Ponad 23-letnia przerwa dobiegła końca. Silniki Formuły 1 znowu zaryczały (no dobra, zamruczały) na Autódromo Hermanos Rodríguez w Meksyku. Na ustach wszystkich miejscowych kibiców znajduje się Sergio Pérez, co nie zmienia faktu, że głównymi kandydatami do zwycięstwa pozostają Lewis Hamilton i Nico Rosberg.

Clark

Jim Clark jest jedynym kierowcą, który trzykrotnie zdobył Grand Prix Meksyku (1962, 1963, 1967). Tyle tylko, że ten pierwszy wyścig nie stanowił jeszcze rundy mistrzostw świata Formuły 1, a Szkot dzielił kokpit Lotusa 25 z Trevorem Taylorem.

Clark aż pięć razy zdobywał w Meksyku pole position (1962-1965, 1967), jest również rekordzistą pod względem kilometrów spędzonych na czele wyścigów rozgrywanych na Magdalena Mixhuca (pierwotna nazwa toru) – w sumie 955.

Mansell

Ostatni zakręt Autódromo Hermanos Rodríguez, niegdyś stanowiący długi, bardzo szybki, nachylony nawrót o dźwięcznej nazwie Peraltada, nie bez powodu nosi aktualnie imię Nigela Mansella. W 1990 roku Anglik objechał bowiem Gerharda Bergera po zewnętrznej tego zakrętu. Do takiego manewru trzeba było mieć nie lada cojones. Gwoli ścisłości, Nigel wywalczył w tym wyścigu drugie miejsce, za swoim kolegą z Ferrari – Alainem Prostem.

Meksykańskie osiągnięcia Mansella obejmuje jeszcze jedna druga lokata (1991) oraz dwa zwycięstwa (1987, 1992) – oba odniesione po starcie z pole position.

Prost

Dwie wygrane w Mexico City posiada także Alain Prost. Francuz zwyciężał w Meksyku z McLarenem (1988) i Ferrari (1990). Szczególnej urody był ten drugi triumf, Prost rozpoczynał bowiem ten wyścig z trzynastej pozycji. Stopniowo piął się jednak w górę i na 61. okrążeniu wyprzedził zmagającego się ze zużytymi oponami Ayrtona Sennę, przejmując fotel lidera. Prowadzenia oczywiście już nie oddał.

Po raz pierwszy Prost stał na podium w Meksyku w 1986 roku. Zajął wtedy drugie miejsce, za Gerhardem Bergerem.

Patrese

Riccardo Patrese zdobył Grand Prix Meksyku w 1991 roku (startował z pole position), finiszując sekundę przed szalejącym w końcówce wyścigu Mansellem. Poza tym Włoch dwukrotnie osiągał tutaj metę na drugim (1989, 1992) i raz na trzecim miejscu (1987).

Senna

Brazylijczyk trzykrotnie sięgał w Grand Prix Meksyku po pole position, zwyciężyć udało mu się jednak tylko raz. Poza wygraną z 1989 roku, Ayrton Senna dwukrotnie finiszował na trzeciej (1986, 1991) i raz na drugiej pozycji (1988).

W 1991 roku Brazylijczyk przeżył niemiłą przygodę w Peraltadzie. Podczas jednego z treningów jego McLaren wymknął się spod kontroli, po czym uderzył w bariery z opon, przewracając się kołami do góry. Szczęśliwie Sennie nic się nie stało, choć incydent skłonił go do refleksji na temat wszechobecnego w jego życiu ryzyka. Były one tym głębsze, że Brazylijczyk przyleciał do Meksyku ze zszytą głową, rozciętą w wypadku na skuterach wodnych, i startował w specjalnie przygotowanym kasku.

Hulme

Cztery razy na podium w Meksyku stawał Denny Hulme – raz wygrał (1969) i trzykrotnie zajmował trzecią lokatę (1966, 1967, 1970). Najniższy stopień podium w 1967 roku zapewnił pochodzącemu z Nowej Zelandii kierowcy tytuł mistrza świata. Podczas imprezy po wyścigu kierowcy musieli zmierzyć się… z bykami. Ot, taki pomysł organizatorów.

Brabham

Tyle samo wizyt na podium na Magdalena Mixhuca złożył Jack Brabham. Australijczykowi nigdy nie udało się jednak w Meksyku zwyciężyć. Trzykrotnie finiszował za to na drugiej (1963, 1966, 1967) i raz na trzeciej pozycji (1969).

