Dzisiaj 73. urodziny obchodzi Divina Galica – jedna z pięciu kobiet, które miały okazję spróbować swych sił w kwalifikacjach lub wyścigu mistrzostw świata Formuły 1. Z tej okazji mam dla was szybki przegląd pań w świecie królowej sportów motorowych.

Sporty motorowe są zdominowane przez mężczyzn (zwłaszcza za kierownicą), aczkolwiek zdarzały się panie, które potrafiły panom skopać tyłki. Wystarczy wspomnieć Michèle Mouton, która dosiadając Audi Quattro z gracją objeżdżała panów na odcinkach specjalnych, sięgając w 1982 roku po rajdowe wicemistrzostwo świata. Albo Juttę Kleinschmidt, która w 2001 roku wygrała słynny pustynny maraton z Paryża do Dakaru. W Formule 1 również pojawiło się kilka zawodniczek, aczkolwiek ich wyniki nie były już tak spektakularne.

Modelki i szefowe
Mężczyźni uwielbiają szybkie samochody i piękne kobiety. Nic zatem dziwnego, że w padoku roi się od przedstawicielek płci pięknej – i nie chodzi wyłącznie o przechadzające się przed obiektywami kamer i aparatów fotograficznych supermodelki, których szczególnym znawcą był Flavio Briatore, stojący niegdyś na czele ekipy Benettona i Renault. Adriana Volpe, Naomi Campbell, Heidi Klum, czy Elisabetta Gregoraci (aktualnie żona) to tylko kilka „ofiar” słynnego pożeracza niewieścich serc. Koneserów kobiecej urody w F1 było zresztą znacznie więcej – „psami na baby” byli James Hunt, krótko żonaty z Susie Miller, która rzuciła Anglika dla amerykańskiego aktora Richarda Burtona, Eddie Irvine, związany m.in. z Kate Moss, Karen Mulder i Kylie Minogue, czy David Coulthard,widywany z Heidi Wichliński, córką 6. Markiza Bristolu Lady Victorią Hervey, brazylijską królową wybiegów Simone Abdelnour czy belgijską prezenterką telewizyjną Karen Minier, która została jego żoną. Trzeba przyznać, że panowie mieli wyjątkowo trudne życie.

Embed from Getty Images

Padok F1 to jednak nie tylko piękne modelki. Prawda jest taką, że panie zawsze próbowały – z lepszym lub gorszym skutkiem – wkraczać w świat wyścigów. Co więcej, dożyliśmy czasów, w których przedstawicielki płci pięknej piastują najbardziej eksponowane stanowiska w F1. Aktualnie na placu boju pozostała co prawda jedynie Claire Williams, zastępująca w roli szefa niezwykle zasłużonej stajni z Grove swojego ojca, Sir Franka Williamsa, ale do niedawna ekipą z Hinwil dowodziła Monisha Kaltenborn. Pochodząca z Indii 46-latka, absolwentka London School of Economics, przez kilka sezonów dowodziła zespołem założonym przez Petera Saubera. Wracając jeszcze do Claire, córka Franka pojawiła się w Williamsie w 15 lat temu, stopniowo wędrując po szczeblach kariery: od oficera prasowego po zastępcę szefa.

Weteranki
Wiele pań odpowiada w F1 za kontakty z mediami. Jedną z najbardziej znanych i szanowanych w środowisku dam zajmujących się sprawami public relations jest Ann Bradshaw, mająca za sobą współpracę m.in. z Ayrtonem Senną, Nigelem Mansellem, Damonem Hillem i Robertem Kubicą. Obecnie jej podopiecznym jest kierowca mniejszego kalibru, niejaki Lance Stroll. No cóż, Ann ze swoim doświadczeniem przetrwa i tę próbę.

