Efektowny padok w Abu Zabi. Pytanie brzmi: po co?

Przyznam szczerze, że towarzyszą mi pewne obawy przy tworzeniu kolejnego artykułu na tej stronie. Mam nieodparte wrażenie, iż niektórzy kibice próbują na siłę doszukiwać się drugiego, czasem nawet trzeciego dna w moich wypowiedziach. Czy naprawdę nie można opublikować tekstu o Alessandro Zanardim z okazji jego zwycięstwa w nowojorskim maratonie? Czy w analizach video mam występować niczym świadek koronny, z zakrytą twarzą i zmienionym głosem, żeby intonacją czy przypadkowym mrugnięciem nie zdradzić czegoś ponad to, co faktycznie mówię? Piszę to z dużym przymrużeniem oka i daleko mi od popadania w paranoję, ale przyznajcie sami, że interpretacje niektórych fanów zdają się być trochę chore…

Weźmy inny przykład. Daniele Morelli milczy na temat Roberta – źle. Daniele Morelli zabiera głos w sprawie swojego podopiecznego – na pewno kłamie i oszukuje kibiców. Chciałbym poprosić wszystkich anonimowych krzykaczy (na szczęście nie jest ich wielu), aby przemyśleli swoje zachowanie i zastanowili się, czego oczekują od tzw. „obozu” Kubicy. Jeśli informacji, to czekajcie na nie i przyjmujcie je do wiadomości. Wasze pretensje, obraźliwe uwagi i próby rozładowania frustracji niczego nie zmienią. Wiem, że czas upływa nieubłaganie, ale pamiętajmy o tym, jak trudna jest sytuacja i w jak wyjątkowych warunkach znalazł się polski kierowca.

Nie wiem, czy pisanie o Grand Prix Abu Zabi nie wywoła kolejnej fali spiskowych teorii. Wszak to na tym torze Robert Kubica zaliczył swój ostatni start w Formule 1 przed wypadkiem – na pewno Sokół chce przez to coś powiedzieć, coś zasugerować… Dobra, żarty na bok – przed nami jeden z najbardziej bezsensownych wyścigów w kalendarzu. Tor Yas Marina to klasyczny przykład g**na opakowanego w błyszczący papierek. Gdyby nie fantastyczna otoczka, całkowicie odmienna od tego, do czego przywykł światek Formuły 1, pies z kulawą nogą nie byłby zainteresowany zawodami na obiekcie, który poza unikalnym wyjazdem z alei serwisowej nie ma w sobie niczego interesującego. Zabierzcie widowiskowy hotel i port, śliczne domki w padoku zastąpcie wyasfaltowanym poletkiem charakterystycznym dla „klasycznych” europejskich torów i cały czar zniknie.

W krajach europejskich, a także w takich miejscach jak Melbourne czy Montreal, cała lokalna społeczność żyje wyścigiem. Tłumy kibiców tworzą wyjątkową atmosferę, której w miejscach pokroju Abu Zabi po prostu nie ma. Luksus i bogactwo w pustynnej otoczce mieliśmy już w Bahrajnie i pod tym względem kolejny „arabski” wyścig nie wnosi do Formuły 1 niczego nowego – oczywiście poza zasileniem konta bankowego Berniego Ecclestone’a, który właśnie gęsto się tłumaczy przed niemieckim sądem i opowiada, jak to przy pomocy Flavia Briatorego wręczył łapówkę bankierowi Gerhardowi Gribkowsky’emu. Utrzymuje, że nie miał innego wyjścia, bojąc się donosu brytyjskiej skarbówce, która mogłaby mu przysolić dwa miliardy funtów podatku od transakcji sprzedaży praw do Formuły 1. Trzeba przyznać, że na biednego nie trafiło, ale – jakby nie liczyć – 27,5 miliona funtów łapówki wychodzi zdecydowanie taniej… Jeśli na torze nie będzie się wiele działo (a historia na to wskazuje…), właśnie takie historie będą głównym tematem weekendu na Yas Marina.

W zeszłym roku wyścig uratowała fantastyczna walka o mistrzostwo świata, w której po raz pierwszy w historii F1 aż czterech kierowców miało przynajmniej teoretyczne szanse na zdobycie tytułu w ostatniej rundzie sezonu. Co nas czeka w tym roku? Sebastian Vettel ma stuprocentową skuteczność na tym torze i patrząc na jego tegoroczne poczynania można w ciemno obstawiać, że walka będzie znów toczyła się o pozycję „pierwszego po mistrzu”. Owszem, sytuacja na kolejnych miejscach w tabeli mistrzostw jest niezwykle interesująca, ale czy tor w Abu Zabi zapewni nam pasjonujący spektakl?

Mamy dwie strefy DRS, co powinno wreszcie poprawić jakość akcji na torze. Nie jestem zwolennikiem sztucznego „guzika do wyprzedzania”, ale w tym wyścigu nie ma innego wyjścia – nawet długa prosta pomiędzy Zakrętami 7 i 8 nie umożliwiała w poprzednich latach atakowania jadących z przodu rywali. Spytajcie zresztą Fernando Alonso… Mam cichą nadzieję, że trzecia edycja wyścigu u szejków wreszcie będzie ciekawym widowiskiem, usprawiedliwiającym obecność Yas Marina w kalendarzu F1.

Boję się, że znów jakiś spiskowiec się do tego przyczepi, ale polskim kibicom szczególnie polecam śledzenie rywalizacji w Porsche Supercup. Kuba Giermaziak ma szansę na mistrzowski tytuł – kierowca Verva Racing Team traci 17 punktów do liderującego Rene Rasta, ale za sobą ma groźnych rywali: Norberta Siedlera (strata zaledwie dwóch punktów) czy Seana Edwardsa (osiem punktów). Obrona drugiej pozycji w klasyfikacji sezonu nie będzie łatwym zadaniem, bo zarówno dla Giermaziaka, jak i dla jego zespołu obiekt Yas Marina jest nieznanym terytorium. Polak zaliczył solidne przygotowania w symulatorze, ale rywale mają za sobą testy „w realu”. Trzymajcie kciuki za Kubę – półgodzinne kwalifikacje do obu wyścigów (decydują dwa najlepsze czasy okrążenia) rozpoczną się w piątek o 12:50, a wyścigi zaplanowano na sobotę (12:25) i niedzielę (11:45).