Kto spośród bohaterów sezonu 2015 zasłużył swoimi tegorocznymi występami na największe uznanie?

Zanim zaczniecie się dopominać, niech tradycji stanie się zadość: zapraszam do lektury mojego tradycyjnego subiektywnego rankingu kierowców. Noty za styl przyznaję w oparciu o wrażenia z całego sezonu. Oceniam zarówno czynniki obiektywne, w rodzaju bilansu z kwalifikacji i wyścigów na tle zespołowego partnera, jak i zupełnie nieobiektywne: widzianą Sokolim Okiem postawę na torze i w padoku.

Na mojej stronie panuje pełna demokracja i można się z tym rankingiem zgodzić lub nie zgodzić, apeluję tylko o kulturalną wymianę poglądów, na odpowiednim poziomie. Pod tekstem jest miejsce na Wasze komentarze, uwagi i propozycje własnych zestawień.

10. Valtteri Bottas

Ktoś musiał otworzyć (czy raczej zamknąć) dziesiątkę. Mógł to być jeden z kierowców McLarena, za godny lepszej sprawy upór i wytrwałość oraz naprawdę niezłą postawę w wyścigach, w których sprzęt spisywał się jako-tako. Mógł to być przeżywający drugą młodość Felipe Massa, ale ostatecznie czerwoną latarnię wśród wyróżnionych trzyma jego zespołowy partner. Lepszy w kwalifikacjach, lepszy też pod względem zdobyczy punktowej, obaj po dwa razy stawali na najniższym stopniu podium. Bottas ostatecznie pokonał Massę, ale przewaga w starciu z bliskim emerytury Brazylijczykiem nie był przekonująca.

 

9. Carlos Sainz

Warto pamiętać, że syn rajdowego mistrza świata w bilansie kwalifikacyjnym całego sezonu pokonał okrzykniętego rewelacją co najmniej dekady zespołowego partnera. Punktowy bilans na tle Verstappena nie jest jednak imponujący, ale wielka w tym zasługa częstszych usterek w samochodzie Sainza. Statystyka jest tutaj bezlitosna: jeśli chodzi o wyścigi, dwa defekty Maksa i aż siedem Carlosa. Debiutancki sezon był więcej niż poprawny, ale pech Hiszpana polega na tym, że jest automatycznie porównywany do młodszego i bardziej efektownego zespołowego kolegi. Osobiście mam nadzieję, że obaj na dłużej zagoszczą w Formule 1, ale w przypadku „obrotowych drzwi” juniorskiego programu Red Bulla wcale nie jest to takie oczywiste.

 

8. Daniel Ricciardo

Świetne występy w Singapurze, USA czy na Węgrzech, które przypominały jego sensacyjną postawę w zeszłym sezonie, może powinny postawić go w tym zestawieniu przynajmniej ponad zespołowym partnerem, od którego Dan bywał zresztą z reguły szybszy w kwalifikacjach. Tyle, że od zwycięzcy mojego zeszłorocznego rankingu wypada wymagać nieco więcej niż minimalna porażka punktowa z Kwiatem. Punktów za uśmiech i wiecznie doskonały humor nie daję: spodziewałem się czegoś więcej na tle Daniiła.

 

7. Daniił Kwiat

Po bardzo nieudanym początku sezonu Rosjanin skazywany był na pożarcie przez zespołowego partnera, objawienie sezonu 2014. Przyszedł jednak wyścig w Monako i wyraźne przełamanie, bez którego dalsza kariera Kwiata w Formule 1 stanęłaby pod bardzo dużym znakiem zapytania. Zwieńczeniem wielkiej przemiany było pierwsze w karierze podium na Węgrzech, a solidne punkty w końcówce sezonu pozwoliły mu wyprzedzić Ricciardo w klasyfikacji sezonu. Żółta kartka jedynie za dziecinny błąd w GP USA, więcej takich i Rosjanin poczuje na plecach oddech juniorów z Toro Rosso.

 

6. Romain Grosjean

Niektórzy uważają, że Pastor Maldonado jest bardzo szybkim kierowcą – choć oczywiście nieregularnym, często pakującym się w kłopoty. Tymczasem na przestrzeni całego sezonu tylko raz zdołał pokonać w kwalifikacjach Grosjeana. Do tego Romain aż trzynaście razy musiał oddać samochód Jolyonowi Palmerowi na pierwszy piątkowy trening. Mimo to zniszczył zespołowego partnera nie tylko w kwalifikacjach, ale też w wyścigach – chociaż trzeba Pastorowi oddać, że nie wszystkie przygody, przez które Wenezuelczyk przejechał najmniej okrążeń w Grand Prix spośród kierowców, którzy startowali przez cały sezon, były przez niego zawinione. Grosjean poza punktami, które pozwoliły wyprzedzić Toro Rosso, stanął na podium w Belgii: tam, gdzie trzy lata temu zasłużył sobie na karne zawieszenie na jeden wyścig. To symbol przemiany Romaina z gorącogłowego szaleńca w solidnego i dość szybkiego zawodnika.