Za weterankę uchodzi także Stefania Bocchi z działu prasowego Ferrari. Prywatnie urocza Włoszka jest żoną szefa Scuderii Maurizio Arrivabene. W McLarenie działa z kolei Silvia Hoffer-Frangipane, pamiętana także z Williamsa, a w Toro Rosso młodzieży Red Bulla pilnuje Fabiana Valenti (na zdjęciu poniżej) – niedoszła reprezentantka Italii w łucznictwie na Igrzyskach Olimpijskich w Seulu.

Embed from Getty Images

Nosek Antonii
Swego czasu w dziale technicznym Ferrari, a potem Williamsa pracowała inna Włoszka. Chodzi o Antonię Terzi, który zdobywała szlify pod okiem głównego projektanta złotej ery stajni z Maranello, Rory’ego Byrne’a. W 2001 roku rzuciła Ferrari na rzecz Williamsa, gdzie została szefową działu aerodynamiki. Wspólnie z Gavinem Fisherem opracowała model FW26 z szokującym rozwiązaniem przedniej części samochodu, z miejsca okrzykniętym kłami morsa. Nosek słabo się sprawdził i w drugiej części sezonu Williams wrócił do klasycznego rozwiązania, a Terzi za swój błąd zapłaciła posadą.

Embed from Getty Images

Przecierała szlaki
Czy to nie ironia, że w świecie królowej sportów motorowych brakuje kobiet za kierownicą? Pomijając wiwisekcje mogące zbliżyć nas do odpowiedzi o przyczyny takiego stanu rzeczy, faktem jest, że w ciągu siedmiu dekad tylko pięciu paniom – i to dosłownie na chwilę – udało się znaleźć w gronie kierowców F1.

Pierwszą z nich była, nieżyjąca już niestety, Maria Teresa de Filippis. Pochodząca z Neapolu 31-letnia wówczas Włoszka pojawiła się w 1958 roku w Monako za kierownicą prywatnego Maserati 250F. Nie zakwalifikowała się jednak do wyścigu, podobnie zresztą jak niejaki Bernard Charles Ecclestone. W Belgii stawiło się znacznie mniej zawodników, więc de Filippis zakwalifikowała się do wyścigu (do Mike’a Hawthorna zabrakło jej aż 34 sekund), finiszując na 10. miejscu, z dwoma rundami straty do Tony’ego Brooksa. Na starcie pojawiła się jeszcze dwa razy – w Portugalii i we Włoszech. W obu przypadkach nie dotarła jednak do mety. Jej najlepszym wynikiem było piąte miejsce w rozgrywanym poza mistrzostwami świata wyścigu w Syrakuzach, gdzie do zwycięskiego Luigiego Musso straciła cztery okrążenia.

W 1959 roku z ekipą Porsche Behra stawiła się w Monako. Nie przebiła się co prawda do szesnastki premiowanej startem, ale tym razem do pełni szczęścia brakowało jej „tylko” 3 sekund. Wkrótce, w związku z tragiczną śmiercią Jeana Behry na torze AVUS pod Berlinem, Włoszka porzuciła wyścigi, wyszła za mąż i poświęciła się rodzinie. Pod koniec lat 70. dołączyła do związku byłych kierowców F1, pełniąc w nim nawet funkcję wiceprezesa. Zmarła w 2016 roku, w wieku 89 lat.

Embed from Getty Images

Z połową punktu
Na start kolejnej damy trzeba było czekać aż 17 lat. Maria Grazia Lombardi, zwana Lellą, urodziła się w Frugarolo pod Turynem. Jej pasja narodziła się podobno podczas szaleńczej jazdy do szpitala po meczu piłki ręcznej, w którym złamano jej nos. Po wielu bezsennych nocach postanowiła zostać kierowcą wyścigowym. W 1974 roku usiłowała bezskutecznie zakwalifikować się do Grand Prix Wielkiej Brytanii starym Brabhamem BT42.

