Hubert Ptaszek zmienia plany i po czterech startach w WRC-2 przerywa program startów w mistrzostwach świata. W drugim sezonie rywalizacji na tym szczeblu pilotowany przez Maćka Szczepaniaka 24-letni kierowca zajmuje dopiero 20. miejsce w klasyfikacji, mając na koncie punkty za piąte miejsce w Argentynie i dziewiąte w Portugalii, do tego nieukończone rajdy w Meksyku i Polsce. Po wywalczeniu siódmej lokaty w zeszłym roku, okraszonej finiszami na podium WRC-2 w Meksyku, Argentynie i Australii, ambicje sięgały znacznie wyżej, ale rajdowa rzeczywistość okazała się mniej łaskawa. Jak mówi sam Hubert, czasami trzeba zrobić krok w tył, by w przyszłości pójść o dwa do przodu…

Twój drugi sezon rywalizacji w WRC-2 nie układa się zgodnie z oczekiwaniami czy ambicjami. Jak wyglądają plany na półmetku zmagań?
Pierwsza połowa sezonu nie poszła po naszej myśli. Nie ma co zagłębiać się za bardzo w szczegóły, ale szans na dobry wynik w klasyfikacji końcowej WRC-2 nie mamy, nasz dorobek punktowy jest dość skromny. Musimy cofnąć się o krok, by w przyszłości mieć szansę na wykonanie dwóch kroków do przodu. Prawda jest taka, że niestety zawieszamy nasze tegoroczne starty w WRC-2, żeby skupić się na solidnym treningu przed kolejnym sezonem. Mam nadzieję, że to dobrze wpłynie na moją karierę. Wspólnie z partnerami rozmawiamy i planujemy starty w mniejszych rajdach, które dadzą nam odrobinę inne doświadczenia. Chcemy jak najlepiej wykorzystać ten czas, ułożyć jak najlepszy program i jak najskuteczniej przepracować kolejne miesiące.

Wiadomo już, jakie starty bierzecie pod uwagę?
Jeszcze nie, trwa planowanie. Mam nadzieję, że na koniec roku po kolejnych rozmowach z moimi partnerami stwierdzimy, że najlepszym rozwiązaniem będzie powrót na najwyższy poziom i pokażemy się w mistrzostwach świata na nowo, ze spokojną głową i nowymi założeniami.

Dlaczego ten sezon tak się dla was ułożył? Presja na wynik sprawiła, że tej spokojnej głowy nie było?
Nie uważam, żeby presja odegrała tu jakąkolwiek rolę. Wszystkie moje tegoroczne dziwne zdarzenia nie wynikały z jazdy ponad limit. Do Rajdu Polski i pomijając Rajd Portugalii, gdzie popełniłem oczywisty błąd, przytrafiały się przygody w miejscach, gdzie inni też mieli problemy. W Meksyku uderzyliśmy spodem w kamień. Płyta powinna była to przyjąć, a przyjęła tak, że rozwaliło nam silnik i skrzynię biegów. W Argentynie uszkodziliśmy samochód w tym samym miejscu, w którym Kris Meeke pierwszy raz rolował – wiadomo, że na tym rajdzie rolował dwa razy. Trafialiśmy na jakieś kamienie, różne rzeczy wystające z drogi, które były nie do przewidzenia.

Nie wrzucam wszystkich onboardów ze wszystkich zdarzeń z tego roku, ale chociażby ten z Rajdu Polski pokazuje, że czasami dzieją się dziwne rzeczy na trasie. Oglądając to miejsce po wypadku, patrząc na koleiny, nadal nie byłem w stanie stwierdzić, co tam się wydarzyło. Nas to nie tłumaczy, ale wolałbym wiedzieć, co się stało. Na pewno wystarczyłoby mi odwagi, żeby przyznać, że to był mój błąd, ale przy tym wydarzeniu nie sądzę, aby tak było. Wolałbym scenariusz, w którym po prostu popełniam błąd i jestem tego świadomy, a nie taki, w którym nadal nie wiem, dlaczego tak zakończyliśmy jazdę.

Szkoda tego występu przed własną publicznością, ale z drugiej strony była to też okazja do ciekawego porównania z innymi polskimi załogami, które starają się mierzyć wysoko. Okazuje się, że nasza ciężka praca i mozolne zdobywanie doświadczeń przynoszą wymierne efekty, bo mamy najlepsze tempo spośród wszystkich biało-czerwonych ekip w mistrzostwach świata.