 

5. Sergio Pérez (Force India)

Meksykanin zostawił w cieniu Nico Hülkenberga, (do niedawna) uznawanego za jednego z najbardziej niedocenianych kierowców, wiecznie i niesłusznie pomijanego przy obsadzie foteli w czołowych ekipach. Tymczasem „Checo” co prawda ustąpił zwycięzcy 24h Le Mans w bilansie kwalifikacji (7:12), ale w niedzielne popołudnia był zdecydowanie bardziej skuteczny. Zdobył o 20 punktów więcej i przeważnie trzymał się z daleka od kłopotów na torze – w przeciwieństwie do zespołowego kolegi. W Rosji powtórzył swoją trzecią lokatę z GP Bahrajnu 2014, dorzucając trzecie w historii podium do kolekcji ekipy Force India (w GP Belgii 2009 Giancarlo Fisichella zajął drugie miejsce, po starcie z pole position). Chyba dopiero teraz Sergio dojrzał do takiej szansy, jaką zmarnował w sezonie 2013 w McLarenie.

 

4. Nico Rosberg (Mercedes)

Gdyby nie mocna końcówka sezonu, to być może dla wicemistrza świata zabrakłoby miejsca w tym zestawieniu. Niestety dla żądnych rywalizacji kibiców, obudził się za późno. Zastanawiam się, czy tak jak w przypadku Marka Webbera i Sebastiana Vettela oraz sezonu 2010, rok 2014 nie był dla Nico jedyną szansą na pójście w ślady ojca i zdobycie mistrzowskiego tytułu. Teraz hierarchia w Mercedesie zdaje się być już ustalona i nie mam tu na myśli żadnych odgórnych wytycznych wobec kierowców, tylko wypracowaną przez Hamiltona pozycję oraz przewagę płynącą z pewności siebie, należnej wielokrotnemu już czempionowi. W przekroju całego sezonu 2015 Rosberg był tylko tłem i momentami musiał bardziej obawiać się o utrzymanie się przed Vettelem niż myśleć o atakowaniu Lewisa, ale przynajmniej potrafił wziąć się w garść, gdy Hamilton miał już tytuł w kieszeni.

 

3. Max Verstappen (Toro Rosso)

Młodzieńcowi najwyraźniej zapomniano powiedzieć, że w Formule 1 nie da się wyprzedzać. Minimalne doświadczenie na najwyższym wyścigowym szczeblu nie przeszkodziło kierowcy Toro Rosso w dwukrotnym otarciu się o podium (można żartować, że poprzestał na czwartych lokatach, bo w jego wieku nie mógł napić się szampana po dekoracji) i zademonstrowaniu obiecującej kombinacji agresji oraz opanowania samochodu. W beczce miodu jest jednak kilka łyżek dziegciu: Max jest dość blisko zawieszenia na jeden wyścig (do limitu 12 punktów karnych brakuje mu czterech, konto zubożeje mu dopiero w maju), a w parze z umiejętnościami idzie też pewność siebie granicząca z arogancją. Grzeczni chłopcy nie zostają mistrzami świata, ale z drugiej strony gdzieś jest granica.

 

2. Lewis Hamilton (Mercedes)

Nie za nisko, jak na mistrza świata? Bez wątpienia Lewis stał się jeszcze lepszym kierowcą niż w poprzednim sezonie, przede wszystkim za sprawą znacznie lepszej postawy w kwalifikacjach i niemal bezbłędnej jazdy w wyścigach. Tyle, że po przypieczętowaniu trzeciego w karierze tytułu impet wyraźnie osłabł. Pierwsze skrzypce zaczął grać Rosberg i oczywiście z jednej strony Hamilton nie musiał już niczego udowadniać, ale z drugiej wielkiemu mistrzowi nie przystoi takie rozstawianie po kątach przez kierowcę, który przez większość sezonu nie istniał na tle lidera ekipy.

