zjazdu. A skąd on miał wiedzieć, że Nico nie będzie zjeżdżał, gdyby to wiedział, nie naciskałby na swój pit. Zespół takie rzeczy wie. Lewis bał się, że Nico dostanie świeże opony i będzie problem po wznowieniu wyścigu, aby go zatrzymać z tyłu. Poza tym pit trwał za długo, gdyby uwinęli się w standardowych 3 sekundach, to może by wystarczyło aby wyjechać znów na pierwszym miejscu. To jest takie myślenie, Nico wygrał i tylko to się liczy, a to, że tracił na każdym kólku nie będąc przez nikogo blokowanym, nie mając problemów z bolidem, to nie. Lewis niszczył wtedy Nico, to nie jest tor Nico, miał fart w 2015. Ja oceniam zawodników po umiejętnościach a nie ile wygrał i ile ma punktów. Tak samo piszą ludzie teraz, że Kimi ma więcej pkt od Seba, a awaria w Bahrajnie i odpadnięcie przez Kwiata w Rosji to juz się nie pamięta. Nagle Kimi cudownie zyskał pecha, nie po prostu Seb ma pecha.

  7. Vettelmusi pluc sobie teraz w brode.

    Poszedl do Marko sie wyplakac i wyblagal kare dla Kwiatuszka ale nie przewidzial ze w rezultacie w RB pojawi sie mlokos, ktory nie dosc ze bedzie powazna konkurencja na torze, to jeszcze moze odebrac mu status ukochanego dziecka Marco i spolki.

  8. W 2008 roku Lewis wygraną w Monaco dostał w prezencie od pani fortuny (tytuł mistrza też;)), to rok temu los (i zespół) pokazał mu plecy… Największym wrogiem Lewisa jest on sam. Jeździ szybko, jest ok, ale jak się chłop zagotuje, to robi głupoty…

  9. Też jestem zdania, że HAM jest niesamowicie szybki i potrafi fantastycznie wyprzedzać i nadrabiać pozycje, ale psychikę ma momentami słabą, przez co popełnia błędy.
    Z drugiej strony przy takiej kosmicznej dawce adrenaliny jaką przez te 2h są naładowani nie jest prostu zachowywać się maszynowo.
    Potrzebuje przełamania, im dłużej będzie na nie czekał, tym więcej może popełniać błędów, a Monako to jednak tor nie specjalnie wybaczający błędy 😉
    Jeśli Renia faktycznie wprowadzi takie mega zmiany w silniku jak wszyscy głoszą, to RB może częściej nękać Mercedesa, a co za tym idzie „łatwe” zdobycze pkt mogą już nie być takie proste i może zabraknąć czasu na odrabianie straty pkt, bo może ktoś inny wplątywać się w walkę o duże pkt.
    Czas pokaże, ale przyznać trzeba, że się coś dzieje 🙂
    Wszyscy wiedzą i widzą, że HAM jest szybszy od ROS, ale czy wystarczy mu czasu aby odrobić stratę ?

    • Przy tym wlaśnie HAM zachowuje się dosyć ignorancjo (poniekąd Merc-bolid , dawałby mu taką możliwośc myślenia) i myśli że do końca seoznu będzie tylko ON VS ROS ….

      myślał indyk o niedzieli a w Barcelonie sam sobie łeb odcioł może się okazać na końcu sezonu.
      a jak RB się wmiesza w duże punkty jak mówisz będzie mega ciekawie , na ręke rosbergowi .

  10. Litości, co to za idiotyzmy tym razem muszę ten wywód – artykuł nazwać po imieniu GNIOT cyt. nie mając jasności, która strategia jest szybsza, Red Bull zdecydował, że Verstappen będzie realizował pierwotny plan, natomiast Ricciardo zatrzyma się w alei serwisowej jeden raz więcej. Mój komentarz to buhahahahaha :-). Przez piątek i sobotę ponad 300 inżynierów pracuje nad obliczeniem czasów na poszczególnych mieszankach. Wiedzą ile wytrzyma i jakie ma maksymalne osiągi. Potrafią nawet wyliczyć jakie straty będzie powodować dłubanie w nosie podczas jazy. Dodatkowo mają symulatory oraz odpowiednie oprogramowanie do wyliczenia możliwych scenariuszy po to aby wybrać ten najbardziej optymalny. Dodatkowo jak ściąga się lidera jako drugiego to już wiadomo, że od ma być drugi! To jest F1 nie ruletka Panie Robercie Smoczyński. Dodatkowo Ci inżynierowie mają blisko lub ponad 20 lat doświadczenie wiec o co Panu chodzi w tym artykule? Red Bull zdecydował, że Verstappen będzie pierwszy i wyliczył jak wyłączyć z walki Ricciardo. W Barcelonie nawet z DRS nie da się wyprzedzać, chyba, że dysponuje się autem o 2 – 3 sek szybszym. Wypuszczenie lidera pod koniec wyścigu na 4 miejsce to skazanie go na przegraną. Opona też się zepsuła tak przypadkiem choć była świeża. Polecam przemyśleć sobie to wszytko jeszcze raz, ponieważ Pańskie wnioski to żenada..

