Pół sekundy przewagi na torze, który ma dwie szykany i sześć zakrętów (przy założeniu, że Ascari to nie szykana, tylko trzy zakręty): Lewis Hamilton nie pozostawia żadnych złudzeń co do tego, kto w tym roku rządzi na Monzy. Fantastyczne jest to, że doceniają go kibice. Pamiętacie, jak w 2009 roku wypadł z toru na ostatnim okrążeniu, a rok później skończył jazdę na pierwszym, po kolizji z Felipe Massą? Wówczas tifosi przyjmowali to brawami i wiwatami zagłuszającymi nawet silniki V8. Teraz owacyjnie przyjmowali najlepsze czasy Hamiltona. Rozumieją, że wszystko, na co stać ich ukochaną Scuderię, nawet po wydaniu ostatnich talonów na poprawki jednostki napędowej, to druga linia na starcie.

Mercedes znokautował rywali. Ich przewaga jest gigantyczna, a do tego oba samochody mistrzów świata ruszą do wyścigu na miękkiej mieszance. Rywale z Red Bulla i Ferrari też rozważali taki scenariusz, ale zwłaszcza w przypadku aktualnych wiceliderów klasyfikacji konstruktorów było to skazane na porażkę. Daniel Ricciardo i Max Verstappen przegrali czasówkę nie tylko ze Scuderią, ale też z osamotnionym w Q3 reprezentantem Williamsa, Valtterim Bottasem – przy czym Ricciardo uległ Finowi o jedną tysięczną sekundy. Felipe Massa nie przebrnął przez Q2, za to tej sztuki dokonał Esteban Gutiérrez – największa niespodzianka kwalifikacji, obok rozdzielającego McLareny Pascala Wehrleina.

Jedyną szansą dla Rosberga będzie start i pierwsza szykana. Jeśli oba Mercedesy przejadą ją bez szwanku w kolejności 44-6, to będzie już po zawodach. Strategia z kwalifikacji jasno sugeruje spokojną jazdę na jeden pit stop. Rywale ruszą na supermiękkich oponach, których wytrzymałość ma być na Monzy lepsza niż przed tygodniem, w Belgii. Celem dla większości też będzie jeden zjazd, ale pierwszy przejazd na najszybciej zużywającej się mieszance oznacza znacznie mniejszą elastyczność niż w przypadku Mercedesów.

Główne tematy na Monzy, oprócz przedłużenia o trzy sezony kontraktu na organizację GP Włoch w Parku Królewskim, to pożegnania paru przedstawicieli starej gwardii. Felipe Massa zwalnia miejsce w Williamsie, a Jensona Buttona zastąpi w McLarenie Stoffel Vandoorne. Mistrz świata z 2009 roku pozostaje w szeregach ekipy z Woking, gdzie będzie służył doświadczeniem oraz pozostanie w odwodzie na wypadek, gdyby Fernando Alonso nie chciał przedłużyć wygasającej po sezonie 2017 umowy. Ron Dennis oczywiście temu zaprzecza, ale doświadczona rezerwa jest bardzo potrzebna nie tylko z myślą o rozwoju przyszłorocznej konstrukcji, ale też o kolejnym roku.

Zarówno Felipe, jak i Jenson są bardzo lubianymi postaciami, ale oczywiście czas nie stoi w miejscu i trzeba ustąpić miejsca młodzieży. W przypadku McLarena to doskonały ruch, bo Vandoorne jak mało kto zasługuje na szansę w Formule 1. Gorzej zapowiada się to w Williamsie, gdzie na pole position w walce o fotel wysunął się Lance Stroll. Temat Sergio Péreza w Grove jest już podobno zamknięty, zresztą Meksykanin właściwie postawił zasłonę dymną, chcąc rozmowami z konkurencją wymusić lepsze warunki umowy z Force India. Odejść stamtąd raczej nie zamierzał: to obecnie lepsze rozwiązanie niż Williams, krótkoterminowo lepsze niż Renault – zmiana barw na żółte musiałaby być projektem długofalowym, obliczonym co najmniej na trzy sezony. Pozostanie w Force India na sezon 2017 nie zostało jeszcze oficjalnie potwierdzone, ale należy się spodziewać właśnie takiego scenariusza. To dobre wieści dla obecnego duetu Renault, trochę gorsze dla Pascala Wehrleina.

9 KOMENTARZE

  1. „na torze, który ma dwie szykany i sześć zakrętów (przy założeniu, że Ascari to nie szykana, tylko trzy zakręty)”
    Nie policzyłeś Curva Grande, czy Lesmo potraktowałeś jako jeden? 😉

Comments are closed.