 

1. Sebastian Vettel (Ferrari)

Czterokrotny mistrz świata za czasów Red Bulla nagrabił sobie wśród kibiców: a to wymachiwaniem paluszkiem, a to preferencyjnym traktowaniem przez zespół (wkrótce więcej o tym, w recenzji autobiografii Marka Webbera). Przejście do Ferrari znacząco ociepliło jego wizerunek i pokazało wielką siłę Seba: umiejętność zjednywania sobie ludzi. Już po pierwszych testach mechanicy oraz inżynierowie Ferrari stali za nim murem. Wraz ze znającym swoje miejsce Kimim Räikkönenem tworzą spokojny duet, a przy braku napięć pomiędzy zawodnikami Scuderii Vettel spokojnie punktował niemal każde potknięcie rywali z Mercedesa. Podtrzymuję ocenę z połowy sezonu: nowy lider Ferrari był największą pozytywną niespodzianką tych mistrzostw.

 

32 KOMENTARZE

  1. To Ferrari było najwiekszą niespodzianką a nie Vettel oczywiście. Porównanie jego wyników z wynikami Raikkonena mnie nie przekonuje bo to co prezentuje Kimi to klasyczny przypadek nieodwracalnego już spadku formy coś ala Villeneuve – jak mu nie podziekują to i sam nie odejdzie. Odrzucając możliwości sprzętowe to numerem jeden był Perez i przymknąłbym oko na tą porażkę w kwalifikacjach z Nico.

  2. Generalnie trudno się do czegoś przyczepić. Ja bym jedynie zamienił kierowców Red Bulla, bo mimo przewagi punktowej Kwiata, to jednak Ricciardo był szybszy przez cały sezon, był dwa razy na podium i możliwe, że stracił trzecie przez awarię na Spa no i gdyby nie niezawinione kontakty z Mercedesami, to walczyłby o zwycięstwo, a Kwiat najwyżej o 5 miejsce.
    No i jeszcze pytanie, czy faktycznie powinno być aź 6 miejsc różnicy między Saintzem, a Verstappenem? Tempo wyścigowe i kwalifikacyjne mieli bardzo podobne tylko Saintz miał ogromnego pecha. Verstappen jest efektowny, ale też czasem aż za bardzo agresywny. Do samego chłopaka nic nie mam, ale denerwuje mnie bardzo zapewnianie z każdej strony, że już za chwilę będzie mistrzem świata, pobije rekordy Schumachera itp. Pożyjemy, zobaczymy. Uważam, że miał dużo szczęścia w tym sezonie, ale jednak niech będzie, że na to trzecie miejsce zasłużył.

  3. Dla mnie nr 1 to Hamilton. W Mercu nie ma podziału na nr 1 i nr 2 więc Hamilton musi cały czas walczyć o swoje w niemieckim jakby nie było zespole. Vettel jezdzi z emerytem Raikkonenem , który jest w f1 już tylko dla pieniędzy . Dodatowo Vettel miał bardzo słaby występ w Bahrajnie i w Meksyku (raz wyleciał z toru) ,a za drugim razem skończył na bandzie. Potrafi jezdzić bezbłędnie ale czasami robi takie klopsy ,że szok. Kiedy to ostatnio Hamilton miał dzwona w wyścigu albo jakiś obrót po własnym błedzie? Dawno , nawet nie pamiętam kiedy .Tu widać jak Lewis dorósł.

  4. @Mikołaj – czy mógłbyś coś więcej napisać o tej autobiografii Webbera? Wyjdzie po polsku czy trzeba szukać tylko na angielskich portalach?

  5. @MK (1.): Nie doceniasz roli atmosfery w zespole. W miejsce wprowadzanych przez Alonso podziałów i politykowania pojawił się człowiek, który może i ustępuje mu czystym, wrodzonym talentem i szybkością, ale jak mało kto potrafi stworzyć zespół przez duże Z. Ludzie z Ferrari pójdą za nim w ogień, a poprzedniego lidera mieli już dosyć.

  6. @arturro14 (2.): W przypadku Ricciardo liczyłem na większą przewagę nad Kwiatem, dlatego Rosjanin pozytywnie mnie zaskoczył. W notach na półmetku sezonu Sainz był jedno miejsce za Verstappenem, ale ostatecznie podia Sergio i Romaina, seria zwycięstw Rosberga czy porządne występy (także pechowych, trapionych defektami) kierowców Red Bulla wymusiły spadek. Swoje zastrzeżenia do Maksa też mam, o czym zresztą wspomniałem w tekście 😉

  7. Mówiłem o dzwonie kończącym jazdę np. Jadę, jadę i dzwon. W GP Węgier to wszystko były małe stłuczki i obcierki w walce.