    • No to pojechałeś grubo i głupio. Skąd pewność, ze Red Bull wyłączył Ricciardo? To czyste dywagacje. Niczym nie poparte. Tez nie podobał mi się wynik wyścigu, ale nie rzucam bezpodstawnych oskarżeń.

  11. @moris – nic nowego, od dawna piszę, ze te artykuły tego autora zaniżają poziom tego blogu, na którym powinien pisać tylko Mikołaj.

  12. Zazwyczaj mój pobyt na Sokolim Okiem ograniczam do czytania wpisów i komentarzy. Trudno jadnak pozostać obojętnym wobec tego, co wypisują niektórzy „eksperci” pod artykułami.
    @moris pleciesz takie androny, ze głowa mała. 1. Pokaz mi zespół, w którym w weekendy pracuje ponad 300 inżynierów. Inżynierów! 2. nawet jesli czasami coś wydaje się oczywiste, to nie znaczy, ze tak właśnie jest. Czy poza swoimi domysłami masz jakieś dowody, ze Red Bull wyreżyserował wyścig? Albo przynajmniej wskaż poważną analizę, która zakłada celowe działanie przeciwko Ricciardo. 3. Sugerujesz, ze zepsuli Ricciardo wyścig dwa razy. taktycznie, a potem jeszcze celowo zakładać uszkodzoną oponę. A może miał wadę albo Ricciardo skrocil jej żywot jadąc tak agresywnie. WyJasnij jeszcze swoje olśnienie dotyczące opony Ricciardo, bo jestem ciekaw interpretacji. 4. Masz rację i jej nie masz. F1 to nie ruletka, ale bardzo często zmienia się w ruletkę. pomimo setek ludzi na torze i w fabryce, właśnie nie zawsze wszystko można wyliczyć, zmierzyć, oszacować.. Najlepszym przykładem są kwalifikacje Ferrari. Przecież powinni mieć wszystko opanowane po treningach i co? Nic, bo czasami coś pójdzie nie tak. Coś zostanie przeoczone przez 300 inżynierów. Red bull był w wyścigu w lepszej sytuacji, bo mógł zabezpieczyć się inna taktyka dla każdego kierowcy. Wątpliwości może budzic tylko to, ze akurat Ricciardo mial jechać na trzy pit stopy. 4. Ferrari zrobiło identycznie. Tez chcieli zrujnowac wyścig vettela? Aż boję się pytać jak daleko sięga spisek. Mercedesy skonczyly w żwirze. 5. Prześledź wyścigi z kilku ostatnich lat, a przekonasz się, ze nie zawsze wszystko jest oczywiste po piątku i sobocie. Dzięki temu od czasu do czasu w F1 mamy fajny wyścig. 6. Określając artykuł mianem gniota i wieszajac psy na panu Robercie w oparciu o jedno zdanie jest chyba lekka przesadą. Nie uważasz?
    komentarz ekwadora15 litościwie pominę milczeniem. Poziom onetu.
    Panie Robercie, tak trzymać.

  13. Problemem jest to, że to jest raczej streszczenie wyścigu niż jakaś dogłębna analiza. Na takim blogu jak ten wymagamy profesjonalnych treści, gdzie fan F1 dowie się czegoś więcej niż jest wstanie sam wywnioskować. Dla kibiców, którzy od 10 lat nie przegapili żadnego wyścigu na żywo, codziennie czytają tonę newsów na stronach F1, takie artykuły są, bo sa po prostu, czyta się z pasji do sportu. Kiedyś bawiłem się w pisanie i choć nie jestem profesjonalnym dziennikarzem, nigdy nie byłem, to mniej więcej wiem z czym to się je. Taki o to mój przykład, moich treści oceniających w 2013 roku sens przejscia Lewisa do Mercedesa, proby przewidzenia ich formy w 2014-2015 🙂 http://polepositions.f1zone.pl/516/mercedes_-_wyjscie_z_zakretu.html

    • To juz teraz wszystko jasne. Ty jesteś frustrat z niespełnionymi ambicjami. Stąd Twoja napastliwość. Zadałem sobie trud i przeczytałem Twój wpis. Jesteś mi winien kilka minut życia. Wiesz czym różni się Twoja pogłębiona analiza od tego co pisze pan Robert? On pisze artykuły, a Ty wypracowania szkolne. Styl drewniany, składnia na poziomie 12-latka, ubogie słownictwo, zero zasad interpunkcji i błędy ortograficzne. Zanim powiesisz coś w sieci i zacznie to żyć własnym życiem, zajrzyj do słowników, weź jakieś zaległe korepetycje i nie epatuj nas już żalem, kompleksami i frustracją.
      Zawartości merytorycznej nawet nie chce mi się oceniać. Pierwszy przyklad z brzegu: Niki Lauda utalentowanym managerem to żart i to niskich lotów. Jak widać czytasz codziennie tony newsów na darmo.

