Jak to ujął jeden z moich brazylijskich kolegów po piórze (obecnie powinno się chyba mówić: po klawiaturze…): dobra wiadomość jest taka, że wszystkie zespoły wykonały krok naprzód. Zła jest taka, że Mercedes wykonał trzy kroki…

Spodziewałem się, że Grand Prix Hiszpanii nie przyniesie znaczących zmian w układzie sił, a na pewno nie zakończy dominacji Mercedesa. Przewaga fabrycznego zespołu jest tak duża, że rywale na razie mogą tylko pomarzyć o zmniejszeniu strat. Szukano nadziei w charakterystyce toru pod Barceloną, na którym osiągi jednostki napędowej nie są tak istotne, jak na innych obiektach. Owszem, czysta moc traci tu na znaczeniu, ale od tego sezonu istotna jest także skuteczność systemów odzyskiwania energii. Tutaj Mercedes też wysoko zawiesił poprzeczkę, a do tego pod względem aerodynamiki model W05 też zdaje się nie odstawać od uznanych liderów w tej kwestii (czytaj: od Red Bulla).

Lewis Hamilton i Nico Rosberg mają w rękach potężną broń i jeśli jutro nic nie wydarzy się na starcie i w pierwszym zakręcie, to duet „Srebrnych Strzał” pozwoli rywalom co najwyżej powąchać spaliny. I to przy dublowaniu. Mam nadzieję, że Nico spróbuje powalczyć o utrzymanie prowadzenia w mistrzostwach i zespół nie będzie mu tego bronił – choć z drugiej strony na Circuit de Catalunya walka może ograniczyć się do manewrów taktycznych. Pirelli wylicza, że strategia trzech i dwóch zjazdów daje mniej więcej taki sam czas wyścigu, więc niewykluczone, że na tym polu czekają nas jakieś interesujące zagrywki.

Ciekawie będzie też patrzeć, jak straty z pechowych kwalifikacji będzie nadrabiał startujący z 15. pola Sebastian Vettel. Po piątkowych przygodach z elektryką tym razem zastrajkowała skrzynia biegów. – Od razu straciłem drugi bieg – relacjonował obrońca tytułu. – Wciąż miałem trójkę i wyższe biegi, więc pomyśleliśmy, że uda się przejechać okrążenie, ale w pierwszym zakręcie utknąłem na piątce, nie dało się wrzucić żadnego przełożenia i nie mogłem jechać dalej.

Honoru Red Bulla bronił (jak zwykle ostatnio…) Daniel Ricciardo. Najlepszy zawodnik „reszty świata” w wyścigu liczy co najwyżej na utrzymanie podium: – Sekunda straty to za dużo. Nawet przy innej strategii w wyścigu nie da się nadrobić takiej straty. Oczywiście powalczymy i nawet jeśli nie poradzimy sobie z nimi [z kierowcami Mercedesa], to przynajmniej postaramy się utrzymać innych za sobą.

Za Ricciardo sklasyfikowano dwóch bohaterów czasówki: Valtteriego Bottasa i Romaina Grosjeana. Fin uzyskał czwarty wynik, mimo że w pierwszym treningu jego samochodem jeździł Felipe Nasr, a w pozostałych sesjach kierowca Williamsa nie łapał się nawet w pierwszej dziesiątce. Warto zapoznać się z kulisami takiej poprawy tempa: – Wprowadziliśmy dość duże zmiany w ustawieniach na kwalifikacje i wreszcie mogłem bardziej zaufać w przyczepność tyłu samochodu. Musiałem zmienić styl jazdy. Skorzystałem na czymś, co dostrzegłem w samochodzie Felipe – pewne rzeczy związane z ustawieniami robiliśmy inaczej.

Felipe Massa był dopiero dziewiąty. Na ostatnim pomiarowym okrążeniu zablokował tylne koła na hamowaniu do Zakrętu 10. – Straciłem sześć, siedem dziesiątych sekundy – skarżył się Brazylijczyk.

Wracając do bohaterów, Grosjean zaliczył najlepsze kwalifikacje w tym sezonie, pokonując obu kierowców Ferrari. Żeby nie było tak różowo, Pastor Maldonado rozbił auto już na początku pierwszego okrążenia pomiarowego w Q1. Jego Lotus dziko ślizgał się po torze już w pierwszym zakręcie, a w trzecim Wenezuelczyk szeroko wyjechał na zewnętrzną i stracił przyczepność tylnych kół. – Chyba było coś nie tak z temperaturą opon albo ciśnieniami – próbował się tłumaczyć, przywołując starą śpiewkę z końcówki zeszłego sezonu…

W Scuderii górą był tym razem Kimi Räikkönen, ale dla Fina pokonanie Fernando Alonso nie ma większego znaczenia, jeśli stawką jest zaledwie szósta pozycja. – Każde okrążenie to walka – mówił mistrz świata z sezonu 2007.

Hiszpan z kolei nie tyle martwi się siódmą pozycją, ile stratą czasową do Mercedesa. – W naszej sytuacji nie chodzi nawet o to, że jesteśmy na siódmym polu, daleko za podium – powiedział bohater lokalnej publiczności. – Chodzi o 1,8 sekundy straty i musimy to zmienić. Jestem pewien, a raczej mam nadzieję, że ta różnica się nie zwiększy…

Alonso zwrócił uwagę na fakt, że niska przyczepność toru zagrała jeszcze bardziej na korzyść Mercedesów. – Przez cały weekend stawiamy czoła trudnym warunkom – mówił. – Nie chodzi tu tylko o nas, ale o wszystkich, którzy narzekają na brak docisku. Może to było dodatkowym czynnikiem, który jeszcze bardziej zwiększył ich [Mercedesa] przewagę.

Cóż, czekają nas zawody w dwóch odrębnych kategoriach: Mercedesy i reszta świata. Ciekaw jestem, na kogo stawiacie… Hamilton w pierwszej lidze i Ricciardo w drugiej, a może jednak zdarzy się coś nieprzewidzianego? Zanim się o tym przekonamy, nie zapomnijcie rzucić okiem na polsatowskie studio przed wyścigiem. Będzie drobna niespodzianka…