  8. Jako wielki fan Ferrari i kibic Hamiltona jednocześnie dałbym dwóch pierwszych kierowców ex aequo na 1. miejscu. Fakt, z Hamiltona trochę zeszło pary po zdobyciu tytułu, natomiast kwestią otwartą pozostaje dla mnie pytanie co by było, gdyby nie kurczowe trzymanie się przez zespół zasady stosowania tej samej strategii celem dowiezienia dubletu do mety. O ile w Meksyku Rosberg dawał radę, to już w Brazylii i w Abu Dhabi była realna możliwość ponownej wygranej HAM. Przy Vettelu trzeba zawsze podkreślać jedno: układ z Raikkonenem jako wyraźnym nr 2 w zespole mu odpowiada, ponieważ przy równie szybkim i agresywnym kierowcy oraz braku preferencyjnego traktowania Vettel zwyczajnie zaczyna pękać. Jeśli na miejsce Kimiego za jakiś czas przyjdzie „żądny krwi” młodzian, do tego z szybkością i agresją oraz brakiem respektu przed Sebem, to nie będzie już tak różowo w Maranello. Na koniec proponuję ustanowienie Nagrody Specjalnej za dany sezon, nazwa dowolna – w tym roku proponuję Nagrodę Natychmiastowej Kanonizacji dla duetu McLarena za ich świętą cierpliwość 😛 😀

  9. U mnie 3. GRO, 4. PER, 5. KVY. Ale, jak wiadomo, wszystkie takie noty są w dużej mierze subiektywne 😉

  10. Dla mnie Vettel (mimo, ąe jakoś za nim nie przepadam) przede wszystkim zapunktował totalnym luzem na konferencjach prasowych i „trollowaniem” innych. Te konferencje i ten sport są tak sztywne ostatnio, że na prawdę niczego poza wyścigiem nie daje się oglądać, a i wyścigi potrafią zabijać nudą,
    Vettel razem z Kimim zachowuje się jak człowiek, a nie jak maszynka powtarzająca formułki działu PR.
    Dwa przykłady lekko przerysowane:
    Przykład 1 – kraksa w Mercedesie:
    Hamilton: wina Rosberga, nie zostawił mi miejsca
    Rosberg: wina Hamiltona, chciał mnie wyprzedzić
    Mercedes: niedopuszczalne, zło dla zespołu, będzie dywanik u wszystkich łącznie z Kanclerz Merkel.
    Przykład 2 – kraksa w Ferrari:
    Kimi: jaki wypadek?
    Seb: jebło to jebło, nie ma co rostrząsać
    Ferrari: ścigali się to i stuknąć się mogli, następnym razem niech się ścigają tak, żeby się nie stuknąć
    Sorry, ale ja wolę podejście Ferrari.

  11. Moim zdaniem to nie słaba postawa Hama, a po prostu ingerencja zespołu. Pewnie miał mniej mocy w bolidzie i tak oto Rosberg zaczął jeździć. Nie pierwszy raz to się zdarzyło w F1 . Rosberg musiał parę punktów zdobyć, bo jakby to wyglądało na tle ferrari 😉
    Polityka i tyle, dlatego nie zgadzam się z opinią na temat Lewisa i Rosberga.

  12. Merecedes pokazał jak z zimna precyzja realizować cele – HAM zasłużenie zdobył tytuł mistrza, ROS odżył w końcówce (gdy juz zdobyto co było do zdobycia) VET debiut marzeń – prawie bezbłędny sezon RAI ospale, z problemami i prZeblyskami ( myśle, ze w ostatnim sezonie w F1 może powalczyć o pierwsza trójkę). BOT nie rozwinął skrzydeł (może po informacji o angażu RAI na 2016) MAS solidny seZon przejechany na średnim poziomie – chyba nawet powyżej oczekiwań, PER – powiew świeżości ktory gdzieś utknął w mendrach F1 (nadal nie pokazał pełni talentu) HUL – sezon bez histori RIC duże oczekiwania ale gorsZe wykonanie KVI należy Wrocic uwagę na tego zawodnika w najbliższych latach VES kierowca pokroju PER może napisać kawał histori F1 SAI – w mojej ocenie kierowca ktory powinien być stawiany na równi z VES, GRO podobnie jak w kierowca hondy tak GRO potrzebuje zmiany aby nie popaść w stany depresyjne – czy nowy zespół mu to da (zapowiada sie najlepsZy debiut zespołu od czasu brawn gp – ciekawe czy mam nosa) MAL – niestety nie widać żadnego progresu – ALO – frustracja ale i momentu triumfu gdy ufało sie wyprzedzić dublujacego go RAI, BUT – ten gentleman potrafi starzec sie z godnością, kierowcy saubera – mam wrażenie ze ten zespół powoli gaśnie, manor – niestety brak progresu – wybaczcie styl ale pisze to stojąc w korku na komórce 😉 pozdrawiam jk. Ps materiał sokolim okiem jak zwykle na najwyższym poziome