      • To były początki w 2013 roku 😛 Sam teraz widzę, jak można było niektóre rzeczy przedstawić, napisać inaczej. Odczep się od Nikiego, on właśnie dobrze rozumie, że F1 to biznes i walka interesów, a nie sport 😛 Gdyby to był czysty sport, to przyjmowano by dominację Mercedesa i nic z tym nie robiono. Bo ja np w przeciwieństwie do innych nie wymagam, żeby wygrywał przypadkowo Manor aby tylko coś się działo. Wolę, aby wszystkie wyścigi wygrywał Mercedes jesli to będzie zasłużenie, a nie przypadek. Bo to wtedy ze sportem nie ma nic wspólnego. W piłce np w lidze hiszpańskiej mamy non stop te same drużyny na szczycie i nikt im nie zabrania kupować dalej talenty typu Neymar Jr czy trenerów żeby utrzymywali swoją moc.

    • Streszczenie wyścigu? Chyba jednak się mylisz. Przeczytaj min fragment o twoim ukochanym Lewisie to krótka, ale celna diagnoza. Lekko ironiczna i fajnie.

  14. Brawo MIKOŁAJU za chłodne traktowanie sprawy i nie gloryfikowanie Hamiltona , stary wyjadacz już z niego a tak kardynalny błąd popełnił „myśląc” że każdy mu drogi będzie ustępował.

    LUBIE – POKORA , wiecie co to jest ?

    Senna też przegrywał wyścigi a mimo że wiekszość prawdziwych kibiców go kichało to nie powinno nigdy się mówić „on jest królem to powinni mu zjeżdzać z drogi”

    BZDURA , ciągłe obwinianie nico , za to że w Monaco zaparkował i wywołał flage, a to że w SPa przebił mu oponę , ogarnijcie się i zobaczcie jak dużo takich rzeczy sie dzieje w Q , np w monaco przez innego kierowcę Kubica nie awansował nawet do Q2 , i co ? To że Lewis jest nr 1 jako MŚ , to każdy go broni ?!

    Przykra jest niesprawiedliwość wasza że tak go bronicie

    • Szkoda że taki z niego snob myślący tylko o własnej D , że nie potrafił pogratulować wygrane Vers tak jak zrobił to w piękny sposób Alonso i Vettel – było to widać jak naturalnie uśmiechnięty jest Vettel.

      Możesz sobie mówić kto jest lepszy według Ciebie , ja uważam inaczej , dla mnie świetny kierowca to też taki który poza bolidem tworzy też w około siebie coś wyjątkowego , niepowtarzalnego , a nie to co prezentuje Lewis , a dodatkowo nigdy nie chcę kibicować ludziom którzy są przesadnymi egocentrykami , jeśli nie widzisz różnicy miedzy ostrą zdrową rywalizacją i chęcią zwyciężania a egocentryzmem i musem bycia pierwszym bo się obrażam to masz to na talerzu , ale nasz kraj pełen jest ludzi tolerujących złe postępowania bo sami tacy są 😉

    • Problem jest taki że opinia twoja to opinia lewisa na swój temat ?:)
      Może tak o tym czy ktoś jest największy każdy sobie opinie wyrobi a nie wyrokuje o samym sobie.

    • A to dobre , chętnie zobaczyłbym Lewisa wygrywającego na RACE OF CHAMPIONS …. Choć najpierw trzeba się tam pojawić …. Button , Michael Shum , Riccarod, Hulkenberg , Coultard , Grosean , Alonso i Vettel mieli jaja się pojawić i V nawet wygrać ostatnio , bo konkurować identycznymi maszynami mimo że traktują to jako zabawę też trzeba mieć jaja i dystans do siebie jeśli się przegra , Lewis jakoś nie miał jaj a jako MŚ (czyli champion) miałby pełne prawo się tam pojawić … Także Colin Mcrae brał udział , Ogier, Loeb , nawet Alain Prost .
      Myślę że jesli Nico wygrałby MŚ to nawet on by się pojawił , dla mnie to śmiech z niego a dla niego wstyd że się nie chce zmierzyć , przecież i tak to zabawa , ale przegrać zabawę też trzeba umieć i czerpać z tego tylko frajdę. Chyba VERSTAPPEN jest bardziej psychicznie dojrzały od Lewisa…

  15. LOL RACE OF CHAMPIONS to dopiero ci impreza 😀 Susie Wolff tam startowała, mistrzyni nie wiadomo czego 😀 Lewis za poważny człowiek aby w tym startować. 52 Pole positions, 43 wygrane wyścig, 90 razy na podium, trzy tytuły Mistrza Świata, wicemistrzostwo w debiucie 😀 mistrzostwo w 1 roku startów GP2, Mało osiągnięć, nadal jest nikim 😀 Żal Was słuchać 😛 Lewis obok Fernando to TOP2 obecnej formuły 1 i powie to każdy, kto się zna

Comments are closed.