Zimą poznała włoskiego arystokratę Vittorio Zanona, który sfinansował jej starty w kolejnym sezonie za kierownicą Marcha. W RPA po raz pierwszy stanęła na starcie wyścigu F1. Prawdziwy sukces odniosła jednak w Hiszpanii. W obfitującym w dramatyczne zdarzenia, przerwanym po kraksie Rolfa Stommelena wyścigu na torze Montjuïc Park Lella została sklasyfikowana na szóstej pozycji, zdobywając miano pierwszej i jedynej jak do tej pory damy, która zdobyła punkty (dokładnie pół, ponieważ nie przejechano 75% zaplanowanego dystansu) w mistrzostwach świata F1. Warto także dodać, że przetrwała zielone piekło Północnej Pętli Nürburgringu, finiszując tam na siódmej pozycji.

Embed from Getty Images

Bez kasy ani rusz
Po pierwszym wyścigu w 1976 roku w Marchu zastąpił ją Ronnie Peterson. Lombardi próbowała jeszcze ścigać się z RAM Racing, lecz rezultaty były mizerne. W wyścigach samochodowych startowała do końca lat 80., kiedy zdiagnozowano u niej raka. Lella odeszła 3 marca 1992 roku, nazajutrz po wyścigu na torze Kyalami, do którego usiłowała (bez powodzenia) zakwalifikować się Giovanna Amati – trzecia Włoszka w tym gronie.

Urodzona w zamożnej rzymskiej rodzinie Amati w 1992 roku trafiła do chylącego się ku upadkowi zespołu Brabhama. Poza rundą w RPA, długowłosa Włoszka statystowała jeszcze w Meksyku i Brazylii, a ponieważ obiecane przez sponsorów pieniądze nie wpłynęły na konto zespołu, jej miejsce zajął debiutujący w ten sposób w F1 Damon Hill. Na pocieszenie (marne, wiem) pozostał jej fakt, że przyszłemu mistrzowi świata udało się wystartować w wyścigu dopiero za szóstym podejściem.

Embed from Getty Images

Narciarka i zwyciężczyni
Przez F1 – że tak kolokwialnie to ujmę – przewinęły się jeszcze dwie kobiety. Pierwszą z nich była świętująca dzisiaj 73. urodziny Divina Galica, trzykrotna uczestniczka zimowych igrzysk olimpijskich w narciarstwie zjazdowym, która w 1975 roku ustanowiła rekord prędkości, rozpędzając się na nartach do 191 km/h. W 1976 roku Brytyjka z polskimi korzeniami (dziadek był legionistą i polskim generałem, a ojciec po wybuchu II wojny światowej wyemigrował do Wielkiej Brytanii, gdzie służył jako agent Jej Królewskiej Mości) próbowała załapać się Surteesem TS16 z numerem 13 do wyścigu na Brands Hatch. Dwa lata później w Argentynie i Brazylii usiłowała zakwalifikować się do wyścigu Heskethem 308E. Niestety, nie udało się jej dopiąć swego.

Embed from Getty Images

Podobnie jak urodzonej w RPA Desiré Randall Wilson, która w 1980 roku próbowała przebrnąć przez kwalifikacje na torze Brands Hatch za sterami Williamsa FW07. Brak aerodynamicznych poprawek i zerowe doświadczenie na tym poziomie sprawiły, że Wilson wykręciła najgorszy czas. Warto jednak dodać, że kilka miesięcy wcześniej Desiré zapisała na swoim koncie jedno szczególne osiągnięcie – otóż okazała się pierwszą damą (i jedyną), która wygrała wyścig w samochodzie F1. Wydarzenie to miało miejsce również na torze w hrabstwie Kent, w ramach mistrzostw brytyjskiej F1 (Aurora). Wilson za kierownicą Wolfa WR4 sięgnęła po Puchar Evening News. W mistrzostwach świata skończyło się jednak na jednej szansie.