  13. TOP3 się zgadzam jak najbardziej. Pytanie tylko, czy Lewis kiedykolwiek może wrócić u Mikołaja na nr 1 :)? Od 4-krotnego Mistrza Świata oczekuje się właśnie takiej postawy jaką prezentuje w Ferrari. Choć za kolegę w zespole ma słabego Kimiego więc też ciężko wyciągać wnioski. Dla mnie nr 1 powinno byc ex aequ, Seb i Lewis. Czy ta książka będzie przetłumaczona na polski język :)? No i czy będzie do kupienia w PL? Od dawna jej szukam. Ale liczę, że Mikołaj napiszę o najciekawszych informacjach, które Mark tam przekazał 🙂

  14. Tak jeszcze apropo czystej szybkości kierowców to polecam artykuł „The 2015 F1 Supergrid” na oficjalnej stronie F1, który wydaje mi się, że lepiej odwzorowuje różnice pomiedzy partnerami zespołowymi niż końcowa tabela.

  15. Naprawdę, mój osobisty ranking jest zbieżny z Pańskim. Bottas mnie bardzo rozczarował. Równie dobrze mógłby nie być w tym zestawieniu. Sainza rzeczywiście szkoda. Może i nie będzie wielką gwiazdą, ale wygląda na solidnego zawodnika. Ricciardo też w jakimś stopniu rozczarował, ale trzeba to też zwalić na silnik Renault, czy raczej agregat. Kvyat podniósł się z upadku w drugiej części sezonu i tylko szkoda Suzuki i Austin w jego wykonaniu. Szczerze mówiąc największą niespodzianką jestem dla mnie stosunkowo wysokie miejsce Grosjeana w tym zestawieniu. Umówmy się, że przy Maldonado nie wiele trzeba by być tym lepszym. Uważam, że każdy z obecnej stawki kierowców jest w stanie pokonać Wenezuelczyka na przestrzeni całego sezonu. Perez wykonał naprawdę solidną pracę dla zespołu i widać że ta szansa w sezonie 2013 przyszła zbyt wcześnie. Słusznie Rosberg jest poza podium. Ten sezon był chyba kluczowy dla jego kariery. Jeśli nie powalczy z HAM w przyszłym roku przynajmniej tak samo jak w 2014 roku to dla dobra swojej dalszej kariery w F1 powinien pomyśleć o innym rozwiązaniu. Może nawet o zmianie zespołu. Na pewno to będzie gorący okres dla jego mangementu. Absolutine odkryciem sezonu jest Verstappen. Choć nie wiem czy się cieszyć, czy płakać. Jeśli 17-latek bez większego doświadczenia w prowadzeniu samochodu wyścigowego (w szczególności single seatera), pomijając te wszelkie dyskusje typu „dzisiejszy samochód F1 jest prostszy w prowadzeniu” jest w stanie zaliczyć taki debiut to chyba niezbyt dobrze świadczy o poziomie sportowym królowej motorsportu, prawda? Mimo wszystko jest typem zawodnika, pożądanego w dzisiejszej F1 (jest twardy i bezkompromisowy). Oczywiście podium Lewisowi również się należy, ale ja mam do niego osobiste pretensje, a raczej do całego zespołu Mercedesa. Mam wrażenie, że drugi rok z rzędu oglądając F1 po tej rewolucji technologicznej jesteśmy świadkami „mistrzowskiej ustawki” Mercedesa, tj. przed sezonem lub przed danym wyścigiem jest USTALONE kto ma wygrać, a kto ma być drugi (patrz tegoroczna Grand Prix Monaco i absurdalne ściągnięcie pewnego zwycięstwa Hamiltona do boksu). W niektórych wypadkach (nie we wszystkich) oczekiwałbym od Lewisa tego „genu fantazji” (ale z umiarem Drogi Lewisie:-)) I widzę, że on ma ochotę tak czasem zrobić, choćby na podstawie rozmów radiowych, gdzie prowadzi polemikę z zespołem na temat taktyki. To kolejny przykład na to, że Formuła 1 to najbardziej zespołowy sport świata i nawet ktoś taki jak HAM musi brać w tym udział. Wbrew pozorom, Vettel również nie musi się zbytnio napocić żeby pokonać RAI. Po prostu jedzie swoje i tyle. To raczej słabość Kimiego, któremu samochody po rewolucji technologicznej z 2014 nadal nie odpowiadają (i to się raczej nie zmieni do końca jego kariery + jego zaawansowany wiek) i po prostu lepszy samochód Ferrari odegrały kluczową rolę. Panie Mikołaju, a czy będzie ranking największych rozczarowań? Moja czołówka to oczywiści Bottas i Huelkenberg…