Berger

W pierwszym wyścigu – po powrocie Meksyku do kalendarza F1 w latach 80. – najlepszy okazał się Gerhard Berger. Korzystający z ogumienia Pirelli, Austriak przejechał dystans na jednym komplecie opon i sięgnął po swoje pierwsze zwycięstwo w karierze. Był to jednocześnie pierwszy triumf ekipy Benettona.

Berger jeszcze dwukrotnie stawał w Meksyku na podium (trzecie lokaty), lecz nigdy nie udało mu się już wygrać. Na liście jego osiągnięć widnieje za to pole position z 1990 roku.

Surtees

John Surtees dwukrotnie wizytował meksykańskie podium F1. W 1966 roku odniósł tutaj zwycięstwo, lecz zdecydowanie wspanialsze wspomnienia wyniósł z wyścigu, który odbył się dwa lata wcześniej. Anglik zajął w nim drugie miejsce, zapewniając tytuł sobie i dorzucając cegiełkę do mistrzostwa świata dla Ferrari. Ciekawostkę stanowi fakt, że Surtees i jego koledzy z włoskiej stajni (każdy w innym modelu) startowali w Meksyku samochodami wystawionymi przez North American Racing Team w niebiesko-białych barwach. Tak samo wyścigówki Ferrari wyglądały także w GP USA (zdjęcie poniżej).

Gurney i Ickx

Identyczne osiągnięcia w Meksyku jak Surtees mają na koncie Dan Gurney i Jacky Ickx. Ten pierwszy triumfował w 1964 roku, a sezon później zajął drugą lokatę. Drugi w 1969 roku finiszował na drugiej pozycji, natomiast w kolejnym sezonie wdrapał się na najwyższy stopień podium.

Hill

W 1968 roku Grand Prix Meksyku padła łupem Grahama Hilla, który w ten sposób przypieczętował zdobycie swojego drugiego tytułu mistrza świata Formuły 1.

Ginther

Pierwsze z trzech samodzielnych zwycięstw Hondy w Formule 1 zostało odniesione 50 lat temu w Meksyku. Jego autorem był Richie Ginther, który zasiadał za kółkiem Hondy RA272. Był to jedyny triumf amerykańskiego kierowcy w królewskiej kategorii wyścigowej.

Schumacher

Michael Schumacher miał tylko jedną okazję (1992), aby pościgać się na Autódromo Hermanos Rodríguez i wykorzystał ją na tyle, na ile było to możliwe. Niemiec finiszował swoim Benettonem na trzeciej pozycji, za kierowcami Williamsa – Nigelem Mansellem i Ricardo Patrese. Było to pierwsze podium przyszłego siedmiokrotnego mistrza świata.

Pedro i Ricardo Rodríguez

Meksykanie nigdy nie doczekali się mistrza świata F1. Mieli jednak utalentowanych kierowców. Byli nimi bracia Rodríguez – Pedro i Ricardo. Pierwszy z nich, uchodzący zresztą za najlepszego kierowcę swoich czasów w deszczu – wygrał nawet w F1 dwa wyścigi. W 1967 roku triumfował na torze Kyalami, jadąc Cooperem T81. Trzy lata późnej, za kierownicą BRM P153, zwyciężył z kolei na Spa-Francorchamps. Więcej nie wygrał, ponieważ w 1971 roku zginął na torze Norisring, startując Ferrari 512M w wyścigu aut sportowych.

Młodszy z braci, Ricardo, uważany był za jeszcze większy talent. Niestety, nigdy nie zdołaliśmy poznać jego rzeczywistego potencjału, wystartował bowiem jedynie w pięciu wyścigach F1, najwyżej finiszując na czwartej pozycji w Belgii (1962). W listopadzie postanowił jeszcze wziąć udział w swojej domowej Grand Prix Meksyku, która nie była wliczana do mistrzostw świata. Ponieważ Ferrari nie startowało, Ricardo zasiadł za kierownicą Lotusa 24 ekipy Roba Walkera. Pierwszego dnia zajęć doszło do tragedii. W łuku Peraltada w jego Lotusie doszło do awarii prawego tylnego zawieszenia. Rodríguez uderzył w bariery, ginąc na miejscu. Miał zaledwie 20 lat. W niedzielę, w dniu wyścigu, przypadnie 53. rocznica tej tragedii.