Czy przerwanie startów w mistrzostwach świata jest najtrudniejszym przeżyciem w Twojej sportowej karierze?
Myślę, że tak. Często pojawia się temat mojego doświadczenia, ale tak naprawdę to doświadczenie w mistrzostwach świata i w ogóle w samej jeździe w rajdach zdobywam dopiero odkąd Maciek Szczepaniak siedzi na moim prawym fotelu. Przyznaję z ręką na sercu, że wcześniej było to bardziej piknikowanie, dobra zabawa. Kiedy Maciek wsiadł na prawy fotel, wszystko przeniosło się w zupełnie inny wymiar. Moja praca zrobiła się maksymalnie profesjonalna. Pomiędzy rajdami wkładam dużo pracy w to, żeby jak najlepiej wypaść w kolejnym starcie. Dużo oglądania onboardów, na przykład przez całą podróż na dalekie rajdy. Cały czas staram się szukać sekund i widać było, że to działa. Szkoda, bo naprawdę ciężko pracowaliśmy, żeby coś w tym sezonie osiągnąć, a oprócz tempa na poszczególnych odcinkach nie udało się dowieźć dobrych wyników.

Jesteś w stanie wyciągnąć coś pozytywnego z tego niepełnego, jak już wiemy, sezonu?
Myślę, że odnalazłem pedał gazu! Zeszliśmy z tempem do poziomu poniżej sekundy na kilometrze do czołówki WRC-2 i kiedy wszystko działało tak jak powinno, to wiele razy było tak, że za fabrycznymi zespołami byliśmy my, prywatna załoga. Niestety, przy przyspieszaniu i gonieniu czołówki zdarzają się pomyłki, błędy. Coraz więcej rzeczy wpływa na jakość wyniku. Jeśli jest wysokie tempo, to zespół musi stawać na wysokości zadania. Wszystko musi współgrać, być na najwyższym poziomie – na przykład masa samochodu, bo niejednokrotnie jechaliśmy rajdówką cięższą o dwadzieścia, trzydzieści, nawet czterdzieści kilogramów niż zespoły fabryczne.

Czynników, które mają wpływ przy dobrym tempie, jest całe mnóstwo. Chcesz uzyskać jak najlepszy wynik, ale też pokazać dobrą prędkość i to wymaga ryzyka. Stąd zagrywki typu jedno koło zapasowe, w tym roku często tak robiliśmy, żeby obniżyć masę. To oczywiście ryzyko, bo jeśli złapiesz dwa kapcie, to musisz skorzystać z Rally2. Dużo jest takich rzeczy, z których mało kto zdaje sobie sprawę, a które odbijają się na wyniku.

Niestety, nie udało nam się dowieźć dobrego tempa do mety. Mieliśmy inne założenia na ten sezon, oczywiście chcieliśmy jeździć szybko i sądzę, że to pokazaliśmy. Wyniki na poszczególnych odcinkach były, ale niestety cały czas brakowało regularności i dojeżdżania do mety. Fajnie, że tempo jest, tylko trzeba nauczyć się dowozić je do mety. Myślę, że łatwiej z szybkiego kierowcy zrobić skutecznego, niż wolnego nauczyć prędkości. Sądzę, iż tę prędkość zdobyliśmy w tym roku, pokazaliśmy ją nieraz na odcinkach i to wszystko nadal ma przyszłość.

Wspomniałeś o podejmowanie ryzyka: nie jest tak, że było ono za duże, że za bardzo i za szybko chcieliście zbliżyć się do czołówki?
W zeszłym sezonie mieliśmy naprawdę duży margines w naszym jeżdżeniu. Wystarczy porównać odcinki, które w tym roku się powtarzały, i porównać nasze tempo. Czarno na białym widać różnicę i to, że wszystko szło w dobrą stronę. Mam nadzieję, że te ruchy, które teraz wykonujemy, przyniosą korzyści. Krok wstecz nie jest najłatwiejszą rzeczą, ale widocznie tak miało być.

Czy wydarzenia tego sezonu przyćmiły Twoje zamiłowanie do rajdów i rywalizacji?
Trudne pytanie. Nie powiem, że z uśmiechem na twarzy schodzę ze sceny, która jest największą możliwą w tym sporcie – to przecież mistrzostwa świata. Jest jak jest i mam nadzieję, że ten ruch, który robimy teraz, koniec końców przyniesie korzyści. Zobaczymy, jak ułoży się nowy plan startów, jakie będą cele jeszcze w tym roku. Na pewno nie będą to mistrzostwa świata i cykl WRC-2, ale podkreślam to, co już powiedziałem: czasami trzeba zrobić ten kroczek w tył, żeby w przyszłości pójść o dwa naprzód.

5 KOMENTARZE

  1. Ja myśle, ze to nie kwestia kierowcy, który po prostu nie ma odpowiedniego zaplecza! Szkoda ! Za rok bedzie starszy i o ułamek sekundy wolniejszy!

  2. To tylko uświadamia czego dokonał Robert i jakim jest kierowcą. Młody mu do pięt nie sięga.

  3. Hubert dla mnie i tak jesteś wielki. Trzymam kciuki za dalszy rozwój Twojej kariery. Życzę sukcesów

Comments are closed.