  16. @ 17 Podczepiam się pod pytanie zfs, bo rok temu się nie doczekaliśmy, choć było obiecane. Choć może to efekt roku wyborczego tak na Redaktora zadziałał, hehe 😛

  17. Dałbym Sebę i Lewisa na pierwszym miejscu, bo ten pierwszy nie miał konkurencji w postaci partnera z zespołu, a wpadki mieli obaj.
    Skopiuję sobie tekst z innej dyskusji w temacie Hulkenberga, w której brałem udział, bo nie chce mi się drugi raz zgłębiać już zgłębionego tematu i pisać od nowa. Jeśli chodzi o resztę, to później jest jeszcze wzmianka o duecie Red Bulla i po za tym do niczego się już nie przyczepię 🙂
    Postprzez rocque Pn gru 21, 2015 16:51 Re: GP Abu Zabi
    @
    I po drugie, dlaczego tak wymagacie wrzucenia wyżej Hulkenberga, który ciągle się z kimś rozbijał i odstawał od Pereza?
    Perez i Button, Australia? Perez i Grosjean, Malezja (wiem, Hulk też miał karę w tym wyścigu). Dorzucając Singapur i Rosję to wychodzi 3:2 na niekorzyść (bo liczymy kolizje) Nico, ale cały czas mam wrażenie, że wg większości ludzi to tylko Hulk dzwonił, czy też był uwikłany w incydenty, bo pamięć do startu sezonu nie sięga albo po prostu nie chce sięgać.
    Trochę matematyki i gdybania. Gdyby Hulkenberg wystartował w Belgii to dam sobie rękę uciąć, że wyprzedziłby Massę z tym żałosnym v-max, które miał Brazylijczyk w swoim Williamsie i obronił się przed Raikkonenem, co daje lokatę nr 7*. Gdyby w USA nie nawaliło skrzydło i Nico wyprzedziłby bez problemu Daniela, to kolejność na mecie top 5-7 luzem można założyć: HUL RIC PER (a była szansa złapać Maxa!) W Austin stracił 14 punktów względem Sergio (zamiast 4 więcej 10 mniej) co daje 14.
    14 + 6 = 20
    *przed Massą to miejsce nr 6, a nie 7 – moja pomyłka
    Sergio – jedyny raz nie dojechał na Węgrzech (gdzie w momencie odpadnięcia był poza punktami) i tylko w Japonii miał rozwalony wyścig przez kontakt (nie wiem z czyjej winy). (szacunkowo 0+6=6)
    Nico – Monako, Węgry, Belgia, USA (znowu szacunkowo: 2+8+6+14), co nawet jak odrzucę najlepszy wynik daje różnicę czterech punktów i to są tylko same awarie.
    ergo: mógł być co najmniej remis w punktach, (ewentualnie mała różnica) nawet pomimo dwóch wpadek i ogromnego szczęścia Pereza w Rosji (statystycznie Nico ‚wybrał’ sobie najgorszy wyścig na wpadkę, a wpadki Sergio kosztowały tyle co nic).
    analogicznie też w zasadzie kopiuj-wklej w temacie kierowców Red Bulla:
    Kwiat przed Riccardo!? Dużo wpadek, dużo szczęścia (pudło na Węgrzech, dużo odpadnięć na Spa i w Rosji) i częsty brak tempa wyścigowego względem Daniela. Kwalifikacje też dużo razy z Danielem przegrał.
    Do błędów Daniła jeszcze Q3 Suzuka 🙂