Embed from Getty Images

Na drugim planie
Od przygody z Giovanną Amati w F1 żadna kobieta nie została podstawowym kierowcą. Owszem,  flirtowano z Sarah Fisher (jazdy pokazowe na torze Indianapolis w 2002 roku) czy Katherine Legge (testy z Minardi, przed przemianowaniem na Toro Rosso), lecz nie było to „nic poważnego”. W 2012 roku Susie Wolff, żona aktualnego szefa ekipy Mercedesa, została kierowcą rozwojowym zespołu Williamsa. Była zawodniczka DTM czterokrotnie zaliczyła nawet treningi jako trzeci zawodnik stajni z Grove (po dwa razy w 2014 i 2015 roku), po czym jej romans z F1 dobiegł końca.

Tragicznie skończyła się z kolei przygoda z królową sportów motorowych dla Marii de Villoty, córki Emilio de Villoty (w 1977 roku zaliczył dwa starty starym McLarenem M23), pełniącej funkcję testera w zespole Marussi. W lipcu 2013 roku 33-letnia Hiszpanka odniosła poważne obrażenia głowy (straciła oko) w trakcie testów na lotnisku Duxford. Półtorej roku później znaleziono ją martwą w hotelu. Jak ustalono powodem śmierci było zatrzymanie akcji serca, być może stanowiące konsekwencje wypadku.

Ostatnie nazwiska na liście to Simona de Silvestro, czyli „Miss Swiss” (przez chwilę związana z zespołem Sauber, który teraz współpracuje z Tatianą Calderón) oraz Carmen Jorda, pełniąca funkcję kierowcy rozwojowego ekipy Lotus/Renault, które być może przyprawiają kibiców o szybsze bicie serca, lecz nie za sprawą swoich umiejętności.

Embed from Getty Images

Spokojny sen
Świat zmienia się obecnie bardzo dynamicznie. Panie wkraczają z sukcesami do wielu dziedzin, w których prym wiedli kiedyś włącznie mężczyźni. Mało tego, w wielu rzeczach są od nas zwyczajnie lepsze. Czy to oznacza, że kiedyś doczekamy się w F1 damy, która będzie budzić zainteresowanie nie dlatego, że jest kobietą, lecz z tego powodu, iż jest szybka? Nie ukrywam, że bardzo by mi się to podobało. Obawiam się jednak, że przynajmniej na razie, Lewis Hamilton i Sebastian Vettel mogą spać spokojnie…

10 KOMENTARZE

  1. W przypadku de Silvestro to autorowi chyba pomylił się wygląd z wynikami. No chyba, że ktoś kto zdobywa podia w serii, gdzie przeciążenia są takie jak w F1, prędkości są większe, ale za to nie ma wspomagania kierownicy, wg szanownego artykułopisarza nie ma umiejętności.

    • A tak konkretnie to jakie wyniki dr Silvestro masz na myśli? Zadałem sobie trud i sprawdziłem. Nic szczególnego.
      I chcę jeszcze zapytać dlaczego właściwie obrażasz Roberta? Nie chcesz, nie czytaj i s…. na inne blogi.

      • Skoro pisanie per „szanowny” jest obrażaniem, a ‚*dalaj” już nie, to chyba coś mnie przetunelowało do alternatywnego wszechświata. Co do wyników – akurat nie musiałem nic sprawdzać, bo te sezony obejrzałem. Ona jeździła dużo lepiej niż to widać w cyferkach (nie żeby to była ta sama liga, ale o wynikach Mansella w 1994 roku też można powiedzieć ‚nic szczególnego’).

    • Niepotrzebna ta liczba mnoga przy podiach, w IndyCar dokładnie jedno. Czyli tyle, ile np. japoński as F1 Toranosuke Takagi 😉 Umówmy się, że gdyby nie płeć, to nikt by o tym nie pamiętał. A właśnie o to w temacie pań w motorsporcie chodzi: mają zdobyć sobie pozycję umiejętnościami, a nie swojego rodzaju odmiennością, bo to tylko uwłacza im jako kierowcom.

Comments are closed.