  18. Generalnie Top 10 jest w porządku. Nieco odmiennie jednak widzę pozycje kierowców Toro Rosso, a w szczególności Maxa. Samochód którym dysponowali znacznie ułatwił obydwu kierowcom debiut, z uwagi na jego konkurencyjność. Co by nie mówić, niech każdy sprawdzi sobie (jeśli nie pamięta) jak to wyglądało na przestrzeni sezonu w porównaniu do drugiego jakże utytułowanego zespołu dysponującego tą samą jednostką napędową.
    Max pojechał kilka świetnych wyników, w których wyciągnął świetne wyniki. Trzeba jednak pamiętać, iż jego jazda nie była wolna od błędów (czasem wynikających z przesadnej agresji) i efektowne wyprzedzania czasem zacierały te bardziej negatywne momenty podczas weekendu GP. Dodam jeszcze, że przy rankingu na koniec sezonu staram się oceniać występy zawodników bez dodatkowych punktów za bycie debiutantem, co spycha Verstappena gdzieś w okolice dwójki Red Bulla.
    Jeśli zaś chodzi o Carlosa, to strata punktowa do kolegi zespołowego nie oddaje w żadnym wypadku tego jak blisko siebie pod względem osiągów byli „juniorzy” z Toro Rosso. Główne przyczyny tego stanu zostały ładnie opisane w powyższym zestawieniu, więc nie będę się już do nich odnosił. Osobiście zrezygnowałbym jednak z umieszczania w Top 10 kierowców, dla których właściwie połowa wyścigów była naznaczona ogromnymi problemami z bolidem. Trudno oceniać ich takimi samymi kryteriami jak pozostałych kierowców, a tworzenie przywilejów z nieukończonych wyścigów (mimo iż nie ze swojej winy) byłoby po prostu niesprawiedliwe. Z tego samego powodu nie da się wymiernie ocenić kierowców McLarena, czy nie dało się w zeszłym roku ocenić dwójki Lotusa. Wierzę jednak po tym co widziałem w tym sezonie, że w równej walce Carlos się obroni i przepaści punktowej, takiej jak w tym sezonie nie będzie.
    Kto zatem na 3 miejscu? Dla mnie Grosjean przez relatywnie słaby początek sezonu w wykonaniu Pereza. Grosjean poza kiepskim 1 czy 2 wyścigami nie miał słabych weekendów. A wszystko pomimo 13 straconych względem partnera zespołowego piątków. To był sezon życia w wykonaniu Francuza. Jeśli powtórzy coś podobnego za rok, a Haas będzie tak przyzwoitą maszynerią jak się póki co zapowiada, to jemu i Ferrari może być w 2017 roku po drodze.

  19. Nie zgodzę się kompletnie co do atmosfery tworzonej rzekomo przez Vettela. To co on wyrabia w Ferrari z tym usiłowaniem mówienia po włosku to zwykłe pozerstwo. Jakoś jak Alonso komunikował się w ojczystym języku ekipy Ferrari to nikt się tym nie podniecał (i było to całkowicie naturalne, a nie wyuczone na siłę jak widać u Niemca – tego jego „akcentu” nie da się słuchać). Nie mam wątpliwości, że sympatia pracowników tego teamu do Hiszpana była szczera i znacznie większa niż obecnie do Pana Paluszka. A to co opowiada Arrivabene – szkoda gadać, ten gość powinien być bossem mafii, patrząc na chamstwo, które prezentuje. Szkoda Ferrari 🙁

  20. @Greek (23.): Ja z kolei nie zgadzam się z Tobą, kompletnie inną atmosferę widać gołym okiem na wyścigach. To samo twierdzą pracownicy zespołu, którzy pamiętają czasy Alonso i mają świeże porównanie z Sebem. Mówią to w prywatnych rozmowach, więc nie muszą uprawiać propagandy 😉

  21. Vettel był najlepszym kierowcą minionego sezonu i nie ma tu wątpliwości. Jak Verstappena nie lubię, głównie przez jego ojca, to on powinien być drugi, a Hamilton 3.

  22. @Mikołaj Sokół (24) – Moim zdaniem widać tu „rękę” Flavio Briatore, Fernando budował SWÓJ zespół, Seb to inna generacja, a RBR chyba nauczyło go że klucz to swój ZESPÓŁ 😉 Od kilku lat czytam jaki to Fernando jest świetny i jak to Sebastian „chuchany i dmuchany”, a mimo to 4 tytuły na koncie i miniony sezon mówią wymownie same za siebie. Być może kontrowersyjnie to zabrzmi ale patrząc z perspektywy czasu Lewis, Sebastian i Romain z gorących głów, okrzepli i jest to zupełnie inna generacja od Fernando czy Kimiego, z pewnością nie” gwiazd jednego sezonu” ale różnicę w ewolucji kierowców widać….

  23. @23 – nie do końca rozumiem, jakie chamstwo Arrivabene masz na myśli. To, że kazał s*****ć operatorowi kamery, który łaził nie tam gdzie powinien ? A co w tym złego ? Szczerze mówiąc moim zdaniem ten facet to moim zdaniem jedna z lepszych decyzji Zarządu Ferrari. Po erze Brawna nastał Domenicalli, który był dobrym fachowcem i na pewno inteligentnym facetem, niestety bez charyzmy i umiejętności walnięcia pięścią w stół. Marco Matiacci – skąd oni w ogóle wzięli tego faceta i kto wpadł na ten pomysł ?? Tak, wiem, okres przejściowy, blebleble, ale czy naprawdę nie było lepszego kandydata ? Na ich tle Arrivabene to facet z cojones, który wygląda na kogoś, kto nie boi się nazywać rzeczy po imieniu i potrafi rządzić żelazną ręką, a zarazem ma jakże potrzebny w obecnych sztywniackich czasach luz.
    @26 – z tymi 4 tytułami Seba to ja bym nie przesadzał, dwa z nich nie zostały „zdobyte” jakimś szczególnym wysiłkiem, kiedy przewaga RBR nad resztą była porównywalna (albo i większa) z tym, czym dysponuje teraz Mercedes. Zwłaszcza w 2013 mieliśmy do czynienia z dominacją tak absolutną, że można ją chyba porównać tylko z 1988 r. i przewagą McLarena, bądź 2004 r. i przewagą Ferrari (nie ujmując niczego kierowcom). Natomiast byłbym ostrożny z deklaracją odnośnie „budowania zespołu” – Vettel owszem nauczył się budować zespół wokół siebie, ale dopiero po tym, jak minęły czasy, kiedy to zespół pracował wyłącznie na niego z odgórnego prikazu wiadomo kogo, zaś „wszelkie sygnały innego podejścia skutkowały natychmiast grymaszeniem i wyrzucaniem zabawek z piaskownicy” cytując kierowcę z drugiej strony garażu, którego książka mam nadzieję rzuci na to i kilka jeszcze innych kwestii więcej światła.

  24. @27- Nie zaprzeczę że Sebastian dysponował świetnym bolidem i był gwiazdą, ale Fernando gdzie się nie znalazł również był gwiazdą, więc kwestia faworyzowania w kontekście Teamu w przypadku tych dwóch kierowców została przeze mnie pominięta. Jenson dzięki BGP 001 również zdobył tytuł (wcześniej 15 miejsce w klasyfikacji /07/ i 18 /08/). Oczywiście nie chodzi mi o spieranie się nie mniej jeśli słyszę że Sebastian jest „chimeryczny” to zastanawiam się co powiedzieć o Alonso…. Obaj to świetni kierowcy,obaj mają inne doświadczenia i zalety, szkoda mi tylko że Sebastian jest moim zdaniem nie słusznie traktowany jak chłopiec do bicia…

  25. …jak również o tym, że jego dominacja w 2009 nie trwała przez cały sezon, bo Brawn nie przeznaczał za bardzo za kasy na R&D. Zatem po pierwszym szoku reszta się otrząsnęła, zaczęła gonić i ostatecznie JB swój tytuł zdobył bardziej w stylu Hamiltona w 2008 🙂
    Vettel nie byłby traktowany jak chłopiec do bicia (bo masz rację, przez długi czas faktycznie tak było) gdyby sobie sam długo i wytrwale nie „grabił”, stąd też wraz z famą Mistrza Świata ciągnęła się za nim infamia czarnego PR, który w dużej mierze sam wykreował.

  26. @24. Mikołaj Sokół
    Poczekamy i zobaczymy jak będą płakać, gdy Vettel będzie odchodził z Ferrari 😉 Bo nie sądzę, że można coś takiego uznać za propagandę 🙂

  27. Być może i Vettel zasłużył sobie na miejsce w 10 ale na czemu czele ? Oczywiście ranking osobisty i subiektywny, lecz argumentacja jakoś mało spójna. Atmosfera w zespole ? Kiedy się wszystko dobrze układa, nic i nikt nie przeszkadza, nie ma presji i jest postęp, jakoś ciężko powiedzieć, że to zasługa obecnych włodarzy SF, to jaka atmosfera ma być ? Pogrzebowa ?
    Alonso ma swoje za uszami, jako jego kibic nie mam wątpliwości co do tego ale jego pracy jako kierowcy, nic nie można było zarzucić i śmiem twierdzić, że gdyby Vettel wykonywał swoją na podobnym poziomie, to z bolidu „świst” można by było więcej wyciągnąć.
    Nie wiem o co chodzi z tym szukania u kierowcy cech lidera-mentora-kierownika. Nikt od niego tego nie wymaga i każdy w zespole ma swoje funkcje oraz motywację do działania. Widocznie Schumacher narobił „szogo” w głowie kibiców, a raczej dział PR Ferrari i ciągnie się to do dzisiaj. Szkoda, że ta cudowna umiejętność nie podziała na Mercedesa, po powrocie, chociaż pewnie to jak zwykle nie wina Niemca.
    Niemniej jednak transferowi Vettela towarzyszył klasyczny hochsztaplerski model, który będzie mu ciążył do końca. Cóż zwycięzców podobno się nie osądza ale mam nadzieję, że zawsze będzie pamiętał, że tytuły, które w następnych sezonach będzie zdobywał, to nie efekt jego umiejętności za kółkiem, ale politycznego układu.

Comments are closed.